niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 33 : " Mam propozycję "

Rozdział dedykuję  #BeHappy #beSmile  <3


Dziwnie było się budzić samej. Brakowało mi ciepła ciała Leona, które otulałoby mnie z każdej strony.
Otworzyłam oczy. Pierwsza myśl? Odpowiedź powinna brzmieć : Leon Verdas. Jednak tego ranka brzmiała ona : Clara. Sama siebie nie rozumiałam. Ona nie żyła, a ja czułam, jakby zaraz miała się zjawić i odebrać mi ukochanego. To było nielogiczne i głupie.
Kolejną rzeczą, o której następnie pomyślałam, była poprzednia noc. Uśmiechnęłam się do siebie. Stałam się prawdziwą kobietą. Moje dziewictwo straciłam z chłopakiem, którego kochałam nad życie. Wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Oboje tego chcieliśmy. Po tej nocy, przeszliśmy na kolejny etap naszego związku. Staliśmy się sobie bliżsi. Nasza miłość stała się jeszcze większa i jeszcze bardziej prawdziwa.
Wstałam i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju Fede.
Zapukałam do drzwi. Po chwili lekko je otworzyłam.
- Hej - szepnęłam, widząc śpiącego jeszcze brata.
- Vilu? Coś się stało? - jego głos był zachrypnięty.
- Nic się nie stało. Chciałam zrobić to co zawsze robiłam - rzuciłam i szybkim krokiem wskoczyłam mu pod kołdrę.
- Właśnie, dlaczego już teraz tego nie robisz? - spytał, a ja pogrążyłam się w myślach i wspomnieniach.
To była prawda. Od kiedy pamiętałam, co ranek przychodziłam do pokoju Fede. Kładłam się obok niego, po czym zaczynaliśmy rozmawiać, śmiać się. To był taki mały rytuał, przez pójściem na śniadanie, do szkoły. Z niewiadomych przyczyn przestałam to robić. Dopiero teraz zauważyłam, że zaczęłam się oddalać od Federico. A zaczęło się od przyjazdu do Buenos Aires.
Posmutniałam. Nie chciałam, by tak się działo. Miałam jednego brata. Powinnam spędzać z nim więcej czasu, doceniać to, że go mam.
- Fede, nie mam pojęcia. Chce, żeby było jak dawnej - mówiłam przejęta. Chłopak pocałował mnie w czoło.
- Nie przejmuj się. Przecież wszystko się kończy. Może ten okres przeminął? - posłał mi ciepły uśmiech.
- Nie! - podniosłam głos - Nie mów tak!
- Spokojnie Vilu - rzucił i mocniej mnie do siebie przytulił - Kocham cie.
- Ja ciebie też Fede - odpowiedziałam. W pewnym momencie usłyszeliśmy głos mamy, która wołała nas na śniadanie. Niechętnie zwlekliśmy się z łóżka. Po chwili siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy pyszne naleśniki.
Wróciłam do pokoju i wzięłam szybki prysznic. Chwila relaksu nie trwała jednak wiecznie. Szybko wyszłam z kabiny i stanęłam na chłodne kafelki. Wytarłam ciało ręcznikiem i wtarłam brzoskwiniowy balsam do ciała. Założyłam bieliznę, później ubranie. Wybrałam zwiewną, białą koszule i różowe, pastelowe szorty z wysokim stanem. Włożyłam buty i użyłam perfum. Chwyciłam torbę z książkami i wyszłam z pokoju.
Na dole czekał Fede, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Idziemy? - spytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Kiedy wsiedliśmy do auta, zaczęliśmy rozmawiać. Czułam się tak, jak kiedyś. Brakowało mi tego. Nasz wspólny czas znikł, ponieważ poznałam Leona. Jednak miałam zamiar to trochę zmienić i chociaż trochę czasu spędzać z bratem.
Kiedy dojechaliśmy pod szkołę, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to Leon. Chłopak stał oparty seksownie o maskę swojego auta. Ciśnienie mi skoczyło, przełknęłam głośno ślinę. Verdas śledził nas swoim wzrokiem. Po chwili założył na nos okulary przeciwsłoneczne i delikatnie się uśmiechnął. Po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Wiedziałam, że ten uśmiech był posłany tylko i wyłącznie do mnie. Pomimo tego, że nie widziałam go kilka godzin, stęskniłam się niemiłosiernie.
W tym samym czasie co Fede, opuściłam samochód. Od razu ruszyłam w stronę ukochanego. Mój brat szedł tuż obok mnie. Chciałam jak najszybciej poczuć smak ust Leona. Idąc w jego kierunku, cały czas czułam się przez niego obserwowana. Wiedziałam to, pomimo ciemnych okularów szatyna.
W pewnym momencie przypomniałam sobie, że zostawiałam telefon w aucie. Powiedziałam o tym Fede. Chłopak stanął i otworzył mi pilotem drzwi. Szybko pobiegłam w kierunku samochodu. Nim się obejrzałam, trzymałam go w ręku. Obróciłam się i pomachałam komórką do brata. On momentalnie zamknął auto i zaczął iść w stronę swojego przyjaciela - Verdasa. Szłam za nim. Odległość między mną a nim wynosiła niecały metr. Im bliżej Verdasa byłam, tym bardziej zapominałam o otaczającej mnie rzeczywistości.
- Hej Leon - przywitał się Fede, kiedy był obok szatyna.
- Hej - odparł Verdas.
Nie minęło 5 sekund, a ja wpiłam się w słodkie usteczka Leona. Objął mnie w talii i przycisnął delikatnie do siebie. Kiedy się oderwaliśmy, szepnął:
- Witaj śliczna - zarumieniłam się i jeszcze raz go cmoknęłam w wargi.
- Czy ja o czymś nie wiem? - usłyszałam głos Federico. Zamarłam. Co ja najlepszego zrobiłam!? Przecież on nie wiedział o tym, że ja i Verdas jesteśmy parą.
Powoli przeniosłam wzrok z pięknych oczu Leona na twarz swojego brata. Była ona pełna zdziwienia. Było mi strasznie głupio, że nie powiedziałam mu o tym...
- Fede - zaczęłam cicho odsuwając się od Leona. Federico uniósł pytająco brew - Ja i Leon jesteśmy razem - rzuciłam i podeszłam bliżej brata.
- Od jak dawna? - spytał Fede.
- Od 3 tygodni - szepnęłam nieśmiało.
- A zamierzałaś mi kiedykolwiek powiedzieć? - w jego głosie słyszałam lekką złość.
- Tak, ale ty miałeś wypadek, byłeś w szpitalu - wymieniałam - były ważniejsze rzeczy.
- Vilu, cieszę się, że jesteście szczęśliwi, ale jest mi trochę przykro, że to ukrywaliście - przyznał.
Federico miał rację. Błędem było niepowiedzenie mu prawdy. Czułam się źle. Nie powinnam się tak zachowywać.
Nagle poczułam na plecach czyjąś dłoń.
- Fede, nie gniewaj się na nas. Wiem, że to co zrobiliśmy nie było fair - mówił Leon.
Oboje patrzyliśmy na Federico z nadzieją. Wtem na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech. Poczułam ulgę.
- Ciesze się waszym szczęściem, ale mam nadzieję, że wasz związek nie utrudni nam wspólnego spędzania czasu - tłumaczył lekko rozśmieszony.
- Nie martw się o to - odpowiedział Verdas - Radziłbym ci jednak znaleźć sobie kogoś - dopowiedział i puścił mu oczko. Zaśmialiśmy się.
- Nie bądź taki mądry Verdas - rzucił i uderzył go pięścią w ramię.
Potem podszedł do niego bliżej. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem. Fede przymrużył oczy, a z jego twarzy znikł uśmiech.
- Nie masz prawa jej skrzywdzić - wyszeptał bardzo poważnie.
- Nie mam takiego zamiaru - odparł Verdas.
- Bardzo dobrze - rzucił Federico.
Postanowiłam przerwać ich pogawędkę.
- Może chodźmy już do szkoły, co? - momentalnie spojrzeli na mnie.
- Tak, masz rację - odparł Leon i chwycił mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się do siebie. Obok mnie stali najważniejsi mężczyźni w moim życiu. To była pełnia szczęścia. Mocniej ścisnęłam dłoń ukochanego. On badawczo na mnie spojrzał.
- Chodźmy - szepnęłam. Potem ruszyliśmy w kierunku wejścia.
Za każdym razem, kiedy Fede spoglądał w naszą stronę, uśmiechał się ciepło.
Kiedy weszliśmy do szkoły, razem z Leonem udaliśmy się pod salę angielskiego. Miałam wyśmienity humor i nikt nie mógł go zepsuć. Nawet kobieta od angielskiego. Chociaż zawsze, kiedy na nią patrzyłam przypominało mi się wszystko, niezdany egzamin, jej romans z Leonem...
Gdy zadzwonił dzwonek weszliśmy do sali. Tak jak zawsze, nauczycielka śledziła nas wzrokiem. Jednak miałam to gdzieś. Cieszyłam się moim szczęściem.
Lekcja minęła spokojnie. Powoli zaczynałam przyzwyczajać się do piorunującego wzroku kobiety.
Podczas wychodzenia z sali, usłyszałam.
- Leon, proszę zostań na chwilę - w jej głosie było pełno nienawiści i pogardy. Verdas cały się spiął. Wiedziałam, że nie ma zamiaru zostać z nią sam na sam.
- A w jakim celu?
- To zajmie nam minutkę Vilu - zwróciła się do mnie - Zostaw nas samych, nie zrobię niczego złego, a przynajmniej się postaram.
Po jej słowach głośno przełknęłam ślinę, wzięłam głęboki wdech. Potem spojrzałam pytająco na Verdasa. Nie wiedziałam co mam robić. On za to podszedł do mnie i pocałował czule w czoło.
- Poczekaj przed klasą - wyszeptał mi na ucho.
Potwierdziłam, kiwając głową. Ostatni raz spojrzałam w oczy nauczycielce. Widziałam w nich pełno pogardy. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.


~ Leon ~


Gdy Vilu opuściła klasę spojrzałem pytająco na kobietę. 
- Więc? 
- Mam propozycję - patrzyła mi prosto w oczy.
- Mów zanim się rozmyślę - rzuciłem od niechcenia. 
- Z tego co wiem, zależy ci na twojej nowej dziewczynie. 
- Do rzeczy.
- Violetta nie zdała egzaminu z angielskiego. Może nie zdać do następnej klasy - mówiła, a w moim sercu rosła nienawiść do nauczycielki - Mam propozycję.
- Jaką?
- Violetta będzie miała okazję podejść do egzaminu jeszcze raz, ale... - uśmiechnęła się szyderczo.
- Ale? - podniosłem głos.
- Ale ty musisz z nią zerwać. 
Wytrzeszczyłem oczy. Nie wierzyłem w to co właśnie usłyszałem. Nie mógłbym rozstać się z Vilu. To byłoby zbyt okrutne dla niej, jak i dla mnie. Obiecałem przecież, że jej nie skrzywdzę. 
- Ty chyba żartujesz - mówiłem przez zaciśnięte zęby. Kobieta pokręciła przecząco głową.
- Chyba nie chcesz nieszczęścia Vilu, prawda? 
- Po moim trupie - rzuciłem i ruszyłem w stronę wyjścia. 
- Przemyśl to sobie - krzyknęła na odchodne. 
Kiedy wyszedłem z sali, zacząłem szukać Violetty. Potrzebowałem jej w swoich ramionach.
Przez chwilę rozmyślałem nad propozycją kobiety. Może jednak powinienem rozstać się z moją ukochaną? Przeze mnie miała same kłopoty. Ale cholernie bym ją zranił...


~ Violetta ~


Stałam obok Fran i Ludmi, kiedy spostrzegłam Leona. Szedł on dość szybko w naszym kierunku. Byłam ciekawa, co powiedziała mu nauczycielka. 
Nim się obejrzałam, stałam wtulona w Verdasa. Nie mówiliśmy nic, wystarczyła nasza obecność. Po chwili podniosłam głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jednak on mnie namiętnie pocałował. 
- To my nie będziemy wam przeszkadzały - usłyszałam głos Fran.
Gdy oderwaliśmy się od siebie, spojrzałam pytająco na Leona.
- Co chciała? - spytałam.
- Nieważne - odparł i ponownie wpił mi się w usta. 

Następnego dnia mieliśmy test z chemii. Uczyłam się z lekcji na lekcję, więc wystarczyło mi powtórzyć materiał. 
Kiedy wychodziliśmy ze szkoły, ruszyliśmy w kierunku parkingu. 
- Vilu, mogłabyś mi pomóc w chemii? - spytał Verdas. 
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam - A o której chcesz się spotkać? 
- Może za godzinę? 
- Ok, a gdzie? 
- Przyjdź do mnie - powiedział i pocałował mnie w usta.
- Dobrze - szepnęłam mu na ucho i lekko przygryzłam jego płatek. Leon położył swoje dłonie na mojej talii i przyciągnął do siebie. 
- Będę czekać - powiedział z łobuzerskim uśmiechem, a ja wspięłam się na palce i musnęłam jego malinowe wargi. Staliśmy tak przez krótką chwilkę. Później pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich aut. 
W drodze do domu Fede rozpoczął temat mojego związku z Leonem.
- Jesteś szczęśliwa? 
- Oczywiście, że tak. 
- Vilu, jeżeli miałabyś jakiś problem, to mi mów - ciągnął.
- Dobrze Fede, nie bądź nadopiekuńczy - odpowiedziałam.
Na szczęście dojechaliśmy już pod dom. 

Razem z rodzicami zjedliśmy pyszny obiad. Następnie odrobiłam lekcje i wyszła z domu. 
Idąc w kierunku miejsca zamieszkania Verdasa dużo myślałam. 
Dlaczego Leon po rozmowie z nauczycielką stał się taki tajemniczy? Nie chciał mi powiedzieć o czym rozmawiali.. To było dziwne. 
Przez cały pobyt w szkole namiętnie myślałam o Clarze. Miałam zamiar wypytać o nią Leona. Oczywiście na tyle, ile będzie to możliwe. Nie chciałam robić niczego na siłę. Skoro był to dla niego nieprzyjemny temat, nie miałam zamiaru go do niczego zmuszać. 

Drzwi do domu Verdasa otworzyła mi szczupła kobieta. 
- Dzień dobry, przyszłam do Leona - mówiłam nieśmiało.
- Dzień dobry. Wejdź, już go wołam. 
Na chwilkę zostałam sama. Jednak szybko kobieta wróciła.
- A ty jesteś ...- zaczęła.
- Mamo, to Violetta - wyprzedził ją głos Leona - Moja dziewczyna.
- Miło mi cię poznać - powiedziała ciepło. Wydawała się być bardzo miłą osobą. 
- Idziemy? - przerwał jej Verdas.
- To my gdzieś idziemy? - byłam zdziwiona.
- Tak - potwierdził - To ja wychodzę, będę za kilka godzin - pożegnał się Leon i chwycił mnie za rękę. 
W garażu stał motor. Jako pierwsza na niego wsiadłam.
- Leon, gdzie jedziemy? 
- Zobaczysz - powiedział i włożył na głowę kask.

Jechaliśmy 15 minut. Cały czas miałam zamknięte oczy. Rozmyślałam, odpoczywałam... 
Kiedy motor zgasł otworzyłam powieki. Moim oczom ukazała się zielona łąka. Gdzieniegdzie rósł biały kwiat. Zdjęłam kask, by się lepiej rozejrzeć. Było cicho. Tylko ja i Leon. Czasem słyszalne były śpiewy ptaków. 
Pachniało świeżością. Wszystko było piękne i urocze.
- Podoba ci się? - wyszeptał mi do ucha Verdas. Po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Chłopak oplótł mnie swoimi ramionami od tyło. Odchyliłam do tyłu głowę, tym samym opierając ją o klatkę piersiową Verdasa. 
Słońce pieściło moją uśmiechniętą twarz. Kilka razy wzięłam głęboki oddech. 
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam.
- Chodźmy - szepnął chłopak i pociągnął za sobą.
Szliśmy przez chwilę. Cały czas rozglądałam się wokół, podziwiając piękno przyrody. Wtem Leon się zatrzymał, a ja przeniosłam na niego swój wzrok. 
- To tutaj - powiedział chłopak. 
Spojrzałam przed siebie. Na trawie leżał koc, a na nim książki, owoce i napoje. Uśmiechnęłam się do niego.
- Sam to przygotowałeś? 
- Chciałem, żeby miło nam się uczyło - tłumaczył - biorąc pod uwagę też to, że z chemii nie jestem najlepszy... Mam nadzieję, że w tym wypadku trochę milej mnie potraktujesz - dopowiedział i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. 
Nim się obejrzeliśmy oboje siedzieliśmy na kocu, wtuleni w siebie. 
- To zaczynamy? - spytałam patrząc mu w oczy. 
- Tak - potwierdził i delikatnie mnie pocałował. 
Otworzyłam książę i zaczęłam mu tłumaczyć...
- Stopień utlenienia wskazuje, ile ładunków dodatnich lub ujemnych - tłumaczyłam, cały czas czując wzrok chłopaka na sobie - Patrz w książkę - rzuciłam i tłumaczyłam dalej - można przypisać atomowi danego pierwiastka przy założeniu - przerwałam, bo poczułam jak Verdas składa na mojej szyi delikatne pocałunki.
Delikatnie przymknęłam oczy. To było szalenie przyjemne. Leon widząc, że mi się to podoba zaczął błądzić swoją dłonią pod moją koszulą. Mój oddech przyspieszył, wciąż miałam zamknięte oczy.
- Leon - wyszeptałam lekko dysząc - Przestań, nie mogę się skupić - on jednak nie zamierzał przestawać - Rozpraszasz mnie - dodałam. 
Na moment oderwał się ode mnie i spojrzał pytająco w moje oczy.
- Przecież miałam cię uczyć - tłumaczyłam.
Nagle Leon przewrócił mnie na plecy i delikatnie się na mnie położył.
- Miałaś mnie uczyć o tym, że stopień utlenienia pierwiastka w związku chemicznym podaje się w postaci rzymskiej cyfry nad symbolem pierwiastka? - spytał, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.
- Przecież sądziłeś, że jesteś kiepski z chemii - mówiłam.
- To był tylko pretekst, żeby cię gdzieś wyciągnąć - wytłumaczył z łobuzerskim uśmieszkiem. 
- Jesteś głupi - rzuciłam rozbawiona. Potem zruciłam go z siebie. Wówczas szatyn leżał na plechach. Szybko usiadłam na nim okrakiem i wpiłam się w jego usta. Chłopak położył swoje dłonie na moje pośladki. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Ale nie tak, jak to zawsze bywało. To był pocałunek pełny miłości. Usta Verdasa pochłaniały moje z taką delikatnością i czułością. Jakby był to nasz ostatni pocałunek. 
- Możesz mnie zawsze karać w ten sposób - powiedział rozśmieszony. 

Leżeliśmy przytuleni, zajadaliśmy owoce. Postanowiłam poruszyć jeden z tematów.
- Leon, powiedz mi o czym rozmawiałeś z tą nauczycielką - poprosiłam, po czym spojrzałam na niego. 
- Vilu, już ci mówiłem, że to było mało istotne. Znowu namawiała mnie do powrotu do niej - tłumaczył, ale nie było to przekonujące. Ostatecznie postanowiłam dać mu spokój. 
- No dobrze. No więc opowiedz mi coś o Clarze - zaczęłam inny temat. Chłopak się spiął i głośno westchnął. 
- A co chcesz wiedzieć? 
- Jak wyglądała? 
- Była niewysoką brunetką o piwnych oczach, mlecznej cerze. 
- Była śliczna - przyznałam.
- Tak, była. 
- Jak się poznaliście, to ona już była chora? - podniosłam się do postawy siedzącej, Leon wciąż leżał. Patrzył w niebo. 
- Nie była. Jak postanowiliśmy być parą, ona zaczęła chudnąć, coraz gorzej wyglądać. Na początku nie zwracała na to uwagi, ale potem postanowiła pójść na badania - przerwał i przymknął oczy. Ponownie się położyłam i mocno wtuliłam się w tors Verdasa. 
- Nie musisz mówić, jeżeli sprawia ci to ból - szepnęłam. Nie chciałam, by cierpiał. 
- Nie, jest ok. Jeśli chcesz wiedzieć, opowiem ci. 
- No dobrze.
- No więc z badań wynikło, że jest chora na białaczkę - wziął głęboki wdech - Postanowiła maksymalnie korzystać z życia. Jeździliśmy po świecie, zwiedzaliśmy, bawiliśmy się. Ale potem Clara czuła się gorzej i trafiła do szpitala. Leżała tam kilka tygodni. Przychodziłem do niej codziennie. Po tych kilku tygodniach Clara wyszła ze szpitala. Lekarze kazali jej na siebie uważać, więc nic nie było już takie same.
- Dlaczego powiedziałeś, że nie zdążyłeś się z nią pożegnać?
- Okazało się, że razem z rodzicami muszę wyjechać na tydzień do USA.  Kiedy tam byłem, zadzwonili do mnie rodzice Clary - przerwał i głośno przełknął ślinę - Powiedzieli mi, że Clara zmarła.
Po słowach Leona jeszcze mocniej się do niego przytuliłam. 
- Przepraszam, że kazałam ci o tym wszystkim mówić - szeptałam z żalem w głosie - Tak bardzo cię przepraszam. 
- Spokojnie Vilu, nic się nie stało - odpowiedział. 
Oparłam się na łokciu, a drugą dłoń położyłam na jego policzku. Lekko się uniosłam i dotknęłam swoim nosem jego. Potem delikatnie musnęłam usta Verdasa. 
- Chodźmy już - zaproponował chłopak. 

Kiedy wróciłam do domu, zjadłam kolacją i spakowałam się na następny dzień. Potem wzięłam kąpiel i przebrałam się w piżamę. 
Na moment postanowiłam zajrzeć do Fede. 
- Fede - szepnęłam. W całym pokoju panował mrok.
- Tak Vilu, coś się stało? 
- Nie, chciałam ci życzyć dobrej nocy.
- Dziękuję i wzajemnie - odpowiedział. 

Kiedy wróciłam do pokoju i położyłam się łóżku. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Nie potrzebnie rozpoczynałam temat Clary. 
Postanowiłam napisać do Leona. 

Do: Leon 
Hej, czy wszystko ok? 

Nie liczyłam na odpowiedź, była bowiem 24:00. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. 

Od: Leon
Tak, wszystko dobrze. Mam nadzieję, ż u ciebie też. Dobranoc Vilu <3 Kocham Cie

Do: Leon
Ja też Cie kocham. Dobrej nocy Leon 


Następnie odłożyłam telefon i zasnęłam.




"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""








Hej!
Przychodzę do Was moi Kochani Czytelnicy z 33 rozdziałem ;)
Mam nadzieję, że chociaż trochę się Wam podoba. 
:D

Rozdział zawiera fragment z punktu widzenia Leona. 
Umieściłam go, bo chciałam, żeby wszystko było jasne.
Pewnie jeszcze kilka razy pojawi się taki fragment :)

"""""""

Przepraszam, że już po raz drugi, na rozdział musieliście czekać dwa tygodnie. 
:(

Jest mi głupio, bo pod ostatnim rozdziałem, też Was przepraszałam za spóźnienie. 
Powody niedodawania co tydzień? 
Hmn... Przede wszystkim nauka.
:P

Ale zaczęłam już ferie zimowe :D
Więc rozdziały będą częściej.. ( ale niczego nie obiecuję )

No więc, tak jak zawsze czekam na Wasze komentarze :D

:*

Do następnego :D
Wasza 
Ola :)

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 32 : " Ona nie żyje "


Rozdział dedykuję Żelci Boom :*

Wszystko wyglądało tak cudownie. Leon musiał poświęcić mnóstwo czasu, by to przygotować.
Kiedy usiedliśmy do stołu od razu rozpoczęliśmy jedzenie.
Podczas posiłku cały czas na siebie patrzyliśmy. Było tak romantycznie i pięknie. Cudowny nastrój pogłębiany był przez zgaszone światło i palące się świece, rozstawione po całym salonie. On zrobił to dla mnie. Mój Leon, tylko mój. Byłam szczęściarą....
Po skończonej kolacji udaliśmy się na spacer po plaży. Panował już mrok. Miałam na sobie zwiewną, pastelową sukienkę. Szłam boso. Moje stopy otulane były przez jeszcze ciepły piasek. Słyszałam tylko szum morza i moje serce, które biło bardzo szybko.
W końcu byłam szczęśliwa. Miałam wszystko czego wówczas pragnęłam i potrzebowałam, miłość, rodzinę i przyjaciół. Nic więcej się nie liczyło.
Głęboko wdychałam powietrze pełne jodu. Za rękę trzymałam mojego ukochanego. Nic nie mówiliśmy. Milczenie było najbardziej wartościowe. Spojrzałam w niebo. Było pełne gwiazd. Uśmiechnęłam się na ich widok. Przed oczami pojawił mi się obraz mnie i Fede jako dzieci. Właśnie wtedy kładliśmy się na trawie i patrzyliśmy na czarne niebo. Śmialiśmy się, układaliśmy figury, postacie z drobnych, świecących punktów. Potem pojawiły się problemy. Rodzice zaczęli się od siebie oddalać, kłócić. Udawaliśmy, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Udawaliśmy, że wszystko jest w porządku. Jednak każdego wieczoru zasypiałam ze strachem i przerażeniem. Bałam się, że nasza rodzina się rozpadnie. Miałam wtedy 12 lat.
Ale po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do do tego. Z dnia na dzień, coraz bardziej wątpiłam w istnienie miłości. Uważałam, że to bajka, którą wymyślili ludzie. Przez bardzo długi okres nie widziałam rodziców, którzy się całują, czy nawet na siebie spoglądają. Nic. Pustka. Nicość.
Rodzice byli dla mnie autorytetem od samego początku. Każda ich decyzja lub zachowanie było dla mnie czymś istotnym i ważnym.
Widziałam jak cierpią. Cierpią z powodu braku miłości.
To właśnie wtedy postanowiłam przestać w nią wierzyć. W nią i w jej działanie. Stałam się bezduszna. Bawiłam się kosztem innych. Miłość była dla mnie fikcją. Postępowałam tak jak moi rodzice, którzy wciąż się kłócili.
W takim przekonaniu dorastałam.
Wszystko się zmieniło, kiedy przyjechałam do Buenos Aires. To właśnie tu dostrzegłam, jak bardzo się pomyliłam.
Szłam zamyślona, wciąż przyglądając się gwieździstemu niebu. Oddychałam głęboko, starając się pochłonąć wszystko co mi dane.
- O czym myślisz? - szepnął Leon. Przymknęłam powieki.
- O wszystkim i o niczym - rzuciłam i położyłam głowę na jego ramieniu. Verdas ucałował mnie w czubek głowy - Leon, opowiedz mi coś o sobie. Tak na prawdę nic o tobie nie wiem - zaczęłam
- Co chcesz wiedzieć?
- Najlepiej wszystko - odpowiedziałam i otworzyłam oczy. Spojrzałam w jego szmaragdy. Były pełne miłości i radości. Wspięłam się na palce i delikatnie musnęłam jego miękkie wargi.
- No więc - rozpoczął - Nie wiem czy pamiętasz, ale mam starszego brata.
- Nie pamiętam - byłam lekko zdezorientowana.
- Ma na imię Alex, jest starszy ode mnie o 5 lat. Nie mieszka już z nami. Po skończeniu szkoły wyjechał do innego miasta, założył rodzinę - mówił - Moi rodzice mają firmę. Prawdopodobnie będę musiał ją po nich przejąć.
- A co z muzyką, tańcem, motocrossem? - przerwałam.
- Będę musiał się z tym pożegnać - przyznał - Wracając. Mieszkam z rodzicami, chociaż ich praktycznie nigdy nie ma w domu. Można więc powiedzieć, że mieszkam sam.
- Rozumiem. A czy ty chcesz przejąć tą firmę? - spytałam patrząc mu w oczy. Leon odwrócił wzrok w inną stronę - Patrz na mnie - upomniałam. Wiedziałam, że patrząc mi w oczy nie skłamie. Ponownie spojrzał na mnie.
- Vilu, i tak i nie. Nie chce sprawiać przykrości rodzicom. Jedno dziecko już ich zawiodło.
- To bardzo honorowo z twojej strony, ale - zaczęłam.
- Nie widzę nic złego w pracy za biurkiem. A ktoś musi to przejąć - delikatnie podniósł głos.
Nie chciałam się kłócić. Umilkłam, kiwając twierdząco głową.
Podeszłam do niego i delikatnie się wtuliłam w jego tors.
- Rozumiem - szepnęłam i ucałowałam go w ramie.
Staliśmy wtuleni w siebie przez chwilę. Leon gładził mnie po głowie. Czułam się przy nim taka potrzebna, kochana i ważna.
- Wracamy? - spytałam, ponieważ zrobiło mi się zimno. Chłopak pokiwał głową i ruszyliśmy w kierunku domu, cały czas wtuleni w siebie.
Nie wiem dlaczego, ale czułam, że ten wieczór będzie przełomowy dla nas i naszego związku.
Kiedy usiedliśmy na kanapie w salonie, Leon włączył jakiś banalny film.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie. Co chwile spoglądaliśmy sobie w oczy, ale milczeliśmy. Kiedy film się skończył, spostrzegłam, że jest 23:00. Chwyciłam Leona za rękę i wstałam, próbując go podnieść.
- Leon, chodźmy już spać. Jutro czeka nas kolejny dzień. Wstawaj - mówiłam, siłując się z nim. On jedynie się łobuzersko uśmiechnął. Potem wstał i przyciągnął mnie do siebie, trzymając swoje ręce na mojej talii. Położyłam swoje dłonie na policzkach Verdasa i wspięłam się na place. Delikatnie go pocałowałam.
- Dziękuję za cudowny wieczór - szeptałam - W ogóle, za to wszystko.
- Nie ma za co - odpowiedział i pocałował mnie trochę bardziej czule.
- Idę się umyć - rzuciłam i poszłam na górę.
Będąc w łazience zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Poczułam ulgę, kiedy o moje ciało zaczęły obijać się kropelki wody. Przymknęłam oczy, relaksując się.
Leon był moją pierwszą i prawdziwą miłością. Dla niego byłam gotowa zrobić wszystko. Najważniejsze było dla mnie jego szczęście. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, jednak jeśli byłby on ze mną nieszczęśliwy, pozwoliłabym mu odejść. Dzięki niemu zdałam sobie sprawę co to miłość. Poznałam ją na nowo i od nowa zaczęłam ją praktykować. Miałam 17 lat. Dopiero zaczynałam moją przygodę z miłością. Taką prawdziwą, nie chwilowym zauroczeniem, które przemija z tygodnia na tydzień. Nie zauroczeniem, przez które po jego stracie nie cierpisz. Wówczas miałam do czynienia z prawdziwą i szczerą miłością.
Kiedy skończyłam się myć, wyszłam z kabiny prysznicowej i wytarłam swoje ciało ręcznikiem. Ubrałam czystą bieliznę. Potem umyłam zęby i rozpuściłam włosy. Przez pewien czas patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Nie byłam tą samą Violettą co kilka miesięcy temu. Powoli stawałam się kobietą.
Wzięłam głęboki wdech. Później powoli wypuściłam powietrze.
Szybko nałożyłam dresowe szorty i luźną koszulkę z nadrukiem. Potem wyszłam z łazienki. Kiedy odkładałam rzeczy do walizki, słyszałam jak Leon tam wchodził.
Chwyciłam laptopa i usiadłam po turecku na podłodze. Przeglądałam strony internetowe i portale społecznościowe. Po 20 minutach Leon wyszedł z pomieszczenia znajdującego się przy naszej sypialni.
- Jeszcze nie śpisz? - spytał. Obróciłam się w jego stronę, tym samym posyłając uroczy uśmiech.
- Czekałam na ciebie - rzuciłam i zamknęłam laptopa. Później wstałam i odłożyłam go na stolik. Podeszłam do Verdasa, cały czas patrząc mu w oczy. Delikatnie się uśmiechnęłam. Kiedy byłam blisko niego, położyłam swoje dłonie na biodrach szatyna i wspięłam się na palce. Po chwili złożyłam na jego ustach słodki całus. Na tym jednak się nie skończyło.
Leon objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Serce zaczęło mi szybciej bić.
Nasze pocałunki stawały się coraz to bardziej brutalne i namiętne. Chłopak błądził swoimi dłońmi po moich plecach. Ja swoje położyłam na jego umięśnionym torsie. Oboje dyszeliśmy.
W pewnym momencie Leon zaczął obcałowywać moją szyję. To sprawiło, że jeszcze bardziej się podnieciłam. Dobrze wiedział co na mnie działa. Zaczął więc delikatnie przygryzać skórę, składać na niej malinki. Kiedy jego dłonie zjechały na moje pośladki, spojrzałam na niego niepewnie.
Swoje dłonie wplotłam w jego bujną czuprynę i przyciągnęłam do siebie. Ponownie zaczęliśmy się całować. W pewnym momencie nasze języki zaczęły współpracę. Czułam, że nie wytrzymam zbyt długo. Byłam niewyobrażalnie podniecona.
To uczucie jeszcze bardziej się powiększyło, kiedy szatyn ścisnął moje pośladki. Cicho pisnęłam mu w usta. Zaśmialiśmy się, jednak potem ponownie złączyliśmy nasze wargi. Pochłanialiśmy się bez najmniejszego opamiętania. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. To była ta noc. Noc, która należała do nas.
W pewnej chwili Leon zaczął mnie pchać w stronę łóżka, które znajdowało się tuż za mną. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie.
- Leon - szepnęłam patrząc mu w oczy. Głośno przełknęłam ślinę. Pragnęłam go. Moje ciało go potrzebowało, ale nie wiedziałam jak to powiedzieć - Chcę się z tobą kochać - ciągnęłam.
Chłopak delikatnie się do mnie uśmiechnął. Potem ujął moją twarz w dłonie i spytał.
- Jesteś tego pewna?
W odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową.
Niczego więcej nie chciałam. Nic więcej nie było mi w tym momencie potrzebne. Kochałam go i tylko to się liczyło.
- Kocham cie - powiedziałam i wbiłam się w jego słodkie usta.
Po chwili poczułam jak Verdas całuję moją szyję. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. Poczułam, że jest podniecony.
Leon delikatnie przejechał palcami po moim ramieniu, powodując lekki dreszcz. Pocałował mnie w obojczyk. Potem przesunął swoje usta w kierunku mojego ucha. Delikatnie przygryzł płatek uszny. Jęknęłam. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś bardziej podniecającego.
- Ja ciebie też kocham Vilu - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się do siebie.
W pewnym momencie Verdas włożył swoje dłonie pod moją koszulkę. Nim się obejrzałam, leżała już na podłodze. Nie chcąc zostać w tyle, uczyniłam to samo z jego bluzką. Stałam przed nim w samym staniku. Chłopak pożerał mnie wzrokiem. Czułam się trochę skrępowana. Niby widział mnie w stroju kąpielowym. Jednak bielizna była według mnie czymś bardziej intymnym i prywatnym. Nieśmiało uśmiechnęłam się do ukochanego. On odwzajemnił to ze zdwojoną siłą. Po chwili zbliżył się do mnie i objął moją talię. Moje serce biło jak szalone. Bałam się, ale byłam pewna tego, czego chcę. Kochałam go i chciałam oddać się mu całkowicie.
- Jesteś przepiękna - szepnął mi na ucho, a ja się zarumieniłam. Mój oddech przyspieszył. Zaczął obcałowywać moją szyję, obojczyk...
Potem ponownie złączyliśmy nasze usta. Wtem znalazłam się na łóżku, leżąc na nim plecami. Nie odrywaliśmy się od siebie. To było zbyt piękne, by przerywać.
Leon obcałowywał cały mój brzuch. Robił to delikatnie i czule. Czułam się jak w niebie. Moje zmysły szalały, a ja nie chciałam tego przerywać.
Po chwili wrócił do moich ust. Moje ręce oplotły jego klatkę piersiową, a paznokcie delikatnie wbijały się w jego miękką skórę.
W pewnym momencie szatyn zdjął moje spodenki. Delikatnie przejechał dłonią po moim udzie, pozostawiając na niej gęsią skórkę. Ostatecznie spoczęła ona na moich żebrach. Jego dłoń idealnie tam pasowała.
Atmosfera był dość poważna, nawet nie widziałam dlaczego. W powietrzu czuć było miłość, namiętność, podniecenie.
Chłopak leżał nade mną, opierając się na jednej ręce. Byłam pod nim, w samej bieliźnie, rozpalona i podniecona. Na moment oderwaliśmy się od siebie. Verdas ściągnął swoje spodnie dresowe i znowu wpił się w moje usta.
Czułam się tak błogo. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak cudownego uczucia. Nasze igraszki, które miały miejsce w Buenos Aires były niczym w porównaniu do tego, co działo się teraz.
Leon obejrzał mnie od czubka głowy po krańce stóp. Następnie złożył soczystego buziaka na moim brzuchu. Zaraz potem zaczął kierować się do góry. Nosem znaczył prostą linię. Uwielbiałam czuć jego dotyk na sobie.
Kiedy jego twarz mijała moje jędrne piersi odziane w czarny stanik, zatrzymał się. Zaczął je obcałowywać, co sprawiało mi niewyobrażalną przyjemność. Był pierwszym i miałam nadzieję, że ostatnim chłopakiem, któremu na to pozwoliłam.
W pewnej chwili poczułam jak jego dłoń nurkuje pode mnie, szukając zapięcia. Jednym zgrabnym ruchem pozbył się jednej z części bielizny.
Przyjrzał się mi uważnie. Zobaczyłam błysk podniecenia w jego oku. Następnie schylił się i przyssał do jednej z moich piersi. Momentalnie wygięłam się w łuk.
Leon delikatnie przygryzał i pieścił mój twardy sutek. Podobało mi się to, wiem też, że jemu również.
Gdy przestał drażnić moją pierś spojrzał na mnie oczami pełnymi miłości. Wpatrywaliśmy się w siebie przez pewien czas. Ujęłam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do siebie. Chciałam mu powiedzieć wszystko co wówczas czułam, ale z niewiadomych dla mnie powodów, nie mogłam z siebie nic wydusić.
Jedyne co mogłam zrobić, to go pocałować. Tak też zrobiłam. Ostatecznie zdałam się na odwagę i wyszeptałam
- Leon, ja nigdy tego nie robiłam - przyznałam. Nie wiedziałam, czy to coś zmieni. Miałam jedynie nadzieję, że nie.
Szatyn spojrzał na mnie z czułością. Po czym szczerze się uśmiechnął.
- Ja też nie - rzucił i wpił się w moje usta. Zaczęłam się śmiać. Oboje dobrze wiedzieliśmy, że to kłamstwo.
Potem oderwał się ode mnie.
- Vilu, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to, że swój pierwszy raz przeżyjesz właśnie ze mną - szepnął.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Uśmiechnęłam się nieśmiało i położyłam dłoń na jego policzku.
- Dla mnie też to wiele znaczy - odparłam w końcu. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nawet nie wiedziałam czemu.
Kochałam go, a jego słowa jeszcze bardziej utwierdziły mnie w tych przekonaniach.
Ponownie tego wieczoru złączyliśmy nasze wargi. Jednak nie tak jak ostatnim razem. Ten pocałunek pokazywał wszystko co czuliśmy.
Po paru minutach Leon ściągnął ze mnie dolną cześć bielizny. Teoretycznie, nie było już odwrotu. Właśnie tego wieczoru miałam stracić dziewictwo. Ale miałam je stracić z osobą, w której byłam szalenie zakochana.
Verdas również pozbył się swoich bokserek. Moim oczom ukazał się jego członek. Był sporych rozmiarów, co mnie trochę przeraziło. Szatyn ponownie zaczął obcałowywać moje kruche ciało. Ostatecznie jego usta zatrzymały się na mojej "przyjaciółce". Przymknęłam delikatnie oczy, czując jego język wewnątrz. Nie wierzyłam w to, co czułam. Było to podniecenie z nutką miłości i pożądania. Ponownie tej nocy wygięłam się w łuk.
Gdy szatyn opuścił moje intymne miejsce, nachyli się nade mną i musnął moje rozgrzane wargi. W pewnym momencie poczułam, że jego "przyjaciel" muska moją kobiecość.
- Vilu, na pewno tego chcesz? - szepnął mi do ucha.
- Niczego więcej nie pragnę - odpowiedziałam szybko, lekko dysząc - Kocham cie  - dodałam.
- Ja ciebie też - ucałował moje usta - Ufasz mi?
- To chyba oczywiste -  odparłam i przejechałam kciukiem po jego ustach.
- Będę delikatny - dopowiedział. Pokiwałam twierdząco głową. Wiedziałam, że za chwilę stanę się kimś innym. Stanę się prawdziwą kobietą.
Po kilku sekundach poczułam w sobie obecność Leona. Przymknęłam oczy. Momentalnie poczułam ból. Szybko zachłysnęłam się powietrzem i głośno jęknęłam. Przez dość długi czas ból nie mijał. Pomimo starań, z moich oczu popłynęły łzy. Kiedy chłopak to spostrzegł, spytał
- Wszystko dobrze? Mam przestać? - był przejęty. Wiedział, że sprawia mi ból.
- Nie - odpowiedziałam cicho.
Gdy Verdas przebił się przez błonę, nie wytrzymałam. Krzyknęłam i zaczęłam cicho szlochać. Wbiłam swoje paznokcie w plecy chłopaka i mocniej go do siebie przysunęłam.
Nie minęło kilka minut, a ja czułam jedynie rozkosz.....

Kiesy się obudziłam, otworzyłam oczy. Czułam, że tuż obok mnie leży mój ukochany. Spojrzałam w górę. Jeszcze spał, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wyglądał powalająco. Jego potargane włosy były szalenie seksowne. Uśmiechnęłam się do siebie.
Ta noc była magiczna, pełna miłości i namiętności. Była idealna.
Ostrożnie się przeciągnęłam. Szybko przerwałam, ponieważ poczułam ból. Wszystko jest jeszcze świeże. Ale nie przeszkadzało mi to. Nie żałuję tego, co zrobiłam.
Zamknęłam oczy i zasnęłam, pomimo tego, że było już jasno.

Gdy obudziłam się kolejny raz, spostrzegłam, że obok mnie nie ma już Verdasa. Od rzazu posmutniałam. Poleżałam chwilkę, a następnie wstałam zgarniając z podłogi bieliznę. Weszłam do łazienki. Zapomniałam jednak zamknąć drzwi. Założyłam stanik i majtki. Po chwili spojrzałam w lustro. Zobaczyłam w nim w pół nagą postać. Podeszłam bliżej. Chciałam zobaczyć, czy przypadkiem nie zaszły we mnie jakieś zmiany.
Niczego nie dostrzegłam, poza nieułożonymi włosami i podkrążonymi oczami. Dotknęłam swojego brzucha, następnie szyi i ust. Uśmiechnęłam się do siebie, kiedy przypomniałam sobie, że jeszcze kilka godzin temu te części mojego ciała były obcałowywane przez szatyna.
- Wszystko ok ? - usłyszałam jego głos. Po chwili ujrzałam jego odbicie w lustrze. Nieśmiało pokiwałam głową na "tak". Szybko podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Momentalnie złożył na moim ramieniu całus. Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu głęboko w oczy. Kiedy ujęłam jego twarz w dłonie, wspięłam się na palce i delikatnie go pocałowałam.
- Nie zrobiłem ci krzywdy? - spytał z troską w głosie.
- Nie - rzuciłam i ponownie go ucałowałam. Pomimo bólu, który czułam w tamtym miejscu, udawałam, że wszystko jest dobrze. Nie chciałam sprawiać mu przykrości.
- Ogarnę się i zejdę na dół. Daj mi chwilę, ok ?
- Oczywiście - powiedział i ucałował mnie w czoło. Wyszedł.
Wzięłam odprężającą kąpiel.  Potem założyłam czystą bieliznę. Wyszłam z łazienki. W pokoju narzuciłam na siebie przewiewną, białą sukienkę z krótkim rękawkiem.
Potem zrobiłam lekki makijaż i związałam  włosy w koka. Zeszłam na dół.
W kuchni przywitał mnie uśmiechnięty Leon. Od razu mnie pocałował.
- Zapraszam na śniadanie  - rzucił i postawił na stole talerze. Na nich znajdowała się sałatka.

Po posiłku poszliśmy na plażę. Spacerowaliśmy, śmialiśmy się. Jak zawsze, dobrze spędzaliśmy czas. Kiedy wróciliśmy do domu, rozsiedliśmy się na kanapie i włączyliśmy film. Był on szalenie nudny, więc postanowiłam zagadać Leona.
- Leon - zaczęłam niepewnie. Spojrzał na mnie pytająco i cmoknął w policzek. Posłałam mu uroczy uśmiech - Czy ... - ciągnęłam - Czy byłam wystarczająco dobra?
Chłopak spojrzał na mnie z miłością.
- Byłaś najlepsza - powiedział powoli. Te słowa miały dla mnie ogromne znaczenie.
- Z kim przeżyłeś swój pierwszy raz? - zapytałam i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
- Z moją dziewczyną - odparł i trochę posmutniał - Była starsza o 2 lata - ciągnął. Uniosłam brwi ze zdziwienia. Chłopak widząc to, dopowiedział - Uważałem, że mnie czegoś nauczy.
- I nauczyła?
- Sama oceń - rzucił i wstał z miejsca. Coś mi tu nie grało. Obraził się?
Zdezorientowana zerwałam się z kanapy i wyszłam na taras. Stał tam Verdas. Opierał się rękoma o barierkę, patrzył na plażę, morze..
Podeszłam do niego i od tyłu się wtuliłam.
- Powiedziałam coś nie tak?
Obrócił się do mnie i objął mnie swoimi bezpiecznymi ramionami.
- Nie, tylko.... - nie dokończył.
- Tylko co? - dopytywałam unosząc wzrok na niego.
- Ona nie żyje - odparł.
- Ta dziewczyna?
- Tak. Miała na imię Clara. Była moją pierwszą, nastoletnią miłością. Miałem 15 lat. Podobał mi się związek ze starszą. Przypadkowo zakochaliśmy się w sobie.- opowiadał. Poczułam ukłucie w sercu. Czy to zazdrość? To było komiczne. Przecież ona nie żyła, a ja byłam o nią zazdrosna. Nie mogłam znieść myśli, że Leon kiedyś kochał się z inną kobietą.
- Dlaczego zmarła? - spytałam niepewnie, a on odwrócił wzrok w inną stronę. Chwyciłam jego podbródek i skierowałam go tak, by patrzył mi w oczy.
Nie wierzyłam. On miał w oczach łzy!
- Leon.. - szepnęłam i mocno go przytuliłam.
Po pewnym czasie zaczął opowiadać.
- Clara zmarła na białaczkę - jego głos się trząsł - Nawet się z nią nie pożegnałem. Szalenie ją kochałem. Kiedy umarła, chciałem umrzeć razem z nią.
- Spokojnie - szeptałam, wciąż wtulona w niego.
- Jednak życie toczy się dalej. Musiałem o niej zapomnieć. Chociaż było bardzo trudno. Zacząłem pić, palić, zabawiać się z dziwkami. Ale spotkałem ciebie. Ty nauczyłaś mnie co to znaczy kochać. To ty wskazałaś mi dobrą drogę. Dzięki tobie zapomniałem o tej złej. Dziękuję Violetto - skończył i mocno mnie pocałował.

Kolejną połowę dnia spędziliśmy kąpiąc się w morzu. Było cudownie, ale wciąż miałam w głowie historię Clary. Szatyn był w niej szaleńczo zakochany....

O 22:00 dojechaliśmy do Buenos Aires. Wróciła codzienność, problemy i pytania, na które nie znałam odpowiedzi.
Po czułym pożegnaniu z Verdasem weszłam do domu. Nie miałam siły jeść. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku. Myślałam o Leonie, o mnie i.... Clarze.


***********************************************************************************








Cześć Wam!

Na początek przeprosiny.

Wiem, wiem, wiem.... Rozdział miał pojawić się wieki temu.. 
A pojawił się dopiero dzisiaj. 
Powód? 
Hmn.. Rozleniwiłam się przez te święta xD
Poza tym, miałam wyjazd... Co prawda mogłam pisać na telefonie.
Ta.. Tylko nie mam tyle cierpliwości.
No cóż :D
Rozdział jest! Cieszcie się i wiwatujcie!

:*

Jak widać, rozdział zwiera treść.."18+"
Nie chciałam pisać w tytule, bo wszystko byłoby jasne!
:)

Sądzę jednak, że ten fragment jest ... nieudany. 
I raczej długo nie zobaczycie go na tym blogu.

*^*^*

Vilu i Leon - pierwszy raz.... !
Violka poznaje historię zmarłej dziewczyny Verdasa :D

*^*

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 
Jak zawsze, PROSZĘ O KOMENTARZE :D

Czekam na Wasze opinie!

Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie w weekend. Jest mała, malutka szansa, ze w tygodniu.. Ale nie liczyłbym na to!

Do następnego 
Ola :*

wtorek, 29 grudnia 2015

♥ One shot ♥ "Korepetytorka" cz.4








Przez kilka następnych dni ani Violetta, ani Leon nie odzywali się do siebie. Jednym słowem musieli ochłonąć. Oboje nie wiedzieli jaka relacja jest miedzy nimi. Związek? A może to była tylko chwila słabości i oboje powinni o tym zapomnieć?
Ostatecznie Leon nie wytrzymał ciszy. W sylwestrowy wieczór, który spędzał ze swoimi rodzicami i synem, postanowił pojechać do dziewczyny. Miał nadzieję, że ją zastanie w domu. 
Zostawił chłopca z jego dziadkami. 
Po 15 minutach drogi przez zaśnieżone ulice miasta, dojechał na miejsce. Kiedy zadzwonił dzwonkiem do drzwi, nie minęło 10 sekund, a w drzwiach stała koleżanka Violetty. 
- Dobry wieczór - zaczął - Jest może Violetta?
- Tak, wejdź - powiedziała i wpuściła go do środka - Jest w swoim pokoju. 
- Dzięki - rzucił i ruszył w znanym już mu kierunku. 
Gdy zapukał do drzwi, usłyszał ciche "proszę". Wszedł. Jego oczom ukazała się drobna dziewczyna leżąca na łóżku. Wokół niej leżały książki, kartki z notatkami i laptop.
- Hej - przywitał się. Violetta podniosła swój wzrok na niego. Głośno przełknęła ślinę. 
Po wspólnej wigilii nie odzywała się do niego, ponieważ uważała, że wszystko dzieje się zbyt szybko. Miała mętlik w głowie, a fakt, że mężczyzna też nie dawał znaku życia tylko potwierdzał jej przekonania. Wiedziała, że coś do niego czuje, ale bała się spróbować. Nie była pewna tego, czy dobrze robi, zakochując się w nim.
- Hej - odpowiedziała cicho.
- Mogę wejść? - spytał. Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Posłali sobie przyjazne uśmiechy.
- Co cię do mnie sprowadza? - spytała, chociaż dobrze znała odpowiedź. 
- Przecież wiesz - powiedział lekko rozbawiony. Dziewczyna się zarumieniła - Rozumiem, że sylwestra spędzasz z książkami?
- Tak, muszę nadrobić trochę zaległości - przyznała - A ty nie spędzasz sylwestra na jakimś balu? 
- Jak widzisz, nie - odpowiedział - Violetto, porozmawiajmy.
- O czym? - przeniosła się do pozycji siedzącej. Verdas usiadł tuż obok niej.
- O nas - szepnął. Oboje na siebie spojrzeli - Violetto, dlaczego się nie odzywałaś?
- To samo pytanie mogę zadać tobie.
- Jeśli to, co się stało tamtego wieczoru w jakiś sposób cie uraziło, przepraszam - mówił z żalem.
- Leon - zaczęła, ale on jej przerwał.
- Violetto, ja po prostu coś do ciebie poczułem - przyznał się - Jeśli ty do mnie nic nie czujesz, a tamte pocałunki, to była chwila słabości lub działanie alkoholu, zrozumiem 
- Leon - wzięła głęboki wdech - ja też do ciebie coś czuje, ale to nie ma sensu. Ja uczę twojego syna. To jest nietaktowne!
- Przestań - wtrącił - Nie interesuje mnie kim jesteś dla mojego syna. On wszystko zrozumie - Zbliżył się do niej - Czuję coś do ciebie i nie chce się temu przeciwstawiać. Skoro ty też coś do mnie czujesz, nie widzę żadnego problemu. 
Mężczyzna szalenie się cieszył z tego, że Violetta darzy go jakimś uczuciem. 
- Spróbujmy - szepnął i ujął jej twarz w dłonie.
Po chwili złączył ich usta w namiętnym pocałunku. Całowali się bez opamiętania. Dziewczyna zaczęła opadać plecami na łóżko, pociągając tym samym Leona. Oboje dyszeli. Czuli jak ich ciała pragną współpracy. 
- Zakochałem się w tobie - szepnął w jej usta.
- Ja też się w tobie zakochałam - odpowiedziała i ponownie złączyła ich rozgrzane wargi. Pożerali się wzajemnie. Ich podniecenie dawało się we znaki. 
Mężczyzna leżał na kobiecie, jednak by nie było jej zbyt ciężko podpierał się na łokciu.
Dziewczyna zaczęła rozpinać guziki w koszuli Verdasa. Oboje wiedzieli do czego zmierza ich "zabawa"...

Po upojnej i namiętnej nocy, mężczyzna udał się do domu. Był to jego najlepszy sylwester w życiu. 
Przez następny tydzień był w kontakcie z Violettą. Dzwonili do siebie, spotykali się. Oficjalnie byli parą. 
Pewnego popołudnia Violetta postanowiła zrobić niespodziankę Leonowi i przyjść do niego na noc bez wcześniejszej zapowiedzi. 
Kiedy Leon przygotowywał kolację, usłyszał dzwonek do drzwi. Miał nadzieję, że to Violetta, jednak jego oczom ukazała się jego była żona. Po krótkiej rozmowie, kobieta wparowała do domu. Pomimo dość miłego wypraszania jej przez Verdasa, ona postanowiła się rozgościć. Otworzyła butelkę wina i podeszła bliżej byłego męża...
Ku zdziwieniu Violetty drzwi do domu Leona były otwarte. Weszła więc do środka. Nie zdejmując butów i kurtki, czym prędzej weszła do salonu. Chciała wtulić się w tors ukochanego. 
To co zobaczyła, niezmiernie ją zabolało. 
Jej ukochany całował się z jakąś blond kobietą. Z rąk brązowookiej wypadła butelka wina. Szybko wybiegła z domu. Leon pobiegł za nią. 
- Vilu, to nie tak jak myślisz! - krzyczał.
- A jak?! - nie miała już sił by dalej biec. Zatrzymała się i przetarła mokre policzki. 
- To moja była żona. Zaskoczyła mnie tym najściem. To ona mnie pocałowała. Błagam uwierz mi - prosił patrząc w oczy Violetty - Tylko ciebie kocham. Pamiętaj. Nie mógłbym zrobić ci czegoś takiego. Zbyt zależy mi na tobie - mówił łamiącym się głosem.
Dziewczyna wspięła się na palce i delikatnie go pocałowała.
- Ja ciebie też kocham - wtuliła się w jego tors - Wierze ci.


. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 



Jest i ostatnia część OS :D
Przepraszam, że tak późno ją dodaje, ale przez te święta STRASZNIE się rozleniwiłam :P
Ta część nie jest pokaźnej długości (co ja gadam, ona jest króciutka), ale mam nadzieję, że nie wyszła najgorzej i się Wam spodobała!
Mamy happy end :*

. . . . . . . . 

Rozdział pojawi się już niedługo! 
Przypomnijcie więc sobie moją historię :D
Podpowiem, że zakończyło się na weekendzie Violetty i Leona. 
Plaża, romantyczna kolacja...
I ciąg dalszy już niebawem :*

Mam nadzieję, że mój pierwszy w życiu OS nie wyszedł mi źle. 

KOMENTUJCIE KOCHANI :D

Jak może zauważyliście, po prawej stronie powstały zakładeczki :)
Jak na razie udało mi się stworzyć "BOHATERÓW"
W związku z tym serdecznie zapraszam do odwiedzania i komentowania również tam :*

Dziękuję za to, że jesteście :*

Do następnego!
Wasza
Ola ;)




czwartek, 24 grudnia 2015

♥ One shot ♥ "Korepetytorka" cz.3







O wtorkowym wieczorze oboje ciągle myśleli. Środa była katorgą dla obojgu. Nie mogli doczekać się spotkania. Pomimo niezręcznej sytuacji, jaka zaistniała na sam koniec, oboje nie czuli się z tym źle. 
Kiedy Leon był w pracy i wypełniał ważne dokumenty, rozległ się dźwięk dzwonka. Nie patrząc na wyświetlacz, przyłożył komórkę do ucha.
- Słucham? 
- Dzień dobry - dzwoniła Violetta. Mężczyzna zerwał się z fotela i zaczął nerwowo chodzić po pomieszczeniu. 
- Dzień dobry Violetto - odpowiedział. 
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam panu powiedzieć, że wczoraj rozmawiałam z Nico. Powiedział mi, że dzisiaj nie ma potrzeby, abym do niego przychodziła, ponieważ jest i tak sporo do przodu z materiałem - tłumaczyła - Więc, mam nie przychodzić, tak?
Po krótkim namyśle Leon odpowiedział.
- Uważam, że powinnaś przyjść. Jeśli oczywiście nie sprawi to problemu.
Dziewczyna była lekko zdezorientowana. 
Leon wiedział, że jego syn nie potrzebuje zajęć. Jednak tak naprawdę to on sam potrzebował spotkania z Violettą, by dalej normalnie funkcjonować. 
- Ok, więc przyjdę o 18:00 - powiedziała. 
Violetta była miło zaskoczona odpowiedzią Verdasa. Ona również chciała go zobaczyć. 
Po pracy Leon odebrał syna. Potem, jak zawsze poszli na obiad. 
O 16:00 byli już w domu. Chłopiec poszedł odrabiać lekcje, mężczyzna zaczął pracę przed laptopem.
Kiedy na zegarze wybiła 18:00 mężczyzna usłyszał dzwonek do drzwi. Z uśmiechem na twarzy ruszył w kierunku wejścia. 
- Dobry wieczór - odezwała się jako pierwsza. Violetta była ciepło ubrana, na jej szyi zawinięty był bordowy szalik. 
- Dobry wieczór - odpowiedział i wpuścił ją do domu. Wziął od niej kurtkę, którą później powiesił na wieszak. 
Oboje ruszyli do salonu.
- Chciałabyś coś ciepłego do picia? - spytał.
- Tylko o tym marzę - odparła delikatnie się uśmiechając. 
- Zaraz wracam - i znikł w kuchni. 
Po paru chwilach wrócił z kubkiem gorącej herbaty. Violetta podziękowała mu i poszła do pokoju Nico. 
Tego wieczoru Leon zamówił sushi. Nie miał czasu na gotowanie. Jego praca go przerastała. Całą godzinę przesiedział przed ekranem laptopa. 
Nagle zobaczył, że brązowooka schodzi ze schodów. Ich spojrzenia się spotkały. Kiedy Violetta podeszła bliżej mężczyzny, powiedziała:
- Muszę już iść.
Leon posmutniał. Liczył na kolejny, miło spędzony wieczór. 
- Rozumiem.
Wymienili się uśmiechami. 
- Mam jutro egzamin, a jeszcze nic się nie uczyłam. 
- Violetto, powinnaś mi to powiedzieć, kiedy do mnie dzwoniłaś! Mam wyrzuty sumienia.
- Spokojnie, przychodzenie do Nico to przyjemność - tłumaczyła.
- Czy już ci mówiłem, że jesteś nierozsądna? 
- Tak, wspomniałeś dwa dni temu - była rozśmieszona.
Leon wstał z kanapy.
- Mogę ci jakoś pomóc? - spojrzał jej głęboko w oczy. 
- Jeśli chcesz się za mnie nauczyć tego wszystkiego, to bardzo proszę - odpowiedziała. 
- Uwierz mi, że chciałbym, ale nie mogę. 
- No właśnie. 
- Jesteś pewna? 
- Tak - szepnęła. 
Verdas widział, że dziewczyna się waha. 
- W 100 procentach?
- To znaczy - zaczęła - Dla mnie, najlepszym sposobem do nauki jest odpytywanie. 
- A w związku z tym?
- Moja przyjaciółka, z którą mieszkam wyjechała na kilka dni. to właśnie ona mnie zawsze przepytywała - mówiła nieśmiało - Chociaż nie, zapomnij. 
- Nie, chce ci pomóc - rzucił szybko.
- Ale ja nie chcę, żebyś zarywał noc przeze mnie! - uniosła głos.
- To będzie czysta przyjemność - powiedział i puścił do niej oczko. Violetta się zarumieniała. Oboje czuli, że są sobie bliżsi - A więc, zgadzasz się? 
- Niech ci będzie - powiedziała cicho wzdychając.
- Podwiozę cie do domu.
- Nie, p.. - zaczęła.
- Nie sprzeciwiaj mi się, ok? - przerwał jej.
- Ale ja nie chcę ciebie wykorzystywać! Mój pomysł jest głupi - przyznała.
Violetta zdała sobie sprawę, że działa pod wpływem impulsu. 
- Nic nie mów tylko się ubieraj - rzucił. 
Violetta wykonała jego polecenie. Mężczyzna poprosił pani sprzątającej o przypilnowanie Nico. 
Po chwili zszedł na dół. Zobaczył ubraną już dziewczynę. Sam narzucił na siebie kurtkę i założył buty. Oboje wyszli z domu. 
Jechali w ciszy. Za szybą auta panowała śnieżyca. Pozostał tydzień do świąt. 
Kiedy dojechali pod blok, w którym mieszkała Violetta, oboje wysiedli z pojazdu.
- Nie musisz ze mną iść - rzuciła.
- Poradzisz sobie sama z taką ilością książek? - zaczął się śmiać.
- Raczej nie - przyznała. 
Kiedy wzięli wszystkie potrzebne do nauki przedmioty, wrócili do auta. Ponownie cisza.
Po dłuższej chwili weszli do domu mężczyzny. Rozebrali się z zimowych ubrań i ruszyli do salonu. 
Leon zrobił herbaty. Później razem usiedli na dużej kanapie. 
- No to, od czego zaczynamy? - spytał.
- Od początku - przyznała bezsilnie. 
- Ej, dasz radę! - powiedział. 
- Mam nadzieję - szepnęła - Dobra, zaczynajmy.
I zaczęli. Podczas nauki wiele się śmiali. Violetta sądziła, że przy Leonie wszystko szybciej jej wchodzi do głowy. 
- Violetto, muszę iść położyć spać Nico - zaczął.
- Jasne, już się zbieram - zaczęła pakować książki do torby. 
- Nie - powstrzymał ją przytrzymując jej dłonie. Spojrzeli sobie w oczy. Dziewczyna głośno przełknęła ślinę. Przed oczami stanął jej obraz z ostatniego wieczoru spędzonego z mężczyzną, kiedy to prawie się pocałowali - Będę za 10 minut. Poczekaj tu na mnie - rzucił i ruszył w kierunku schodów. 
Po upływie 10 minut mężczyzna wrócił do salonu. 
- Już jestem - powiedział. Oboje się uśmiechnęli. Mężczyzna ponownie usiadł obok Violetty - Na czym skończyliśmy? 
W pewnym momencie Leon postanowił rozłożyć kanapę, by było im wygodniej. Oboje się rozłożyli. 
Uczyli się jeszcze przez 3 godziny.
W pewnym momencie Leona, jak i Violettę zmorzył sen. Nie postrzeżenie, rzez sen wtulili się w siebie.

Nagle Violetta się obudziła. Zauważyła, że leży wtulona w tors Leona. Przez chwilę w jej głowie pojawiła się myśl, by pozostać w tej pozycji i spać dalej u jego boku. Jednak szybko odgoniła tą teorię. Energicznie zerwała się z miejsca, tym samym budząc Verdasa. 
Dziewczyna, w objęciach mężczyzny czuła się bezpiecznie i ciepło. jednak wiedziała, że oboje nie byli świadomi, tego co robią. 
Wstała i zaczęła pakować swoje książki. Chciała jak najszybciej zniknąć z oczu Leona.
- Czy my zasnęliśmy? - spytał zaspanym, seksownym według dziewczyny głosem.
- Tak, jest 3:00.
- Co ty robisz? - przeniósł się do pozycji siedzącej. 
- Pakuję się. Muszę wracać do domu - rzuciła w jego stronę i ruszyła w kierunku wyjścia. Mężczyzna poszedł za nią.
- Zostań. Możesz spać u nas. Jest dużo miejsca. Nie powinnaś wracać sama - tłumaczył lekko przejęty.
- Nie, tak będzie lepiej - mówiła podczas zakładania butów. 
Leon wziął z wieszaka kurtkę Violetty. Dziewczyna obróciła się tyłem do niego i zgrabnie włożyła ręce do rękawów. Kiedy się obróciła, spotkała się twarzą w twarz z Verdasem. 
Przez chwilę wpatrywali się w siebie w ciszy. Później ich twarze zaczęły się niebezpiecznie zbliżać. Oboje byli świadomi tego co robią. Oboje tego chcieli. Mężczyzna swoją dłonią ujął policzek dziewczyny. Ich usta dzieliły centymetry.
- Tato, ni mogę spać - był to głos Nico. 
Dorośli szybko oderwali się od siebie. Leon obrócił się do syna. 
- Już do ciebie idę Nico. Biegnij do sypialni. Zaraz przyjdę - chłopczyk posłuchał polecenia ojca i już go nie było. 
Obrócił się w stronę dziewczyny. Właśnie rozmawiała z kimś przez telefon. Był to pewnie taksówkarz. Kiedy się rozłączyła, powiedziała.
- Przepraszam
- Ja również - dopowiedział.
- Do wtorku - rzuciła i wyszła z domu mężczyzny. 
Obje wzięli głęboki wdech. Tak mało brakowało. Było mroźno i śnieżnie. Zbliżały się święta, podczas których Violetta miała wrócić do rodzinnego domu. 
Leon wrócił do syna. Kiedy chłopiec zasnął, poszedł się umyć. Zasnął myśląc o brązowowłosej. 

Dni mijały szybko. We wtorkowe popołudnie, kiedy Leon i Nico siedzieli przed telewizorem zadzwonił telefon. 
-Słucham? - spytał Leon nie patrząc na to, kto dzwonił.
- Cześć - ponownie usłyszał ten słodki, ciepły głos. Momentalnie zerwał się z miejsca. 
- Hej - powiedział podekscytowany.
- Leon, chodzi o to, że dzisiaj nie mogę przyjechać do Nico - zaczęła. Serce Leona krwawiło. Tak długo czekał na spotkanie z Violettą.
- Ale dlaczego? 
- Nie wiem czy widziałeś co się dzieje za oknem, ale jest śnieżyca - była lekko rozbawiona - Komunikacja miejska nie zdziała. Mogłabym przyjść piechotą, ale to spory kawałek. 
- Rozumiem, to może przywiozę do ciebie Nico? - zaproponował. 
Zrobiły wszystko, byleby ją zobaczyć. 
- No dobrze. Jeśli chcesz - powiedziała. W głębi duszy Violetta szalenie się cieszyła.
- Czyli o 18:00 u ciebie? 
- Tak. 
- Do zobaczenia - pożegnał się.
- Do zobaczenia.

Kiedy wybiła 17:40, syn i ojciec wsiedli do auta i ruszyli w kierunku domu Violetty. Po 20 minutach drogi przez zaśnieżone ulice, dojechali na miejsce. 
Violetta otworzyła im drzwi z wielkim uśmiechem na twarzy. 
- Przyjadę za godzinę - powiedział mężczyzna. 
- Dobrze.
Po godzinie, do drzwi domu Violetty zapukał Leon. Jednak otworzyła mu jakaś kobieta. Była młoda i piękna jak brązowooka. 
- Pan pewnie do Violetty? - spytała.
- Tak
- Zapraszam - otworzyła szerzej drzwi. Leon wszedł do środka. Po paru chwilach siedzenia w salonie, usłyszał 2 głosy. Oba kochał równie mocno. Był to Nico i Violetta. Zobaczył jednak, że za dwójką idzie drugi chłopiec. Z zaciekawieniem spojrzał na niego.
- Już jesteś tato - powiedział smutno Nico. Podszedł do ojca - Moglibyśmy zostać jeszcze trochę?
- Dlaczego?
- Bo tu mieszka Sam, mój kolega z klasy - rzucił i pobiegł w stronę chłopca.
Leon niepewnie spojrzał na Violettę. Dziewczyna do niego podeszła.
- Sam to syn mojej koleżanki, z którą mieszkam - wytłumaczyła.
- Rozumiem - zaśmiał się. 
- Myślałeś, że to moje dziecko? 
- Przez chwilę - przyznał. Oboje się zaśmiali. 
- To zostaniemy jeszcze trochę - spytał Nico.
- Jeśli pani Violetta nie ma nic przeciwko - spojrzał na kobietę. 
- Oczywiście, że nie mam. 
- Super! - krzyknął chłopiec i ruszył do jednego z pokoi. 
- Może chcesz się czegoś napić? - spytała dziewczyna.
- Herbatę.
- Już się robi - powiedziała i zniknęła za drzwiami do kuchni. 
Po chwili wróciła i przysiadła obok Leona na kanapie. 
- We czwartek wigilia - zaczął - Wyjeżdżasz?
- Tak, mam zamiar wrócić na kilka dni do domu, w Hiszpanii, a ty?
- Ja jak zawsze święta spędzę z moimi rodzicami.
- To miło. 
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Koleżanka Violetty szybko je otworzyła. Wtem Leon i Violetta zobaczyli namiętnie całujących się ludzi. 
- Może pójdźmy do mojego pokoju.
- Tak, chodźmy - powiedział.
W pokoju Violetty panował ład i porządek. 
Jeszcze w progu Leon zapytał:
- Jak ci poszedł egzamin? 
- Dostałam 5! - krzyknęła radośnie.
- To cudownie 
Wtem dziewczyna rzuciła się na Verdasa. Stali przez pewien moment wtuleni w siebie.
Po chwili dziewczyna oderwała się od niego.
- Przepraszam, nie powinnam - mówiła patrząc w ziemię.
- Nic się nie stało - przyznał.
Leon, jak i Violetta byli zadowoleni z tego co się własnie stało. A nawet, chcieli więcej. 
Patrzyli na siebie przez kilka sekund. Ich oddechy były przyspieszone. Wszystko działo się w zabójczym tempie. 
- Violetta - szepnął zbliżając się do ust dziewczyny.
Ich wargi ponownie miały się złączyć w pocałunku, jednak ktoś wtargnął do pokoju. Odskoczyli od siebie jak oparzeni. 
- Przepraszam - powiedziała nieśmiało koleżanka Violetty i wyszła.
- Chyba powinienem już iść - rzucił Leon. 
Przy wyjściu złożyli sobie świąteczne życzenia i pożegnali się w lekkim zakłopotaniu.

Verdas cały czas myślał, co byłoby gdyby. . .

W dniu Wigilii śnieg padał niemiłosiernie. Rodzice Leona nie mogli przyjechać do niego, ponieważ drogi były zasypane. 
Święta miał spędzić z Nico. 
W Wigilię rano, Leon poszedł do sklepu. Kiedy stał przy kasie, usłyszał.
- Leon? 
Obrócił się za siebie. Za nim, w kolejce stała Violetta.
- Co ty tu robisz? - spytał mężczyzna.
- Ja? Co ty tu robisz? - oboje byli zdziwieni swoją obecnością.
Kiedy oboje zapłacili za swoje zakupy, zaczęli rozmawiać. 
- No więc? - zapytał Leon.
- Jak widzisz, nie pojechałam do Hiszpanii.
- Dlaczego? 
- Lot został odwołany z powodu śnieżycy. 
- Przykro mi - przyznał.
- A ty? Dlaczego nie jesteś u rodziców albo nie gościsz ich u siebie?
- Zawiało wszystkie drogi dojazdowe. Nie mają możliwości ruszyć się z domu.
- Oj, przykro mi.
Nagle do głowy Verdasa wpadł pomysł.
- Co powiedziałabyś na wspólną Wigilię? 
Violetta wytrzeszczyła oczy.
- Ale . . .
- Żadne "ale". Przyjadę po ciebie o 18:00 - puścił do niej oczko i radosny wyszedł ze sklepu. 

Równo o 18:00 zadzwonił do drzwi mieszkania dziewczyny. Kiedy zobaczył Violettę, wytrzeszczył oczy z podziwu. Wyglądała zjawiskowo. Miała na sobie skromną, opinającą jej idealne ciało, czarną sukienkę. Jej usta miały styczność z czerwoną pomadką. 
- Gotowa? - wycedził Leon, był w dalszym szoku. 
- Tak - powiedziała i chwyciła płaszcz - Jednak wciąż uważam, że to nie jest konieczne. 
- Nic już nie mów - powiedział i razem ruszyli w kierunku samochodu. 

Wigilia minęła w niesamowitej atmosferze. Można powiedzieć, że wszyscy zachowywali się, jakby byli prawdziwą rodziną. Leon cały czas przyglądał się Violettcie. 
- Możemy rozpakować prezenty? - spytał Nico.
- Oczywiście - powiedział ojciec.
Wszyscy wstali od stołu i usiedli na kanapie. 
Violetta niezmiernie się zdziwiła, kiedy chłopiec przyniósł jej maleńkie pudełeczko. Brązowooka spojrzała na Leona. 
- Otwórz - szepnął. Tak też zrobiła. 
Jej oczom ukazał się złoty naszyjnik z maleńkim diamentem jako zawieszka. 
- Nie mogę tego przyjąć - powiedziała.
- Nie możesz, ty musisz to przyjąć - poprawił ją Verdas.
- Ja dla ciebie nic nie mam - mówiła z żalem.
- Nie szkodzi. Twoja obecność jest dla mnie prezentem. 

Czas mijał szybko i przyjemnie. 
Kiedy Nico poszedł spać, dorośli wciąż siedzieli w salonie. Rozmawiali, śmiali się. 
- Leon, nie wiem jak ci dziękować za to wszystko. 
- Przestań, to drobiazg. 
- Jesteś cudowny - powiedziała.
Po chwili lekko zbliżyli się do siebie. Ich twarze dzieliły milimetry. Wtem ich wargi się połączyły w namiętnym pocałunku. Mężczyzna ujął twarz dziewczyny w dłoń. Czuli się błogo i wspaniale. 
Później oderwali się od siebie.
- Wesołych świąt Violetto - szepnął.
- I szczęśliwego Nowego Roku Leonie - mówiła szeptem.
Ponownie złączyli swoje wargi. 

Po kilku godzinach namiętnych pocałunków, Leon odwiózł dziewczynę do domu. Na pożegnanie ostatni raz tego dnia się pocałowali.
- Dziękuję - rzuciła i wyszła.

Verdas pełen radości wrócił do domu. Położył się spać myśląc o Violettcie.



____________________________________________________________________________________



Hej!
Kochani, tak oto prezentuje się kolejna część OS :)
Mam nadzieję, że jest ok!

Z okazji świąt, wplotłam wątek świąteczny :P

Dziękuję za komentarze!

UWAGA: Będzie jeszcze jedna część OS! Ale to pewnie po świętach :D
KOMENTUJCIE PROSZĘ :D

 Ps: Przepraszam za brak korekty!
* * * 
Kochani, życzę Wam cudownych, niezapomnianych Świąt, spędzonych w gronie najbliższej rodziny.
Życzę Wam uśmiechu na twarzy, prawdziwych przyjaciół i samych pięknych chwil!
Bądźcie radośni i szczęśliwi w Nowym Roku <3
Niech Wasze marzenie się spełnią. 
Życzę Wam przede wszystkim zdrowia i miłości!

Wesołych Świąt!

Wasza 
Ola :)

wtorek, 22 grudnia 2015

♥ One Shot ♥ "Korepetytorka" cz.2








Verdas niecierpliwie czekał na wtorek. Chciał ponownie spojrzeć w oczy pięknej dziewczyny. Można powiedzieć, że zwróciła jego uwagę. 
W weekend Leon i Nico pojechali do rodziców mężczyzny. To właśnie tam mężczyzna mógł wypocząć. Z dala od miasta, z dala od problemów. 
W niedzielny wieczór razem z synem wrócił do domu. Po 22:00 położyli się spać. Zaczynał się nowy tydzień. 
Poniedziałek to dzień znienawidzony przez wszystkich. W wypadku Leon było to różnie. Można powiedzieć, że poniedziałek to dzień, który dzielił go od spotkania z brązowooką. Jednak był to też dzień, po którym następował wtorek. 
Pierwszy dzień tygodnia minął jak każdy. Wieczorem, przy kolacji Verdas był zajęty myśleniem o dziewczynie.
- Tato, o czym myślisz? - spytał Nico.
Leon wrócił do rzeczywistości. 
- O niczym ważnym - odpowiedział - Synku, jeśli skończyłeś jeść możesz iść się umyć. Za 20 minut do ciebie przyjdę. 
- Dobrze - rzucił i ruszył w kierunku łazienki. 
Zamyślony Verdas posprzątał po posiłku. Następnie udał się do pokoju syna. 
Chłopczyk leżał w łóżku z lekko wilgotnymi włosami. Na jego widok, jak z resztą zawsze, na twarzy Leona pojawiał się uśmiech. 
Mężczyzna podszedł do łóżka Nico i położył się obok niego. Chłopczyk wtulił się w tors taty.
- Kocham cię tato - szepnął.
Serce Leon rosło w oczach. Przepełnione było ciepłem i miłością. 
- Ja ciebie tez kocham synku - odpowiedział i pocałował go w czoło. 
Nim się spostrzegli, zasnęli wtuleni w siebie.
Verdas przebudził się w środku nocy. Delikatnie wstał i okrył kołdrą Nico. Następnie zgasił lampkę nocną i wyszedł z sypialni. 
Po umyciu się pogrążył się we śnie. 

Nastał wtorek, dzień długo wyczekiwany przez Verdasa. 
Po pracy z wielkim uśmiechem na twarzy odebrał syna ze szkoły i razem z nim wrócił do domu. 
Nico odrabiał lekcje, a Leon brał prysznic, gdy po domu rozległ się głos dzwonka do drzwi. 
Na 99% była to korepetytorka. Jednak Leon bał się prosić Nico o otworzenie drzwi. Szybo zakręcił wodę i lekko przetarł ciało ręcznikiem. Założył bokserki i spodnie dresowe. Szybko zbiegł na dół w jeszcze mokrych włosach. Na jego umięśnionym ciele znajdował się sporo kropelek wody. 
Gdy otworzył drzwi zobaczył brązowooką dziewczynę. Cały był w skowronkach. 
Na widok Verdasa w samych spodniach, z lekko wilgotnym ciałem i włosami Violetta poczuła falę gorąca. On był boski.
- Dobry wieczór - wydukała. 
- Dobry wieczór - odpowiedział jej mężczyzna - Zapraszam 
Dziewczyna weszła do salonu, zaraz za nią Leon. 
- Przyniosę coś do picia, a pani może iść do pokoju Nico. Poradzi sobie pani? 
- Z pewnością - powiedział z uśmiechem na twarzy i ruszyła na górę. 
Po paru chwilach mężczyzna zaniósł kobiecie szklankę soku. 
Podczas wolnej godziny Leon zdążył się ubrać i zrobić kolację. Nakrywając do stołu usłyszał ciche rozmowy. 
Jego oczom ukazała się drobna kobieta i jego syn. Byli zajęci rozmową. Leon wpatrywał się w brązowooką piękność. W pewnym momencie ona również na niego spojrzała. 
Wpatrywali się w siebie przez krótką chwilę.. . .  A może to była godzina?! 
Nie, z pewnością trwało to moment. Mężczyzna był zdumiony pięknem korepetytorki. Nie wiedział dlaczego, ale chciał bliżej ją poznać. 
Violetta była lekko skrępowana całą sytuacją. Jednak coś ciągnęło ją w kierunku Verdasa.
- Zapraszam na kolację - powiedział Leon, wciąż zapatrzony w dziewczynę.
Nico szybko zajął miejsce przy stole. 
- Panią też zapraszam - dodał. Był lekko zawstydzony? Ta dziewczyna działała na niego odurzająco.
- Nie chcę przeszkadzać.... - tłumaczyła
- Nie będzie pani przeszkadzać. 
- Właśnie - dodał Nico.
- No więc? - spytał ponownie Leon.
- Jak pan tak nalega... Ale to nie problem? - wciąż była speszona.
- Żaden. Proszę siadać - odpowiedział Leon i wskazał miejsce przy stole. 

Kolacja minęła w miłej atmosferze. Dorośli co chwila spoglądali na siebie. Jedak kiedy Nico udał się do swojego pokoju, nastał dziwna cisza.
- Widzę, że obranie marchewki nie sprawia już panu problemu - zaczęła brązowooka powstrzymując śmiech.
- Dzięki pani, nie sprawia - odpowiedział. Po chwili oboje wybuchnęli śmiechem. Napięta atmosfera lekko opadła.
- Wydaje mi się, że powinnam już iść - powiedziała wstając od stołu.
Leon chciał zatrzymać dziewczynę, ale uważał, że zrobi z siebie idiotę. Widzą się 3 raz w życiu!
Oboje ruszyli w kierunku drzwi wyjściowych. 
- No więc dziękuję za pyszną kolację. 
- Nie ma za co - posłał jej przyjazny uśmiech.
Jego uśmiech sprawiał, że nogi dziewczyny stawały się jak z waty. Nie chciał zrobić niczego głupiego, wiec rzucił:
- Do widzenia 
- Do zobaczenia we czwartek.
I wyszła. Mężczyzna zamknął drzwi i oparł się o nie. Myślał...
Kompletnie zawróciła mu w głowie, pomimo tak krótkiej znajomości. Cały czas o niej myślał. Nie mógł się doczekać kolejnego spotkania, kolejnego spojrzenia w jej magiczne oczy.

Po odprężającej kąpieli dziewczyna położyła się do łóżka. Przymknęła oczy. Wówczas pojawił się obraz w pół ubranego Verdasa. Szybko otworzyła powieki. To było nierealne, niedobre, nieodpowiednie! Skarciła się w myślach. Po chwili ponownie spróbowała zasnąć. Ten sam obraz. 
Ostatecznie poddała się przyjemnym wspomnieniom i zasnęła myśląc o Verdasie. 

Leon żył od wtorku do czwartku. Od czwartku do wtorku. Podobnie było też z Violettą.
W czwartkowy wieczór, równo o 18:00 dziewczyna zadzwoniła do drzwi Verdasów. Po paru chwilach jej oczom ukazał się Leon. Miał na sobie jeansy i granatową koszulkę. Wyglądał seksownie...
- Dobry wieczór - rzucił w jej stronę i wpuścił ją do pięknego domu.
Dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Chociaż, bardziej nie dała rady, niż nie wiedziała. Mężczyzna sprawiał, że znikał jej język. 
Tak jak zawsze, Violetta udała się do pokoju Nico.
Po godzinie zajęć zostawiła chłopca i zeszła na dół. Szła na palcach w kierunku kuchni. Po pewnym czasie jej oczom ukazał się Verdas. Jak zawsze o tej porze przyrządzał kolację. Brązowooka wpatrywała się w niego przez parę chwil. Nie widział jej, gdyż obrócony był do niej plecami. 
Wtem rozległ się dźwięk telefonu dziewczyny.  Leon momentalnie obrócił się za siebie. Od razu zrozumiał, że Violetta mu się przyglądała. Ta myśl go cieszyła. 
- Słucham? - spytała zarumieniona ze wstydu. Dobrze wiedziała, że Leon ją zauważył i wszystko rozumie - Jasne - mówiła - a nie możemy tego przełożyć na piątek? - ciągnęła. 
Verdas cały czas się jej przyglądał. Ona czasem na niego zerkała i przez to jeszcze bardziej się czerwieniła.
Po paru chwilach dziewczyna się rozłączyła. Spojrzała w zielone oczy mężczyzny. Głośno przełknęła ślinę. 
- Już skończyliśmy - powiedziała ledwo słyszalnie. Leon posłała jej pocieszający uśmiech.
- Wspaniale - odparł - Dzisiaj zje pani z nami? 
Violetta się wahała. Serce krzyczało - "nawet się nie zastanawiaj, siadaj z tym przystojniakiem do stołu". Ale rozum mówił przeciwnie. Z jednej strony chciała go lepiej poznać, spędzić z nim trochę czasu, z drugiej wiedziała, że jej zachowanie i chęci były karygodne. Nie mogła spotykać się, zbliżać się do rodzica swojego ucznia. 
- Dlaczego mi pan to proponuje? - nie wiedziała jak z tego wybrnąć, więc odpowiedziała pytaniem na pytanie. 
- Nie znam pani sytuacji - mężczyzna był zestresowany - z pewnością nie ma pani czasu na gotowanie. Przecież studia to nie przelewki - dodał - To da się pani namówić? Oczywiście nie nalegam.
Dziewczyna wywróciła teatralnie oczami. 
- No  dobrze, zostanę na kolację i dziękuję za propozycję - powiedziała miło. 
- Nie ma za co, dla mnie może pani zostawać na kolację po każdych zajęciach - po wypowiedzeniu tych słów, Leon zrozumiał, że palnął jakąś głupotę. 
- Dziękuję ? - nie wiedziała co odpowiedzieć. 
Po paru minutach Nico zszedł na dół i razem z dorosłymi usiadł przy stole. 
Podczas kolacji wszyscy się śmiali. Co chwila wymieniali się spojrzeniami. Kiedy Nico poszedł się umyć, Leon zaczął sprzątać naczynia. Dziewczyna od razu zerwała się z miejsca, by pomóc mężczyźnie. 
Gdy znosili naczynia z jadalni do kuchni wpadli na siebie. Violetta, która niosła szklany dzbanek z wodą upuściła go, a wcześniej wylała na Leona jego zawartość. Naczynie pękło rozbijając się na tysiące drobnych kawałków. 
- Matko, przepraszam. . .  - zaczęła z żalem w głosie. Szybko się zgięła i zaczęła zbierać dłońmi okruchy szkła. Nie zważała na to, że się kaleczy. Wszystko działo się tak szybko. 
- Niech pani przestanie! - krzyknął, widząc lekko poranione już palce kobiety. Zgiął się. Następnie chwycił nadgarstki dziewczyny. Oboje się wyprostowali. Patrzyli sobie w oczy. 
Wtem Leon przeniósł swój hipnotyzujący wzrok na dłonie Violetty. Ta spojrzała na jego mokrą koszulkę.
- Przepraszam, pomoczyłam panu bluzkę - jej głos był cichy.
Leon nic nie powiedział tylko pociągnął za sobą Violettę do łazienki. Idąc mocno ją trzymał za nadgarstki. Jemu, jak i jej po ciele przeszedł przyjemny dreszcz. 
Dziewczyna usiadł na brzegu wanny. Na kilku pacach miała rany, z których leciała krew. 
Verdas szukał potrzebnych do opatrzenia skaleczenia rzeczy. Gdy się obrócił, usiadł obok niej i momentalnie chwycił jej dłonie. 
Dziewczynie najbardziej kojący był jego dotyk. Podczas opatrzenia ran, mężczyzna powiedział:
- Czy pani jest mądra? - spojrzał na nią spode łba - Przecież ma pani pokaleczone ręce. 
- Ja po prostu chciałam jak najszybciej to posprzątać - tłumaczyła, przyglądając się, jak zgrabne palce Verdasa delikatnie dotykają skóry jej dłoni - Przepraszam, że upuściłam pański dzbanek - przepraszała. Wnet spojrzała na tors Leona - Wylałam na pana tą wodę. . . . Tak mi przykro - ciągnęła.
- To mi jest przykro, że pani zaczęła zbierać szkło - zaczął - Pani jest nierozsądną osobą.
Violetta nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego, jednak w towarzystwie Verdasa traciła rozum. 
- Jeszcze raz przepraszam. Odkupię panu ten dzban. . .
- Niczego nie musi pani mi odkupywać. Wystarczy, że pozwoli pani ranom się spokojnie zagoić - powiedział naklejając ostatni plaster.
- Dziękuję - szepnęła i nieśmiało się do niego uśmiechnęła. Odpowiedział jej tym samym.
- Niech pani usiądzie na kanapie, ja to posprzątam - oznajmił i oboje wyszli z łazienki.
Dziewczyna z uwagą przyglądała się umięśnionemu ciału Verdasa, który właśnie sprzątał szkoło.
Po skończonej pracy, dziewczyna zdała sobie sprawę, że jest 22:00. Dawno powinna być w domu.
Pomimo tego, że mieszka sama z przyjaciółką nie czuje się samotnie.
Kiedy zaczęła pakować książki do torby, zobaczyła Leona. W jednej ręce trzymał on 2 kieliszki, w drugiej butelkę wina. Dziewczynie przyspieszył oddech.
- Ma pani ochotę na lampkę wina? - spytał uroczo. Tak bardzo działa na Violettę.
- Nie wiem czy powinnam.. .
- Jest pani samochodem?
- Nie, ale to jest trochę nieodpowiednie. Uczę pana syna i ...
- Ja nie mam nic przeciwko temu - powiedział i nalał wina do kieliszków - Proszę - powiedział podając jej jeden.
Dziewczyna go chwyciła i wygodniej usiadła na kanapie. Zaraz potem obok niej usiadł Verdas.
Po paru chwilach niezręcznej ciszy Leon powiedział.
- Jak idzie pani na studiach? Jeśli oczywiście mogę spytać...
- Oczywiście, że może pan spytać - zaczęła, a po chwili westchnęła - Studia to ciężka praca. W szczególności studia stomatologiczne - spojrzała na mężczyznę, a on twierdząco pokiwał głową - Zarywa się noce, żyje się na kawie, na nic nie ma czasu.
- Jeśli nie ma pani na nic czasu, to dlaczego udziela pani korepetycji?
- Bo to mi sprawia przyjemność, no i oczywiście w ten sposób dorabiam.
- A jak pani znajduje czas?
- Staram się mieć wszystko rozplanowane co do godziny - ciągnęła - Jednak pan przez swoje kolacje, czy namawianie mnie do wypicia lampki wina wybija mnie z rytmu -powiedziała, po czym się zaśmiała.
- Przepraszam, ale może pani powiedzieć - nie...
- Tak, wiem. Jednak jak na razie się wyrabiam - ponownie posłała mu ten serdeczny uśmiech.
- Cieszę się - szepnął Leon.
- Mam pytanie. .  - zaczęła nieśmiało Violetta. Mężczyzna spojrzał na nią pytająco - Czy moglibyśmy mówić sobie po imieniu? Szczerze mówiąc trochę mi to przeszkadza. Jestem młodsza o 2 lata.
- Jasne, mi też to trochę przeszkadza - potwierdził Verdas - Więc - szepnął i wyciągnął dłoń w kierunku dziewczyny - Leon.
Brązowooka się delikatnie uśmiechnęła.
- Violetta - uścisnęła jego męską dłoń.
Po ich ciałach przeszedł dreszczyk. oboje zdawali sobie sprawę, że druga osoba nie jest im obojętna.
- Violetto, dlaczego wybrałaś właśnie stomatologię?
- Ponieważ od małej dziewczynki chciałam być dentystą. Z wiekiem, ta chęć tylko rosła. A ty, dlaczego wybrałeś prawo?
- W sumie to nigdy nie wiedziałem, kim chce być. Jednak moi rodzice widzieli mnie w roli prawnika. Tak też się stało. Odziedziczyłem po nich kancelarię - mówił, a dziewczyna zapatrzyłam mu się w oczy.
- A czy w ogóle lubisz robić to, co robisz?
- Tak, uwielbiam swoją pracę.
Po chwili Leon chwycił butelkę wina i skierował ją w kierunku kieliszka dziewczyny.
- Leon, nie wiem czy powinnam - była niepewna.
- Spokojnie, to tylko lampka wina - powiedział i nalał jej alkoholu.
- Już znasz moją historię miłosną, więc chciałbym poznać twoją. Masz kogoś? - spytał z nadzieją, że odpowie "nie".
- Tak, jestem mężatką - odpowiedziała, a serce Leona powoli zaczęło pękać. Dziewczyna łobuzersko się uśmiechnęła - Żartuje! - zaśmiała się - Aktualnie nie mam nikogo. Po ostatnim związku postanowiłam dać sobie spokój z miłością.
- Rozumiem - powiedział.
Ich rozmowy trwały do 2:00 w nocy. Wypili 3 butelki wina, jednak wciąż trzeźwo myśleli.
- Leon, ja już muszę iść. Jest środek nocy!
Podczas rozmów, lepiej się poznali, otworzyli się przed sobą.
- Właśnie! Jest środek nocy! Nigdzie cie nie puszczę. Przykro mi.
- To wezwę taksówkę - powiedziała i chwyciła telefon.
Po krótkiej rozmowie z kierowcą rozłączyła się.
- Muszę się zbierać - powiedziała i wstała z kanapy. Ruszyła do holu, gdzie założyła buty i kurtkę. Był grudzień, na dworze było zimno.
Mężczyzna oparł się o ścianę i przyglądał się brązowowłosej.
- Dziękuję za kolację i wspólny wieczór. Było bardzo miło. - powiedziała. Leon podszedł bliżej dziewczyny.
- Nie ma za co. Widzimy się we czwartek, tak?
- Tak - odpowiedziała.
Ich twarze zaczęły się zbliżać. Coraz mniejsza odległość. . . ..
Nagle usłyszeli dźwięk klaksonu auta. Zrobili krok do tyłu.
- Do czwartku Leonie - szepnęła.
- Do zobaczenia Violetto - odpowiedział. Dziewczyna wyszła.
Leon wykonał wieczorne czynności i położył się spać.



####################################################################################




Hej!
Kochani, oto druga część OS :)
Mam nadzieję, że przypadła Wam do gustu.

Vilu i Leon mają szansę na normalny związek?

HMn..

Kolejna część pojawi się ...
a) jutro
b) w wigilię
c) albo później :/

Dożyjemy, zobaczymy :) 

To też zależy od Was i Waszego zaangażowania ( komentowanie ) :P

Przepraszam, że post dodaję tak późno, ale nie miałam czasu... 
:)

Wybaczcie!

Już za 2 dni Wigilia!!!!
Wy też cieszycie się tak bardzo jak ja!?
W końcu się wyśpię :)

Wam też życzę kolorowych snów!

Odpocznijcie Kochani <3

Komentujcie


<3 <3 <3 

Do następnego
Wasza Oleczka <3


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka