poniedziałek, 14 grudnia 2015

♥ One Shot ♥ "Korepetytorka" cz.1 z okazji 10 k wyświetleń






Miłość bywa nieszczęśliwa. Wydaje ci się, że poznałeś osobę, z którą chcesz spędzić resztę życia, założyć rodzinę... 
Jednak wszystko przemija. W pewnym momencie budzimy się i zdajemy sobie sprawę, że to był błąd. To był błąd, którego skutkiem jest złamane serce. 
Miłość bywa okrutna, ale tylko wtedy, kiedy darzymy nią nieodpowiednią osobę.
Leon Verdas miał 20 lat kiedy się ożenił. Wydawało się mu, że to ta jedyna.
Rodzice chłopaka chcieli, by na początku przejął po nich firmę, a później zajął się życiem prywatnym.
Kilka miesięcy po ślubie, małżeństwo zostało rodzicami. Ich syn, Nico był kąpią ojca. Te same duże, zielone oczy. Oczy pełne miłości i dobroci. 
Leon ostatecznie przejął firmę po rodzicach. Był właścicielem, a zarazem szefem w ogromnej kancelarii prawniczej. 
Po 8 latach pięknego życia, zaczęły się problemy. 
Nico miał 8 lat. Potrzebował rodziców, a w szczególności kochającej matki. Matki, której nie widział zbyt często. Kobieta wyjeżdżała na kilkudniowe spotkania biznesowe. Leon miał na głowie całą kancelarię, dom oraz syna.
Żona Verdasa zaniedbywała obowiązki matki jak i żony. 
Ostatecznie, po wielu kłótniach, małżeństwo doszło do wniosku, że nie są sobie przeznaczeni. Wzięli więc rozwód. 
Po pewnym czasie, Leon dowiedział się, że kobieta go zdradzała, a była z nim tylko dla pieniędzy. Pozbawił ją praw do syna.  
Od tamtego czasu szatyn próbuje pogodzić rolę ojca jak i dobrego prawnika. Jest to trudne, jednak dostaje ogromne wsparcie ze strony przyjaciół oraz rodziny. Nie ma on czasu na poznanie kogoś, kto mógłby wypełnić pustkę w jego sercu. 

8-letni chłopiec był dla Verdasa całym światem. Nie wyobrażał sobie bez niego życia. 
Żyli sami. Sami w wielkim domu. Chłopiec nie rozumiał, dlaczego mama odeszła. Leon jednak nie potrafił mu tego wytłumaczyć. 

Z błogiego snu, mężczyznę wybudził donośny dźwięk budzika. Otworzył oczy. Była 7:30. Cicho westchnął i wstał z łóżka. Od razu udał się do kuchni w celu przygotowania śniadania. 
Tym razem zrobił omlety. 
Kiedy skończył, postanowił obudzić Nico. 
Wszedł więc po schodach na górę. Gdy stał już przy drzwiach do pokoju syna, delikatnie je otworzył. Chłopczyk nadal spał. 
Mężczyzna po cichu wszedł do sypialni. Podciągnął żaluzje, w celu oświetlenia pokoju światłem dziennym. 
Później podszedł do łóżka Nico i usiadł na nim. 
Zaczął gładzić chłopca po policzku. Bardzo go kochał. 
-Nico, musisz wstać - szeptał mężczyzna. Próbował go stopniowo obudzić. - Nico - wciąż szeptał. 
Chłopiec delikatnie otworzył oczy i się uśmiechnął.
-Jeszcze chwila tato - powiedział chowając twarz w poduszkę. 
- Dobrze, za 15 minut znowu tu przyjdę - oznajmił - Ale wtedy nie ma wymówki. Rozumiemy się ? - spytał ze szczerym uśmiechem na twarzy. 
-Tak... - odpowiedział. 
Mężczyzna opuścił pokój swojego syna i udał się do łazienki. Tam wziął szybki prysznic. Później wszedł do garderoby. Wybrał, a następnie ubrał na siebie granatowy garnitur, krawat i białą koszulę. Tak właśnie wyglądał jego strój do pracy. 
Użył jeszcze perfum oraz założył zegarek. Przelotnie spojrzał na prawą dłoń. Jeszcze niedawno, na jednym z palców znajdowała się obrączka. Wróciły wspomnienia... 
Potrząsnął głową, by je odgonić. Nie miał zamiaru żyć przeszłością. Liczyło się teraz, dziś. 
Gotowy ponownie udał  się do pokoju 8-latka. 
-Nico, wstawaj - powiedział. Chłopczyk usiadł na łóżku, po chwili wstał na równe nogi.
-Tato... - zaczął - Mam prośbę - podszedł do ojca. Leon ukucnął, by malec mógł się przytulić. 
Tak też się stało. 
-Coś się stało? - Verdas był lekko przejęty. 
-Tak - odpowiedział Nico - Jeśli mnie kochasz, pozwól mi nie iść do szkoły - powiedział ojcu na ucho. 
Leon wybuchł śmiechem.
- Chodź na śniadanie - rzucił i wyszedł z pokoju chłopca. 

Przy posiłku, jak zawsze dużo rozmawiali i śmiali się. Potem malec poszedł się ubrać i umyć zęby. 
Gotowy zszedł na dół. 
- Nico, zakładaj buty i jedziemy. - powiedział ojciec. 
- Ale jesteś pewien, że nie mogę zostać w domu? - spytał uroczo Nico.
-Jestem pewien - odpowiedział Leon, śmiejąc się. Po chwili podszedł do syna i ucałował go w czubek głowy. 
Kiedy malec założył buty, mężczyzna wziął plecak syna i razem wyszli z domu. Potem wsiedli do czarnego auta. Młody Verdas z tyłu, starszy za kierownicą. 
Po 10 minutach drogi byli pod szkołą. Nico chodził do prywatnej podstawówki. Leon nie chciał, by jego syn zetknął się z nieodpowiednim zachowaniem wśród rówieśników. Miał pieniądze, więc posłał syna do prywatnej placówki. 
Razem wysiedli z samochodu. Chłopiec założył plecak. 
Potem ojciec i syn weszli do budynku. Przy szatni, mężczyzna ucałował chłopca w czoło
-Do zobaczenia po szkole. - rzucił i posłał mu ciepły uśmiech.
- Cześć tato - pożegnał się i dołączył do rówieśników.

Po 15 minutach drogi Leon był już w kancelarii. Jak zawsze, został miło powitany przez swoją sekretarkę. Po podpisaniu pewnych dokumentów udał się do swojego biura. Na dzisiejszy dzień nie miał zaplanowanych żadnych rozpraw i spotkań z klientami. Tylko papierkowa robota.
Wszedł do biura i stanął przy szklanej ścianie z okien. Oddychał miarowo. 
Zastanawiał się, dlaczego w jego życiu wszystko się nie układa. 
Był zniechęcony do kobiet. Jedna zniszczyła mu życie. Nie miał zamiaru dawać na to szansy innej. 
Po chwili przemyśleń usiadł przy burku i zaczął uzupełniać dokumenty. 

Kiedy wybiła 14:00, Verdas zerwał się z fotela i wyszedł z biura. Za 15 minut jego syn kończył lekcje. Machnięciem ręki pożegnał się z sekretarką. 
Po pewnym czasie siedział już w aucie. Odpalił silnik i ruszył. 
Po upływie 10 minut znalazł się pod szkołą. Wyszedł z auta i udał się w kierunku wejścia. 
Kiedy przeszedł przez próg szkoły, rozległ się donośny dźwięk dzwonka. Wszystkie dzieci zbiegły ze schodów. Mężczyzna czekał przy szatni. 
Wtem zobaczył swojego syna. Nie był on jednak sam. Towarzyszyła mu młoda kobieta. Leon ruszył w ich kierunku. 
- Dzień dobry - powiedziała 
- Dzień dobry. Czy coś się stało? - spytał lekko zdenerwowany Verdas.
- Spokojnie, nic złego - uspokoiła go - Jestem nauczycielem angielskiego. Uczę pańskiego syna. - mówiła z uśmiechem na twarzy.
- Ma jakieś tyły? - dopytywał się. 
- Nie, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, że Nico jest bardzo dobry z angielskiego. Szczere mówiąc, jest najlepszy z całej klasy. Dlatego chciałabym prosić o to, aby ktoś udzielał mu korepetycji. Nie mam serca patrzeć jak taki talent się marnuje, a w tej klasie się nie rozwija. - wytłumaczyła kobieta. 
- Dobrze, więc zna może pani jakiegoś dobrego korepetytora? - spytał.
- Tak, moja koleżanka udziela korepetycji. 
- Mogłaby pani podać mi jej numer?
- Oczywiście - odpowiedziała i wyjęła telefon z torebki. - Ma na imię Violetta Castillo. Proszę się na mnie powołać. Moje nazwisko to Stone.
- Dobrze. 
Nauczycielka podała numer kontaktowy. Następnie pożegnała się i odeszła. 
Gdy chłopczyk się przebrał, razem z ojcem udali się w kierunku auta. Jak w każdy dzień tygodnia po szkole, zajechali na obiad do restauracji. Byli tam stałymi bywalcami. 
Po posiłku wrócili do domu. 
Chłopiec poszedł odrobić lekcje, a mężczyzna poszedł się przebrać. Wybrał jeansy i bluzkę z krótkim rękawkiem. 
Z zamiarem odpoczynku, usiadł wygodnie na kanapie i włączył jakiś film. 
Po godzinie oglądania wstał i poszedł do pokoju syna, by sprawdzić jak sobie radzi z nauką.
Leon był bardzo dumny z Nico. Nigdy nie miał z nim żadnych problemów. Chłopiec był bardzo dojrzały jak na swój wiek. 
Gdy zapukał do sypialni młodego Verdasa, ten odpowiedział mu "proszę". 
- Radzisz sobie? - spytał z troską ojciec.
- Tak. Już skończyłem. - odpowiedział. 
- Nico, chciałbym porozmawiać z tobą o tych dodatkowych zajęciach angielskiego - zaczął - Chciałbyś je mieć? 
- Tak tato. Ja naprawdę lubię angielski. Zazwyczaj nudzę się na lekcjach.
- Dobrze. To jeszcze dzisiaj zadzwonię do pani i umówię cię na pierwsze zajęcia. 
- Super!
Ojciec podszedł do syna i ucałował go w czoło. Później wyszedł z pokoju, lekko przymykając drzwi. Zszedł na dół i wyciągnął z kieszeni telefon. Wybrał zapisany wcześniej numer do korepetytorki. Wziął głęboki wdech i nacisnął przycisk "zadzwoń".
Po kilku sygnałach mężczyzna usłyszał ciepły głos młodej dziewczyny. 
- Słucham? - powiedziała. 
- Dobry wieczór. Pani Violetta Castillo?
- Tak, przy telefonie.
- Dostałem pani numer od panny Stone. Dzwonię w sprawię zajęć dodatkowych z języka angielskiego.
- Rozumiem.
- No więc oferta nadal jest aktualna? - spytał ojciec Nico.
- Jak najbardziej. 
- Wspaniale. 
- Rozumiem, że te korepetycje będą udzielane dla pańskiego dziecka? - lekko się zaśmiała.
- Tak, dla mojego syna. - odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Dziewczyna wydawała się być bardzo miłą i przyjazną osobą. - Kiedy mogłaby pani przyjść na pierwsze spotkanie? 
- Aktualnie douczam tylko jedną dziewczynkę, więc pasują mi wszystkie dni oprócz poniedziałku po południu. 
- Więc może we wtorek? - zaproponował.
- Nie ma sprawy. a gdzie i o której mam być? 
- Razem z synem jesteśmy w domu od 16:00, więc może pasuje pani 18:00? 
- Tak, pasuje. 
- Cudownie - powiedział. Następnie podał adres. Pożegnali się z uśmiechem na twarzy. 
Był czwartek. do pierwszych zajęć zostało kilka dni. Nie wiadomo dlaczego, Leon nie mógł doczekać się tego spotkania. 
Szybko poszedł do pokoju syna i mu o wszystkim powiedział. 


Według Verdasa, dni mijały niemiłosiernie wolno.
Kiedy we wtorkowy poranek otworzył oczy, jego serce zaczęło szybciej bić. To ten dzień. Dzień, w którym pierwszy raz spotka kobietę o ciepłym, pełnym radości głosie. 
Z radością przygotował śniadanie i obudził syna. Po posiłku oboje się ubrali. Mężczyzna odwiózł syna do szkoły, sam pojechał do kancelarii. 
Cały dzień siedział jak na szpilkach. Nie mógł się skupić. 
Po 2 godzinach rozmyślania postanowił wziąć się w garść i przestać myśleć o nadchodzącym spotkaniu. 
Kiedy spojrzał na zegarek, spostrzegł, że jest 14:00. Chwycił najważniejsze rzeczy z biurka i wyszedł z pomieszczenia. Pożegnał się z sekretarką i opuścił budynek. 
Przy wejściu do szkoły spotkał swojego syna.
- Co ty tu robisz? Lekcje się jeszcze nie skończyły.
- Dzisiaj pani wypuściła nas wcześniej - powiedział Nico. 
Starszy Verdas objął go ramieniem i razem ruszyli do auta. Ja zawsze zajechali do restauracji. Leon kompletnie zapomniał o korepetycjach. 
Na szczęście w czas spostrzegł, która jest godzina. 
Do domu przyjechali po 16:00. Chłopiec poszedł odrabiać lekcje, a mężczyzna, jak zawsze postanowił się przebrać. 
Później szatyn zaczął przyrządzać kolację. Wtem usłyszał dzwonek do drzwi. 
- To ona - szepnął do siebie. 
Ostatni raz spojrzał w lustro. Poprawił fryzurę i ruszył w kierunku drzwi. Wziął głęboki wdech. Ostatecznie otworzył drwi wejściowe. 
- Dobry wieczór - usłyszał ten sam ciepły, kobiecy głos. 
- Dobry wieczór - jego oczom ukazała się niewysoka brunetka z włosami do ramion. Była szczupła. Jej oczy poza tym, że były brązowe, były przepełnione radością i dobrocią. Dziewczyna była przepiękna. 
Mężczyzna szerzej otworzył drzwi. 
- Zapraszam - posłał jej przyjazny uśmiech. 
Kobieta weszła do środka, pozostawiając za sobą słodki zapach. Verdas wziął głębszy wdech. 
Gestem ręki, Leon zaprosił ją do salonu.
- Dobrze, więc na początku może zaproponuję pani coś do picia. - rzekł lekko zestresowany.
- Poproszę wodę, jeśli można - odpowiedziała nieśmiało.
- Nie ma sprawy. Za chwilę wrócę. Proszę się rozgościć.
Kiedy Verdas wszedł do kuchni zaczął rozmyślać.
 Dziewczyna wyglądała na góra 22 lata. Nie wiedział, dlaczego tak mocno się przy niej denerwuje. Czuł ogromną chęć poznania jej bliżej. 
Gdy wrócił do salonu, dziewczyna siedziała na kanapie. 
- Proszę - powiedział stawiając szklankę pełną wody na stoliku.
- Dziękuję - odpowiedziała cicho - No więc, na samym początku chciałabym sprawdzić poziom angielskiego u pańskiego syna. 
- Dobrze, a co do stawki za godzinę? 
- Proponuję 60 zł - mężczyzna potwierdził kiwając głową. 
- To może zawołam syna - zaproponował.
- Dobry pomysł - lekko się uśmiechnęła. 
Leon poszedł na górę. Do salonu wrócił z ośmioletnim chłopcem.
- Dzień dobry - przywitał się nieśmiało.
- Dzień dobry. Jak masz na imię? - mówiła delikatnie dziewczyna. Jej głos był podobny do głosu kochającej matki.
- Nico - odpowiedział.
- A ile masz lat? 
- Osiem.
Chłopczyk usiadł obok swojego taty. 
- Może pan zostawić nas samych? Chciałabym przeprowadzić test diagnozujący. 
- Już mnie nie ma - rzucił Leon i ucałował syna w czoło.
Mężczyzna wrócił do kuchni i kończył przyrządzać kolację. 
Cały czas rozmyślał o pięknej brunetce. Nie wiedział, dlaczego utkwiła mu w głowie.
Do rzeczywistości przywrócił go głos Nico.
- Tato, już skończyliśmy. 
- Dobrze już idę - odpowiedział mężczyzna. 
Leon poprawił swoje gęste włosy i ruszył za synem. 
- I jak? - zapytał Verdas słodkiej dziewczyny.
- Uważam, że jak na ośmioletniego chłopca, Nico bardzo dobrze zna angielski. Po prostu pójdę z materiałem do przodu, rozwinę to czego uczył się dotychczas. 
- Wspaniale. 
- Więc godzina i dzień tygodnia panu odpowiada?
- Tak. 
- Tato, ja chciałbym mieć zajęcia dwa razy w tygodniu! - wtrącił Nico.
- Jesteś pewien? - dopytywał szatyn.
- Tak.
- No dobrze. Więc jest możliwość, by przychodziła do nas pani dwa razy w tygodniu? 
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie. 
- Z przyjemnością. Tylko w jaki dzień? 
- Może we czwartek? 
- Ok. O tej samej porze, tak?
- Tak. 
- Dobrze, więc do zobaczenia we czwartek - zwróciła się do chłopca.
- Dobranoc - odpowiedział jej i pobiegł na górę. 
Leon wskazał ręką stronę wyjścia. Dziewczyna posłała mu uroczy uśmiech i ruszyła w tamtym kierunku.
- Dziękuję - zaczął mężczyzna.
- Nie ma za co. Douczanie pańskiego syna będzie przyjemnością.
Verdas się cicho zaśmiał. Cały czas w jego głowie pojawiało się jedno pytanie. Jednak nie wiedział czy może je zadać. Po krótkiej walce z samym sobą, powiedział:
- Wiem, że to nie jest odpowiednie pytanie, ale wciąż głowię się ile pani ma lat - był lekko skrępowany.
- Nic się nie stało - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy - Mam 24 lata.
- Bardzo młodo pani wygląda. 
- Dziękuję - speszyła się.
- Przepraszam, że tak panią wypytuję. 
- Nie szkodzi - powiedziała i pociągnęła za klamkę. Ich oczom ukazała się ściana padającego deszczu. 
- Przyszła pani piechotą ? 
- Tak - odpowiedziała nieśmiało. 
- Podwiozę panią - zaproponował.
- Nie, dziękuję. 
- Ale to nie problem. 
- Nie może pan zostawić syna samego.
- Spokojnie, powiem pani, która sprząta, żeby go na chwilę przypilnowała.
Dziewczyna wywróciła teatralnie oczami.
- Proszę chwilę poczekać. Tylko pójdę po kluczyki.
- Dobrze. 
Po paru chwilach mężczyzna wrócił. Obydwoje wyszli z domu drzwiami prowadzącymi do garażu. 
Wsiedli do czarnego, drogiego auta. 
- Gdzie mam panią zawieść? 
Dziewczyna powiedziała adres. 
Jechali w ciszy. Czasami na siebie spoglądali. Po 10 minutach byli na miejscu. Violetta wysiadła, wcześniej dziękując za podwiezienie.
Leon wrócił do domu.
Cały wieczór myślał o szatynce z pięknymi oczami. Nie mógł przestać. 

Środa minęła spokojnie, tak jak każdy dzień. 

W czwartkowy poranek, Leon miał bardzo dobry humor. nie mógł się odczekać spotkania ze śliczną dziewczyną. 
Cały dzień w pracy próbował się skupić na dokumentach, rozprawach. Z trudem mu to wychodziło.
Po odebraniu syna ze szkoły, pojechali razem na obiad.
W domu pomógł synowi odrobić lekcje. 
Nim się obejrzał, usłyszał dzwonek do drzwi. Nie zdążył się nawet przebrać z granatowego, męskiego garnituru, na coś bardziej wygodnego. 
Z wielkim uśmiechem otworzył drzwi.
- Doby wieczór.
- Dobry wieczór - odpowiedziała jemu brunetka. Była ubrana w zwiewną sukienkę. 
Mężczyzna zaprosił ją do domu. Ta, weszła i usiadła na kanapie.
- Napije się pani czegoś? 
- Może sok pomarańczowy.
- Już przynoszę.
Po minucie Leon był znów w salonie. 
- Nico jest u siebie. Może panią do niego zaprowadzę? 
- Dobrze. 
Dziewczyna chwyciła szklankę i torbę z książkami. Podążała za szatynem. 
- Ma pan piękny dom - powiedziała idąc po schodach.
- Dziękuję. 
Kiedy stanęli przed drzwiami do pokoju chłopca, Leon delikatnie zapukał. Gdy uzyskał pozwolenie na wejście, otworzył drzwi.
- Synku, masz zajęcia angielskiego. 
Chłopczyk odwrócił się twarzą do ojca i Violetty. 
- Proszę, niech pani wejdzie - powiedział Leon.

Potem zszedł na dół i zaczął gotować. Próbował zastąpić synowi matkę. Nie zawsze mu to wychodziło, ale próbował.

Nim się spostrzegł, minęła godzina. 
Wtem usłyszał rozmowy dochodzące z salonu. 
- Nico, potrafisz naprawdę dużo - mówiła dziewczyna.
- Bez przesady - powiedział chłopiec. 
Leon umył dłonie i na ile mógł, ogarnął się. Przed chwilą miał styczność z mąką.
Z uśmiechem na twarzy wyszedł z kuchni. 
- Już skończyliście? 
- Tak - odpowiedziała dziewczyna. 
- Dobranoc - pożegnał się Nico i ruszył do swojego pokoju. 
Brunetka spojrzała na mężczyznę z lekkim rozśmieszeniem. 
- Ma pan we włosach mąkę - zaczęła się śmiać.
Leon energicznie potrząsnął włosami, co sprawiło, że pozbył się białego proszku.
- Tak to jest, jak próbuje się być ojcem i matką.
Dziewczyna spoważniała.
- Przepraszam, nie powinnam. 
- Spokojnie, nic się nie stało. To ja nie powinienem pytać pani o wiek. Jest mi głupio. - tłumaczył.
Brązowooka uśmiechnęła się pogodnie.
- Mam pytanie  - rzekł. Dziewczyna spojrzała na niego pytającym wzrokiem - Bo ja się kompletnie nie znam. Chodzi o to, czy marchewkę trzeba obierać? - mówił całkiem poważnie.
Brunetka wybuchła śmiechem.
- Ale ja mówię całkiem poważnie.
- Przepraszam - próbowała się powstrzymać - Tak, marchewkę trzeba obierać. 
- Dobrze, a czy mogłaby pani mi pokazać jak to się robi? 
- Nie ma sprawy.
Odłożyła na kanapę książki i ruszyła do kuchni.
Podczas obierania warzyw, dziewczyna postanowiła przerwać denerwującą ją ciszę. 
- Pańska żona. . . 
- Ona nie jest już moją żoną - rzucił trochę niemiło.
- Przykro mi. 
- Mi nie. Zabrała mi tylko mój cenny czas. Jednak bez niej nie miałbym syna.
- Myślałam, że umarła. . . 
Leon się zaśmiał.
- Nie umarła. Po prostu wzięliśmy rozwód. 
- Rozumiem  - odparła. 
- Czym się pani zajmuje, oprócz korepetycji oczywiście?
- W tym roku kończę studia stomatologiczne. 
- Da się to pogodzić? 
- Jeśli się chce, to można zrobić wszystko - odpowiedziała - A pan, czym się zajmuje?
- Mam własną kancelarię prawniczą. 
- Ciekawe. 
- Tak, jednak staram się jak najczęściej bywać w domu. Niestety, wówczas muszę siedzieć do późna i nadrabiać papierkową robotę, którą powinienem robić w pracy. Ale czego nie robi się dla dziecka. 
- Widać, że mocno pan kocha swojego syna.
- Tak. . .  Poza rodzicami i dalszą rodziną, mam tylko jego. 
Brunetka się lekko uśmiechnęła. Podziwiała mężczyznę za to, co robił i jaki był. 
- Nico ma cudownego ojca.
- Dziękuję, ale daleko mi do ideału. 
- Jak każdemu.

Kiedy skończyli krzątać się po kuchni, Leon zaproponował.
- Może zostałaby pani na kolację?
- Przepraszam, ale muszę podziękować.
- Trudno, następnym razem - odwzajemnił jej uśmiech.
Odprowadził brunetką do wyjścia.
- Do wtorku - powiedziała
- Dobranoc i dziękuję za wszystko.
Dziewczyna się zaśmiała.
- Nie ma za co. 
I wyszła.

Leon spędził wieczór z synem. Razem oglądali film. Oboje wtuleni w siebie. Mężczyzna cały czas myślał o brązowookiej. 
Kiedy spostrzegł, że Nico zasnął, wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. 
Później sam się umył i położył spać.




^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^*^

Hey :D

Przychodzę do Was z moim pierwszym w życiu OS!
Jak pewnie zauważyliście, będzie kilka części. 
Jeszcze nie wiem ile... 
Po prostu nie chciałam zrobić zbyt długiego :)

Mam nadzieję, że pomysł się Wam spodobał.

*^*^*^^*


Nie wiem czy zauważyliście, ale OS jest z okazji 10 k wyświetleń!

Dlatego chciałabym Wam serdecznie podziękować za te 3 lub 4 miesiące, które spędziliście czytając moje opowiadanie.
Mam nadzieję, że mnie szybko nie opuścicie, bo ja na razie nie zamierzam odchodzić.
Chociaż jest ciężko :P

Dziękuję też za GENIALNE komentarze <3
Jesteście niesamowici!

*^*^*^*

Bez bicia stwierdzam, że pisanie OS nie jest moją mocną stroną. 
Ja uwielbiam się rozpisywać. . . 
A pisząc OS mam pewne ograniczenia co do długości :)
 Ale mam nadzieję, że jest w miarę przyzwoity.

Czekam na Waszą opinie!

Nie wiem kiedy pojawi się kolejna część OS lub rozdział.
Z pewnością w tym tygodniu!


KOMENTUJCIE - MOTYWUJCIE 

Do następnego OS lub rozdziału 

Ola :*

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 31 : " Przyznaj się "

Kiedy się obudziłam, wciąż było ciemno. Wciąż też jechaliśmy. Spojrzałam na zegarek. Była 1:00 w nocy.
-Leon, kiedy dojedziemy? - spytałam zaspanym głosem.
-Już niedługo. - stwierdził.
-Już 3 raz to mówisz.
Chłopak  się zaśmiał. Spojrzał na mnie z czułością.
- Teraz mówię na prawdę. Będziemy za 10 minut. - powiedział i ponownie spojrzał na drogę.
- A możesz mi powiedzieć, gdzie mnie wywozisz?
- Niestety nie. - odpowiedział. Nastała cisza. Postanowiłam patrzeć przez szybę. Miałam nadzieję, że może w ten sposób rozpoznam miejsce, w którym się znajdujemy. Jednak nic nie mogłam zobaczyć, ponieważ było ciemno.

Po 10 minutach dojechaliśmy do jakiejś miejscowości. Przemierzaliśmy ulice, aż ostatecznie auto się zatrzymało. Wokół było ciemno, nic nie widziałam. Leon zapalił światło w samochodzie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- No więc?
- Jesteśmy. - oznajmił. Lekko się uśmiechnęłam. - Vilu, muszę zawiązać ci oczy.
- Leon, możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy? - lekko się denerwowałam.
- Nie mogę. To tajemnica.
- Wiesz, trochę się ciebie boję. - przyznałam. Mówiłam prawdę. Nie wiedziałam gdzie mnie wywiózł i w jakim celu.
- Vilu - wziął mnie za rękę i spojrzał głęboko w oczy. - Proszę, nie bój się mnie. Nic złego ci się nie stanie. Przyrzekam. - powiedział i delikatnie musnął moje usta. Następnie wyszedł z auta. Nie widziałam nic. Ciemność.
Po chwili drzwi od strony pasażera się otworzyły. Zobaczyłam niewyraźną postać Leona. Odpięłam pasy bezpieczeństwa. Chłopak podał mi rękę. Chwyciłam ją i tym samym wysiadłam z pojazdu.
Leon położył swoje dłonie na mojej talii. Kompletnie go nie widziałam. Wtem usłyszałam szczekanie jakiegoś psa. Jeszcze tylko tego brakowało. Przestraszyłam się.
-Leon - powiedziałam - Zabierz mnie stąd, błagam. - uniosłam ręce w celu odnalezienia chłopaka. Kiedy moje dłonie natknęły się na umięśniony tors, przytuliłam się do niego.
- Spokojnie Vilu - zaczął lekko rozśmieszony - Przy mnie nic ci nie grozi. - ucałował mnie w czoło. - A teraz zawiąże ci oczy, dobrze? - spytał.
- Dobrze.  I tak nic nie widzę, więc to żadna różnica - odpowiedziałam.
Po chwili na czach miałam chustkę.
Kurczowo trzymałam się ukochanego. Pewnie zapalił sobie latarkę, by widzieć drogę do . . .  Właściwie, nie wiedziałam dokąd.
Szliśmy kilka minut. Wydawało mi się, że słyszę szum morza.
Po pewnym czasie Leon powiedział.
-Jesteśmy na miejscu
- Czyli mogę zdjąć tą chustkę? - spytałam.
- Tak, możesz.
Nie czekałam ani chwili dłużej. Jednym ruchem pociągnęłam za materiał.
Moim oczom ukazał się niewielki, piękny domek. Zaparło mi dech w piersiach. Był niesamowity!
Chłopak stał obok mnie, dokładnie mi się przyglądając.
-Nie wiem co powiedzieć.. - zaczęłam - Tu jest cudnie - dokończyłam.
- Cieszę się, że ci się podoba. - odpowiedział - Ale to nie wszystko - dodał.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. On się tylko uśmiechnął i obrócił mnie do tyłu.
Wytrzeszczyłam oczy.
- To jest .. - zacięłam się
Moim oczom ukazało się . . . .  morze. Piękne, granatowe, oświetlone światłem Księżyca. Ten dom miał własne zejście na plażę!
-Mam nadzieję, że ci się podoba. - powiedział  - Bo spędzimy tu całe 2 dni.
- Tu jest pięknie! - krzyknęłam i rzuciłam się na Verdasa. Mocno go przytuliłam.
- Cieszę się, że ci się podoba. - rzucił i ucałował delikatnie moje usta. - Chcesz obejrzeć dom?
- Jasne - odpowiedziałam. Szatyn chwycił mnie za rękę. Razem ruszyliśmy ku wejściu.
Cały dom był bardzo nowoczesny. Wszystko było czyste, białe, idealne.
- Leon, wynająłeś ten dom? - spytałam podczas zwiedzania pięknej kuchni.
- Nie - odpowiedział - to domek letni moich rodziców.
Posłałam mu ciepły uśmiech.
Następnym pomieszczeniem, jakie zwiedziliśmy, był przestronny salon z kominkiem. Później udaliśmy się na górę. Były tam 2 pomieszczenia. Łazienka i . . . . sypialnia.
Kiedy do niej weszłam, zobaczyłam ogromne, dwuosobowe łóżko. Delikatnie się uśmiechnęłam.
Puściłam dłoń Leona i podeszłam bliżej. Przejechałam palcami po idealnie wyprasowanej pościeli.
W pewnym momencie mój wzrok skierował się w prawą stronę. Tam, ujrzałam szklane drzwi, a za nimi plaże.
Wtem poczułam na barku usta szatyna. Przejechał on też opuszkami palców po moim ramieniu. Po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
-Tu jest fantastycznie - szepnęłam i odwróciłam się do niego. - Jesteś cudowny. Dziękuję, że próbujesz mnie odciągnąć od tej rzeczywistości.. problemów.. - wymieniałam, ale moje usta zaczęły być pieszczone przez usta szatyna. Całowaliśmy się delikatnie, dokładnie, rozkoszując się każdą sekundą.
Leon zaczął błądzić dłońmi po moich plecach. Ja rozpoczęłam wędrówkę w jego gęstych włosach.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie
- Co chcesz teraz robić? - spytał
- Jestem trochę głodna. Może coś ugotujemy?
- Dobrze Vilu - odpowiedział i ucałował moje czoło. - Będę czekał w kuchni, ty się rozpakuj.
- Jasne - pokiwałam twierdząco głową.
Kiedy Leon wyszedł z sypialni, postanowiłam wyjąć z torby swoje rzeczy. Po rozpakowaniu, przebrałam się w jeansowe szorty i biały cop top.
Po 10 minutach zbiegłam na dół, do kuchni. Tam zastałam Verdasa. Nie widziała mnie, ponieważ stał plecami do mnie. Po chichu do niego podeszłam. Następnie przytuliłam się do jego pleców.
-Już jestem - powiedziałam.
Szatyn się obrócił w moją stronę i położył swoje dłonie na mojej talii. Mocno mnie do siebie przyciągnął. Przez dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
-Czy nie jest zbyt późno na kolację? - spytał. Zaśmiałam się cicho.
- Jest, ale czuje ogromny głód. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Później wyswobodziłam się z jego objęć.
Kiedy zrobiliśmy omlety, z wielką przyjemnością ja zjedliśmy.
- Jesteś zmęczona? - spytał Leon, który właśnie zmywał naczynia.
Spojrzałam na zegarek.
- Nie, w ogóle. Przecież codziennie jestem na nogach o 3:00 nad ranem. - powiedziałam. Od razu zaczęliśmy się śmiać.
Podczas rozmowy leżałam na skórzanej kanapie w salonie. Panował półmrok. Moje oczy powoli się zamykały i otwierały. Czasem zostawały zamknięte. . . Po kilku minutach walki z powiekami, poddałam się. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam poczułam, że ktoś mnie niesie. Otworzyłam szerzej oczy i zobaczyłam uśmiechającego się do mnie Verdasa.
- Śpiąca królewna obudziła się ze snu - stwierdził i pocałował mnie w czoło.
Liczyłam na całus w usta, ale nie miałam siły na sprzeciw.
- Możesz mnie postawić? - Chłopak wykonał moją prośbę. - Dziękuję
Następnie wzięłam kosmetyczkę i piżamę. Ruszyłam do łazienki.
Po krótkim odświeżeniu i ubraniu się w piżamę, w tym przypadku były to dresowe szorty oraz bokserka na regulowanych ramiączkach, wyszłam z łazienki.
Po przejściu przez przytulny korytarz, weszłam do sypialni. Nikogo w niej nie było. Jednak byłam zbyt zmęczona na rozmyślanie, gdzie to mógł się podziewać mój ukochany.
Położyłam się na łóżku i okryłam ciepłą kołdrą.
Ponownie zasnęłam.
Obudziły mnie ciche szelesty. Momentalnie otworzyłam oczy. Zobaczyłam Leona, który szukał czegoś w swojej torbie. Spojrzał na mnie z czułością i żalem.
-Śpij Vilu. Cii. - powiedział obracając się w moją stronę. - Przepraszam, że cie obudziłem - Zobaczyłam, że ma na sobie jedynie dresowe spodnie. Głośno przełknęłam ślinę. Był taki idealny. Jego ciało było przepięknie wrzeźbione.
-Nic się nie stało. - szepnęłam. Chłopak podszedł do mnie i delikatnie się nade mną nachylił.
Namiętnie mnie pocałował. Wplotłam swoje palce w jego włosy. Delikatnie go do siebie przyciągałam.
Po chwili słabości oderwaliśmy się od siebie.
-Dobranoc - powiedział, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Gdzie masz zamiar spać? - spytałam zdziwiona.
- W salonie. - odpowiedział.
- Nie. Nie chce żebyś się tam męczył skoro obok mnie jest wolne miejsce - oznajmiłam.
- Czyli, że proponujesz mi spanie z tobą? - upewnił się. W jego głosie można było dostrzec radość.
- Tak. Zapraszam - rzuciłam i lekko musnęłam jego usta.
Nim się obejrzałam chłopak leżał obok mnie.
-Kocham cie - szepnęłam i podniosłam się na łokcie. Patrzyłam na jego idealną twarz.
- Ja ciebie też kocham. - mówił.
Następnie oderwał głowę od poduszki i wpił się w moje usta.
Z rozkoszy opadłam na pościel. Wówczas Leon wisiał nade mną. Oparty jedynie na przedramieniu.
Nasze pocałunki były namiętne, pełne miłości i czułości. Kreśliłam dłońmi nieokreślone figury na nagim torsie szatyna. On za to, wolną rękę gładził moje udo i w pół odziany pośladek. Oboje dyszeliśmy z przyjemności. Po pewnym czasie do gry włączyliśmy swoje języki. Było niesamowicie. Verdas był mistrzem całowania.
Wtem chłopak oderwał się od moich ust i zszedł z pocałunkami na szyję. Cicho jęknęłam.
Moje podniecenie było na skraju wytrzymałości. W pewnym momencie popchnęłam szatyna i tym samym leżał on plecami na łóżku.
Usiadłam na nim okrakiem w miejscu zetknięcia się naszych czułych, intymnych miejsc. Nachyliłam się nad nim i ponownie złączyłam nasze usta. Leon jeździł swoimi dłońmi po moich pośladkach. Kiedy je mocniej ścisnął pisnęłam mu w usta. Oboje się zaśmialiśmy i ciągnęliśmy dalej naszą "grę".
W pewnym momencie Verdas usiadł. Jeszcze mocniej przycisnęliśmy się do siebie. Wciąż siedziałam na nim rozkraczona. Lekko pociągałam jego miękkie włosy, drugą rękę trzymałam na jego piersi.
Po długiej chwili czułości oderwaliśmy się od siebie. Oboje dyszeliśmy.
-Jesteś niesamowita - oznajmił. Nieśmiało się uśmiechnęłam.
- Ty też niczego sobie. - dopowiedziałam i ostatni raz musnęłam jego rozgrzane wargi. Następnie z niego zeszłam i położyłam się na chłodnej pościeli.
Po chwili ukochany dołączył do mnie. Leżeliśmy w milczeniu, patrząc sobie głęboko  w oczy. Ostatecznie zgasiłam lampkę nocną i mocniej otuliłam się kołdrą.
- Dobranoc Leon - szepnęłam i obróciłam się do niego tyłem.
Nim się spostrzegłam, Verdas leżał tuż za mną. Stykaliśmy się każdą możliwą częścią ciała, a nasze nogi poplątane były jak jakaś latorośl. Chłopak objął mnie ramieniem. Następnie ucałował mój bark.
- Dobranoc - szepnął. Uśmiechnęłam się do siebie.
Po chwili odpłynęłam w ramionach ukochanego.

Kiedy się obudziłam, w sypialni było jasno. W niektórych miejscach dostrzegłam promienie porannego słońca. Spojrzałam na zegarek. Była 10:00. Obejrzałam się za siebie. Leon Verdas. On wciąż spał. Wyswobodziłam się z jego objęć i ruszyłam do kuchni. Przygotowałam składniki i zaczęłam robić jajecznicę.
Cicho nuciłam sobie piosenkę pod nosem, gdy poczułam na talii czyjeś ręce.
- Leon Verdas - powiedziałam.
Chłopak pocałował mnie w policzek. Następnie mocno przycisnął do blatu kuchennego. Nie dałam rady się ruszyć.
Szatyn musnął moją szyję swoimi ustami następnie trochę poluźnił ucisk. Szybko obróciłam się w jego stronę. Ponownie mnie przycisnął. Oboje się zaśmialiśmy.
- Violetto Catillo, dlaczego tak bardzo mnie w sobie rozkochałaś? - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się delikatnie. Zarzuciłam ręce na jego szyję i wpiłam mu się w usta. Nie musiałam długo czekać na współpracę naszych języków.
Po chwili lekko go od siebie odsunęłam. Spojrzał na mnie pytająco.
- Na początku śniadanie. Później deser. - szepnęłam i puściłam oczko.
Usiedliśmy do stołu.
Posiłek spędziliśmy w przyjemnej ciszy. Leon cały czas patrzył na mnie jak na coś, co z chęcią by zjadł. Z jednej strony mnie to śmieszyło, z drugiej przerażało.
Kiedy zjedliśmy wzięłam nasze talerze i ruszyłam w kierunku kuchni.
Podczas zmywania naczyń czułam na sobie wzrok szatyna. Gdy skończyłam obejrzałam się za siebie. Przyłapałam go na gorącym uczynku. Właśnie na mnie patrzył, siedząc w na kanapie w salonie.
Posłałam mu uroczy uśmiech. Po chwili ruszyłam w jego kierunku.
Kiedy stałam przed nim, powiedziałam
- Dlaczego tak na mnie patrzysz?
- Ale jak?  - udawał zdziwionego.
- Nie udawaj.
- Nie wiem Vilu. Oświeć mnie. - mówił wyciągając do mnie rękę. Chwyciłam ją, a on przyciągnął mnie lekko do siebie. Usiadłam na nim okrakiem. Zetknęliśmy swoje czoła. Położyłam swoje dłonie na jego torsie. On swoje usadowił na granicy moich ud i pośladków.
- Patrzysz na mnie jak na coś do zjedzenia. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Bo to prawda. - odpowiedział i wpił się w moje usta.
Po krótkiej chwili czułości powiedziałam.
- Poróbmy coś ciekawego.
- A na co masz ochotę.? - spytał. Spojrzałam na szklaną ścianę okien za nami. Morze, plaża, słońce. To wszystko znajdował się za szklaną pokrywą.
- Chodźmy na plażę.  - powiedziałam i szybko się zerwałam. Na moje szczęście wzięłam ze sobą strój kąpielowy. Nie wiedziałam, co mnie do tego pokusiło. Może przeczucie, instynkt?
Chłopak też wstał.
- Za 20 minut na dole? - spytał.
Pokiwałam twierdząco głową i pobiegłam na górę.
Bez problemu odszukałam strój odpowiedni na plażę i kąpiel w morzu.
Weszłam do łazienki i zrzuciłam z siebie piżamę. Następnie założyłam czarny, dwuczęściowy strój kąpielowy. Żeby nie było zbyt wulgarnie odziałam też jeansowe szorty i tkaną, prześwitującą bluzkę.
Gotowa opuściłam pomieszczenie. Do torby włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.
W salonie czekał już Verdas. Na sobie miał jedynie szorty. No tak, chłopakom to można chodzić bez bluzki...
Zrobiło mi się gorąco, głośno przełknęłam ślinę. On był boski. Jego "sześciopak" przyciągał mój wzrok jak magnez.
Potrząsnęłam głową, by się ocucić.
- Idziemy? - spytał chłopak przyglądając mi się z ciekawością.
- Tak, chodźmy. - odpowiedziałam i podeszłam do Leona.
Chłopak otworzył szklane drzwi i gestem zaprosił mnie. Uśmiechnęłam się delikatnie i wyszłam na drewniany taras. Potem po kilku schodkach. . .  i stałam na ciepłym piasku. Nie miałam butów, więc chodzenie było ułatwione.
Po chwili dołączył do mnie Verdas. Chwycił mnie za rękę. Szliśmy chwilę.
Na plaży było kilka osób. Byli to z pewnością mieszkańcy sąsiednich domów, którzy tak jak rodzice Leona mieli wykupione prywatne zejście do morza.
- Tu jest ślicznie - powiedziałam nie odrywając wzroku od potężnego zbiornika wodnego.
Rzuciłam torbę na rozgrzany piasek i ruszyłam w kierunku wody.
Kiedy moje stopy pierwszy raz zetknęły się ze słoną cieczą, przymknęłam oczy. Czułam się wypoczęta. W głowie nie miałam milionów problemów, pytań. . . Liczyło się tu i teraz.
W pewnej chwili poczułam za plecami ciało. To z pewnością był mój chłopak. Położył swoje ręce na mojej talii, później przesunął je na brzuch. Objął mnie mocno swoimi ramionami. Czułam się bezpiecznie. Z nim i tylko z nim.
Szatyn położył swoją głowę na moim ramieniu. Przymknęłam oczy. Rozkoszowałam się chwilą.
-Dziękuję - szepnęłam. - Dziękuję ci za to, że mnie tu przywiozłeś.
- Chciałem, żebyś chociaż na chwilę zapomniała o tym wszystkim.. - tłumaczył.
-Wiem - powiedziałam i obróciłam się do niego przodem. - I dlatego ci dziękuję. - położyłam swoje dłonie na jego biodrach i stanęłam na place. Chłopak nachylił się lekko nade mną. Delikatnie się pocałowaliśmy.
Po kilku minutkach oderwaliśmy się od siebie. Uśmiechnęłam się do niego, on odwzajemnił tym samym. Potem ruszyłam w kierunku zostawionych wcześniej rzeczy.
Na rozgrzany piasek położyłam duży koc. Później położyłam się na nim, twarzą do słońca. Zdjęłam okulary. Chciałam nałapać jak najwięcej witaminy D3. Przymknęłam oczy i pozwoliłam na wchłanianie promieni słonecznych.
W pewnym momencie coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Leona. Stał przede mną i się głupio uśmiechał. Kiedy się bliżej przyjrzałam, dostrzegłam, że jego wyrzeźbione ciało jest mokre.
Wtem chłopak położył się na mnie. Jego mokre ciało przylegało do mojego, ubranego. Podpierał się jednak na łokciu, dzięki czemu z pewnością nie odczuwałam zbyt dużego nacisku.
Zaczęliśmy się śmiać.
- Leon zejdź ze mnie! Jesteś cały mokry! - krzyczałam - Leon! - chciałam ciągnąć dalej ale chłopak zamknął mi usta swoimi. Całowaliśmy się namiętnie, bez ograniczeń. . . .
W pewnym momencie zrzuciłam go z siebie. Leżał plecami na kocu, tak jak ja.
Patrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechaliśmy do siebie.
Po pewnym czasie leżakowania, Leon powiedział.
- Vilu, woda jest niesamowita. Chodźmy popływać - prosił.
- Dobra, ale nie masz prawa mnie wrzucić do wody tak jak to zrobiłeś na biwaku. - rzekłam
-Obiecuję - powiedział i musnął moje usta.
Usiadłam na kocu i zdjęłam tkaną bluzkę. Z torby wyjęłam krem z filtrem i zaczęłam smarować sobie ramiona.
Trwało to trochę, Leon w końcu nie wytrzymał i powiedział
- Pomóc ci?
Zaśmiałam się cicho i pokiwałam twierdząco głową. Podałam ukochanemu tubkę z kremem i obróciłam się do niego plecami. Szybko związałam włosy w luźnego koczka, by nie przeszkadzały podczas rozsmarowywania.
Po chwili poczułam dłonie Verdasa na moich brakach. Później łopatkach, plecach. . . .
Robił to bardzo delikatnie i dokładnie. Uwielbiałam, kiedy mnie dotykał.
W pewnym momencie zatrzymał swoje dłonie i pocałował moje plecy.
- Gotowe - rzucił i jeszcze raz ucałował moje rozgrzane ciało.
Obróciłam się do niego przodem. Oboje siedzieliśmy na kocu.
- Mam cie nasmarować? - pytałam.
- Jeśli chcesz. - odpowiedział, a ja przejęłam od niego tubkę z kremem.
Na kolanach przeszłam w miejsce za nim. Nabrałam na dłoń trochę substancji i delikatnie przyłożyłam swoje dłonie do jego umięśnionych pleców.
Po skończonej pracy szepnęłam mu na ucho.
- Już skończyłam
Chłopak wstał i spojrzał na mnie.
Ja też wstałam i ściągnęłam z siebie jeansowe szorty. Chłopak wyciągnął w moją stronę dłoń. Chwyciłam ją i razem ruszyliśmy w kierunku morza.
Po kilku chwilach moje stopy były zamoczone w chłodnej wodzie. Szliśmy dalej, wciąż trzymając się za ręce.
W pewnym momencie byliśmy zanurzeni cali. Świetnie się bawiliśmy. Pływaliśmy, całowaliśmy się, przytulaliśmy.
Po kąpieli wyszliśmy z wody. Wskoczyłam Leonowi na barana. W takiej pozycji doszliśmy do koca. Później zeskoczyłam z pleców Verdasa i położyłam się na kocu, twarzą do słońca. Leon ułożył się na boku, twarzą do mnie. Zamknęłam oczy. Leżeliśmy bardzo blisko siebie. Nasze ciała się dotykały.
W pewnej chwili poczułam na swoim brzuchu dłoń chłopaka. Jeździł on po nim, gładził.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na twarz Leona. Patrzył na mnie z miłością w oczach.
- Kocham cie - powiedział i namiętnie pocałował. Zwisał nade mną. Jedną ręką podpierał się, drugą gładził moje udo, brzuch, pośladek.
- Ja ciebie też - rzuciłam i ponownie złączyłam nasze usta.

Po czasie namiętności Leon poszedł popływać. Ja zostałam sama. Przymknęłam oczy i zaczęłam nucić piosenkę.
Wnet coś mnie uderzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam piłkę plażową. Rozejrzałam się wokół. Kilkadziesiąt metrów ode mnie ujrzałam grupę chłopaków. Jeden z nich biegł w moim kierunku.
- Przepraszam, coś ci się stało? - spytał. Był mniej więcej w moim wieku.. . .  Bardzo przystojny i umięśniony. Tak Jak Leon.
- Nie, nic się nie stało. - odpowiedziałam i miło się do niego uśmiechnęłam.
- Chcesz z nami zagrać ?
Mój wzrok przeniósł się na pływającego Verdasa... Chwila... On nie pływał! On rozmawiał z jakąś blondynką!
- Jasne. Z chęcią. - rzuciłam i wstałam.
Szliśmy rozmawiając. Chłopak był bardzo miły. Genialnie mi się z nim rozmawiało.
Gdy podeszliśmy do rozstawionej siatki, powiedział.
- Chłopaki, mamy nową zawodniczkę. - wszyscy przenieśli swój wzrok na mnie.
- Hej - przywitałam się. - Jestem Violetta.
- Cześć - powiedzieli.
Po krótkiej rozmowie, zaczęliśmy grać.
Szło nam bardzo dobrze. Wspaniale się bawiłam.

Nagle usłyszałam.
-Hej - to był Leon. Obróciłam się w jego stronę. Nie było mi głupio. On przed chwilą gadał z jakąś laską... Ja nie robiłam nic złego.
- O, Leon - powiedziałam obojętnie. - Chcesz się do nas dołączyć ?
- Nie, dziękuję. - odpowiedział.
- Violetta, kto to jest? - spytał jeden z poznanych niedawno chłopców.
- To Leon. Mój chłopak - odpowiedziałam. Widziałam, że Leon jest trochę zły. - Chłopaki, miło było was poznać. Może się jeszcze kiedyś spotkamy, ale muszę iść - pożegnałam się - Cześć!
- Hej Violetto! - odpowiedzieli.
Podeszłam do Verdasa i wywróciłam teatralnie oczami. Nie oglądając się za siebie ruszyłam w kierunku koca.
Zaczęłam składać rzeczy.
Potem ruszyłam w kierunku domu.
Szliśmy w ciszy. Panowała trochę napięta atmosfera.
Kiedy byliśmy w domu, poszłam do kuchni po szklankę wody.
- Vilu, co to miało znaczyć ? - spytał. Obróciłam się do niego. On mówił na poważnie.
- Leon, o co ci chodzi?
- Po co poszłaś z nimi grać ?
- Nie twoja sprawa - rzuciłam. Odłożyłam szklankę na blat i ruszyłam w kierunku salonu.
On mógł sobie gadać z jakąś pindzią, a ja nie mogłam pograć w siatkę z chłopakami?
Mijając Verdasa, chwycił mnie za nadgarstek. Przyciągnął mnie do siebie.
- Skoro jesteśmy razem, to chyba moja też. - szepnął. - Wytłumaczysz mi?
Przewróciłam oczami.
- Chodzi o to, że byłeś zły za to, że grałam z nimi w siatkę. - tłumaczyłam patrząc mu w oczy.  - Zrobiłam to tylko dlatego.. - przerwałam. Nie chciałam, żeby wiedział, że byłam zazdrosna.
- Dlaczego?
Westchnęłam.
- Gadałeś z jakąś dziewczyną. Więc nie widziałam nic złego w grze z tymi chłopakami!
 Verdas się chytrze uśmiechnął,
- Byłaś zazdrosna. .. .
- Byłam, ale ty też. - szepnęłam - Przyznaj się.
- Nigdy. - rzucił i mocno mnie pocałował.
Po chwili przycisnął mnie do blatu kuchennego. Cały czas namiętnie się całowaliśmy. w pewnej chwili Leon chwycił mnie i posadził na blacie.Położył swoje dłonie na moich kolanach i rozszerzył mi nogi. Mocno mnie do siebie przycisnął. Pisnęłam, kiedy zszedł z pocałunkami na szyję.
Oboje dyszeliśmy.
-Przyznaj się. - szepnęłam
- Byłem szaleńczo zazdrosny. - ponownie złączył nasze usta.

Drugą połowę dnia spędziliśmy na zwiedzaniu uroczego miasteczka. Do domu wróciliśmy o 22:00.
Kiedy weszliśmy, zobaczyłam elegancko zastawiony stół. Na nim było pięknie podane jedzenie. Wytrzeszczyłam oczy.
- Co to ma znaczyć? - powiedziałam zszokowana.
- Zapraszam do stołu. - szepnął mi do ucha i pociągnął w kierunku stołu.


Ciąg dalszy nastąpi . . . . . .


ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo













Hey :D

W Wasze słodkie rączki oddaję nowy rozdział.
wiem, wiem, wiem
Miał się pojawić w tygodniu.
Ale ostatnie 2 tygodnie były straszne pod względem nauki
Ogólnie to spałam po 4 godziny. . . .
Ale to nie ważne :P
to tylko liceum ;)
Haha

Przy życiu utrzymuje mnie myśl, że zaraz święta <3

Was też ?

*_*

Mam ogromną nadzieję, że ten rozdział przypadł Wam do gustu!
Jest on długości.. Takiej przeciętnej jak dla mnie :P

Co będzie działo się dalej... 
Dowiecie się w niedługo. 
Myślę, że jak się postaracie z komentarzami ;) to i w tym tygodniu pojawi się nowy rozdział. 

Więc, zapraszam do komentowania :D

Dziękuję, za tyle wspaniałych komentarzy pod poprzednim rozdziałem
KOCHAM WAS MOCNO 

<333


All I want for Christmas is . .  . SNOW!


:P

Do następnego Kochani

Wasza
 Oleczka **

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 30 : " Przepraszam, że przeszkadzam..."

Komentujcie - Motywujcie


Gdy się obudziłam i otworzyłam oczy, obok mnie nikogo nie było. Zrobiło mi się smutno. Jednym z moich marzeń, było obudzenie się u boku ukochanego. Westchnęłam i wstałam z łóżka.
Kiedy się odświeżyłam, umalowałam i ubrałam, zeszłam na dół. Schodząc po schodach, zobaczyłam Verdasa, który siedział na kanapie. Twarz ukrytą miał w swoich dłoniach.
-Dzień dobry - przywitałam się słodko. Następnie usiadłam obok niego.
-Hej Vilu - powiedział i spojrzał mi w oczy. Jego wyraz twarzy był obojętny. "Czyżby Znowu coś się dzieje" - pomyślałam. Jednak wciąż czekałam na dalszy ciąg zdarzeń.
-Coś się stało?
-Porozmawiajmy. - stwierdził. Nieświadoma, uśmiechnęłam się do niego. W pewnym momencie zaczęłam zbliżać się.. Chciałam go pocałować. Udało się! Nasze usta połączyły się.
Minęły 2 sekundy, a szatyn oderwał się ode mnie. Szybko spojrzał w inną stronę.
-Czy zrobiłam coś nie tak? - spytałam.
-Violetto, nie możemy być razem- zaczął. Moje serce powoli pękało.
-Ale jak to? - zaczęłam się jąkać.
- Całą rodziną wyjeżdżamy z Buenos Aires. - kontynuował
- Ale wrócicie. To tylko wyjazd na jakiś czas.. - próbowałam przekonać samą siebie. Do oczu napłynęły mi łzy. Wiedziałem, że to praktycznie nierealne.
- Nie Vilu. Przeprowadzamy się do Hiszpanii na stałe.
- To nic nie szkodzi. - wciąż starałam się jak mogłam - Możemy być parą na odległość. Będziemy siebie odwiedzać, dzwonić do siebie.... - ciągnęłam.
-To nie ma sensu.
-Dlaczego?
-Nie wierzę w związki na odległość. To się z pewnością nie uda. - mówił.
-Z takim nastawieniem, z pewnością się nie uda. - posmutniałam jeszcze bardziej, a z moich oczu popłynęła łza.
- Nie utrudniajmy tego. Zapomnijmy o sobie. Tak będzie łatwiej. - ciągnął. Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzania.
-Czyli to co było między nami.. Jest dla ciebie nie ważne? - łkałam, a serce ... Cóż, mojego serca już nie było. Utopiło się żalu i rozpaczy.
- Było ważne. - mówił, a jego głos nawet nie drgnął. - Ale życie toczy się dalej. A ja nie mam zamiaru się cofać.
Głośno przełknęłam ślinę.
- Czyli mam zapomnieć o tobie, odkochać się..
-Tak - przerwał mi - Zapomnij, że kiedykolwiek mnie spotkałaś - twierdził. Jak mógł tak mówić?! Co za dupek!
Zaczęłam płakać... Próbowałam się opanować, jednak to nie pomagało.
- Czy ty żartujesz? - spytałam.
- Po co miałbym to robić? - spytał  - Violetto, tak będzie lepiej.
- Nie prawda. - szlochałam - Gdybyś mnie naprawdę kochał, spróbowałbyś związku na odległość!
- Violetta, przestań. - przerwał mi. Czemu on tak się zachowywał?
- Wytłumacz mi to. - chłopak westchnął.
- W Hiszpanii zacznę nowe życie. Nie chcę, aby część starego, mnie izolowała.
- Rozumiem, że ja jestem tą częścią.. - dodałam.
-Tak.
- Czyli już mnie nie chcesz? - spytałam, patrząc zapłakanymi oczami w jego szmaragdy. Wszystko się powtarzało.. Moje życie nie miało sensu bez niego.
- Nie chce cie. I nigdy już nie będę cie chciał. - oznajmił.
-To zmienia postać rzeczy - stwierdziłam -  I to bardzo - przetarłam mokry policzek dłonią. - Nie wierzę w to co mówisz! Nawet nie wiesz jak bardzo mnie ranisz! - krzyczałam.
Leon wstał i podszedł do drzwi. Pobiegłam za nim.
- To ostatni raz, kiedy mnie widzisz. - zaczął. - Więcej już się nie zobaczymy. Obiecuję ci to.
- Ale..
- Żegnaj Vilu - powiedział i ucałował mój policzek.
- Nie, błagam.. Nie odchodź. - szeptałam.
- Przykro mi - dodał.
- Leon, nie zostawiaj mnie. Nie odchodź!
Chłopak otworzył drzwi i wyszedł.
- Leon! - mówiłam do siebie - Nie zostawiaj mnie!

Wtem otworzyłam oczy. Byłam cała mokra. Serce biło mi jak szalone. Dyszałam..
-Cii.. Spokojnie Vilu - usłyszałam jego głos. Głos Leona. - Nigdzie nie idę.
Spojrzałam mu w oczy. Były pełne bólu i strachu.  Poczułam też, że moje policzki są mokre od słonych łez.
-Leon? - szepnęłam.
-To tylko sen - zapewniał - Jestem tu.
Szatyn zwisał nade mną. Dotknęłam jego idealnej twarzy.
-To ty.. - szepnęłam
-Tak to ja. Vilu, to był zły sen.
-Mam nadzieję. - odparłam.
-Co ci się śniło? - spytał. - Krzyczałaś żebym nie odchodził, żebym cie nie zostawiał..
Do oczu napłynęły mi słone łzy. Delikatnie przymknęłam powieki.
-Śniło mi się, że .. - westchnęłam - Że musisz wyjechać. I nie chcesz utrzymywać ze mną kontaktów, ponieważ ja jestem przeszłością - tłumaczyłam - To było takie realne.
Po chwili przytuliłam Leona. Chłopak delikatnie się obrócił. Wówczas on leżał na plecach, a ja byłam wtulona w jego nagi, umięśniony tors.
- Leon,obiecaj mi, że mnie nigdy nie zostawisz. Proszę. - błagałam.
Poczułam jak szatyn ucałował czubek mojej głowy.
- Obiecuję - rzekł.
Ponownie zasnęłam.

Kiedy się obudziłam, poczułam, że otula mnie ciepłe ciało. Uśmiechnęłam się do siebie, wiedząc, że to Leon. Leżałam na boku, chłopak tuż za mną, stykając się całkowicie z moim ciałem.
Delikatnie się obróciłam, w celu sprawdzenia, czy mój ukochany wciąż śpi. Miał zamknięte oczy.
-Dzień dobry - wyszeptał.
-Myślałam, że śpisz - zaczęłam, jednak jego usta przerwały mi. Chłopak obrócił się  i tym sposobem zwisał nade mną.
Całowaliśmy się delikatnie, pieściliśmy swoje wargi. Po chwili przerwałam nasze czułości. Spojrzałam na chłopaka. Na jego twarzy pojawił się grymas. Cmoknęłam go jeszcze raz. Później zerwałam się z łóżka.
-Ja pójdę przygotować śniadanie, a ty możesz jeszcze trochę poleżeć - rzuciłam i wyszłam z pokoju dla gości.
To było dziwna noc. Na początku burza, potem sen..
Moje myśli znowu błąkały się w innym świecie.
Weszłam do sypialni, odświeżyłam się, pomalowałam i związałam włosy w kitkę. Później ubrałam się w miętową spódniczkę i białą koszulkę. Na koniec użyłam perfum i zeszłam na dół.
Dom wciąż był pusty. Była 7:30. Do szkoły mieliśmy na 9:00.
Zaczęłam przyrządzać śniadanie, jednak wciąż myślałam o śnie, w którym ja i Leon ponownie się rozstawaliśmy. Dlaczego śniły mi się tylko chwile rozstania?! To już drugi raz. Mój umysł najprawdopodobniej nie wytrzyma kolejnego razu..
Gdy zrobiłam naleśniki, położyłam je na 2 talerzykach. Posmarowałam je nutellą i położyłam kilka kawałków banana.
Wtem poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Obce ciało przysunęło się do mnie bardzo blisko. Wiedziałam, że to Verdas. Uśmiechnęłam się do siebie.  Szatyn ucałował mnie w szyję.
-Moja kuchareczka - szepnął mi do ucha. Zaśmiałam się.
- Mam nadzieję, że będzie ci smakować. - stwierdziłam, obracając się do niego przodem. Chłopak wziął ode mnie naczynia i ruszył do jadalni.
Nalałam do szklanek soku pomarańczowego i poszłam za szatynem.
Całe śniadanie rozmawialiśmy i śmialiśmy się.
Po posiłku pozmywałam i umyłam zęby. Gdy zeszłam na dół, Leon stał przy drzwiach wejściowych.
Z zainteresowaniem na niego spojrzałam.
-Chodźmy - rzucił w moją stronę.
- Nie..Ty jedź do domu. Spotkamy się w szkole. - tłumaczyłam. Verdas przyjechał motorem, a ja nigdy nawet na nim nie siedziałam, a co mówić o jeździe. Ale on nie chciał słuchać. Podszedł  do mnie kiwając przecząco głową i chwycił mnie za rękę.
- Leon, ja nie chcę - mówiłam
-Nie ufasz mi?
Spojrzałam na niego nieśmiało. Delikatnie się uśmiechnęłam.
-Ufam.. Ale to i tak nic nie zmieni, skoro się panicznie boję!
Szatyn podszedł jeszcze bliżej mnie. Nasze czoła stykały się ze sobą. Czułam na sobie jego oddech. głośno przełknęłam ślinę.
-Zrób to dla mnie - szepnął. - No więc?
Westchnęłam i przewróciłam oczami.
-No dobrze. Ale obiecaj mi, że nie będziesz jechał szybo, będziesz uważał i patrzył na drogę! - wyliczałam.
-A jeśli nie, to co? - zaśmiał się.
-Jeśli nie, to możesz zapomnieć o całowaniu mnie. - odpowiedziałam, a szatyn szyderczo się uśmiechnął.
-Chodźmy Vilu - rzucił w moją stronę i ucałował moje czoło.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Po chwili wyszliśmy z domu. Zamknęłam drzwi na klucz. Leon czekał na mnie oparty o swój motor.  Serce zaczęło mi szybciej bić ze strachu. Nie byłam pewna niczego.
Podeszłam bliżej Verdasa. Cały czas śledził mnie wzrokiem, ja jednak patrzyłam na przerażającą maszynę.
-Pomogę ci wsiąść - zaproponował. Przeniosłam wzrok na niego.
-Leon, ja chyba się rozmyśliłam. - zaczęła, a chłopak się zaśmiał. - Pójdę pieszo
-Nie panikuj Violetto. - wyszeptał i złapał mnie za rękę.
Przy pomocy ukochanego, wsiadłam na motor. Później założyłam kask.
Kiedy siedziałam gotowa do jazdy, Verdas zajął miejsce przede mną i odpalił maszynę. Szybko objęłam go w pasie. Czułam, że się śmieje, ale mało mnie to obchodziło.
-Pamiętaj, że jeśli nie będziesz trzymał się zasad, zapomnisz o całowaniu.! - próbowałam przekrzyczeć motor.
Ruszyliśmy, a ja zamknęłam oczy.
Nie minęło 5 minut, a pojazd zgasł. Otworzyłam oczy.
-Już jesteśmy Vilu - usłyszałam głos chłopaka.
Momentalnie go  puściłam i zdjęłam kask. Kiedy zeszłam z motoru i spojrzałam przed siebie, ujrzałam przepiękny dom.
-Zapraszam - zaczął i chwycił moją dłoń.
Bałam się, że ktoś może być w domu. Obawiałam się pierwszego spotkania z rodzicami Leona.
-Spokojnie Vilu, nikogo nie ma w domu. - wyszeptał mi w ucho. Ulżyło mi.
Gdy weszliśmy do środka, chłopak zaproponował mi coś do picia. Podziękowałam. Potem udaliśmy się do sypialni Verdasa.
-Poczekaj tu na mnie. Pójdę się trochę ogarnąć - wytłumaczył.
-Nie ma sprawy - odpowiedziałam.
Kiedy szatyn zniknął za drzwiami łazienki, rozejrzałam się po pokoju. Byłam w nim po raz pierwszy.
Ku mojemu zdziwieniu, wszędzie było pełno zdjęć. Każdemu przyglądałam się z uwagą. Na jednym był sam Leon, na innym z rodzicami.. A na innym z przyjaciółmi.
Serce mi mocniej zabiło, kiedy zobaczyłam zdjęcie szatyna z. . . . .. .  Rose.
Patrzyłam na nie z niedowierzaniem. Dlaczego on nie go nie wyrzucił?!
Wzięłam ramkę w ręce. Dokładnie mu się przyglądałam.
Przedstawiało Leona i Rose. Obejmowali się na tle jakiegoś parku. Wyglądali na szczęśliwych i zakochanych. Ale przecież oni zerwali ze sobą dawno temu! Nic z tego nie rozumiałam.
-Vilu - usłyszałam lekko przestraszony głos chłopaka, jakby wiedział, że patrzę na to zdjęcie.
-Wytłumaczysz mi to ? - powiedziałam obracając się w jego stronę.
Chłopak jakby bił się z myślami.. W końcu powiedział:
-To nic wielkiego. Po prostu zapomniałem je zdjąć i wyrzucić. - oznajmił.
- A od kiedy nie jesteście parą? - mój głos był niemiły.
- Vilu.. - szeptał i objął mnie w talii. Szybko zdjęłam jego dłonie.
- Rozumiem, że dla ciebie jest to mało ważne. - rzuciłam i ruszyłam w kierunku wyjścia.
Wtem Leon złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Objął mnie mocno. Próbowałam się wykręcić, ale on był zbyt silny.
-Leon, proszę puść mnie - mówiłam spokojnie. Chłopak poluźnił uścisk. - Dziękuje. - spojrzałam mu w oczy - To powiesz mi dlaczego wciąż trzymasz to zdjęcie?
- Jest dla mnie mało ważne. Dlatego o nim zapomniałem. A poza tym nie bywam tu zbyt często. To co tu robię.. to śpię albo uczę się. - tłumaczył. - Jeśli chcesz, możesz je wyrzucić. Ono nic dla mnie nie znaczy.
- Sam to zrób. - powiedziałam i dałam mu zdjęcie.
Chłopak przez pewien czas przyglądał mi się.
Nie byłam na niego zła, ale miałam mieszane uczucia. Jednak jeśli dla niego było to nie ważne, ale mnie też nie...
Chciałam jakoś załagodzić tą całą, niemiłą sytuację.
Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Kocham cie - szepnął Leon.
- Wiem - odpowiedziałam.
Nasze ciała wciąż były blisko siebie. Bardzo blisko..
Delikatnie przygryzłam dolną wargę. Wiedziałam, że Leona to podnieca. Patrzyłam w jego oczy.
W nich momentalnie pojawiły się ogniki podniecenia i pragnienia.
-Sama tego chciałaś. - rzucił i ..... Rzucił się na mnie. Zdjęcie, które trzymał dotychczas w ręku, wylądowała na podłodze.
Zaczął mnie gładzić po plecach. Ja rozpoczęłam wędrówkę w jego włosach. Nim się obejrzałam, Verdas mnie podniósł. Oplotłam więc go w pasie nogami i jeszcze mocniej do siebie przyciągnęłam.
Ostatecznie Leon przycisnął mnie do ściany. Cicho pisnęłam z rozkoszy..
To niesamowite jak na mnie działał.
Nasze języki grały w jakąś grę, ciała dotykały bez żadnych skrupułów.
Wtem usłyszeliśmy
-Leon? - usłyszałam męski głos. Czym prędzej oderwaliśmy się od siebie. Poprawiłam sukienkę i spojrzałam na chłopaka. Powstrzymywał śmiech, mi za to było wstyd.
Przed nami stał mężczyzna. Miał z 45 lat. Ubrany był w granatowy garnitur. Bez zastanowienia mogłam stwierdzić, że był to ojciec Leona. Był równie przystojny, co syn.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałem cie poinformować, że musisz dzisiaj przyjść do mnie do biura. - mówił.
- Jasne. Będę po 16:00 - odpowiedział młody Verdas.
Wtem wzrok ojca Leon przeniósł się na mnie. Zarumieniłam się, mając przed oczami obraz... mnie i szatyna... całujących się namiętnie..i .. dotykających się..
- A to kto? - spytał.
- Dzień dobry - przywitałam się. Stałam obok Leona. - Jestem Violetta Castillo. - przedstawiłam się.
Nie wiedziałam, czy mnie pamięta. Ja za to, pamiętałam go bardzo dobrze..
Mężczyznę, pamiętałam jako troskliwego i miłego tatę Leona.
- Moja dziewczyna - dodał chłopak. Spojrzałam na niego niepewnie. Ten tylko posłał mi pocieszający uśmiech.
- Violetta? Córka Germana i Angie? - spytał mężczyzna z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Tak - odpowiedziałam.
- Wróciliście do Buenos Aires? Kiedy?
- Pod koniec sierpnia. - powiedziałam.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę, później tata Leona zostawił nas samych.
-Jest mi wstyd. - zaczęłam. -Twój tata będzie myślał, że jestem jakąś dziewczyną lekkich obyczajów.
-Przestań Vilu - zaśmiał się Verdas. - Chodźmy. - rzucił w moją stronę.

Do szkoły pojechaliśmy samochodem szatyna.
Jedynym pocieszeniem był fakt, że nie mieliśmy dzisiaj angielskiego.
Kiedy zaparkowaliśmy, nie wysiedliśmy z auta. Wciąż siedzieliśmy w przyjemnej ciszy.
Patrzyłam przed siebie, a Leon gładził moje udo opuszkami swoich palców.
- O czym myślisz? - spytał mnie.
-Chyba nie trudno się domyśleć. - odpowiedziałam.
-Vilu, przecież ci powiedziałem, że to zdjęcie nic dla mnie nie znaczy.. - tłumaczył z żalem w głosie.
- Wiem.. - ciągnęłam. Po chwili spojrzałam chłopakowi w oczy.
-Kocham cie - szepnął
- Kocham cie - powiedziałam równie cicho.
Ponownie spojrzałam przed siebie. Moim oczom ukazała się Rose. Stała przed Mercedesem Leona. Patrzyła na nas z nienawiścią. Nie, nie, nie... Tylko nie kolejna była Verdasa!
- Leon - powiedziałam. Szatyn przeniósł wzrok ze mnie na dziewczynę. Westchnął.
- Zostań w aucie - powiedział, a raczej rozkazał Leon.
Nim się obejrzałam, szatyna już nie było. ruszył w kierunku Rose.
Wahałam się, czy posłuchać go... czy nie..
Ostatecznie pociągnęłam za klamkę i wysiadłam. Podeszłam do nich. Verdas na mnie spojrzał i powiedział.
- Po co ja w ogóle to mówiłem
Zignorowałam go.
- No wiec? O czym chcesz rozmawiać? - spytał niemiło szatyn.
- O tobie i mnie. - rozpoczęła dziewczyna. Była naprawdę piękna.. Po chwili spojrzała na mnie - Ale nie przy niej.
- Niczego przed nią nie ukrywam. Mów co chcesz, bo nie mam zbyt wiele czasu - powiedział oschle Verdas.
- Dobrze. Chciałam ci powiedzieć, że wciąż .... - zacięła się - wciąż o tobie myślę.
Wytrzeszczyłam oczy.
- Niestety, ja o tobie nie. - odpowiedział. - To wszystko?
-Leon.. - zaczęła.
- Rozumiem, że tak. Cześć - pożegnał się i chwycił mnie za rękę. Razem ruszyliśmy w stronę szkoły.

Czemu ponownie ktoś chciał nam przeszkodzić? Dlaczego nie możemy być szczęśliwi.. bez żadnych problemów..?!

- Leon - zaczęłam.
- Vilu, nie martw się - wiedział o co mi chodzi..
-Ale ..
Chciałam skończyć,  ale przerwały mi usta Verdasa.
Po krótkiej chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Chodźmy - rzucił.

Dzień w szkole minął jak zawsze.. Cały czas myślałam o przeróżnych sprawach.
O Rose, o nauczycielce angielskiego.. O tym zdjęciu..
Kiedy Leon odwiózł mnie do domu, powiedział.
-Vilu, przyjadę o 20:00. Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy, dobrze? - powiedział.
- Słucham? - spytałam, ale Leona już nie było.
Co on kombinował?

Kiedy wybiła 19:30, zaczęłam pakowanie. do torby włożyłam kilka ubrań, bieliznę, przybory toaletowe.. Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Leon.
Szybko zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi.
Moim oczom ukazał się mój przystojniak.
-Hejka - rzucił i wszedł do środka. Potem ucałował mnie w policzek.
- Leon, możesz mi powiedzieć po co mam się pakować?
- Wyjeżdżamy na weekend. - zaczął.
- Ale... - nie wiedziałam o co chodzi. Gdzie on mnie wywoził?!
- Nie marudź, tylko się ubieraj i jedziemy.
- Moi rodzice.. oni o niczym nie wiedzą. - ciągnęłam.
- Spokojnie, wszytko już załatwiłem.
Zatkało mnie. Z jednej strony się bałam, z drugiej byłam ciekawa..

Kiedy wsiedliśmy do auta, Leon włączył cicho muzykę.
- Zdrzemnij się - rzucił - To będzie długa podróż.
- Możesz mi powiedzieć, gdzie jedziemy? Boje się ciebie..
Chłopak się zaśmiał
-Nie mogę ci powiedzieć. To niespodzianka.
Po chwili przybliżył się do mnie i czule pocałował.
- I nie bój się mnie. Nie masz powodu. A teraz śpij.

Jechaliśmy w ciemnościach. Była 21:00. Moje oczy powoli się zamykały.. Było mi dobrze..
Leon trzymał swoją dłoń na moim udzie. Czasem gładził je kciukiem.

Byłam trochę przestraszona tym, co się działo. Jednak postanowiłam zaufać ukochanemu.... Poddać się chwili, korzystać z życia.
Po krótkiej chwili zasnęłam..


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^









Hey!

No więc tak..
Rozdział nie jest zbyt długi..
Przepraszam, ale musiałam odpocząć fizycznie i psychicznie od szkoły...ogólnie.. ŻYCIA

Cały weekend leniuchowałam i próbowałam coś napisać.
Niestety.... 
Nie miałam pomysłu na ten rozdział..
I wyszedł..taki nijaki xD
Ale cóż..
:P


Mam nadzieję, że chociaż trochę przypadł Wam do gustu.
:D

Co sądzicie o wyznaniach Rose?
Kolejny sen Vilu... 
Czy to coś oznacza?!

Co kombinuje Verdas?


Dużo pytań mało odpowiedzi :(
Ale spokojnie... dowiecie się niebawem :*

Dzisiaj Mikołajki <3

W sumie.. To nic wielkiego .. Ale pan, który stał na ulicy, przebrany za Św. Mikołaja i rozdający cukiereczki poprawił mi humor :)

Wszystkiego najlepszego Kochani :)

*

Jednak mikołajki oznaczają, że coraz bliżej święta!

WoW 

Dziękuję, za tyle milusich komentarzy pod każdym rozdziałem <3
Jesteście wspaniali 

:*

Pod tym rozdziałem również proszę o 
komentarze!

Rozdział pojawi się w tygodniu .. O ile znajdę czas i wenę :)

Ej.. To już 30 rozdział!
Matko jak szybko :P

Do następnego 

Wasza
Aleksandra :P


czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 29 : " Utrudniasz wszystko! "

KOMENTUJCIE - MOTYWUJCIE <3

Na wstępie: 
Rozdział 26 niespodziewanie ( z niewiadomych mi przyczyn) zniknął z bloga :(
Nie wiem co się stało.. Bo był udostępniony. W moim spisie postów jest... Ale niedokończony. 
A dam sobie rękę uciąć, że go skończyłam i udostępniłam :/ 
Cóż mogę poradzić?! 
Nic :P
Mam nadzieję, że go przeczytaliście wcześniej i jesteście na bieżąco z moją historyjką :D
Miłej lektury!


Noc minęła spokojnie. Nic mi się nie śniło... Dzięki Bogu! Po tamtym koszmarze byłam inna. Inaczej na wszystko patrzyłam. Obawiałam się przyszłości.. a nawet następnego dnia. 
Malując się, ubierając, jedząc.. Ciągle myślałam. 
Nie mogłam powiedzieć o tym wszystkim dyrektorowi! Przecież wtedy musielibyśmy argumentować nasze oskarżenia. A to wiąże się z wyjawieniem tajemnicy.. Leon miał "romans" z nauczycielką angielskiego. 
W najlepszym przypadku (chociaż to praktycznie nierealne) szatyn dostałby naganę. Jednak uważałam, że to się tak nie skończy. Dyrektor pewnie wyrzuciłby Leona ze szkoły, rozgłosi całą historię.. 
A najbardziej ucierpi na tym nasz związek. Przestaniemy się widywać. Nie będziemy spędzać ze sobą czasu. W końcu zdecydujemy się na rozstanie! 
NIE !
Nie mogłam tak myśleć. Jednak fakt, że Leon chce porozmawiać z dyrektorem mnie niepokoił. To nie mogło się zdarzyć!
Po umyciu zębów ruszyłam do szkoły. Wiał lekki wiatr. Tym samym podwiewał moją malinową sukienkę.
Gdy doszłam do szkoły, od razu ruszyłam ku wejściu. Myślami byłam kompletnie gdzie indziej. 
Kiedy już miałam pociągnąć za klamkę, w celu otworzenia drzwi wejściowych.. Ktoś mnie wyręczył.
Na ułamek sekundy spojrzałam na tą osobę. Rzuciłam szybkie "dziękuję" i poszłam dalej. 
Lecz gdy się ocknęłam i zdałam sobie sprawę, kto mi otworzył drzwi.. Zatrzymałam się. Powoli obróciłam się za siebie. Zobaczyłam mojego ukochanego. Był rozśmieszony. Jedna z jego brwi była uniesiona ku górze. Lekko mnie to rozśmieszyło, więc cicho się zaśmiałam. Po uspokojeniu się, podeszłam do chłopaka i powiedziałam.
-Przepraszam i  dziękuję - chwyciłam jego dłonie i spojrzałam głęboko w oczy. Mogłam w nich ujrzeć wszystko. Miłość, radość, szczęście, ciepło.. 
W pewnym momencie Verdas pocałował mnie w czoło. Na chwilę przymknęłam oczy. Napawałam się tym idealnym momentem. 
-Co cię tak zajęło, że mnie nawet nie poznałaś? - mówił cicho, przy moim uchu. Po ciele przeszedł mnie dreszcz podniecenia. Z wielką chęcią rzuciłabym się na niego. 
Przyspieszył mi oddech, jednak starałam się opanować.. wszystko.
-Zamyśliłam się. - odpowiedziałam.
-A mogę wiedzieć o czym myślałaś? - mruczał mi do ucha. I ponownie ten dreszcz...
-Od pewnego czasu o tym samym. - oznajmiłam, a chłopak spojrzał mi w oczy - i kilku innych niepokojących mnie rzeczach. Ogólnie rzecz biorąc, o przyszłości.
-Vilu, nie możesz się zamartwiać. Żyj dniem dzisiejszym. - proponował. Pokręciłam przecząco głową. 
-Nie mam zamiaru tego robić. 
-Dlaczego?
-Bo przyszłość chce spędzić przy tobie. - powiedziałam cicho - A to co się teraz dzieje... Niszczy mi perfekcyjne plany! 
Szatyn się delikatnie uśmiechnął. Z pewnością ujął go fragment mojej wypowiedzi, gdzie mówiłam o przyszłości, którą chciałam z nim spędzić.
Lekko się zarumieniłam, spojrzałam na ziemię. Momentalnie szatyn chwycił mój podbródek i uniósł moją twarz do góry. Następnie przybliżył się do mnie, objął mnie w talii i ..... pocałował. 
Stanęłam na palcach i położyłam swoje dłonie na jego torsie. Całowaliśmy się pewien czas. 
Potem oderwaliśmy się od siebie, by wziąć oddech. Chwilę później ponownie złączyliśmy nasze usta. Kilka razy przygryzłam mu dolną wargę. Wówczas chłopak był jeszcze bardziej nakręcony. 
Po kilku chwilach oderwaliśmy się od siebie. 
-Leon. - zaczęłam - wróćmy do rzeczywistości. 
-A jeśli nie chcę.?
-Niestety musisz, bo to jest życie. Życie, które przemija. Nie wiem jak ty, ale ja chce być szczęśliwa. A żeby być szczęśliwa, muszę postępować jak należy. - mówiłam. 
-Co masz na myśli Vilu? 
-Chodzi o to, że nie mam zamiaru mówić o tym dyrektorowi. 
-Violetto, ja chce, żeby ona zapłaciła za swoje. - mówił
- A dlaczego płacić mamy i my? - zapytałam. - Nie zrobimy tego. - kręciłam przecząco głową.
- Nie mogę bezczynnie siedzieć, jeśli widzę, że ktoś cie krzywdzi! - uniósł głos. 
- Może i ona mnie krzywdzi. Ale ty skrzywdzisz mnie najbardziej, mówiąc dyrektorowi i zostawiając mnie tu samą!  
- Vilu. - zaczął, jednak ja wyswobodziłam się z jego objęć i ruszyłam przed siebie. 
Nim się obejrzałam, Verdas szedł obok mnie. 
- Poczekaj. - powiedział. 
-Leon, przepraszam.. Ale chce pobyć sama. - rzuciłam i weszłam do łazienki. 

Kiedy wyszłam, szatyn stał przy wejściu. 
- Porozmawiajmy. - rozpoczął. W tym samym momencie chwycił mnie z rękę.
Uwielbiałam jego bliskość, jednak tym razem mnie zdenerwował. Wyrwałam swoją dłoń. 
-Leon ja nie chcę się kłócić, ale wyprowadzasz mnie z równowagi. - mówiłam. - Jest mi przykro, że nie potrafisz zrozumieć moich obaw. 
-Ja nie chce żebyś cierpiała przeze mnie.. znowu. - mówił.
-Ale jeśli któryś już raz mówię ci, że nie chce o niczym mówić dyrektorowi.. Bo to będzie koniec dla nas. - patrzyłam mu w oczy. - Nie umiesz tego zrozumieć? A może nie chcesz? Może bardziej niż na naszym związku, zależy ci na zemście na tej kobiecie?! - lekko uniosłam głos.
-Nie żartuj.. To przecież nie prawda.
-Leon, nie wiem czy jesteś tego pewien. - rzuciłam i odeszłam od niego.

Kiedy weszłam do sali tanecznej, byłam już przebrana w sportowy strój. Rozgrzewałam się, kiedy Leon wszedł do pomieszczenia. Na chwilę przeniosłam na niego swój wzrok. On wówczas też na mnie spojrzał. Lekko się uśmiechnął. Ja jednak zachowałam grobową minę.
Zajęcia taneczne minęły spokojnie i szybko. Po przebraniu się i odświeżeniu wyszłam na korytarz szkolny.
Wtem dołączyły do mnie Cami i Ludmi.
-Vilu, co się dzieje między tobą a Verdasem? - spytała blondynka
Chciałam im o wszystkim powiedzieć, ale nie mogłam. Ta sprawa dotyczyła mnie, Leona i nauczycielki angielskiego.
-Nic. Jest jak dawniej.  - próbowałam się wykręcić.
-Tak, da się zauważyć. - dodała Camila.
Cicho westchnęłam.
-Po prostu mamy gorszy czas.. - tłumaczyłam z nadzieją, że połknął haczyk.
-Ok. Rozumiem.. -  udało się!
Kolejną lekcją był ... angielski. Weszłam do sali nie patrząc na siedzącą przy biurku kobietę. Nie miałam ochoty marnować sobie, i tak złego już humoru.
Przy ławce siedział już szatyn. Przelotnie na niego spojrzałam. Po chwili wyjęłam książki i zajęłam swoje miejsce.
Podczas lekcji kobieta nic do nas nie mówiła. Z resztą, my do siebie nawzajem też nie.
Całą godzinę przesiedziałam myśląc.
Czy dobrze zrobiłam naskakując na Leona i oskarżając go o to, że bardziej zależy mu na odegraniu się na niej niż uratowaniu naszego związku?
Czy zasłużył sobie na takie traktowanie z mojej strony?
Przecież na pierwszym miejscu powinien znajdować się nasz związek!
On nalegał na powiedzenie prawdy dyrektorowi, jednak znał na ten temat moje zdanie. I jeszcze ten sen..
Nie dawał mi spokoju. Coraz bardziej zdawałam sobie sprawę, że może to wszystko... w połączeniu.. ma sens.
Ten sen, kłótnia między mną a szatynem, chęć odegrania się na niej przez Verdasa, nie zdany egzamin..
Tego było zbyt wiele jak na mnie samą. Potrzebowałam pomocy, ale nikt nie mógł mi jej udzielić. Nikomu nie mogłam o tym opowiedzieć. Kumulowałam to w sobie. Jedyną nadzieją był mój chłopak. Ale on mnie nie rozumiał. Był pewny w swoich przekonaniach. Jakby kompletnie nie zależało mu naszym związku. Rozumiałam, że chciał mnie chronić, udowodnić, że ten niezdany egzamin to wina nauczycielki, a nie moja... Ale jakaś ocena z angielskiego nie powinna być ważniejsza od nas samych!

Kiedy zadzwonił dzwonek na lekcje zaczęłam się pakować. Chciałam jak najszybciej opuścić tą przeklętą salę. Jednak nim się obejrzałam, ja i mój chłopak zostaliśmy sami w pomieszczeniu.. sami z nią.
Zmierzałam do wyjścia. Za mną szedł szatyn.
-Serce mi się kraja jak na was patrzę. - przyznała a ja spojrzałam na nią wrogim wzrokiem.
-Odpuść, ok? - odezwał się chłopak.
-Czy coś się stało? Dlaczego nie widzę was całujących się po kątach na korytarzu? Gdzie wasza miłość? - pytała, a ja coraz bardziej chciałam się na nią rzucić. Jak można być tak okropnym człowiekiem?
-Chodźmy Vilu - powiedział szatyn.
-Vilu, czy może się pokłóciliście? - udawała miłą.
- Nie,  wszystko jest w jak najlepszym porządku. - mówiłam - Tylko patrząc na panią wszystkiego się odechciewa.
- Ja jednak sądzę, że między wami coś jest nie tak.. Zerwaliście? - spytała.
- Chciałabyś. - syknął szatyn.
- Tak, chciałabym. Brakuje mi tych naszych wspólnych nocy. - zaczęła, a mi zrobiło się niedobrze. - I te chwile uniesień... Muszę ci powiedzieć kochany, że w łóżku to ty jesteś genialny. - myślałam, że się popłaczę i zwymiotuję zarazem. - Tylko szkoda, że nie umiesz dobierać sobie dziewczyn. Ale wiedz, że tęsknię nocami. Naprawdę. Twoje usta na mojej..
-Zamknij się! - przerwał jej Leon. W czas. Nie dokończyła.. Chociaż i tak wiedziałam o co jej chodziło. Do oczu zaczęły mi napływać łzy.
To było okropne.
Szybko wybiegłam z sali. Słyszałam wołanie Leona.
Gdy znalazłam się na parterze, wybiegłam ze szkoły. Szybko starłam z policzków łzy.
-Vilu! - usłyszałam jego głos. Cała zapłakana zatrzymałam się i obróciłam w jego stronę. Nie miałam sił już uciekać przed rzeczywistością.
Kiedy chłopak dobiegł do mnie, mocno mnie objął. Czułam się błogo, jednak w porę się ocknęłam.
Wyswobodziłam się z jego objęć.
-Vilu.. Przepraszam, że musiałaś tego słuchać. - mówił z żalem.
-To było straszne. - łkałam.
-Wiem.
-Nie! Nie wiesz jak to jest, kiedy była kochanka chłopaka, w którym jesteś szalenie zakochana, mówi ci o tym... Jak to robił jej dobrze! - krzyczałam.
-Masz rację...
-Leon.. Było mi niedobrze! To.. nawet nie wiem jak to opisać. -rzuciłam.
-Violetto - chłopak złapał mnie za ramiona - Nie chce, żebyś słuchała takich rzeczy..
-Ale już wysłuchałam i.. - chciałam dokończyć, ale przeszkodziły mi usta Verdasa. Były jak zawsze słodkie i ciepłe. Szatyn ujął moją głowę w swoje dłonie. Następnie ucałował moje policzki, tym samym ścierając słone łzy.
-Kocham cie  - szepnął.
-Wiem, ja ciebie też. Ale to mnie przerasta! - mówiłam.
-Razem damy radę. Masz we mnie wsparcie. - obiecywał.
-Nie mam. Masz swoje zdanie na wiele tematów. Zdanie odmienne od mojego. Ja chce zapobiec naszemu rozstaniu! A ty tego nie rozumiesz! I chyba nawet nie chcesz. - płakałam.
-Vilu chce.. Przemyślałem to wszystko. Odegranie się na tej suce nie jest warte naszego związku. - tłumaczył. - Zgadzam się z tobą. Kochanie.. Zgadzam się! - mówił szybko, jakby bał się, że zaraz odejdę.
Po chwili jeszcze raz mnie pocałował.
-Leon..
-Ciii - położył mi palec na ustach. Delikatnie pocałowałam go. Szatyn się tylko uśmiechnął.
-Kocham cię Violetto - przyznał i złączył nasze usta.
Całowaliśmy się powoli, bardzo dokładnie. Po dłuższym czasie zaczęliśmy dyszeć, ale nie przerywaliśmy.
Leon chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Szliśmy dość szybko.
Nim się zorientowałam, byliśmy za szkołą. Tam nie było kamer.
Verdas przykleił mnie do ściany. Jego ciało dotykało mojego, jak nigdy dotąd.
Chłopak zaczął mnie całować po szyi. Wyciągnęłam głowę do tyłu z rozkoszy. Dyszałam, było mi dobrze.
Później Leon zaczął całować moje usta. Można powiedzieć, że "pożeraliśmy się " wzajemnie. Moje ręce zawieszone były na szyi Verdasa. Chłopak swoje umieścił na mojej talii.. Po chwili przeniósł je na plecy i zaczął zjeżdżać w dół. Zatrzymał się w miejscu, gdzie rozpoczynają się moje jędrne pośladki. Wciąż się całowaliśmy. Przy nim głupiałam. Chłopak mnie bardzo zmieniał.. Nie wiedziałam jednak czy na lepsze czy gorsze.
Naszych namiętności nie było końca.
W pewnym momencie chłopak jeszcze bardziej zjechał w dół. Wówczas jego męskie dłonie idealnie obejmowały moje pośladki. Były jakby stworzone do tego.
Wciąż poddawaliśmy się chwili słabości.
Czułam, że szatyn jest napalony.. Jego męskość dała się we znaki.
Pomimo tego, że tak naprawdę nie rozmawialiśmy o tym, ufałam mu. Wiedziałam, że nie zrobi niczego na siłę.
W momencie, kiedy Leon ścisnął moje pośladki, jęknęłam. Czułam się coraz bardziej podniecona. Ucisk w brzuchu był niewyobrażalny.
Wtem Verdas podniósł mnie. Ja tym samym oplotłam jego biodra swoimi nogami i mocniej do siebie przycisnęłam.
Na sobie miałam sukienkę.. Więc chłopak bardzo szybko mógł się do mnie dobrać.
Ale ufałam mu! A przynajmniej tak mi się wydawało.
Szatyn przejechał dłonią po moim udzie, wywołując dreszcz. W drodze "powrotnej" z mojego kolana ku moim biodrom..Wszedł dłonią pod sukienkę. Zatrzymał się na w pół nagim pośladku.
Trochę się przestraszyłam. Mój poziom zaufania do szatyna trochę się zmniejszył. Nie przestawałam go jednak całować.
Już dawno do gry włączyliśmy swoje języki.
Po chwili Leon zrobił to samo. Przejechał drugą dłonią po tym razem lewym udzie,  a później wszedł pod sukienkę.
To było trochę niepokojące...
W pewnym momencie zaprzestałam całowanie słodkich ust chłopaka
-Leon.. - wyszeptałam przestraszonym głosem.
-Spokojnie Vilu. Do niczego nie chce cie zmuszać. Zaufaj mi. - wyszeptał na ucho.
Te słowa dodały mi otuchy. Ponownie połączyliśmy nasze usta.
Kiedy usłyszeliśmy dźwięk dzwonka, Leon mnie opuścił. Stanęłam na własne nogi i oderwałam się od szatyna.
Oblizałam delikatnie usta, w tym samym czasie patrząc na chłopaka. Jego oczy się zaświeciły.
-Nie rób tego. - powiedział z rozbawieniem, ale jednak całkiem  poważnie.
-Czego? - spytałam, chociaż dobrze wiedziałam o co mu chodzi. - Tego? - ponownie oblizałam usta, tylko bardziej dokładnie i namiętnie.
Nim się obejrzałam, Leon znowu przyciskał mnie do ściany. Cicho pisnęłam.
-Leon, musimy iść. Spóźnimy się na lekcję. - mówiłam śmiejąc się.
-Ostrzegałem - powiedział i namiętnie mnie pocałował.
Po chwili odepchnęłam go od siebie.
-Jesteś okropny, brutalny.. - zaczęłam wymieniać.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Następnie poprawiłam swoją sukienkę.
Kiedy uznałam, że wyglądałam w porządku, ruszyłam w kierunku wejścia do szkoły. Wtem poczułam szatyna u mego boku. Objął on mnie ramieniem, tym samym kładąc swoją dłoń na moim biodrze.
Wiedziałam, że Verdas po sytuacji, która miała miejsce kilka chwil temu, zrobił się jeszcze bardziej odważny i śmielszy. Ale znał mnie i wiedział, że ze mną nie jest tak jak z innymi dziewczynami. Nie jestem pusta, ława i na jedną noc.
Swoje przekonanie umocniłam w momencie, kiedy idąc ku wejściu, szatyn przesunął swoją dłoń w dół i tym samym umieścił ją na moim pośladku. W sumie, to nie przeszkadzało to mi zbytnio.. Nawet mi się podobało. Ale wchodziliśmy do szkoły. Szkoły pełnej ludzi, nauczycieli... Skarciłam go śmiesznie wzrokiem i chwyciłam jego dłoń. Ostatecznie przyłożyłam ją do mojej talii.
Leon był tak jakby.. zdezorientowany ?
Zaczęliśmy się śmiać.
-Ręce przy sobie - powiedziałam i wywróciłam teatralnie oczami.

Następne lekcje mijały spokojnie.
Każdą przerwę spędzałam w towarzystwie Leona. Zazwyczaj stałam, oparta o ścianę. Wówczas szatyn zwisała nade mną, szeptał czułe słówka lub delikatnie całował.
W momencie, kiedy bok nas przechodziła nauczycielka angielskiego, chłopak pocałował mnie czulej.

Gdy lekcje dobiegły końca, szatyn odwiózł mnie do domu. W momencie, kiedy wychodziłam z auta, spytałam:
-Leon, moglibyśmy się dzisiaj spotkać?
Każdy ma prawo do posiadania hobby, jednak przez motocross, po szkole praktycznie się nie widujemy. To mi przeszkadzało. Miałam nadzieję, że tym razem będzie miał dla mnie czas. Nie chciałam stawiać mu ultimatum: ja albo motocross. Nie widziałam w tym sensu.. Jednak raz na jakiś czas mógł się za mną spotkać.
-Vilu.. - zaczął. Już wiedziałam, że się nie spotkamy. Zawsze tak zaczynał, kiedy  musiał mi odmówić. - Przepraszam, ale..
-Ale nie możesz, bo masz motocross - przerwałam mu. Mówiłam zawiedzionym głosem. Dla formalności chciałam się upewnić w moich przekonaniach - Zgadłam ?
-Tak - powiedział cicho i spuścił wzrok ze mnie na kierownicę.
-Jasne - rzuciłam - To do jutra - pożegnałam się.
-Violetta - usłyszałam swoje imię, kiedy zamykałam drzwi auta.
Po chwili szatyn stał obok mnie. Chwycił mnie za nadgarstki.
-Violetta, to nie jest tak, że nie chce się z tobą spotkać. - tłumaczył.
-Leon, ja przecież to wiem! Ale od kiedy jesteśmy razem, może jeden raz wyszliśmy gdzieś po szkole. Rozumiem, że masz dodatkowe zajęcie. Ale czy raz na jakiś czas nie możesz z tego zrezygnować  i się ze mną spotkać? - spytałam patrząc mu głęboko w oczy.
-Przepraszam, ale dzisiaj mam ważny trening - odpowiedział niepewnie. Wywróciłam teatralnie oczami. Trochę mnie to wkurzyło.
-Tak..- szepnęłam - Nie było tematu - rzuciłam w jego stronę. Następnie pocałowałam go w pliczek i weszłam do domu.

Podczas obiadu dowiedziałam się, że rodzice wjeżdżają dzisiaj do Włoch w sprawach biznesowych. Nie będzie ich 2 dni. Było mi to obojętne.
Fede wieczorem miał iść do szpitala, na wizytę kontrolną. Ta miała sprawdzić, czy wszystko jest stabilne. Musiał więc spędzić w szpitalu całą dobę.
Po obiedzie odrobiłam lekcje i pouczyłam się na następny dzień. "Jutro piętek." - pomyślałam. Miałam w planach wyspanie się.

Kiedy wykonałam wszystko, co miałam zaplanowane.. Mogłam się zrelaksować. W moim przypadku relaks niósł za sobą falę przemyśleń.
Włączyłam głośno muzykę i położyłam się na łóżku. Nim zaczęłam swoje przemyślenia, poczułam wibrujący telefon, który znajdował się pod kołdrą.
Czym prędzej go odszukałam.
-Leon - szepnęłam, kiedy spojrzałam na wyświetlacz.
Trzymałam telefon w ręku, nim szatyn przestał dzwonić. Wtem ujrzałam, że robił to już 7 raz! Cicho westchnęłam, Nie miałam jednak zamiaru do niego dzwonić. Aktualnie miałam go gdzieś!

Wyłączyłam telefon i ponownie się położyłam. Przymknęłam oczy.
To wszytko powoli zaczęło mnie przerastać. W jednym momencie pojawiło się mnóstwo problemów. A tylko ja byłam zaangażowana w rozwiązanie ich. To mnie denerwowało. Przecież związek to relacja między dwiema osobami. A ja czułam, jakbym to ja w szczególności się starała.
Kiedy Leon mnie całował, dotykał....  Nie potrafiłam mu odmówić. Wówczas przymykałam oko na problemy. Jednak po chwili wracałam do rzeczywistości. Nie była ona bowiem tak kolorowa, jakby się mogło wydawać podczas chwili namiętności.
Mój niezdany egzamin.
Była kochanka Leon, która za wszelką cenę, chciała mnie zniszczyć.
Brak zaangażowania ze strony Verdasa.
Kompletny brak spotkań po szkole, spowodowany brakiem asertywności i czasu szatyna.
Wciąż nie rozwiązany problem z dyrektorem..
Wymieniałam sobie w myślach problemy, które mnie dotykały. Chciałam się im wszystkim przeciwstawić. Jednak sama nie mogłam temu zaradzić. Ze strony Leona nie widziałam zbyt wiele chęci, pomocy.. Dlaczego ja miałabym sama o nas walczyć?
Największym celem chłopaka, przynajmniej do dnia dzisiejszego, była chęć odegrania się na nauczycielce. Niby przyznał mi dzisiaj rację, ale ja wciąż nie mam co do tego pewności.
Wszystko powoli zaczynało się walić.
Ale ja nie zamierzałam się poddawać. Z determinacją chciałam brnąć do upragnionego celu, jakim był idealny związek z Verdasem. Związek, w którym nie ma problemów, kłótni...
Nie wiedziałam jednak czy to jest prawdopodobne.
W myślach dziękowałam Bogu, za to, że chociaż Rose nie sprawia nam problemów, Tego by jeszcze brakowało!
Związek z Leonem wydawał się być w pewien sposób wyzwaniem. Chciałam się go podjąć, ale sama nie byłam do tego zdolna.

Kiedy moi rodzice i Fede wyjechali, była godzina 19:00. Chciałam napisać sms-a do Ludmiły. Miała zamiar spędzić z nią wieczór, porozmawiać, pośmiać się. Jednak kiedy włączyłam telefon, zobaczyłam, że mam 26 nieodebranych połączeń od szatyna. Jęknęłam.
W pewnym momencie pomyślałam, że może coś mu się stało i potrzebuje mojej pomocy. Niepewna wybrałam jego numer i przyłożyłam smartfon do ucha.
Nie czekałam więcej niż 2 sygnały.
-Violetta! - powiedział chłopak z ulgą.
-Coś się stało, że ciągle do mnie wydzwaniasz? - spytałam obojętnie.
-Tak. - powiedział. Moje serce zaczęło szybciej bić. Przestraszyłam się. - Musimy się spotkać. - rzekł, a mi ulżyło.
-Leon, niestety nie mam chęci na wychodzenie z domu. Spotkamy się jutro. Cześć - rzekłam i się rozłączyłam.

Leniwym krokiem zeszłam na dół. Dom był pusty. Zostałam sama. Nie raz już to się zdarzało, ale ja za każdym razem jetem lekko przerażona. By zaprzestać myśleniu, włączyłam telewizor i rozsiadłam się na kanapie.
Właśnie leciał jakiś serial. Mijały minuty, kwadrans, pół godziny..
Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Nie byłam pewna, czy robię dobrze otwierając je. Jednak na początku robiłam, potem myślałam.
Kiedy pociągnęłam za klamkę i otworzyłam lekko drzwi, moim oczom ukazał się nikt inny, jak Verdas. Cicho jęknęłam. Nie chciałam go teraz widzieć.
-Hej - rzucił.
-Cześć - odparłam sucho. - Co cię do mnie sprowadza?
- Ty - odpowiedział - Mogę wejść?
Spojrzałam na niego obojętnie, po czym otworzyłam szerzej drzwi.
-Dzięki - rzucił w moim kierunku.- Jesteś sama?
-Tak - powiedziałam zamykając drzwi. Kiedy obróciłam się w stronę mojego gościa, zobaczyłam, że jego ubranie jest przemoczone.
-Przyjechałeś motorem? - spytałam. Potwierdził kiwając głową. - Zrobię ci herbatę, a ty może rozwieś tą przemoczoną bluzę - rzuciłam i ruszyłam w kierunku kuchni.
Po chwili przyniosłam kubek gorącego napoju do salonu. Szatyn siedział na kanapie i mi się przyglądał. Miał na sobie granatową koszulkę i jeansy. Mokra bluza wisiał na wieszaku. Gdy postawiłam herbatę na stoliku, również usiadłam. Jednak zajęłam miejsce na drugim końcu kanapy.
Chłopak nic nie mówił. Tylko mi się przyglądał. Lekko mnie to denerwowało, więc powiedziałam.
- Masz zamiar coś powiedzieć?
- Vilu, nie chce, żeby tak wyglądała nasza relacja. - zaczął.
- Ja też nie, ale sami do tego doprowadzamy. - mówiłam z obojętnością.- Rozumiem, że znalazłeś dla mnie odrobinę czasu.
-Violetta. - na jego twarzy pojawił się grymas. - Wiem, że wygląda to tak, że się nie staram... nie angażuje.
-Tak, tak właśnie to wygląda - uniosłam głos.
- Posłuchaj - zaczął, jednak postanowiłam mu przerwać.
-To ty mnie posłuchaj! - lekko się do niego przysunęłam - Nie wiem, jak wyglądała twoja dotychczasowa relacja z dziewczynami.. Z tego co słyszałam, to bardzo często je zmieniałeś...- chciałam mu trochę dopiec - Ale chyba dobrze wiesz, że nie jestem taka jak one. Nie mam zamiaru starać się za nas dwoje. Im to może odpowiadało, mi nie!
-Vilu - przerwał mi
-Daj mi skończyć - ponownie uniosłam głos - Naprawdę chce być z tobą. Tylko ty mi to utrudniasz. Staram się jak mogę. Za to od ciebie nie dostaję prawie nic. - przyznałam. - Chciałeś powiedzieć o wszystkim dyrektorowi, a dobrze wiedziałeś, że wyrzuciłby cię ze szkoły - głos zaczął mi się łamać - A to przecież oznacza koniec nas! Praktycznie, to widujemy się tylko w szkole. A gdybyś został wyrzucony.. - mówiłam kręcąc głową - Nie widywalibyśmy się w ogóle.
-Violetto, to się zmieni. - zapewniał mnie.
-Leon, czekam już sporo czasu. - przyznałam - Samo powiedzenie "kocham cie", nie uczyni wszystkiego prostszym.
-Wiem.- wziął głęboki wdech
- Nie wspierasz mnie. A czasem nawet stawiasz między nami mury.. Utrudniasz wszystko! - powiedziałam głośniej - Sama nie dam rady.
- Obiecuję ci, że to wszystko się zmieni. - mówił. Wierzyłam mu, jednak cząstka mnie, nie..
- Leon, kocham cie, ale musisz dawać coś od siebie - przyznałam i spuściłam wzrok na kanapę.
Chłopak się do mnie przysunął. Siedzieliśmy obok siebie.
-To przeszłość - oznajmił. Następnie zaczął się do mnie zbliżać. Oczywiście, pragnęłam jego ust, dotyku.. Ale nie byłam tego taka pewna jak kiedyś.
Szatyn złapał moje dłonie i spojrzał mi w oczy.
-Vilu wiem, że się nie starałem tak jak ty. Ale tak naprawdę, jesteś moją pierwszą dziewczyną od dawien dawna, która nie przychodzi do mnie tylko i wyłącznie na noc. Pierwszą dziewczyną, którą naprawdę pokochałem. To dla mnie coś innego, nowego. - opowiadał - Przyrzekam, że będę dawać z siebie wszystko. Nie zostaniesz sama z tymi problemami.
Kiedy to mówił, poczułam się odrobinę lepiej. Delikatnie przyłożyłam swoją dłoń do jego zziębniętego lekko policzka. Przymknął oczy.
Gdy je otworzył, uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam mu tym samym. W pewnym momencie nasze twarze zaczęły się zbliżać. Ostatecznie złączyliśmy wargi.
Z początku, pocałunki były delikatne.. Tak zawsze się zaczynało. Później oczywiście przerodziły się w brutalne i namiętne. A to wszystko działo się na kanapie w salonie.
Czułam się swobodniej, ponieważ wiedziałam, że nikt i nic nie może nas przyłapać na chwilach słabości.
Całowanie na kanapie nie było zbyt wygodne. Każde z nas musiało się dziwnie wykręcać, by być na przeciwko kochanka.
W pewnym momencie postanowiłam usiąść na Leonie.
Podparłam się na kolanach, później jedno przerzuciłam na drugą stronę Verdasa. Takim oto sposobem znalazłam się na nim, siedząc okrakiem.
Szatyn z początku wglądał na bardzo zdziwionego. W sumie, ja też byłam. Nigdy wcześniej nie posunęłam się do czegoś takiego. Chociaż.... Pierwszy i ostatni raz zrobiłam to podczas gry w butelkę.
Chwyciłam twarz chłopaka w obie dłonie. Namiętnie go całowałam z udziałem języka. Dyszeliśmy, jak zawsze i również, jak zawsze nie mieliśmy ochoty się od siebie odrywać.
W pewnym momencie poczułam na plecach dłonie szatyna. Jeździł on po nich, przyprawiając mnie o dreszcze.
Ufałam mu, wiedziałam, że mnie nie zmusi. Jednak w myślach cieszyłam się, że po szkole zmieniłam sukienkę na szorty i bluzkę.
Verdas jeździł swoimi elektryzującymi dłońmi po moich plecach, udach, czasem pośladkach.
Kiedy całował moją szyję, jak zawsze z podniecenia i rozkoszy wyrzucałam głowę do tyłu.
-Kocham cie - wyszeptał bardzo zdyszanym głosem między pocałunkami.
- Ja ciebie też - odpowiedziałam i ponownie złączyłam nasze usta.
Kilka razy przygryzaliśmy sobie wargi. U mnie, skutkiem tego był cichy jęk i coraz to mocniejszy ucisk w brzuchu. U  Leona za to.. dawał znać o sobie jego "przyjaciel".
Jeśli nie przygryzałam wargi Verdasa, delikatnie ją oblizywałam... Kreśliłam łuki na jego ustach. Wiem, że mu się to podobało. Lecz kiedy nie wytrzymywał, ponownie mnie całował.
Czułam, że nasze podniecenie sięgało zenitu. Byliśmy na granicy. Jeszcze chwila namiętności, a z pewnością wylądowalibyśmy w łóżku.
Nie chciałam tego. Było zbyt wcześnie.
W końcu oderwałam się od Leona. Spojrzał na mnie błagalnie. Zaśmiałam się chicho.
- Koniec tego dobrego - wyszeptałam mu do ucha, delikatnie je przygryzając. Wiedziałam, że doprowadzam go do szaleństwa.
Ostatecznie zeszłam z niego i usiadłam obok.
- Obejrzymy coś? - zaproponowałam
- Możemy, ale nie wiem czy po tym wszystkim i w twojej obecności dam radę się skupić. Ale możemy spróbować. - przyznał. Wywróciłam tylko teatralnie oczami.
Ostatecznie padło na film detektywistyczny.
Mijały minuty. Leon był.. grzeczny. Siedzieliśmy, szatyn obejmował mnie swoim bezpiecznym ramieniem. Czasami na siebie spojrzeliśmy i szczerze uśmiechnęliśmy. Nic więcej.
Film trwał 1 godzinę  30 minut. Po godzinie oglądania poczułam, jak Verdas składa pocałunki na moim obojczyku, szyi.. Przymknęłam oczy z rozkoszy.
-Może porobimy coś ciekawszego? - wyszeptał mi do ucha. Zaśmiałam się.
Chciałam go trochę podenerwować, rzekłam więc:
-Przepraszam Leon, ale ja chce skończyć oglądać ten film. - mówiłam poważnym głosem.
Verdas przestał mnie obcałowywać. Myślałam, że udało mi się go pokonać. Jednak po chwili poczułam na swoim udzie jego rękę. Początkowo nie rozpraszało mnie to zbyt mocno. Lecz kiedy szatyn zaczął jeździć w dół i w górę.. Byłam na granicy rzucenia się na niego.
W pewnym momencie szatyn zaczął dmuchać mi w szyję, obojczyk. Powstrzymywałam śmiech przez dłuższą chwilę. Jednak ostatecznie wybuchłam.
Po chwili Leon dołączył do mnie. Śmialiśmy się razem.
-Stop - zaczęłam - Ja chce skończyć ten film.
Po uspokojeniu się, ponownie próbowałam skupić się na filmie.
Nie minęło 5 minut, a ja znów poczułam usta chłopaka na obojczyku. W pewnym momencie poczułam jak lekko przygryza mi skórę. "Jeszcze chwila a nie wytrzymam.. " - pomyślałam
Po chwili Verdas pocałował miejsce, w który przed chwilą znajdowały się jego zęby. Próbowałam go ignorować.
Całował dalej.. Potem postanowił złożyć na mojej szyi malinkę. To uczucie, uh... Walczyłam z sobą.
Kiedy Leon zaczął w tym samym momencie całować i przygryzać moją skórę oraz jeździć dłonią po udzie.. Nie wytrzymałam.
Energicznie usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go całować. Błądziłam palcami w jego włosach. On też błądził, ale na moich plecach.
Po chwili przerwaliśmy nasze namiętności
- Wiedziałem, że tak to się skończy - powiedział.
Zaczęłam się śmiać. Potem ponownie zaczęliśmy się całować, dotykać...

Po kolejnej godzinie przyjemności, Leon odezwał się:
-Gdzie są twoi rodzice?
-Pojechali na 2 dni do Włoch w delegację. - oznajmiłam i uśmiechnęłam się do niego. Właśnie robiliśmy sobie kakao.
- A Fede?
-Fede jest na dobowej wizycie kontrolnej w szpitalu. - dodałam.

Po wypiciu kakao, długiej rozmowie, śmianiu się i przekomarzaniu się, Leon powiedział:
-Vilu, czas na mnie. Jest już 23:30 - powiedział, a ja posmutniałam.
-Jasne, rozumiem. - próbowałam ukryć smutek.
Verdas mnie czule przytulił i pocałował.
Kiedy staliśmy w drzwiach i żegnaliśmy się, zdałam sobie sprawę, że byłam kompletnie sama. Sama w tym  wielkim domu. Serce zaczęło mi szybciej bić.
-Coś się stało ? - spytał chłopak stojąc na w wyjściu.
Wahałam się. "Spytać czy nie?" - myślałam. Ostatecznie postanowiłam się odważyć.
-Leon, czy mógłbyś zostać na noc? - spytałam lekko zawstydzona. Chłopak szeroko się uśmiechnął.
- Jeśli chcesz - odpowiedział, a ja rzuciłam się mu na szyję.

Po krótkiej rozmowie ruszyliśmy na górę. Pokazałam chłopakowi gdzie jest łazienka, mój pokój, pokój dla gości itd.
Na koniec podałam mu pościel i powiedziałam
- Śpisz w gościnnym.
- Myślałem, że gdzie indziej. - przyznał. Nie wiedziałam o co mu chodzi, więc spytałam.
-Niby gdzie?
- U ciebie, nawet a podłodze - przyznał z łobuzerskim uśmieszkiem.
Pokręciłam przecząco głową i wywróciłam oczami.
-Dobranoc Leon - powiedziałam i pocałowałam go w usta.
Nim zdążył coś powiedzieć, mnie już nie było. Schowałam się w swoim pokoju. Od razu poszłam do łazienki.
Po orzeźwiającym prysznicu, miałam zamiar nałożyć piżamę. Jednak ku mojemu zdziwieniu, nie wzięłam jej z sypialni.
Pewnym krokiem, owinięta tylko ręcznikiem pociągnęłam za klamkę.
Moim oczom ukazał się szatyn, który siedział na obitym miękkim materiałem parapecie. Patrzył na uśpione miasto. Lecz kiedy wyszłam z łazienki, jego wzrok skierował się na mnie. Głośno przełknęłam ślinę. Byłam w samym ręczniku!!!
W tym oto momencie, nie wiedziałam czego mogę spodziewać się po szatynie. Czy fakt, że byłam praktycznie naga, nie spowoduje, że przestanie nad sobą panować. Przeleciał mnie wzrokiem z góry do dołu. Serce zaczęło mi szybciej bić. Nerwowo zamrugałam. Po chwili na twarzy Verdasa pojawił się delikatny uśmieszek.
-Jesteś przepiękna - stwierdził. Momentalnie się zarumieniłam.
- Co ty tu robisz? - byłam lekko zdenerwowana, że wszedł do mojego pokoju bez pytania.
-Chciałem z tobą porozmawiać - przyznał. Trochę się uspokoiłam.
Momentalnie przypomniałam sobie, po co tak naprawdę przyszłam. Podeszłam do łóżka i wyjęłam piżamę spod poduszki. Szybko wróciłam do łazienki.
Ubrana, umyta i świeża, wyszłam z pokoju. Moim oczom ponownie ukazał się szatyn. Tym razem stał przy ścianie, na której wisiały moje rodzinne zdjęcia.
- Byłaś słodką dziewczynką - stwierdził. Podeszłam do niego. Chłopak momentalnie na mnie spojrzał.  - Rozumiem, że ie wybrałaś wersji z ręcznikiem. - lekko się zaśmiał.
Pokręciłam przecząco głową i zaczęłam się śmiać.
Po chwili powiedziałam.
-Dobranoc Leon. -pocałowałam ukochanego w usta. On chwycił mnie w talii i przysunął do siebie.
Po chwili namiętności, oderwaliśmy się od siebie.
-Dobranoc - rzucił i wyszedł z pokoju.
Potem położyłam się do łóżka i zasnęłam.

Obudziło mnie uderzenie pioruna.
-Świetnie! - powiedziałam sama do siebie.
Założyłam poduszkę na głowę i próbowałam zasnąć. Niestety, bez skutku. Burza i ja.. Nienawidziłyśmy się!
Wstałam. Spojrzałam w okno. Moje oczy oślepione zostały blaskiem błyskawicy.
Przestraszona udałam się do mojej jedynej pomocy - Leona.
Nie pukałam, wchodziłam od razu.
Moim oczom ukazał się szatyn. Był w samych bokserkach! Zrobiło mi się słabo. On był taki boski...
Potrząsnęłam głową by odgonić od siebie dziwne myśli.
-Leon - szepnęłam.
Nic.
-Leon - powiedziałam trochę głośniej
Nadal nic.
Wpadłam na pomysł. Podeszłam do łózka, usiadłam na materacu. Nachyliłam się nad szatynem i pocałowałam go w usta.
Od razu zadziałało. Chłopak otworzył oczy i na mnie spojrzał. Pomimo tego, że w sypialni panował mrok, udało się mu mnie dostrzec.
-Violetta? Co ty tu robisz? - był trochę zdezorientowany.
-Bo.. - zaczęłam niepewnie. Chłopak usiadł i zapalił lampkę, która stała na szafce nocnej. - Jest burza. A ja się cholernie boję burz - przyznałam.
Na jego twarzy pojawił się słodki uśmiech.
-A w związku z tym? - spytał podnosząc jedną brew.
-Masz dwie opcje. Pierwsza, to siedzisz ze mną całą noc i ze mną rozmawiasz.. Nim burza się skończy.
- A druga?
-Druga jest mniej ciekawa. - przyznałam -Druga to, śpię z tobą.
Od razu się uśmiechnął. Wiedziałam, którą opcję wybierze. Momentalnie przesunął się na drugi koniec łózka. Gestem zaprosił mnie do siebie. Delikatnie się uśmiechnęłam.
W końcu położyłam się obok niego. Ufałam mu, ale dla przypomnienia..
-Ufam ci Leon - wyszeptałam.
-Wiem. - powiedział i pocałował moje usta.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie. oboje się uśmiechnęliśmy. Było tak dobrze.. Wszystkie problemy znikały..
Leon położył się na plecach. Najpierw się wahałam, ale przekonało mnie kolejne uderzenie pioruna.
Szybko przykleiłam się do nagiego torsu Leona.
Byłam bezpieczna.
Delikatnie ucałowałam jego skórę.
-Dobranoc - powiedzieliśmy w tym samym czasie.
Odpłynęłam...




XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX









W Wasze ręce oddaję ten oto rozdział.
Uważam, że jest długi :)

Mam nadzieję, że się podoba! 
<3

Co sądzicie o niepewności Vilu w stosunku do Leonka?

?
?
?

Czy Wy też nie możecie doczekać się świąt?!
Ja tu umieram z tęsknoty za nimi!
:)

Czy Wy też macie tyle nauki co ja?!
Ja ma mega dużo!
To straszne :(

Ale piszę te rozdziały, bo poprawia mi to humor :P
Mam nadzieję, że ta historia nie jest nudna..

Czekam na Wasze komentarze!
Im więcej komentarzy, tym szybciej rozdział :)

Następny rozdział w weekend :)

Czekajcie!

Wasza Ola :*
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka