sobota, 10 października 2015

Rozdział 8 : "Leon, bo ja cie kompletnie nie rozumiem! "

KOMENTARZ TO MOTYWACJA DO PISANIA 
 :)


Piątek, jest to dzień najbardziej wyczekiwany przez wszystkich. W przypadku uczniów, od cudownego stanu, którym jest wolność, dzieli tylko pójście do szkoły. Niby tylko tyle, a może aż tyle?
W moim przypadku to aż tyle, ponieważ w szkole spotkam Leona. Jest to chłopak, którego nie mogę rozgryźć, miesza mi w głowie. Tak naprawdę nic o nim nie wiem... Bardzo, ale to bardzo mocno staram się o nim nie myśleć. Niestety, zazwyczaj mi to nie wychodzi. Jak co dzień, wstałam po 7:00, zeszłam na dół. 
-Dzień dobry córeczko, jak się czujesz?- zapytał tata.
-Dzień dobry. Już lepiej, dziękuję. -odpowiedziałam siadając przy stole. 
-Jakie masz plany na weekend?
-W sumie, to nie mam. Myślałam o tym, ażeby się wyspać...-powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Ojciec się uśmiechnął. Po chwili z kuchni wyszła mama. 
-Witaj Vilu. Jak ci się spało?
-Całkiem dobrze.-powiedziałam. Kobieta usiadła na swoim miejscu. Brakowało tylko Federico. 
-Federico, synu zejdź proszę na śniadanie. -krzyczał tata.
-Już idę.- usłyszałam cichy głos brata. Nie do końca go słyszałam, bo był w swoim pokoju. Po chwili chłopak znajdował się już na schodach. Zobaczyłam, że ma ze sobą plecak. Spojrzałam na niego pytająco. Było przed ósmą.
-Vilu, dzisiaj pojedziemy wcześniej. Mam próbę z tańca. -oznajmił z uśmiechem. 
-A za ile wyjeżdżamy ? - zapytałam.
-Za pół godziny. 
-Słucham? Fede! Mogłeś powiedzieć mi wczoraj, wstałabym wcześniej! - krzyknęłam i wstałam od stołu. 
-Violetto, gdzie ty idziesz? - zapytał tata
-Idę się przygotować do szkoły. Nie zdążę zjeść śniadania. Przekażcie proszę Oldze, żeby spakowała mi do szkoły coś do jedzenia. - powiedziałam biegnąc po schodach. 
Kiedy znalazłam się już w swoim pokoju, weszłam do garderoby. W pośpiechu nic mi nie wychodzi, nie mogę się skupić. Wzięłam głęboki wdech i wydech. - No to lecisz Vilu...- pomyślałam. Szybko wybrałam ubranie. Padło na białe szorty i miętową koszulę. Czym prędzej ruszyłam do łazienki. Tam się odświeżyłam, ubrałam, pomalowałam i uczesałam. Potem prysnęłam się perfumami. Wyszłam z łazienki i założyłam bransoletkę z Pandory. Następnie włożyłam buty, chwyciłam torbę z książkami i wyszłam z sypialni. Na dole czekała na mnie mama z lunch bexem. Wzięłam go i schowałam do torebki. Pożegnałam się z rodziną i wyszłam z domu. Federico czekał już w aucie. Byłam wkurzona, więc głośno zamknęłam drzwi. 
-Vilu..- zaczął Federico. 
-Jedź już... -odpowiedziałam, jednocześnie zaznaczając, że nie chcę z nim rozmawiać. 
Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Nasze kutnie właśnie tak wyglądały. Tak naprawdę, to obraziłam się o nic. Ale od czasu do czasu można...
Kiedy znaleźliśmy się pod szkołą, szybko wysiadłam z auta. Nie oglądając się za siebie, ani przed siebie szłam w kierunku wejścia. Patrzyłam w telefon, gdyż pisałam wiadomość do Sary. Nagle w coś uderzyłam. Musiałam bardzo szybko iść, bo aż mnie odrzuciło i znalazłam się na ziemi. Chwyciłam się za głowę, którą pewnie uderzyłam się w ziemię, bo mnie bolała. Przymrużyłam oczy. Po chwili poczułam się trochę lepiej, więc otworzyłam je szeroko. Moim oczom ukazał się Leon. Ja siedziałam na ziemi, a on klęczał obok mnie. Z jego twarzy wyczytałam, że jest rozśmieszony, ale też zatroskany. 
-Wszystko ok? -spytał. Próbował powstrzymać śmiech, ale słabo mu to wychodziło. Przez to, jego twarz wyglądała komicznie. To nie było śmieszne. W końcu nie wytrzymałam.
-Czy to jest takie śmieszne? - krzyknęłam. Po chwili zaczęłam wstawać z zimnej ziemi. Kiedy stanęłam na równe nogi, zakręciło mi się w głowie. Szybko złapałam się ręki Verdasa. 
-Violetto, nic ci nie jest? - dopytywał. - Może zaprowadzę cię do pielęgniarki? 
-Zostaw mnie w spokoju!
-Nie mogę. - oznajmił. Spojrzałam na niego pytająco. Ten się tylko szarmancko uśmiechnął. - Trzymasz mnie za rękę. - dopowiedział. Ponownie powstrzymywał śmiech. Powoli wypuściłam powietrze. - Znowu się tak spotykamy. Tylko ostatnio ucierpiał twój telefon, a nie ty. Wiesz, musisz być ostrożniejsza. A przede wszystkim patrzeć pod nogi. Już raz ci to mówiłem. - oznajmił z rozbawieniem. Wywróciłam oczami i puściłam jego rękę. 
-Dziękuję za radę, na pewno ją wprowadzę w życie. - powiedziałam ironicznie. Po chwili wzięłam torbę z podłogi i pewna siebie ruszyłam w kierunku wejścia. Na korytarzu były pustki -O co chodzi-pomyślałam. W szkole nie było takich tłumów, jak to bywało zazwyczaj. Rozglądałam się, nikogo nie znalazłam. Idąc minęłam może kilka osób. Potem odnalazłam salę, w której miałam lekcję. Przy drzwiach do niej stał Diego, Maxi, Fran i Ludmi. Kiedy ich zobaczyłam odetchnęłam z ulgą. 
-Hej! - krzyknęłam i podbiegłam do nich. Był to zły pomysł, bo zakręciło mi się w głowie. Szybko się zatrzymałam. Wzięłam głęboki wdech. Po chwili wypuściłam powietrze. Wszyscy podeszli do mnie. 
-Violetto, wszystko ok? - zapytał Diego.
-Tak, tak...
-Co ci się stało? - dopytywali
-Nic szczególnego. Zderzyłam się kimś i upadłam na ziemię. Chyba lekko uderzyłam się głową. - oznajmiłam. 
-Na pewno wszystko w porządku ? - zapytała Ludmiła.
-Tak, jest już lepiej. 
-Z kim się zderzyłaś? - zapytał Maxi. Chciałam ukryć tą informację. Już miałam mówić, że z nikim ważnym, ale ktoś mnie wyprzedził. 
-Ze mną. Ona jest bardzo nie ostrożna. -powiedział Verdas, który znajdował się za mną. Przymknęłam oczy. Po chwili je otworzyłam. Nie rozumiem go. Przy swoich kumplach jest arogancki, samolubny. Przy moich przyjaciołach, ale też i jego, jest wyluzowany, pewny siebie, ale do zniesienia. Nikogo nie udaje. Chyba.. Jest taki jak opisywała mi Ludmi. Lecz przy mnie jest jeszcze inny, pełen troski, żalu, spokoju i radości. Oczywiście na początku, na ognisku pokazał swoją pierwszą twarz. Lecz gdy dowiedział się kim jestem, jakby złagodniał? No właśnie, nie rozumiem go. Po co udawać kogoś kim się nie jest?! Tylko ja nie wiem, jaki jest naprawdę. 
Kompletnie go zignorowałam. 
- Czemu jest tak pusto? - zapytałam.
-Wszyscy są chorzy. Pozostali nieliczni. - oznajmiła Francesca. 
Pokiwałam głową. Po chwili zadzwonił dzwonek. Weszliśmy do klasy. Po nas, do sali weszła nauczycielka.
-Kochani, nie rozpakowujcie się. Mam dla was pewną wiadomość. Dzisiejsze lekcje są odwołane. Możecie iść do domu. - po tych słowach cała klasa, w tym przypadku kilka osób, krzyknęła radośnie. Chwyciliśmy torby i plecaki i wyszliśmy z klasy. Ruszyliśmy w kierunku wyjścia. Obok mnie szła Fran i Ludmi, za nami Maxi, Diego i Verdas. Chłopcy zachłannie o czymś rozmawiali. Nagle Fran się zatrzymała i obróciła w stronę męskiej części grupy. 
- Idziemy gdzieś na obiad? - zapytała.
-Jasne! - chłopcy krzyknęli jednocześnie.
-Możemy iść. -oznajmiła Ludmiła. 
Wszyscy czekali na moją odpowiedź. Ja jednak nie wiedziałam co zrobić. Z jednej strony chcę iść, bo będą tam moi przyjaciele i spędzę z nimi trochę czasu. Z drugiej strony, Leon też się wybiera. A ja nie mam zamiaru z nim iść. Byłam między młotem a kowadłem. Na ułamek sekundy spojrzałam na szatyna. On patrzył na mnie z zaciekawieniem. Pewnie też nie wiedział jaką decyzję podejmę. Znał moją opinię na temat naszej relacji. Głośno przełknęłam ślinę. 
- No nie wiem... - zaczęłam
-Violetto, nie marudź... Idziesz z nami i koniec! -krzyknął z uśmiechem Diego. Lekko się uśmiechnęłam do niego. 
-Ok, a więc spotykamy się za pół godziny w Sponti? 
- A co to za miejsce? -zapytałam, bo kompletnie nie wiedziałam co to za restauracja.
-To nasza ulubiona pizzeria. -oznajmił Maxi. Pokiwałam twierdząco głową. 
-Ale ja nie wiem gdzie ona jest...- kontynuowałam. 
-Wiesz, może zajdę po ciebie? - zaproponował Diego. Uśmiechnęłam się. Byłam radosna. Bardzo lubiłam Diego. Bardzo dobrze się rozumieliśmy. Niestety chwilę szczęścia przerwał szatyn.
- Może ja zajdę po Violettę. Mam bliżej niż ty. -zaproponował chłopak. 
Nie, nie, nie!!! Tylko nie to... Diego proszę.. nie zgadzaj się na to! - myślałam. Spojrzałam na Diego karcącym wzrokiem. Chyba zrozumiał moją prośbę, bo odpowiedział:
- Dzięki, ale dam radę. - powiedział.  Odetchnęłam z ulgą. Na moment spojrzałam na Verdasa. Na jego twarzy nie było żadnego uczucia. Ani złość, ani radość. 
Po chwili ruszyliśmy w kierunku naszych domów. Po 15 minutach marszu byłam już na miejscu. Szybko przywitałam się z rodzicami, wszystko im wytłumaczyłam. Po chwili byłam w swoim pokoju. Wzięłam małą torebkę i włożyłam do niej telefon i portfel. Ponownie użyłam perfum i poprawiłam makijaż i włosy. Kiedy już zakończyłam sprawdzanie całokształtu zeszłam na dół. Weszłam do kuchni i położyłam pudełko ze śniadaniem, które dostałam rano od Olgi. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam otworzyć. W progu stał Diego. Uśmiechnęłam się do chłopaka. Pożegnałam się z rodzicami i wyszłam z domu. Szliśmy około 10 minut. Podczas marszu dużo rozmawialiśmy. 
-Violetto, dlaczego nie chciałaś, żeby to Leon po ciebie zaszedł.?
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Po chwili rzekłam: 
-Wiesz, nie przepadam za nim. Trochę mnie denerwuje. Ale to wasz przyjaciel, więc muszę to zaakceptować. 
Chłopak zaśmiał się. Objął mnie ramieniem. Nie przeszkadzało mi to. Uważam, że jest dobrym człowiekiem i kolegą. 
-Tak, musisz to zaakceptować. Ale, jeśli bliżej go poznasz, zdziwisz się. Jest naprawdę fajny. -oznajmił Diego. W głowie pomyślałam o znaczeniu słowa "bliżej". Jeśli chodziło mu o bliskość fizyczną, to znam go aż za dobrze. Zaśmiałam się sama do siebie. 
-Zobaczymy. - powiedziałam. 
Po chwili byliśmy już w Sponti. Przy stoliku siedzieli wszyscy oprócz nas. Zajęłam miejsce dostatecznie daleko od Leona, bo po przeciwnej stronie stołu. Zamówiliśmy 3 pizze. 2 dla chłopaków i jedna dla dziewczyn. Kiedy dostaliśmy jedzenie, zaczęliśmy jeść. Podczas posiłku rozmawialiśmy. Ja jednak nie zamieniłam ani słowa z Verdasem. Potem postanowiliśmy, że wrócimy już do domów. Szybko dopiłam końcówkę soku i chwyciłam torebkę. Razem wyszliśmy z lokalu. Pizza była naprawdę dobra. Odprowadzaliśmy po kolei każdą osobę. Była już 21;00, więc miasto ogarnął mrok. Nie wiem kiedy ten czas zleciał. Gdy odprowadziliśmy już Fran, Ludmi i Maxiego, nadszedł czas na Diego. Gdy znaleźliśmy się pod jego domem, chłopak pożegnał się z Leonem..
-No to do poniedziałku stary. - powiedział Diego do Verdasa. 
-No siema. -odpowiedział szatyn. Po chwili Diego zwrócił się w moją stronę.
-Do zobaczenia Vilu.. - podszedł i przytulił mnie. Ja również go objęłam. Niestety, byłam smutna, bo wracałam sam na sam z Verdasem. A nie mogłam iść do domu sama, bo było już ciemno. - Dasz radę. -szepnął mi w ucho. Leon na pewno tego nie usłyszał. Westchnęłam. Chłopak pogładził mnie dłonią po plecach. 
-Cześć Diego.... - odpowiedziałam ze smutkiem. 
-Jak coś to dzwoń - powiedział odklejając się ode mnie. Potem puścił do mnie oczko. Uśmiechnęłam się do niego. - A ty masz na nią uważać...Bo jeśli coś jej się stanie...- powiedział do szatyna. 
-Jasne, będę uważał. - odpowiedział mu Leon. Po chwili Diego wszedł do domu, a my zostaliśmy sami.
-Idziemy? - powiedział Verdas. Kiwnęłam głową i ruszyłam przed siebie. 
Po chwili zauważyłam, że Leona nie ma obok mnie. Serce zaczęło mi szybciej bić. Czym prędzej się obróciłam. W świetle latarni zobaczyłam szatyna. Stał sobie. - Co on wyprawia?!- pomyślałam.
-Violetto, wracaj! Musimy iść tędy. -krzyczał wskazując drogę przecinającą ulicę, na której się znajdowaliśmy. Czułam, że się rumienię. Wyszłam na idiotkę. Na szczęście było już ciemno i nie było tego widać. Po chwili byłam już przy Leonie. Chłopak stał oparty o latarnie. Śmiał się. Gdyby był to Diego, pewnie też bym się śmiała. Ale to nie był on. To był Verdas, który się ze mnie nabijał. W końcu nie wytrzymałam i uderzyłam go pięścią w ramię. Niestety, to go nawet nie zabolało. Za to mnie tak. 
-Przestań się śmiać!- krzyknęłam. Chłopak się uspokoił. 
-Idziemy? - zapytał unosząc brwi.
-Tak, chodźmy... - odpowiedziałam. 
Szliśmy w ciszy. Mi to nie przeszkadzało, ale nie byłam sama. 
-Vilu, pogadamy?
-Nie. - odpowiedziałam pewnie.
-A kiedy będziesz miała na to ochotę? - powiedział trochę głośniej. 
-Myślę, że się nie doczekasz. - odpowiedziałam oschle. 
-A możesz mi powiedzieć dlaczego? 
Tak, to chyba moment, w którym mu wszystko wygarnę. 
-Leon, bo ja cie kompletnie nie rozumiem! Mącisz mi w głowie swoim zachowaniem. Raz jesteś taki, a po chwili kompletnie inny! Plus przeszłość. Patrząc na ciebie wszystko mi się przypomina. - zaczęłam krzyczeć. 
Po chwili rozejrzałam się wokół. Poznawałam tą ulicę. Kiedy się przyjrzałam, w oddali zobaczyłam mój dom. Ostatni raz spojrzałam na Verdasa. W jego oczach zobaczyłam ból i troskę. Od razu spojrzałam gdzie indziej. Nie powiedziałam mu wszystkiego... Ale wyglądał na przybitego. Dałam mu spokój. 
-Cześć- powiedziałam oschle  i pobiegłam w kierunku domu. Gdy już się tam znalazłam przywitałam się z rodzicami. Próbowałam nie myśleć o Verdasie. I nawet mi się to udawało. Razem z rodziną obejrzeliśmy film. Był bardzo ciekawy. Potem poszłam do siebie. Wzięłam prysznic, zmyłam makijaż, umyłam włosy.. Wszystko, to co zawsze robię wieczorem. Następnie wysuszyłam włosy i wróciłam do pokoju. Po chwili podeszłam do keyboard'a i zaczęłam grać piosenkę, którą śpiewam na zajęciach z muzyki. Tą  piosenkę, którą śpiewam razem z szatynem. Śpiewając myślałam o nim.  Niestety to było silniejsze ode mnie. Nie mogłam przestać, chociaż bardzo chciałam. Potem położyłam się na łóżku, ciągle myśląc o mojej relacji z chłopakiem. W pizzerii zachowywał się normalnie. Był uśmiechnięty, wesoły, miły. Następnie pomyślałam o momencie, w którym mu wszystko wygarnęłam. To znaczy próbowałam to zrobić. Wówczas wyglądał, jakbym go przybijała do krzyża! To chyba naprawdę go boli. Ale tego do końca nie wiem. Nie powiedział mi przecież o tym w twarz. Długo rozmyślałam, aż w  końcu zasnęłam.



'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''






Podoba Wam się nowy rozdział? 
:) 
Mam nadzieję, że TAK! 
Myślę, że na Leonette jeszcze trochę poczekacie :P 
********
Jeśli macie jakieś pomysły lub uwagi dotyczące sposobu pisania rozdziałów
to napiszcie je w komentarzach :) 
 *******
Oglądaliście "Violetta: The Journey" ?
Ja tak.. I muszę Wam powiedzieć, że kilka razy zaszkliły mi się oczy... 
<3 

Do następnego

    !  KOMENTUJCIE !

_ OLA_



piątek, 9 października 2015

Rozdział 7 : " (...) jak poważni ludzie..."

KOMENTUJECIE ------ MOTYWUJECIE
<3 <3 <3

ORGANIZACJA 

Jak pewnie zauważyliście, nie dodałam posta w tygodniu. Przyczyna też jest Wam pewnie wiadoma. Ale jeśli nie.. No to jest to wina ciągle zepsutego laptopa. :(  Cóż, nie mogę nic zrobić. Dzisiejszy post piszę z komputera koleżanki... I kolejne też pewnie będę tak pisała...Ale MOŻE laptop będzie w przyszłym tygodniu.. ? Ale nie martwcie się. Przyszły tydzień będzie bogaty w nowe rozdziały :) Bo mam wolną środę, czwartek i piątek! Yeah :) Mam nadzieję, że nie gniewacie się za to, że obiecuję nowe posty w tygodniu.... A one się nie pojawiają... Jeszcze raz przepraszam i dziękuję za milutkie komentarze pod poprzednimi postami :) 


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sen - stan, w którym odpoczywamy, regenerujemy siły. Wówczas zapominamy o wszystkim. Nic nas nie obchodzi. Jesteśmy sami, pełni szczęścia i przede wszystkim, wolni. Nie myślimy o niczym i o nikim. Myślę, że wszyscy kochają ten stan. Ja też go uwielbiam. Niestety, wszystko co dobre się kończy. Tak też jest i z tym. 

Kiedy się obudziłam, czułam się okropnie. Bolała mnie głowa, mięśnie. Założyłam ciepłe kapcie i zeszłam na dół. Była 7:30, więc mama na pewno już nie śpi. Gdy znalazłam się w kuchni zobaczyłam ją. Wytrzeszczyła oczy. Chyba naprawdę musiałam źle wyglądać. 
-Vilu, czy ty się dobrze czujesz? - spytała. 
- Niezbyt. 
-Olga, przynieś mi proszę termometr. 
Następnie zmierzyłam temperaturę. Okazało się, że mam wysoką gorączkę i rodzice postanowili, że zostanę w domu. Ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła. Na pewno nic nie straciłam, bo jest początek roku szkolnego. Za to, bardzo dużo zyskałam. A dokładniej, zyskałam cały dzień bez Verdasa i rozmyślań o nim. Przynajmniej miałam taką nadzieję. 
Na szczęście wszystko poszło po mojej myśli. Cały dzień spędziłam oglądając TV, słuchając muzyki, śpiąc. Nie zmarnowałam ani chwili na rozmyślanie o Leonie. Niestety, wieczorem zdałam sobie sprawę, że następnego dnia idę do szkoły. Wtedy nie byłam już taka radosna. Na szczęście szybko zasnęłam. 

Następnego dnia obudził mnie budzik. Była 7:00. Wzięłam głęboki oddech. Sprawdziłam też, czy czuję się dobrze. - Wszystko w normie - pomyślałam i wstałam z łóżka. Narzuciłam na siebie ciepły szlafrok. Potem zeszłam do jadalni. Wszyscy jedli już śniadanie. Przywitałam się i dołączyłam do nich. Po posiłku pobiegłam do garderoby. Stałam i myślałam. Nie miałam chęci pójścia do szkoły, więc obojętne mi było co założę. Ostatecznie wybrałam jeansy z przetarciami oraz zwiewną koszulę z kołnierzykiem w kolorze pudrowego różu. Założyłam też naszyjnik od rodziców. Potem przemyłam twarz, pomalowałam się i pokręciłam włosy. Na koniec prysnęłam perfumami na nadgarstki i szyję. Gotowa, wzięłam torbę z książkami i wszyłam. Na dole czekał już Fede. Posłałam mu ciepły uśmiech i razem ruszyliśmy do auta. Całą drogę rozmawialiśmy o biwaku. Moje życie legło w gruzach, kiedy dowiedziałam się, że klasa Federico nie jedzie na weekend integracyjny. Byłam załamana. Mój brat był osobą, która "odstrasza" Leona. Przynajmniej tak to było na parkingu. -Co ja teraz zrobię?- pomyślałam. Teraz jestem na niego skazana. Gdyby Fede tam był, mogłabym czuć się swobodnie, niczego i nikogo bym się nie bała. To będzie tragedia. 
Kiedy znaleźliśmy się na parkingu pod szkołą zaczęłam rozglądać się wokół. Szukałam, a raczej nie chciałam znaleźć Verdasa. Gdy wysiedliśmy z wozu, Fede pożegnał się ze mną i poszedł w kierunku szkoły razem z kolegami. Cały czas czułam, jak ktoś mnie obserwuje. W końcu obejrzałam się do tyłu. Zobaczyłam szatyna opartego o swojego czarnego mercedesa. Przyglądał mi się. Szybko odwróciłam wzrok. Droga do wejścia nie była długa, lecz zahaczała o miejsce postojowe Leona, który zaparkował przy schodach wejściowych. Cóż mogłam zrobić. - Przecież nie ucieknę - pomyślałam i ruszyłam pewnie przed siebie. Nie wiem dlaczego, ale idąc spojrzałam na Verdasa. Nie powiem, bardzo się zdziwiłam, gdyż obok niego stała blondynka. Dziewczyna próbowała go chyba pocałować. Natomiast on, jakby ją odpychał. Wywróciłam oczami i szłam dalej. W pewnym momencie zauważyłam, że biegnę. Kiedy znalazłam się w szkole zobaczyłam Ludmi. Szybko do niej podeszłam.
-Vilu, czemu tak biegniesz?
-Nie ważne. - próbowałam ją spławić. Jednak ona nagle zobaczyła coś za mną. 
-Chyba wiem od czego, a raczej od kogo uciekałaś. -powiedziała. Z ciekawości, niczego nie świadoma obróciłam się. Od razu tego pożałowałam. Zobaczyłam tam szatyna z jego dziewczyną (czy kim tam ona jest dla niego), Mika oraz resztę paczki Verdasa. Szybko zwróciłam się w kierunku Ludmiły. Uśmiechnęłam się delikatnie. Nagle poczułam, że ktoś kładzie dłoń na mojej tali. Modliłam się o jedno : TYLKO NIE LEON. Na szczęście lub nie, był to Mike. Szybko zrzuciłam jego dłoń z mojego ciała.
-Mogę wiedzieć co ty wyprawiasz?-krzyknęłam. I nagle zobaczyłam, że cała paczka Leona, łącznie z nim, patrzy się na mnie. 
-Spokojnie Violetto. Chciałem się tylko przywitać.- tłumaczył. 
-Wiesz, wystarczyło powiedzieć "Cześć". Trzymaj ręce przy sobie. - wciąż krzyczałam.
Ten się szyderczo uśmiechnął i ujął swoją dłonią mój policzek. Tego było już za wiele. Szarpnęłam jego rękę i uderzyłam swoją dłonią w jego policzek. On się chwycił za piekące pewnie miejsce. Nadal się uśmiechał. 
-Uwielbiam cie Vilu. - powiedział i puścił mi oczko. Wzięłam głęboki wdech. Po chwili wypuściłam powietrze. Chciałam go uderzyć pięścią, ale to było trochę niebezpieczne. Próbowałam się więc uspokoić. Przymknęłam oczy i oddychałam miarowo. Po chwili otworzyłam oczy. Mój wzrok padł na Leona, który przyglądał mi się z troską oraz na blondynkę, próbującą zwrócić na siebie uwagę Verdasa. Szybko spojrzałam na Mika. Wywróciłam oczami, wzięłam Ludmi za rękę i ruszyłam w kierunku sali.Szłam dumnie, nie patrząc za siebie. Lumiła tylko się śmiała. W pewnym momencie ja też wybuchłam. Po chwili zadzwonił dzwonek. Weszliśmy do sali. Wiedziałam, że Leon idzie gdzieś w tłumie za mną, więc szłam pewniej. Po chwili byłam już przy ławce, wyjęłam książki i usiadłam na swoje miejsce. Spojrzałam na Ludmiłę, która siedziała po drugiej stronie sali. Dziewczyna uśmiechała się do mnie. Odwzajemniłam jej to, również uśmiechając się. Potem poczułam podmuch powietrza, pewnie Leon przeszedł obok mnie, aby zająć swoje miejsce. Nie myliłam się. Kątem oka widziałam jak wyciąga książki. Następnie usiadł. Patrzyłam na Ludmiłę, z nadzieją, że się ponownie obróci. Inaczej byłam skazana na Leona. Mijały minut, a dziewczyna wciąż rozmawiała z Larą. Nagle usłyszałam aksamitny głos szatyna
-Violetto, dlaczego nie było cię wczoraj w szkole? - zapytał ciepło. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam chłopak, który proponował mi wspólną noc. Próbowałam na niego nie patrzeć, więc odpowiedziałam przyglądając się plecom odwróconego Mika. 
-Byłam chora. 
-Violetto, proszę spójrz na mnie... -szepnął. - Kiedy porozmawiamy jak poważni ludzie, którzy mają sobie wiele do wyjaśnienia? -zapytał.
-Wątpię, że to kiedyś się stanie. - oznajmiłam. Następnie do sali weszła nauczycielka matematyki. Czwartek był najcięższym dniem. Mieliśmy najwięcej lekcji, a te były bardzo ciężkie.
Matematyka minęła szybko. Potem była fizyka, historia, chemia i kilka innych lekcji. Na żadnej z nich Verdas się nie odzywał. Ostatnią lekcją był zajęcia ze śpiewu. Ponownie usiedliśmy w kółku. Szatyn siedział na przeciwko mnie.
-Kochani, dzisiaj będziecie interpretować i śpiewać w parach popularne, popowe piosenki. Tutaj mam pudełko. Są w niej karteczki z waszymi imionami. W tym pojemniku są tytuły piosenek. Więc, jeszcze raz. Dzisiaj losujemy i śpiewamy pierwszy raz. Na następnych zajęciach będziecie głębiej interpretować emocje, uczucia, przekaz zawarty w piosence. A więc, zaczynamy ? - zapytała. - No dobrze, więc pierwszą parą są...-kobieta wyciągnęła 2 kartki. - Lara i Maxi...A zaśpiewacie..-wyciągnęła kolejną karteczkę - zaśpiewacie i zinterpretujecie piosenkę Toma Odell'a "Another Love". Następną parą będzie Camila i Naty... -kontynuowała. Rozglądałam się po sali, sprawdzając, kto jeszcze został. - Następną parą jest Leon i.... - - Tylko nie ja, proszę -pomyślałam - i Violetta. - powiedziała. Gorzej być nie może. A, no tak może. Jeszcze nie mamy dobranej piosenki. - A zaśpiewacie piosenkę Ed'a Sheeran'a "Photograph". - oznajmiła nauczycielka. Potem połączyła innych w pary.
No po prostu nie może być gorzej. Z ciekawości zapytałam.
-Czy można zmienić parę?
Nagle poczułam na sobie wzrok całej klasy.
-Nie można. - odpowiedział kobieta. Pokiwałam twierdząco głową. To była tragedia. Śpiewam piosenkę o miłości, z osobą, której szczerze nie lubię, nie trawię.
-To jak, zaczynamy? Tu macie teksty piosenek. Mam nadzieję, że są one wam znane. -zapytała. - To może na początek Maxi i Lara.
Kiedy pary śpiewały, cały czas myślałam o Leonie. A miałam temu zapobiegać. Najgorsze jest to, że będziemy musieli współpracować.
-To teraz może Leon i Violetta. - oznajmiła nauczycielka.
Głośno przełknęłam ślinę. Spojrzałam na nauczycielkę, potem na Verdasa. I znowu na kobietę. Po chwili wstałam i ruszyłam w kierunku sceny. Zaraz za mną szedł Leon. Dobrze znałam tę piosenkę. Wzięłam mikrofon do ręki. Nagle zdałam sobie sprawę, że nigdy nie słyszałam, jak Leon śpiewa. Nauczycielka powiedziała, żeby chłopak zaśpiewał pierwszą zwrotkę, a ja drugą. Razem za to będziemy śpiewać refren. Kątem oka widziałam szatyna. Chyba na mnie patrzył. Po chwili usłyszałam muzykę. W pewnym momencie Verdas zaczął śpiewać. Jego głos był przepiękny. Nie mogłam w to uwierzyć i spojrzałam na niego pytająco. On też na mnie patrzył. Jego wzrok był pełen troski i dobroci. Cały czas patrzyłam mu głęboko w oczy. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam przestać.



Loving can hurt
Loving can hurt sometimes
But it’s the only thing
That I know

When it gets hard
You know it can get hard sometimes
It is the only thing that makes us feel alive

We keep this love in a photograph
We made these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Hearts are never broken
And time's forever frozen still

So you can keep me
Inside the pocket
Of your ripped jeans
Holding me closer
Till our eyes meet
You won’t ever be alone
Wait for me to come home

Loving can heal
Loving can mend your soul
And it's the only thing
That I know, know
I swear it will get easier
Remember that with every piece of you
And it’s the only thing we take with us when we die

We keep this love in a photograph
We make these memories for ourselves
Where our eyes are never closing
Our hearts were never broken
And time's forever frozen still

So you can keep me
Inside the pocket
Of your ripped jeans
Holding me closer
Till our eyes meet
You won’t ever be alone


And if you hurt me
That’s okay baby, only words bleed
Inside these pages you just hold me
And I won’t ever let you go

Wait for me to come home
Wait for me to come home
Wait for me to come home
Wait for me to come home


Oh you can fit me
Inside the necklace you got when you were sixteen
Next to your heartbeat
Where I should be
Keep it deep within your soul

And if you hurt me
Well that’s okay baby, only words bleed
Inside these pages you just hold me
And I won’t ever let you go

When I’m away
I will remember how you kissed me
Under the lamppost
Back on Sixth Street
Hearing you whisper through the phone
''Wait for me to come home.''

















































































Po skończonej piosence lekko uśmiechnęłam się do chłopaka. On też się uśmiechnął. Razem zeszliśmy ze sceny i usiedliśmy na swoje miejsca. Po lekcji, która była ostatnią pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam w kierunku auta. Tam czekał już na mnie Fede. Opowiedziałam mu co się działo u mnie, a on co u niego. Reszta dnia minęła jak zawsze. Ostatni raz kiedy myślałam o Verdasie to moment, kiedy szłam do samochodu brata. Potem starałam się tego nie robić, bo nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Tak właśnie minął mi czwartek. Jeszcze tylko jeden dzień i upragniony weekend.

============================================================================




I jak Wam się podoba nowy rozdział?
Co myślicie o lekcji muzyki? 
Czy Viola przekona się do Verdasa? 
..........

Jeśli macie jakieś uwagi dotyczące postów, pomysły na sposób ich pisania, to podzielcie się nimi. :) 

Wiem, że rozdział jest trochę krótki, ale nie miałam siły na więcej, a bardzo mi zależało na dodaniu go dzisiaj :)

Następny rozdział pojawi się jutro :D 
Do zobaczenia 
< OLA >

PS: Pamiętajcie o KOMENTOWANIU <3

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 6 : "Violetto, wróciłaś..."

KOMENTARZ = MOTYWACJA
:* <3

Noc minęła spokojnie. Może dlatego, że byłam tak bezradna i zmęczona, że spałam jak zabita? Cóż... Rano obudził mnie budzik. Była 7.00. Do szkoły miałam na 9.00. - Ten dzień nie będzie należał do najlepszych, a raczej do najgorszych.-pomyślałam i wstałam. Wyszłam na balkon w celu odetchnięcia świeżym powietrzem. Następnie udałam się do garderoby. Wybrałam błękitną, pastelową spódniczkę i biały crop-top z krótkim rękawem. Z wybranym już kompletem poszłam do łazienki. Tam wyprostowałam włosy i pomalowałam się. Potem założyłam kolczyki. Dzisiejszy dzień miał być jeszcze cieplejszy od minionych. Włożyłam białe Conversy i wyszłam z sypialni. W jadalni wszyscy jedli już śniadanie. Kiedy weszłam, przywitałam się ze wszystkimi i usiadłam na swoje miejsce. Rodzice patrzyli na mnie z zaciekawieniem. Nie wiedziałam o co im chodzi. Nagle zobaczyłam, że przed moim nakryciem stoi pudełeczko. Spojrzałam pytająco na mamę. Ona się delikatnie uśmiechnęła. Chwyciłam pudełeczko do ręki i otworzyłam je. W środku  znajdował się złoty naszyjnik. Bardzo delikatny. Przewieszką był napis "Violetta". Był przepiękny.
-Dziękuję wam.., On jest cudny! - powiedziałam, wstałam od stołu i przytuliłam rodziców.
-Nie ma za co kochanie. Nie chcieliśmy, żebyś czuła się gorzej od Fede. -powiedziała mama. Spojrzałam na nią pytająco - Chodzi mi o to, że dostał on auto. A ty nic.-tłumaczyła
-A.. Wiecie, nie poczułam się urażona. W sumie, będziemy z niego korzystać razem, więc tak naprawdę jest to prezent dla nas dwojga. Ale jeśli nalegacie, to przyjmę ten naszyjnik. - Po chwili wyjęłam biżuterię z pudełeczka i poprosiłam tatę, aby mi go zapiął. Potem zjedliśmy śniadanie. Cały czas śmialiśmy się i żartowaliśmy. Po posiłku wróciłam do pokoju umyć zęby i wziąć plecak. Tak bardzo nie chciałam iść do szkoły... To znaczy chciałam iść do szkoły, ale nie miałam ochoty spotykać Leona. Nie mam zamiaru mu nic wyjaśniać, tłumaczyć i.. wybaczać ? Oczywiście jeśli o to poprosi...
Zeszłam na dół. Rodzice powiedzieli, że Federico jest już w aucie. Wyszłam więc z domu. Po chwili siedziałam już na miejscu pasażera. Fede uśmiechnął się do mnie. Ja włączyłam radio. Leciały same nowe piosenki. Razem z bratem śpiewaliśmy sobie, śmialiśmy się. Kiedy wjechaliśmy na szkolny parking, wzięłam głęboki wdech. Czułam, że serce mi szybciej bije. Po znalezieniu miejsca parkingowego, ja i Fede ruszyliśmy w stronę wejścia. Przed budynkiem było bardzo dużo osób. Kiedy weszliśmy do środka zobaczyłam jeszcze większy tłum. Przeciskaliśmy się pomiędzy ludźmi. Po chwili zauważyłam Fran i Cami. Wskazał na nie palcem, Fede wiedział o co mi chodzi. Podeszłam do dziewczyn
-Hej! -krzyknęłam próbując przekrzyczeć tłum
-Cześć Vilu. -powiedziały jednocześnie.
-Mam do ciebie pytanie.. - zaczęła Francesca. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. -A więc, co zrobił ci wczoraj Verdas, że tak szybko wybiegłaś? Plus fakt, że on pobiegł za tobą?
I jak ja mam się wytłumaczyć? Nie chce ukrywać, kłamać.. Ale to sprawa między mną a nim.
-Wiesz, w sumie to nic. Nadal mam do niego żal, za to jak się zachowuje. Wkurza mnie. On zaczął do mnie gadać jakieś głupoty... A ja w końcu nie wytrzymałam i wybiegłam.. -sama nie wierzyłam w to co mówię. Ale cóż..
-Aha.. Wyglądało to trochę tak, jakbyś bała się go. -powiedziała Fran. uśmiechnęłam się lekko i spuściłam wzrok. Kiedy zadzwoniła dzwonek, ręce zaczęły mi się trząść. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wydechów, z nadzieją, że to mi pomoże... Kogo ja oszukuję?! To ma mi pomóc? Pf!
Kiedy weszłyśmy już do klasy zobaczyłam Larę, Ludmiłę, Naty, Diego, Maxiego i Andresa. Uśmiechnęłam się do nich i pomachałam ręką. Pierwsza lekcją jaką mieliśmy była historia. Kiedy spojrzałam na drugi koniec sali, moim oczom ukazała się całą 5 chłopaków. Był tam też Verdas. Musiałam tam iść i usiąść. Czy to tak wiele? Tak. To bardzo dużo!
Ponownie głęboko odetchnęłam i ruszyłam w tamtym kierunku. Kiedy znajdowałam się na miejscu spojrzałam na grupę. Leon siedział na swoim miejscu. Jego koledzy na przeciwnej ławce, obróceni w jego stronę. Śmiali się i opowiadali jakieś historie. W pewnym momencie jeden z nich mnie zauważył. Był to chłopak, który nazwał mnie "Barcelona"
-No witaj piękna Barcelono... -zaczął. Ja przewróciłam oczami i odgarnęłam kosmyk włosów z twarzy. - Jak minęła ci noc? Śniłaś o mnie?
-Wiesz.. Minęła mi dobrze, bo nie śniłam o tobie.-odpowiedziałam z szyderczym uśmieszkiem. Leon się zaśmiał. A chłopak wstał z miejsca i podszedł do mnie. Był bardzo blisko.
-Może niedługo się to zmieni? -zapytał. Dotknął dłonią mojego policzka. Ja od razu ją zdjęłam.
- Możesz sobie pomarzyć. -prychnęłam.
-Wiesz, coraz bardziej cie lubię...-powiedział
-A ja coraz bardziej zniechęcam się do ciebie! Gratulacje! -powiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Mógłbyś się przesunąć? Chcę przejść!-powiedziałam.
-Oczywiście.. -powiedział ironicznie i przepuścił mnie. Wówczas ukazał mi się Verdas. W całej swojej okazałości. Spojrzałam mu w oczy, on patrzył mi. W końcu oderwałam swój wzrok od jego cudownych, zielonych oczu.. -Violetto! O czym ty mówisz?! -pomyślałam. Następnie położyłam torbę na ławce, wyjęłam z niej książki. Później odłożyłam ją na podłogę a sama usiadłam obok Verdasa. Z torebki wyjęłam też telefon. Kiedy go odblokowałam zaczęłam pisać wiadomość do Sary. Ta od razu mi odpisała. Pisałyśmy kilka minut. Ja opowiadałam jej jak jest w mojej nowej szkole. Ona pisała, co się zmieniło w starej. Kiedy konwersowałam z przyjaciółką, czułam, że Leon ciągle na mnie patrzy. Nagle do klasy weszła nauczycielka. Przywitaliśmy się. Potem zapisaliśmy temat. Kobieta opowiadała coś o szkole, o zasadach i innych rzeczach, które mnie nie interesują. Później do klasy ktoś zapukał i poprosił kobietę o wyjście z klasy.
-Kochani, bądźcie cicho. Muszę wyjść na 15 minut. Ale jak wrócę, wszystko ma być tak jak to zastawiam! - powiedziała i zniknęła za drzwiami.
Słucham? Nie możemy się ruszać z miejsc, bo jeśli kobieta wróci szybciej i zobaczy, że któreś z nas nie siedzi przy swojej ławce będzie wściekła. Niestety, byłam skazana na towarzystwo matołów. Matołów i Verdasa. Wypuściłam powietrze. Nagle jeden z matołów się obrócił.
-No to jak kochana, może spotkamy się po szkole?
Wybuchłam śmiechem. On jednak zachował powagę.
-Jak masz na imię? -spytałam.
- Mike. Ale ty możesz mówić na mnie jak chcesz.- powiedział i  puścił do mnie oczko. Ja ponownie wybuchłam śmiechem.
-Przykro mi, ale nie mam ochoty się z tobą spotykać.
-Daj spokój... Pójdziemy do kina... A potem może do mnie.. -powiedział i poruszał brwiami.
 On jest taki sam jak Leon... -Za jakie grzechy?-pomyślałam.Tego już za wiele. Co on sobie myśli?!
-Posłuchaj Mike. Nie wiem jakie dziewczyny na ciebie lecą, i czy w ogóle jakieś lecą..Ale ja nie należę do nich!-oznajmiłam
-Jesteś urocza. Jeśli chcesz możemy ominąć kino i od razu przejść do konkretu..
Wytrzeszczyłam oczy. Już miałam się odezwać, ale ktoś zrobił to za mnie.
-Daj spokój Mike!-krzyknął Leon. Spuściłam wzrok. Nagle ławka wydawała się taka ciekawa...
-Spoko... Ale jeszcze się zastanów...-powiedział do mnie. Prychnęłam. Chłopcy odwrócili się, a ja zostałam sam na sam z szatynem. Panowała miła cisza, ale on ją przerwał.
-Violetto...-zaczął. Wypowiedział moje imię, jakby kosztowało ono miliony. Powiedział je z szacunkiem, troską. Jakby nie dowierzał, że tu jestem, siedzę obok niego, wróciłam...Cały czas patrzył na mnie, lecz ja nie miałam na to ochoty i przyglądałam się ławce.
-Violetto, wróciłaś...-powiedział. - Porozmawiaj ze mną -  W końcu nie wytrzymałam. Chciałam mu wszystko wygarnąć, ale kiedy zobaczyłam jego twarz...Była ona kompletnie inna niż zawsze. Znajdowało się na  niej ciepło, troska i wiele innych uczuć, których nigdy nie powiązałabym z Verdasem. Patrzyłam mu w oczy. Były przepiękne. Za to na mojej twarzy malował się ból.
-Tak, wróciłam.-odpowiedziałam cicho. On się lekko uśmiechnął.
-Nic o tym nie wiedziałem. Zmieniłaś się...-ciągnął. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam przestać patrzeć mu w oczy.
-A gdybyś wiedział... Czy to by coś zmieniło? -spytałam. Nie otrzymałam odpowiedzi. Głęboko odetchnęłam. -Tak myślałam.- powiedziałam i odwróciłam twarz w stronę tablicy, gdyż nauczycielka wróciła.
-Posłuchajcie... Mam dla was wspaniałą wiadomość! W następny piątek wyjeżdżacie na integracyjny biwak!po tych słowach wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć. Ja nie byłam radosna. Biwak oznaczał mnóstwo czasu z Verdasem i jego paczką. Po chwili zadzwonił dzwonek. Jak oparzona wstałam z krzesła, spakowałam się i ruszyłam w kierunku Naty i Ludmi. Potem poszłam razem z nimi pod salę, w której odbywają się zajęcia ze śpiewu. Do rozpoczęcia lekcji pozostało 5 minut.
-Vilu, co zrobiłaś Verdasowi na lekcji?-zapytała Ludmi
-W sumie to nic. Kojarzcie tych jego kumpli?
-Tak, oni są kompletnymi idiotami. Leon też taki jest, kiedy znajduje się w ich otoczeniu. Ale kiedy się go bliżej pozna jest bardzo fajny. W szkole czasami gadamy. Czasami, bo on albo jest ze swoimi kumplami, albo ze swoimi dziuniami, które się do niego kleją. Nie wiem czy zauważyłaś, ale on jest najprzystojniejszym chłopakiem w szkole... A co do tych jego "dziewczyn", to uważam, że ostro przesadza. Ciągle je zmienia, bawi się ich kosztem. No cóż, one chcę z nim być, poflirtować z nim... A on to wykorzystuje.-powiedziała Naty. W tej wypowiedzi nie usłyszałam nic nowego, nic czego nie wiem. Ale jedna rzecz mnie zaciekawiła. Dziewczyna powiedziała, że Verdas w ich towarzystwie jest kompletnie inny. Czy twarz, którą widziałam i głos który słyszałam  na lekcji był prawdziwy? Czy wtedy, to był prawdziwy Leon, nie udający nikogo i niczego? Nie wiem... To jest bardzo możliwe. Wydawał się bardzo przekonujący i prawdziwy w tym co robił i mówił. Wzięłam głęboki wdech. Potem wypuściłam powietrze. Mam tyle pytań w głowie. Może wszystko się wyjaśni na biwaku? Chociaż pewnie nie, bo będą tam jego kumple. A on podobno przy nich zachowuje się kompletnie inaczej. Nie wiem co mam myśleć, robić i sądzić.
Nagle zadzwonił dzwonek. Drzwi do sali otworzył jeden z uczniów mojej nowej klasy. Moim oczom ukazał się fortepian. Był cudny. Po drugiej stronie pomieszczenia znajdowała się scena. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Następnie każdy wziął sobie krzesło. Wszyscy usiedliśmy w kółku. W pewnym momencie do sali weszła młoda kobieta. Nie miała więcej niż 25 lat. Przywitała się z nami, opowiedziała plan na rok szkolny, sposób w jaki ocenia. Potem spojrzała na mnie.
-Ty musisz być Violetta, tak?
-Tak.-powiedziałam.
-A więc. Nie wiem co potrafisz, jaki poziom prezentujesz... Chcę się tego dowiedzieć! Zagraj nam coś i zaśpiewaj. -oznajmiła i wskazała na fortepian. Wstałam z miejsca. Rozejrzałam się po sali. Wszyscy na mnie patrzyli. Czułam,że się lekko rumienię. Kiedy usiadłam przy fortepianie, wyprostowałam się i zaczęłam grać i śpiewać piosenkę, którą ostatnio napisałam. " En mi mundo", ale w wolnej, romantycznej wersji.


Teraz, wiesz co?
Nie rozumiem tego, co się dzieje
Jednak wiem
Nigdy nie ma czasu na nic
Myślę, że nie zdaje sobie z tego sprawy
i rozważam to na 1001 sposobów
Moje wątpliwości mnie zmęczyły
Już nie będę czekać

I znowu budzę się w moim świecie
Będąc taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
I znowu budzę się w moim świecie
Będąc taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
Nic nie może się zdarzyć
Idę uwolnić wszystko, co czuję (wszystko, wszystko)
Nic nie może się wydarzyć
Idę uwolnić wszystko, co mam 
Nic mnie nie powstrzyma!

Teraz, wiesz co?
To, co czuję przechodzi zmieniając się
I jeśli nadejdzie strach, to co?
Otwieram drzwi, idę obracając się
Myślę, że nie zdaje sobie z tego sprawy
i rozważam to na 1001 sposobów
Moje wątpliwości mnie zmęczyły
Już nie będę czekać

I znowu budzę się w moim świecie
Będać taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
I znowu budzę się w moim świecie
Będąc taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
I znowu budzę się w moim świecie
Będać taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
I znowu budzę się w moim świecie
Będać taka, jaką jestem
I nie zatrzymam się ani na sekundę
To jest dziś moim przeznaczeniem
Nic się nie może wydarzyć
Idę uwolnić wszystko, co czuję (wszystko, wszystko)
Nic się nie może wydarzyć
Idę uwolnić wszystko, co mam 
Nic mnie nie powstrzyma!


Kiedy skończyłam śpiewać wszyscy zaczęli klaskać. Spojrzałam na Verdasa. Uśmiechał się do mnie. Szybko zmieniłam kierunek, w którym patrzyłam.
-Violetto, cudownie śpiewasz!-powiedziała nauczycielka
-Dziękuję. - odpowiedziałam, uśmiechnęłam się szeroko i wróciłam na miejsce.
Przez całą lekcję czułam na sobie jego wzrok. Wzrok szatyna. Wzrok Leona, chłopaka o nieziemsko zielonych oczach. Kiedy lekcja się skończyła razem z dziewczynami poszłyśmy do szatni. Gdy założyłam już krótkie szorty i sportowy stanik, a tak właśnie wyglądało większość dziewczyn z mojej klasy, wyszłyśmy z pomieszczenia i udałyśmy się na zewnątrz. Na bieżni czekał już nauczyciel. Chłopcy z naszej klasy grali w siatkówkę plażową. Mężczyzna kazał nam się rozgrzać. Było naprawdę gorąco. Kiedy to zrobiłyśmy, nauczyciel powiedział
-Dołączcie do chłopaków. Zróbcie mieszane drużyny.- i zaczął prowadzić nas w stronę boiska do siatkówki. Gdy już tam się znalazłyśmy zobaczyłam, że każdy chłopak jest bez koszulki. Nie zaprzeczę, że z przyjemnością oglądałam lekko umięśnione torsy. W pewnym momencie mój wzrok zatrzymał się na naprawdę pięknie wyrzeźbionym ciele. Było idealne. Nie za mało nie za dużo. W końcu odważyłam się spojrzeć na twarz właściciela tego boskiego ciała. No i stanęłam jak wryta. To genialne ciało należało do Leona. Szybko odwróciłam wzrok na nauczyciela. Ten wymieszał nas. Stety lub nie ale znalazłam się w drużynie z szatynem. Stałam na pozycji przyjmującego. On obok mnie. I znowu czułam na sobie jego spojrzenie. To było takie paraliżujące. Lecz w końcu przestało mnie to obchodzić. Po drugiej stronie siatki był Mike. Właśnie serwował. -Ciekawe w kogo zaserwuje- pomyślałam ironicznie. Dobrze wiedziałam, że rzuci we mnie. Tak też się stało. Na szczęście umiem dobrze grać w siatkę i przyjęłam ten serw. Piłka przeleciała do Verdasa. A ten niespodziewanie zaatakował. Zdobyliśmy punkt. Odbierając piłkę przewróciłam się na piasek. Nie zdążyłam wstać. Wszystko działo się tak szybko. Po zakończonym ataku podszedł do mnie Leon i podał mi rękę, chciał pomóc mi wstać. W sumie to nic wielkiego, ale jeszcze potem będzie mi to wypominał... Spojrzałam na jego dłoń. Następnie wstałam o własnych siłach kompletnie go ignorując. Byłam z siebie dumna. Po 30 minutach gry, nasza drużyna wygrała mecz. Zaczęliśmy sobie gratulować. Potem ruszyłam do szatni, bałam się że Verdas będzie za mną szedł. Po przebraniu się, razem z koleżankami wyszłam na szkolny korytarz. Zmierzałyśmy do baru, bo była przerwa na lunch. Po zjedzonym posiłku ruszyłyśmy do sali lekcyjnej. Miałam matematykę. Minęła ona spokojnie. Chłopak nic do mnie nie mówił, ale czułam jak mi się przygląda. Kolejne lekcje minęły w podobny sposób. Po zajęciach pożegnałam się z dziewczynami i ruszyłam w stronę parkingu. Kiedy znalazłam auto brata, jego jeszcze nie było. Wiem, że kończy o tej samej godzinie co ja, ale jak to on, pewnie musiał jeszcze coś załatwić. Czekałam oparta o białego Mercedesa i nuciłam sobie piosenkę. Nagle zobaczyłam Verdasa. Szybko schowałam twarz we włosy. To chyba pomogło bo po chwili już go tam nie było. Nie było go tam, bo znajdował się obok mnie. Z przerażenia aż podskoczyłam. Spojrzałam na niego wrogo. Ten się tylko szyderczo uśmiechnął, tym samym pokazując białe ząbki.
-Masz mi coś do powiedzenia? - zapytałam obojętnie. Wyraz twarzy szatyna zmienił się na ten, o którym mówiła moja koleżanka, na ten, który widziałam na pierwszej lekcji. Był to wyraz pełen dobroci, niewinności i troski.
-Violetto ,chciałbym z tobą porozmawiać, ale ty ciągle mnie ignorujesz.-wycedził.
-Najwidoczniej mam powód-odpowiedziałam oschle nie patrząc mu w oczy.
-Chciałbym wszystko ci wytłumaczyć, tak na spokojnie. Nie przy znajomych.
-Przepraszam, ale nie mam ochoty z tobą rozmawiać, przynajmniej na ten moment. - powiedziałam.- Coś jeszcze?
-Violetto..-zaczął, ale kiedy zobaczył zbliżającego się Fede odwrócił się i poszedł w kierunku swojego auta.
Kiedy dojechaliśmy do domu opowiedziałam rodzicom jak było w szkole. Powiedziałam też o integracyjnym wyjeździe. Potem zjedliśmy kolację. Na szczęście nie miałam żadnej pracy domowej. Wykonałam wszystkie wieczorne czynności i położyłam się spać.


===========================================================================




Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :D
Myślicie, że Violetta da szansę Leonowie, aby ten mógł wszystko wytłumaczyć?
Co będzie się działo na biwaku?
Tego wszystkiego dowiecie się w przyszłych rozdziałach!

Szalenie Wam dziękuję za wszystkie komentarze <3
Jak widzicie, bardzo mnie tym motywujecie ... 
:) 
Jeśli chodzi o kolejny rozdział.. to pojawi się on albo w piątek... ;(
Albo w tygodniu... To zależy od laptopa. Czy będzie już naprawiony..czy nie.
Zobaczymy. 
Ale miejcie dobrą nadzieję :*

KOMENTUJECIE KOCHANI

Kocham
Całuję
Pozdrawiam

Do następnego 
- Ola -




sobota, 3 października 2015

Rozdział 5 : "Następnym razem patrz pod nogi"

KOMENTUJECIE -----> MOTYWUJECIE 


Budzik - rzecz tak bardzo przeze mnie znienawidzona. Zawsze wyrywa cię z błogiego stanu, jakim jest sen. Tak było i dziś.
Rano obudził mnie budzik. Świadczyło to o tym, że tylko 2 godziny dzielą mnie od przekroczenia progu szkoły. Poleżałam jeszcze chwilę. - Pierwszy dzień szkoły, nie wypada się spóźnić- pomyślałam i wstałam z łóżka. Założyłam ciepły szlafrok, a stopy wsadziłam w milutkie kapciuszki. Wzięłam do ręki telefon. Żadnych wiadomości. Sprawdziłam instagram, FB i twitter. Nic specjalnego. Po chwili zeszłam na dół. Przy stole siedzieli rodzice. 
-Dzień dobry córeczko. Byłabyś tak dobra i zawołała brata na śniadanie ? -spytał tata. Potrząsnęłam głową mówiąc tak. Zawróciłam się i weszłam do pokoju Fede. Właśnie ścielił łóżko.
-Hej Vilu!
-Cześć Fede. -odpowiedziałam.-Chodź na śniadanie. Czekamy na ciebie.
-Już idę. - powiedział. Już wychodziłam, kiedy on zaczął:
-Vilu, stresujesz się?
Chciałam mu opowiedzieć całą historię z wczoraj, ale nie mogłam. Wydaje mi się, że Fede jeszcze nie wie, że chłopak, na którego wylałam sok na ognisku to Leon Verdas. Wydaje mi się też,  że Leon i Fede trochę się zaprzyjaźnili... A ja nie chcę niszczyć ich relacji. Oczywiście dla dobra mojego brata, a nie dla tego dupka.
-Trochę.-powiedziałam. Ale on nie miał pojęcia jak bardzo byłam zestresowana. Tak bardzo bałam się dzisiejszego dnia.- A ty?- spytałam
- Ja też. Ale spokojnie. Damy radę! -powiedział, podszedł do mnie i przytulił. To mi pomogło, ale tylko na chwilę. Potem poszliśmy do jadalni. Tam czekali już na nas rodzice. Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Zawsze lubiłam to, ale dzisiaj wolałabym, gdyby ktoś zajął mnie rozmową o błahych sprawach, niż myśleć o dzisiejszym dniu. Niestety podczas posiłku nikt nie podjął się rozmowy na jakikolwiek temat. Po śniadaniu ja i Federico poszliśmy do siebie, żeby się przebrać. Zrobiłam makijaż. Mocniejszym akcentem były czerwone usta. Założyłam czarne szorty, białą koszulę i buty na platformie. Rozczesałam włosy i pokręciłam je lokówką. Potem psiknęłam się perfumami i założyłam delikatny naszyjnik z malutkim serduszkiem oraz kilka pierścionków. Wzięłam moją czarną torebkę i włożyłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Kiedy byłam już gotowa wyszłam z pokoju. Zobaczyłam Federico, który czekał na mnie przy schodach. Miał on na sobie czarny garnitur. Wyglądał bardzo przystojnie. Razem zeszliśmy na dół. Przy wejściu stali rodzice. Kiedy podeszliśmy do nich mama nas przytuliła.
-Wszystko będzie dobrze. Nie stresujcie się tak. -powiedziała.
Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-To wy nas wieziecie, czy Ramalo?-zapytał Fede
-Nie, mamy inny plan.-powiedział tata.
-Jaki? -spytał brat
I w tym momencie tata z kieszeni wyjął kluczyk.
-Co to ma znaczyć?-dopytywał Federico
-To są kluczyki do twojego nowego auta.-powiedziała mama. Oboje wytrzeszczyliśmy oczy. Chłopak przytulił mnie, a później rodziców, ciągle im dziękując. Cieszyłam się jego szczęściem. Cóż ma 18 lat i prawo jazdy. Potem wyszliśmy przed dom. Stało tam auto taty, Ramallo i na końcu auto Federico. Był to biały Mercedes. Wyglądał pięknie. Pewnie kosztował majątek. Chłopak chodził wokół pojazdu i wciąż krzyczał "Na prawdę? To dla mnie?". Śmiałam się z mamą z jego zachowania. Po upływie 15 minut wsiedliśmy z Fede do samochodu. On zajął miejsce za kierownicą, ja obok, na miejscu pasażera. Wewnątrz auta było równie pięknie. Widziałam, że Federico jest szczęśliwy. Jechaliśmy i rozmawialiśmy. Podróż trwała około 15 minut. Kiedy wjechaliśmy na parking przed szkołą, wszystkie spojrzenia były skierowane na nas. Czułam się niezręcznie. Kiedy nagle z naprzeciwka wyjechał czarny Mercedes. To on, to szatyn, którego tak bardzo nie lubię. Wzięłam głęboki wdech. Minęliśmy się. Podczas tego manewru spojrzałam na Verdasa. Przyglądał się mi. Kiedy spojrzałam w bok, zobaczyłam jakąś brunetkę. - Matko , on zmienia dziewczyny jak rękawiczki. Przecież wczoraj całował się z jakąś blondynką!-pomyślałam.
Kiedy znaleźliśmy miejsce, wysiedliśmy. Parking był spory, ale Fede wiedział, w którą stronę iść. Objął mnie ramieniem. Było mi trochę lżej. Kiedy przekroczyliśmy próg szkoły wzięłam głęboki wdech. Szliśmy korytarzem. Czułam, że każdy kto obok nas przechodził spoglądał na nas z ciekawością. Po chwili zobaczyłam Camilę i Naty. Powiedziałam do Fede
-Fede, ja idę do dziewczyn. Jak coś, to dzwoń. ok?
-Jasne. Ty też dzwoń. -powiedział z uśmiechem i mnie przytulił. Kiedy oderwaliśmy się od siebie ruszyłam w kierunku koleżanek
-Hej Vilu!- powiedziała Camila i Naty równocześnie.
-Cześć dziewczyny. - powiedziałam.
-Jak się czujesz? To twój pierwszy dzień w nowym liceum.-zapytała Naty
-Wiesz... trochę się denerwuję. -powiedziałam. Trochę ? Co ja mówię? Przecież moje nerwy sięgają zenitu!
-Tak, właśnie widzę.-dodała ze Camila śmiejąc się.
Po chwili dołączyły do nas Ludmiła, Fran i Lara. Stałyśmy na korytarzu rozmawiając. Po chwili z głośników usłyszałyśmy komunikat: "Wszyscy uczniowie proszeni są o udanie się na salę, w której będzie odbywała się akademia". Po chwili ruszyłyśmy w nieznanym mi jeszcze kierunku.Nie minęło kilka minut, a już byłyśmy na sali. Było bardzo dużo ludzi, a ja modliłam się o to, by nie spotkać Leona. Jednak moje prośby nie zostały wysłuchane. Kiedy przeciskałam się między ludźmi, chcąc nadążyć za dziewczynami potknęłam się o czyjąś stopę. Już miałam padać na twarz kiedy ktoś złapał mnie za rękę. Mój wybawiciel nie pozwolił mi upaść, byłam gotowa rzucić mu się na szyje, z wdzięczności, lecz nie wiedziałam kto mnie uratował przed niemiłym spotkaniem z podłogą. Dowiedziałam się tego, gdy podniosłam wzrok i odgarnęłam kosmyk włosów. To był Verdas. To on mnie uratował. W tym momencie czułam się strasznie nieswojo. On patrzył mi w oczy, a ja unikałam jego wzroku. Lecz kiedy niechcący nasze spojrzenia się spotkały..
-Dzięki. - powiedziałam z wielkim trudem, bez uczuć, jak do ściany.
-Następnym razem patrz pod nogi.- odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Ja się obróciłam i ruszyłam w stronę dziewczyn.
Przez całą akademię czułam na sobie wzrok Verdasa. Ale tym razem byłam twarda i nie obróciłam się w jego stronę. Kiedy apel się skończył wszyscy ruszyliśmy do odpowiednich sal. Kiedy szłyśmy, dołączyli do nas Maxi, Andres i Diego. Po chwili Ludmi powiedziała.
-Vilu, pójdziesz ze mną do łazienki? Chciałabym poprawić makijaż..
-Jasne. - odpowiedziałam i ruszyłyśmy w tamtym kierunku. Po wizycie w szkolnej łazience szłyśmy do klasy, w której miało odbyć się spotkanie z wychowawcą. Kiedy przeszłyśmy przez drzwi wejściowe zobaczyłam kilkanaście ławek. Wokół nich było pełno uczniów. Rozmawiali, śmiali się, przeklinali. Razem z Ludmiłą podeszłam do siedzących już w ławkach znajomych. Maxi siedział z Naty, Camila z Fran. Lara siedziała sama, ale po chwili przysiadła się do niej Ludmi. Diego siedział z Andresem. Porozmawiałam chwilę z dziewczynami i rozejrzałam się po klasie. Mój wzrok zatrzymał się na Leonie, który siedział na ławce i gadał z jakimiś chłopakami. Miejsce obok niego było wolne. Ale a nie chcę z nim siadać! Nie, nie i jeszcze raz nie! Z nadzieją oglądałam się po klasie szukając innego wolnego krzesła. Niestety, bez pozytywnego skutku. Kiedy nagle zadzwonił dzwonek spojrzałam na dziewczyny z bólem. Te spojrzały za mnie i już wiedziały o co mi chodzi.
-Vilu, mogłabym się z tobą zamienić, ale miejsca, w których siedzimy były już ustalone w tamtym roku. A nasza wychowawczyni nie lubi jak podważa się jej decyzje. Przykro mi.-powiedziała Lara.
-Cóż, muszę sobie poradzić. - uśmiechnęłam się lekko i obróciłam w stronę wolnego miejsca. Ruszyłam w tamtym kierunku. Im bardziej się zbliżałam, tym bardziej biło moje serce. Kiedy byłam już przy szatynie i jego kolegach wypuściłam głośno powietrze.
-O! Kogo my tu mamy... Czyżbyś była nowa? -zapytał się chłopak siedzący na ławce znajdującej się  obok stolika Verdasa.-Jakbyś nie wiedział.-pomyślałam i postanowiłam mu to powiedzieć.
-Jakbyś nie wiedział. - powiedziałam pewnie. On się zaśmiał. Po chwili zaczęli się śmieć jego koledzy. Wszyscy oprócz Leona.
-Jakaś ty ostra. -powiedział kolejny. Był to wysoki brunet. - Lubie takie...
Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzania.
-Słucham? -krzyknęłam. - Niedoczekanie twoje.-odpowiedziałam
-I jeszcze pyskata...Coraz bardziej mi się podobasz.. Czekaj, czekaj...Skąd ty jesteś?-zapytał
-Ona jest z Barcelony. -powiedział kolejny.
-O! A więc.. Bardzo ładna jesteś, Barcelona...- powiedział podchodząc bliżej mnie. Ja od razu się odsunęłam. Oni są tacy sami jak Leon. Tacy aroganccy i chamscy! Nagle do pomieszczenia weszła nauczycielka.
-Siadajcie kochani!-powiedziała głośno, tak aby każdy ją usłyszał. W tym momencie z ławki zeszli koledzy Verdasa. Jeden z nich puścił do mnie oczko. Ja przewróciłam oczami. Verdas za to, usiadł na krześle, spojrzał na mnie i triumfalnie się uśmiechnął. Ja wzięłam głęboki oddech i usiadłam obok niego.
-Siadasz ze mną?-spytał
-Gdybym miała wybór, nigdy bym tego nie zrobiła -powiedziałam nie patrząc mu w oczy, kompletnie go ignorując.
-Nie jestem tego taki pewien... -powiedział. Ja prychnęłam.
Kobieta opowiadała o systemie oceniania, zmianach, regułach i różnych mało ważnych rzeczach. W pewnym momencie powiedziała
-Nie wiem czy zauważyliście, ale mamy nową osobę w klasie.-wszyscy zwrócili swój wzrok na mnie. Lekko się uśmiechnęłam. - Przedstaw się kochana-zaproponowała nauczycielka. O nie! Jeśli się przedstawię, on na pewno mnie pozna... Ale jakie mam wyjście?! To koniec mojej anonimowości..
-A więc.. Nazywam się Violetta Castilo. Przyjechałam z Barcelony. Mam 17 lat tak jak pewnie większość z was... Lubię śpiewać, tańczyć... Gram na gitarze i fortepianie... To chyba tyle.-powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Czułam wzrok Verdasa na sobie. Pewnie teraz mnie już poznał. Przełknęłam głęboko ślinę.
-Dziękuję Violetto. Bardzo się cieszę, że wybrałaś naszą szkołę. Miło mi cię poznać. Masz też brata, prawda?
-Tak mam brata. Nazywa się Federico i jest starszy o rok.
-Też uczy się w naszej szkole? -dopytywała kobieta
-Tak.-odpowiedziałam z uśmiechem.
Potem pani podała nam listę, na której każdy miał się podpisać. Kiedy już to zrobiliśmy kobieta podyktowała nam plan lekcji na cały tydzień. Po chwili pozwoliła nam iść do domu. I w tym momencie jak najszybciej umiałam wstałam i ruszyłam ku wyjściu. Wiedziałam, że Verdas będzie chciał ze mną porozmawiać. Wychodząc machnęłam ręką w kierunku dziewczyn i wyszłam. Idąc, miałam dwie nadzieje. Pierwsza to taka, że Leon nie idzie za mną, a druga to taka, że Fede już skończył spotkanie w klasie i czeka na mnie w aucie.
Szłam bardzo szybko. Kiedy wyszłam już ze szkoły zmierzałam w kierunku auta. Nagle usłyszałam krzyki. Przyspieszyłam.
-Violetta! Poczekaj! - poznałam ten głos. Należał do bruneta.
Przyspieszyłam jeszcze bardziej. Teraz to już biegłam.
-Violetta, stój!-krzyczał dalej. Nagle mnie dogonił, zabiegł od przodu i zatrzymał przytrzymując mnie za ramiona. Spojrzał mi w oczy, a ja spojrzałam mu. Nie panowałam nad sobą. Nie chciałam z nim rozmawiać. Lecz on chyba nie przyjmował tego do wiadomości.
-Możemy chwilę pogadać? -zapytał. Jego głos był kompletnie inny niż wcześniej. Wypełniony był ciepłem, troską.. Jednak to i tak mnie nie przekonywało.
-Przykro mi, ale ja nie mam ochoty z tobą rozmawiać. Cześć. -powiedziałam i wyrwałam się z jego uścisku. Podbiegłam do samochodu, nie oglądając się za siebie. Na szczęście Fede czekał już na mnie. Kiedy wsiadłam do samochodu pogadaliśmy o naszych nowych klasach, o szkole i innych mało istotnych sprawach. Gdy wróciliśmy do domu opowiedzieliśmy wszystko rodzicom. Potem poszłam do swojego pokoju się przebrać. Następnie zjedliśmy obiad. Po posiłku, razem z Fede poszliśmy na rowery. Po godzinie jazdy wróciliśmy do domu. Poszłam do swojego pokoju. Tam włączyłam FB. Coś podsunęło mi pomysł, aby wejść na profil Leona Verdasa. Tak też zrobiłam. Przejrzałam jego całą tablicę. Nic nadzwyczajnego. Najbardziej podobało mi się jego zdjęcie profilowe. Było czarno-białe. Wyglądał na nim strasznie przystojnie. Wpatrywałam się w nie przez jakiś czas. Później otrząsnęłam się i wylogowałam. Zeszłam na dół. Tam usiadłam przy fortepianie. Zaczęłam komponować piosenkę. Po godzinie pracy Olga zrobiła nam kolację. Zjedliśmy ją z apetytem. Później wróciłam do siebie. Spakowałam torbę na jutro. Byłam tak bradzo przerażona jutrzejszym dniem, że byłam kompletnie niedostępna, odcięta od rzeczywistości. Bałam się spotkania z Leonem. On już wie wszystko, pamięta mnie. Jestem bezradna. Potem wykąpałam się i położyłam spać. Dzisiaj nie miałam problemu z zaśnięciem...





,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,





I jest! Rozdział 5 <3 
Dziękuję, że jesteście. 

Jak myślicie..
Leon i Violetta wyjaśnią wszystko między sobą?
Czy Vilu mu wybaczy?
Do zobaczenia w następnym rozdziale! 
Bay :) 
~Ola~



PAMIĘTAJCIE 
KOMENTUJCIE!
TO JEST NAPRAWDĘ MOTYWUJĄCE! 

Rozdział 4 : "Coś nie tak z moim imieniem? " + PRZEPROSINY

PRZYPOMINAM !
KOMENTUJECIE = MOTYWUJECIE
<3
 Posta dedykuję Patrycji Super 
Dziękuję, że jesteś :*

Noc minęła spokojnie. Obudził mnie budzik, który wczoraj sobie nastawiłam na 8:30, bo umówiłam się z dziewczynami w parku. Myślę, że obudziłabym się sama, ale fakt, że wczoraj spałam do 12 lekko mnie przeraził. Poleżałam jeszcze chwilę. Wzięłam telefon do ręki i przejrzałam wszystkie portale społecznościowe. Po chwili odłożyłam telefon i udałam się do łazienki w celu odświeżenia się. Zrobiłam makijaż, mocniejszym akcentem były tylko czerwone usta. Potem wyszłam na balkon. Chwile tam postałam, wdychając świeże powietrze. Na zewnątrz było bardzo ciepło. Po jakimś czasie wróciłam do sypialni i weszłam do garderoby. Wybrałam różowy kombinezon. Prysnęłam się perfumami i ruszyłam w kierunku jadalni. Po drodze spotkałam Fede. Chłopak szedł za mną. Kiedy mijałam próg kuchni zobaczyłam całujących się rodziców. Szybko się cofnęłam i schowałam za ścianą, pociągnęłam za sobą Federico. Pokazałam mu, aby siedział cicho, kładąc palec wskazujący na jego ustach. On nie wiedział o co mi chodzi, więc dyskretnie wyjrzał zza ściany. Po chwili jego wzrok wrócił na mnie. Oboje patrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem. Siedzieliśmy w ciszy przez pewien czas. Potem wyszliśmy z ukrycia. Rodzice siedzieli na barowych krzesłach i pili kawę. Przywitaliśmy się z nimi, a Olga podała nam śniadanie. Po zakończonym posiłku wróciliśmy do pokoi. Ja umyła zęby i poszłam do Fede. Zapukałam, a chłopak powiedział "proszę". Weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. 
-Vilu oni się pogodzili! -powiedział. Nie wiedziałam co powiedzieć. -Wszystko na to wskazywało. Już dawno nie słyszałam ich kłótni, spali wtuleni w siebie, szeptali coś do siebie i teraz jeszcze pocałunki?! Nie mogę w to uwierzyć. A co z moim schematem miłości!? Może oni są jedną parą na milion, której miłość się odrodziła. Jedna na MILION! To pewnie bardzo rzadki przypadek... -tłumaczyłam sobie. Nie chciałam pogodzić się z tym, że miłość jest piękna, cierpliwa i nie znika od tak! 
-Chyba tak...- powiedziałam do Fede. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Vilu! Nie cieszysz się ? 
-Cieszę! I to bardzo! - nie kłamałam, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że się pomyliłam. Po chwili wyszłam z pokoju brata i poszłam do siebie. Chwyciłam torebkę i wrzuciłam do niej telefon i portfel. Wyszłam z sypialni i udałam się w kierunku salonu. Siedziała tam mama. Przysiadłam się do niej. 
-Violetto, wychodzisz gdzieś?
-Tak. Idę spotkać się z dziewczynami, które poznałam na ognisku. - odpowiedziałam.
-To świetnie. A co będziecie robić?
- W sumie to nie wiem. Nie dopytałam dziewczyn - powiedziałam.
Spojrzałam na zegarek. Była 10:45.
- Mamo, ja już idę. To pa ! - powiedziałam wstając z kanapy i idąc w kierunku drzwi.
-Do zobaczenia Vilu!
Po 10 minutach marszu byłam już w parku. Usiadłam na jednej z ławek przy stawie. Głęboko dychałam świeże powietrze. Nagle poczułam, że ktoś kładzie mi rękę na ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam Ludmiłę.
- Hej Vilu! - powiedziała i usiadła obok mnie. Po chwili doszły do nas Fran, Lara, Naty i Camila. Porozmawiałyśmy chwilę i ruszyłyśmy. Całą drogę dziewczyny wypytywały mnie o to, jak jest w Hiszpanii. Z entuzjazmem odpowiadałam im, lecz wspominając piękną Barcelonę i moich przyjaciół nie raz zaszkliły mi się oczy. Po drodze zaszłyśmy do lodziarni i kupiłyśmy sobie lody. Szłyśmy już 20 minut. W końcu zapytałam się:
-Dziewczyny, gdzie my idziemy?
-Idziemy na tor wyścigowy! - powiedziała z uśmiechem na twarzy Naty.
-Słucham? Po co ?! - zapytałam się, nie widziałam w tym sensu.
-Idziemy tam, bo nasz przyjaciel się tam ściga. O 12;00 jest wyścig. Będziemy mu kibicować- powiedziała Francesca.
-Jaki przyjaciel?-dopytywałam.
-To ten koleś, którego na ognisku oblałaś sokiem. - oznajmiła Ludmiła.
Słysząc te słowa wewnętrznie zamarłam. -Słucham? Tylko nie to! Nie chcę go spotkać! Nie chcę go widzieć! Nie lubię go! On jest okropny.. Dlaczego? - Zadawałam sobie pytania w myślach. Niestety, nie mogłam zrobić przykrości dziewczynom i szłam razem z nimi nie protestując.
Po 10 minutach byłyśmy już na torze. Zajęłyśmy miejsca. Na szczęście nie widziałam tego chłopaka. Tego chama i egoisty. A może widziałam? Nie wiem, wszyscy motocykliści byli obrani w kaski.Każdy z nich się "rozgrzewał". Jeżdżąc wokół widowni, stając na jednym kole, popisując się przed nami.. Ale pewnie bardziej przed samymi sobą. W końcu motocykliści znaleźli się na linii startu. Wnet wystrzelił pistolet, świadczący o rozpoczęciu wyścigu. Ruszyli. Dziewczyny ciągle krzyczały, klaskały, dopingowały. Ja nie chciałam wyjść na naburmuszoną królewnę i robiłam to samo. Przez głośnik słychać było głos komentatora. "Verdas! Verdas! Verdas! Co ten chłopak robi? Jeśli utrzyma te tępo przez następne 4 okrążenia, zwycięży." Nie wiem skąd, ale kojarzyłam to nazwisko. -Vedas- pomyślałam. Znajome, ale nie wiem kto to.
-Kto to Verdas? -spytałam Larę.
-Verdas to chłopak, dla którego tu przyszłyśmy. - powiedziała z niesmakiem na twarzy. To dlatego znam jego nazwisko... Chyba. Chociaż nie.. Nikt mi go nawet nie przedstawił. W sumie nazwisko "Verdas" jest popularne. Może dlatego mi się kojarzy. Wracając do Lary. Rozumiem, że jest to jej przyjaciel...Ale on ją tak bardzo skrzywdził! Co ona tu robi? Gdybym była na jej miejscu, nie przyszłabym tu.
"Verdas! Co za tempo! Teraz na pewno wygra! Jeszcze 3 okrążenia!" Krzyczał komentator. - Czy on zawsze musi być górą.? Mam nadzieję, że nie wygra.- pomyślałam.
Po chwili zachciało mi się pić, więc poszłam do budki z napojami. Kupiłam sobie butelkę wody. Idąc, spotkałam kilka dziewczyn, z którymi na ognisku kręcił... Verdas? -Ok. Teraz tak będę go nazywała. W sumie nie znam nawet jego imienia.-pomyślałam. Wróciłam na widownię i stanęłam obok Fran. Minęło 10 minut. "Jest! Verdas wygrywa dzisiejszy wyścig i tym samym awansuje na 2 miejsce w rankingu krajowym! " krzyczał komentator. -Wygrał.-pomyślałam i westchnęłam. Na szczęście nie było tego słychać, bo ludzie, jak i dziewczyny głośno krzyczeli. Nagle Fran zaczęła nas pchać.
-Ruszaj się Violetto, idziemy mu pogratulować! -powiedziała dziewczyna z uśmiechem na twarzy.
-Fran.. Wiesz ja chyba nie chce go widzieć. Wy idźcie go poszukać, a ja będę bardzo powoli szła do domu. Potem mnie dogonicie, ok?- spytałam z nadzieją.
-Rozumiem, nie ma sprawy.-odpowiedziała i razem z koleżankami ruszyła w przeciwnym do mojego kierunku. Wszędzie było pełno ludzi. Przepychałam się miedzy nimi. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk, który świadczył o przysłanej wiadomości. Wyjęłam telefon. To był sms od Sary. Uśmiechnęłam się i zaczęłam odpisywać. Byłam tak wpatrzona w telefon, że w końcu się z kimś zderzyłam, a telefon upadł na ziemię. Od razu zgięłam się by go podnieść, lecz ktoś mnie wyprzedził. Kiedy się wyprostowałam nie mogłam uwierzyć w to co widzę. To Verdas. Westchnęłam głośno, chciałam, żeby to usłyszał. On stał przede mną i się głupio uśmiechał. Szybko wyrwałam mu telefon z ręki i wymusiłam uśmiech.
-Dzięki-powiedziałam ironicznie.
-Nie ma za co. Tylko następnym razem patrz jak idziesz. -odpowiedział, wciąż uśmiechając się. Wkurzało mnie to.
-Czego się szczerzysz ? - zapytałam ze złością.
-Nie mogę się uśmiechać? A poza tym przed chwilą wygrałem wyścig. -powiedział. Patrzył na mnie, jakby oczekiwał czegoś ode mnie. -Nie pogratulujesz mi? -zapytał. Głośno westchnęłam.
-Gratulację. - powiedziałam z niechęcią.
-Dziękuję.
Ależ on jest przystojny!  Tylko szkoda, że taki głupi.
-Przyznaj się, przyszłaś tu, by obejrzeć jak jeżdżę. - powiedział i uśmiechnął się łobuzersko.
Uniosłam do góry brwi.
-Słucham?! -krzyknęłam i zaczęłam się ironicznie śmiać.
-No przyznaj się. -ciągnął.
-Wiesz co, jesteś głupi. Dziewczyny mnie tu przyprowadziły. Nawet nie wiedziałam, że jeździsz na motorze, że tu będziesz! A co dopiero, że bierzesz udział w zawodach!  - krzyczałam zdenerwowana. On się tylko uśmiechał, tak jakby nie słyszał i nie rozumiał tego co mówię.
-Tak, jasne- powiedział z łobuzerski uśmiechem na twarzy. Westchnęłam.
-Wiesz, myślę, że nie mamy o czym rozmawiać. - wycedziłam i ironicznie się uśmiechnęłam. Nagle podbiegła do niego jakaś blondynka, rzuciła mu się na szyje.
-Gratulację Leon. Kochanie, jestem z ciebie taka dumna. -powiedziała i przyssała się do jego ust.
Zamarłam. Zrobiło mi się nie dobrze. To on. To Leon. Leon Verdas. To dlatego znałam jego nazwisko. To musi być on.. On jest tym chłopakiem, który tak bardzo mnie upokarzał, kiedy byliśmy dziećmi. To ten chłopak, do którego od kilkunastu lat mam żal. To on! A może się przesłyszałam?
Nagle "para" oderwała się od siebie. Spojrzeli na mnie z troską. Chyba musiałam źle wyglądać. Bo wytrzeszczyli oczy.  Było mi nie dobrze, czułam, że jestem blada. Serce biło mi szybko. Nie mogłam uwierzyć, że go nie poznałam, ale on chyba mnie też nie poznał.
-Wszystko ok? -zapytał
-Jak masz na imię? -zapytałam półgłosem.
-Leon. Coś nie tak z moim imieniem?
Głośno przełknęłam ślinę. Potrząsnęłam przecząco głową.
-Nie. Wszystko jest ok. Przepraszam, ale muszę już iść. -powiedziałam i wyminęłam ich. Idąc, czułam na sobie jego wzrok. Obejrzałam się, by się upewnić. Nie myliłam się. Patrzył na mnie. Momentalnie odwróciłam głowę. Szłam przed siebie. W głowie miałam tyle wspomnień. Słowa mamy, która wmawiała mi, że ludzie się zmieniają. On się nie zmienił. Nadal jest okropny. Nadal wszystkich krzywdzi. Nie mogłam uwierzyć w to, że śniłam o nim! Nie mogłam uwierzyć w to, że on proponował mi wspólną noc. Nie! To jest chore! Kiedy znalazłam się w domu, przywitałam się z wszystkimi i poszłam do pokoju. Napisałam sms-a do Fran, że już jestem w domu. Rzuciłam torebkę na łóżko. Stanęłam przy keyboardzie i zaczęłam grać. To zawsze mnie uspokajało. Na myśl, że jutro jest pierwszy dzień szkoły robiło mi się nie dobrze. A na samą myśl, że będę w jednej klasie z Leonem Verdasem, chciało mi się płakać. Kidy skończyłam grać, usiadłam na łóżko, wzięłam telefon do ręki i odpisałam na wiadomość Sary. Pisałam, że za nią tęsknie, że tu, w Buenos Aires jest całkiem dobrze i tak dalej. Potem spojrzałam na zegarek. Była 17;00. -Co ja jutro założę?- pomyślałam. Weszłam do garderoby. Śpiewałam sobie coś pod nosem i wybierałam strój na jutro. Po długim namyśle, wybrałam czarne, eleganckie szorty z delikatnym paskiem i białą, luźną koszule. Ubranie powiesiłam w dobrze widocznym miejscu i zeszłam na dół, gdyż Olga zawołałam mnie na kolacje. Kiedy znalazłam się w jadalni, wszyscy siedzieli już przy stole. Po kolacji całą rodziną usiedliśmy na kanapie w salonie i oglądaliśmy komedię. Jednak ja byłam myślami gdzie indziej . A dokładnie z Leonem. Myślałam, nad momentem, w którym powiedziałam do siebie, że jest przystojny. Tą cechą nie przysłoni jednak tego, że jest okropny. On zawsze był okropny, jest taki  i będzie. Wspomniałam też moment, w którym mama powiedziała, że ludzie się zmieniają. Leon miał 10 lat na zmianę, jakoś tego nie dokonał, więc tak już pewnie zostanie. Z rozmyślań wyrwała mnie mama.
-Violetto, czy słyszysz co do ciebie mówię?
-Przepraszam, ale zamyśliłam się. A o co pytałaś?
-Pytałam się, czy jesteś już przygotowana na jutro?
-Tak, jestem. - powiedziałam i spojrzałam na zegar. Była już 20;00. Oznajmiłam, że idę do siebie. Nie widziałam sensu oglądania tego filmu, bo momentalnie odlatywałam myślami gdzieś indziej. Pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam do sypialni. Chwyciłam piżamę i poszłam się wykąpać. umyłam włosy, wysuszyłam je i wróciłam do sypialni. Następnie wyszłam na balkon. Było bardzo ciepło. Chciałam przestać rozmyślać o Verdasie, więc chwyciłam książkę, pt. "Jeden dzień" i usiadłam na bujanym krześle znajdującym się na balkonie. Czytałam ją bardzo zachłannie. Bardzo mi się spodobała. Kiedy odblokowałam telefon, zobaczyłam, że jest już 23;50. Wytrzeszczyłam oczy i zerwałam się z miejsca. Myślę, że poczułabym upływ czasu, gdyby noc nie była tak bardzo ciepła. Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Do szkoły miałam na 10;00, więc nastawiłam sobie budzik na 8;00. Odłożyłam telefon i zgasiłam lampkę. Zamknęłam oczy. Próbowałam zasnąć, lecz nie mogłam. Ciągle myślałam o Leonie. O tym, jakby to było, gdyby się zmienił, jakby wyglądała nasza relacja. Myślałam tez nad tym, jakby go jutro nie spotkać. Czułabym się strasznie niezręcznie. Ale to jest kompletnie nie możliwe! Przecież jesteśmy razem w klasie! Czułam się taka bezradna. Mimo tego, że w mojej nowej klasie jest Camila, Fran, Maxi, Diego, Lara, Ludmi i Naty, nie czułam się komfortowo. Bo ON też do niej należał. W końcu nie wytrzymałam i spojrzałam na zegarek. Była 1:20. Co? Tak długo nie mogę zasnąć? Rozłożyłam się na łóżku i wciąż próbowałam. Ciągle odganiałam każdą myśl. Chciałam tylko zasnąć. Zasnąć i obudzić się jutro. Po pewnym czasie udało mi się to. Zasnęłam.



_________________________________________________________________________________





PRZEPROSINY

Hejka! Mam nadzieję, że jest tu jeszcze ktoś, kto będzie chciał czytać moje rozdziały :) 
Chcę Was gorąco przeprosić za to, że nie dodałam posta w tygodniu, ale nie miałam możliwości. 
Zepsuł mi się laptop, a na telefonie nie chciałam..bo zajęło by mi to wieczność! :P 
W sumie laptop dalej jest w naprawie... A ja piszę tego posta z komputera koleżanki...
A więc mam nadzieję że wybaczycie <3 

_________________________________________________________________________________






A więc.. Jak wam się podoba nowy rozdział? 
Co myślicie o relacji między Leonem a Violettą?
Czekam na wasze komentarze! 
Dziękuję też za każdy komentarz i miłe słowa zawarte w nim <3
DZIĘKUJĘ ! 
Do następnego 
Pa :*




KOMENTUJECIE = MOTYWUJECIE 
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka