niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 35 : "Zniknij z mojego życia"

Rozdział dedykuję Patty :* Super

Przypominam, że ostatni rozdział zawierał rozdział 34 i cząstkę nowego rozdziału!
Zapraszam :*




Miniona noc należała do tych idealnych, które aż chce się wspominać. 
Kiedy otworzyłam powiek spostrzegłam, że Leon leży obok mnie, w pół nagi. Jego ciało otulało moje, nasze nogi splecione były w supeł. Uśmiechnęłam się sama do siebie, po czym delikatnie wysunęłam się z jego objęć, założyłam dolną część bielizny i koszulkę Verdasa, która plątała się na podłodze. Potem otworzyłam szafkę i wyciągnęłam z niej polaroid. Była sobota, mogliśmy poleniuchować. Przyjrzałam się śpiącemu Leonowi. Wyglądał niesamowicie męsko i seksownie. Uśmiechnęłam się do siebie. On był moim najcenniejszym skarbem, tylko jego potrzebowałam.
Stanęłam na łóżko tak, że mogłam idealnie wykadrować profil ukochanego.
Po chwili przycisnęłam guzik, tym samym robiąc zdjęcie. Nie minęło 30 sekund, a zdjęcie wyskoczyło ze szczeliny aparatu. Nie było zbyt duże, ale sam fakt, że znajdował się na nim mój chłopak,czynił je niesamowitym.
Bawiłam się w fotografa przez dobre 15 minut. Każde zdjęcie przedstawiało słodko śpiącego Leona. Młody Verdas spał mocno, żaden błysk, żaden odgłos aparatu nie zbudził go.
Jednak gdy stanęłam nad nim, rozkraczając nogi, by idealnie zrobić mu zdjęcie, on otworzył oczy. Na początku się uśmiechnął. Odwzajemniłam mu tym samym. To zdjęcie było najpiękniejsze, bo przedstawiało uśmiechniętego Leona, takiego, jakiego kochałam, za jakim tęskniłam.
Lecz, gdy jego wzrok powędrował na niewielkie zdjęcia porozrzucane po łóżku i polaroid trzymany w mojej dłoni, jego piękny uśmiech znikł.
- Co ty wyprawiasz? - spytał oschle, zdenerwowanym głosem, zmieniając swoją pozycje na siedzącą. Ja również usiadłam na łóżku obok niego.
Nie wiedziałam o cho mu chodzi. Przecież nie robiłam nic złego.
- Robię zdjęcia - odpowiedziałam, przyglądając mu się zaciekawionym, jak i zdziwionym wzrokiem. Jego zachowanie było co najmniej dziwne - Czy w tym jest coś złego?
- Nie... Nieważne - rzucił, po czym uśmiechnął się do mnie delikatnie.
Chciałam go wypytać, o co mu chodzi, jednak ugryzłam się w język. Po części, to właśnie przez moją ciekawość, Leon zamknął się w sobie.
- Ok - szepnęłam i wstałam.
Zaczęłam zbierać małe fotografie, które plątały się po białej pościeli. Czułam na sobie wzrok Leona. Ostatecznie też na niego spojrzałam.
- Wytłumaczysz mi, dlaczego tak się tak zdenerwowałeś? - mówiłam delikatnie, jak najmilej potrafiłam.
Kiedy usłyszałam ciche westchnięcie, postanowiłam dać sobie spokój. Nie chciał mówić, to nie. Nic na siłę.
Zdjęcia położyłam na biurko, a sama ruszyłam w kierunku wyjścia. Krótko mówiąc, wkurzył mnie.
- Vilu - usłyszałam, przechodząc przez próg. Szybko się obróciłam.
- Tak?
- Ja.. - zaczął, ale walczył sam z sobą. W końcu nic nie powiedział.
- Daj spokój - rzuciłam i poszłam na dół.


Kiedy wróciłam do sypialni, zastałam pościelone łóżko. Rozejrzałam się, nigdzie go nie było. Nagle poczułam na talii czyjeś dłonie. Oczywiście dłonie Verdasa.
Obróciłam się energicznie i wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się namiętnie, bez opamiętania.


Cały weekend spędziłam w towarzystwie ukochanego. Szczerze mówiąc bardzo dobrze się bawiłam. Zachowanie Leona jednak mnie trochę martwiło. Jego wahania nastroju... Jakby był kobietą w ciąży, której buzują hormony.
Raz się śmieje, całuje mnie.. Jakbym zaraz miała odejść i nie wrócić. Zaraz potem robi się zamyślony, nie chce rozmawiać o niczym i z nikim.

Poniedziałek rozpoczyna się lekcją angielskiego. Razem z Leonem weszliśmy do sali, trzymając się za ręce.
Lekcja minęła spokojnie, ale przez cały albo Leon albo nauczycielka przyglądali się mi lub sobie nawzajem. To było co najmniej dziwne.
Po zakończeniu lekcji, kobieta, tak jak to było ostatnim razem, poprosiła Leona o pozostanie po lekcji. Chłopak zrobił to. Zostawiłam ich samych.



~Leon~

- Czego znowu chcesz? - spytałem oschle.
- Zastanowiłeś się nad moją propozycją? - głośno westchnąłem - Przecież Violetta będzie musiała mieć poprawkę, a tak ja przyznam się do błędu i po problemie. 
- To nie jest takie proste.
- Kochanie, wszystko jest proste, o ile patrzysz na to z dobrej strony - szepnęła. 
- Czyli, że jeśli zerwę z Violettą, ty zmienisz wynik egzaminu. Tak? 
- Dokładnie tak będzie. 
- Ale przecież nie będziemy razem. Po co to robisz?
- To już moja sprawa - rzuciła nie miło - No więc? 
- Musze to przemyśleć - odpowiedziałem.
- Pamiętaj, że nie masz zbyt dużo czasu.
Wywróciłem teatralnie oczami i wyszedłem. 
Na korytarzu nie znalazłem Violetty, poszedłem więc jej poszukać. 
Z jednej strony, mogłem zrobić wszystko, byle by Violetta była szczęśliwa, nie miała żadnych problemów. Z drugiej za to, zbyt mocno ją kochałem i nie wyobrażałem sobie życia bez niej. 
Byłem rozdarty. Każde wyjście z tej sytuacji było złe. 
Moje rozmyślania przerwało zderzenie. spojrzałem w dół i ujrzałem Violettę.



~Violetta~


Szybko nachylił się nade mną i mocno mnie pocałował. Chwila słabości trwała kilka chwil, jednak wystarczająco długo, by mnie podniecić. 
- Kocham cię - szepnął i ponownie mnie pocałował.


Dni mijały szybko, a ja i Leon spędzaliśmy ze sobą niesamowicie wiele czasu. Jakbym była narkotykiem, a on sięgał po coraz większe dawki, by później się ode mnie odciąć, pójść na odwyk. 
Oczywiście nie przeszkadzało mi to, jednak zawsze, kiedy spotykałam go samego, w szkole czy gdziekolwiek.. Był zamyślony, jakby namiętnie i bez ustanku nad czymś myślał. Lecz kiedy mnie spostrzegał, odsuwał od siebie nie dający mu spokoju problem i żył chwilą. 


Był piątkowy wieczór. Razem z Ludmiłą i Fran siedziałyśmy i oglądałyśmy jakieś głupie komedie, kiedy nagle rozległ się dźwięk dzwonka. Leniwie wstałam na równe nogi i ruszyłam w stronę drzwi. 
Miałam zły humor, bo okazało się, że skoro nie zdałam egzaminu z angielskiego, na koniec czerwca będę pisała poprawkę. Dodatkowo od tygodnia nie widziałam się z Verdasem. Został on zmuszony do pojechania w delegację razem z rodzicami. Miał przecież przejąć firmę, a według jego rodziców, powinien już się uczyć dobrze inwestować. 
Podczas pokonywania odległości z kanapy do drzwi wejściowych, dzwonek nieustannie dzwonił, jakby osoba dobijająca się do drzwi jeszcze bardziej chciała mnie wkurzyć. 
- Już idę! - krzyknęłam. Osoba jednak nie przestawała. Miałam ochotę temu komuś nawrzucać i wydrzeć oczy.
W momencie, kiedy otwierałam drzwi, od razu zaczęłam wrzeszczeć. 
- Matko, kogo tak popieprzyło?! Już otwieram przecież - mówiłam.
Wtem spostrzegłam, że tą denerwującą osobą był nikt inny jak Leon Verdas. 
- Leon?
- Nie powiem, miła to ty jesteś - rzucił roześmiany, po czym namiętnie mnie pocałował. 
Wolnym krokiem, nie odrywając się od siebie, weszliśmy do domu. jednym kopnięciem zamknęłam drzwi. 
- Jesteś.. - wyszeptałam, po czym ponownie złączyłam nasze usta. 
Podczas naszego pocałunku słyszałam, że dziewczyny się żegnają i wychodzą z domu. Zostaliśmy sami. 
- Dlaczego nie mówiłeś, że dzisiaj wracasz? 
- Bo sam o tym nie wiedziałem. 
Uśmiechnęłam się sama do siebie. 
- Tak się ciesze, że cie widzę. Tęskniłam.
- Ja też tęskniłem - powiedział, a następnie ucałował mnie w czoło.
- A tak w ogóle, to gdzie odbywała się ta konferencja? 
- W Nowym Yorku - szepnął - A teraz odwróć się i zamknij oczy. 
Spojrzałam na niego niepewnie, ale wykonałam jego polecenie. 
- Masz zamknięte oczy? - spytał.
- Tak - mówiłam prawdę. 
Nastała cisza. Ja słyszałam tylko jakieś ciche szelesty, jakby otwieranego pudełeczka. Po chwili poczułam na obojczykach zimne szczypanie. 
- Możesz otworzyć oczy Vilu - szepnął mi na ucho, dobrze wiedząc, że powoduje tym moje podniecenie. 
Otworzyłam powieki i od razu spojrzałam w dół. Moje dłonie w szybkim tempie powędrowały na szyję. 
- Leon.. 
- Mam nadzieję, że ci się podoba - rzekł.  
Czym prędzej podbiegłam do lustra, by zobaczyć prezent w całej okazałości. 
Był to delikatny, srebrny łańcuszek z zawieszka w postaci znaku nieskończoności. Na niej umieszczony był niewielki diamencik. Delikatnie obracałam zawieszkę palcami, czując, że tylna część jest chropowata. Z zaciekawieniem spojrzałam w dół. Wygrawerowany był tam prawie niewidoczny napis " Kocham Cie, zawsze i na zawsze" .  Do oczu naszły mi łzy, to było takie urocze i romantyczne. 
- To jest.. - próbowałam coś powiedzieć, ale nie udawało mi się to zbytnio. 
Verdas podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. 
- Tak bardzo cie kocham - cmoknęłam go w usta - Dziękuję. To jest piękne. 
- Vilu, pamiętaj, że zawsze będę cie kochać - mocno mnie przytulił i pocałował w czubek głowy.
- Wiem Leon. Przecież się nie rozstajemy. Wszystko jest dobrze i idealnie.
Wieczór spędziliśmy razem, ciesząc się swoją obecnością. Noc...noc minęła równie miło jak wieczór...



W poniedziałek Leona nie było w szkole. I tym razem nie zostałam o tym poinformowana. Podczas lekcji angielskiego, nauczycielka patrzyła na mnie jakby zwycięskim wzrokiem. Kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi. Nadzieję dawał mi jedynie wiszący na mojej szyi naszyjnik od Leona. Co chwilę pocierałam go lub przykładałam do ust. 
Kiedy wychodziłam ze szkoły, otrzymałam sms-a od Leona. Prosił mnie, bym spotkała się z nim w parku. 
Bez dłuższych zastanowień ruszyłam w tamtą stronę. 
Szłam i zastanawiałam się, po co mam iść do parku. Mogliśmy się przecież spotkać w jakiejś kawiarni czy moim domu..
Może miał dla mnie jakąś niespodziankę? Może piknik! Pogoda była rewelacyjna...

Kiedy dotarłam do parku, od razu go zauważyłam. siedział na ławce. Całkiem zamyślony i odcięty od rzeczywistości. Podeszłam do niego od tyłu. Potem zaczęłam składać na jego szyi delikatne pocałunki. 
- Hej - szepnęłam mu na ucho, po czym usiadłam obok niego. 
- Cześć Vilu - przywitał się i namiętnie mnie ucałował. Znowu to uczucie. Jakby był to nasz ostatni pocałunek. 
- No więc? Co chcesz mi powiedzieć? - byłam radosna, cała w skowronkach. Chłopak cicho westchnął i spojrzał przed siebie. 
- Co się dzieje Leon? - mój głos był wówczas trochę bardziej nerwowy. 
- Violetto, nie możemy być już razem - zaczął. 
- Słucham? - spytałam cicho, wydawało mi się, że się przesłyszałam. 
- Przepraszam, że pozwoliłem, aby to tak długo trwało - mówił, a moje serce zaczynało pękać.
- Nie rozumiem.. Przecież jeszcze wczoraj wyznawałeś mi miłość! - podniosłam głos - Dlaczego?! Masz kogoś?!
- Vilu..
- Mów! 
- Tak. Ale to nie jest, tak jak ci się może wydawać - zaczął tłumaczyć. Z moich oczy zaczęły płynąć łzy. Jak on mógł mi to zrobić.
- A jak!? Zdradziłeś mnie! Myślałam, że się zmieniłeś. Ty mi przecież sam o tym mówiłeś. Podobno zmieniłam cie. To wszystko to jedno wielkie kłamstwo.?! - mój głos drżał, zaczynałam nerwowo gestykulować.
- Violetto, tak będzie lepiej. Nie mogę nic na to poradzić.
- Dla kogo? Dla mnie czy dla ciebie? - krzyczałam - Nie wiem czy pamiętasz, ale obiecywałeś mi, że mnie nigdy nie zranisz, że nie pozwolisz na to, bym cierpiała z twojego powodu. A właśnie to robisz! Nie wiesz jak bardzo cierpię - zerwałam się na równe nogi.
- Wiem, ale .. 
- Ale co? Nie pieprz Leon. Zdradziłeś mnie. Byłam jedynie zabawką w tej twoje chorej dziwkarskiej grze! 
- Przestań! - on też wstał.
- Nie! Wykorzystałeś mnie - prychnęłam - Teraz możesz się pochwalić przed kumplami, jak to rozdziewiczyłeś Violettę Castillo, jak to ją w sobie rozkochałeś.. - moje słowa sprawiały, że jeszcze bardziej pogrążałam się w smutku i żalu. 
- To nie tak!
- A jak?! - płakałam, jednak nie zwracałam już na to uwagi - Nienawidzę cie. Zniknij z mojego życia!

Starłam z łzy z policzków i pobiegłam przed siebie, byle jak najdalej od niego.




^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^






Cześć wszystkim!
Jest oto rozdział 35 :D
Tym razem bez żadnych komplikacji! 


Koniec Leonetty,...
No cóż.
Kiedyś to musiało nastąpić :P

Jeszcze nie wiem kiedy zostaną połączeni i czy w ogóle zostaną połączeni.
Piszę rozdziały spontanicznie, więc nie wiadomo co wymyśle..
:)

Jak tam u Was?
Mam nadzieję, że ok ;)
Niektórzy pewnie mają jeszcze ferie ( dobrze Wam :* .. I Ci też Martuś :P ) 
Ja szczerze mówiąc żyję od piątku do piątku..


Ale koniec moich nudnych zwierzeń!

Następny rozdzialik.. hmn. Chyba za tydzień ;D

No więc trzymajcie się ciepło <3
I do następnego 
Wasza Ola :*

czwartek, 4 lutego 2016

Rozdział 34 : " Tęsknie za dawnym Leonem" / Wyjaśnienia / 20k wyświetleń



Na początku, chce Was przeprosić.
To, co zaraz przeczytacie ... To stary ( teoretycznie) rozdział i nowy. 
Jest tak, ponieważ rozdział 34, który dodałam tydzień temu... ulotnił się. Zauważyłam to dopiero dzisiaj, bo przez cały tydzień nie miałam czasu zajrzeć na Bloggera. 
Tak oto powstał nowy rozdział 34. Z pewnością różni się on troszkę od poprzedniego. Jest też wzbogacony o część dalszą, czyli rozdział 35 ;)
Przepraszam za tą sytuację, ale ...
No tak wyszło xD
Jestem taka zła... Ale nic nie mogę zrobić, oprócz napisania jeszcze raz.
Mam nadzieję, że nie okaże się to nudne..
:)

******

Rozdział dedykuję Maddy :*


Kiedy się obudziłam poczułam wielką chęć przytulenia Leona. Niechętnie jednak wstałam z łóżka i poszłam na śniadanie.
Po posiłku umyłam się i ubrałam. Gotowa, razem z Fede pojechałam do szkoły.

Kiedy wjeżdżaliśmy na szkolny parking w moje oczy rzuciło się puste miejsce parkingowe. Zawsze stał tam samochód Leona. Pomyślałam, że może zaparkował gdzie indziej, ale nie spostrzegłam nigdzie jego auta. Lekko zdezorientowana postanowiłam zapytać się o niego, któregoś z jego "przyjaciół".
Przy schodach wejściowych zauważyłam Mika. Wzięłam głęboki wdech i niechętnie podeszłam do chłopaka.
- Hej - przywitałam się.
- Hej Violetta - zwrócił się do mnie.
- Widziałeś może Leona? - spytałam się od razu, by nie wyobrażał sobie zbyt wiele.
- A co, zgubiłaś chłoptasia? - podszedł bliżej mnie, patrząc mi głęboko w oczy.
- Nie ma go w szkole, więc przyszłam się ciebie spytać. Ale to chyba był błąd - powiedziałam przewracając oczami.
- Nie widziałem go dzisiaj - rzucił.
- Dzięki - prychnęłam i weszłam do szkoły.
Ku mojemu zdziwieniu, tam też nie znalazłam Leona.

Cały dzień nie było go w szkole. Próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał. Martwiłam się o niego. Szukałam powodu jego nieobecności. Pierwszą myślą była choroba. Jednak mógł do mnie napisać lub zadzwonić. Nie zrobił tego, co było cholernie przykre.

Po szkole postanowiłam do niego pójść, sprawdzić co się z nim dzieje.
W drodze, jeszcze kilka razy próbowałam się do niego dodzwonić, ale za każdym razem przemiła kobieta oferowała mi nagranie wiadomości głosowej.

Drzwi do domu Verdasów otworzyła mi niewysoka, starsza kobieta. Z pewnością była to ich gosposia.
- Dzień dobry, czy jest może Leon? - spytałam od razu.
- Tak, jest w swoim pokoju - mówiła otwierając mi drzwi.
- Znam drogę - szepnęłam i ruszyłam w znanym mi już kierunku.
Kiedy stałam pod drzwiami do sypialni Leona, rozmyślałam jeszcze przez moment. Po wzięciu głębokiego wdechu zapukałam do drzwi. Gdy do moich uszu doszło ciche "proszę", otworzyłam drzwi.
Zobaczyłam Verdasa, leżącego na łóżku. Miał zamyślony wzrok. Dopiero kiedy przeniósł go na mnie, w jego oczach pojawiły się iskierki życia.
- Cześć - przywitał się.
- Nie było cie, nie odbierałeś - zaczęłam wymieniać - co się dzieje?
- Nic - mruknął. Przyjrzałam się mu dokładnie. Nie wyglądał jak kiedyś. Jego oczy były podpuchnięte, zamyślone. Jakby nie spał całą noc z powodu długich przemyśleń.
- Jasne, właśnie widzę - powiedziałam i usiadłam obok niego - Powiedz mi co się dzieje. Nie jesteś chory. Więc jaki jest powód twojej nieobecności i ignorowania mnie? Chyba należą mi się jakieś wyjaśniania!?
- Nie chce o tym gadać.
Spojrzałam na niego. Wyglądał jak wrak człowieka. Chciałam mu pomóc, ale nie wiedziałam jak, a przede wszystkim on nie dawał sobie pomóc.
- Nie ma sprawy, już mnie nie ma - rzuciłam i wstałam z łóżka.
Totalnie mnie ignorował. Musiałam to wszytko przemyśleć, od początku, krok po kroku.
Kiedy chwyciłam za klamkę spojrzałam na niego ostatni raz. Miałam nadzieję, że coś powie, zatrzyma mnie. Jednak musiałam pogodzić się z rozczarowaniem. Nie odezwał się. Swoim zachowaniem ranił mnie. Do moich oczu naszły słone łzy. Czym prędzej opuściłam posiadłość Verdasów.

Po powrocie do domu nie miałam ochoty na nic. Jedyne co zrobiłam, to odrobiłam lekcje i się pouczyłam na następny dzień.
Wieczorem jeszcze raz spróbowałam zadzwonić do szatyna. Ponownie nie odbierał.
Bezsilnie położyłam się i zasnęłam.


* * * * * * * 


Następnego dnia wstałam niewyspana. całą noc myślałam, nie mogłam zasnąć. Szukałam powodu zachowania Leona. 
Może to przez moje wypytywanie o Clarę go tak przygnębiło? Ale przecież nie prostował, kiedy to robiłam..

Szłam do szkoły z nadzieją, że spotkam w niej Leona, że wszystko sobie wyjaśnimy.

Miałam nadzieję do ostatniej chwili. Czekałam na niego przy wejściu. Jednak i tego dnia nie pojawił się w szkole. 
Pierwszą lekcją był angielski. Kiedy nauczycielka zobaczyła, że obok mnie nie ma Leona, uśmiechnęła się szyderczo. Miałam ją gdzieś, nie obchodziła mnie wtedy. Miałam inny, ważniejszy problem. 

Podczas pobytu w szkole miałam głowę w chmurach, a raczej w myślach z Leonem w roli głównej. Kilka razy próbowałam się z nim skontaktować, jak zawsze bez skutku.

Po lekcjach, jakaś nieznana siła ciągnęła mnie w stronę domu Verdasa. Jednak byłam silna i nie dałam jej za wygraną. 
Po powrocie do domu, Fede bezskutecznie próbował ze mną porozmawiać. Spławiałam go, jak najlepiej umiałam. Nie miałam sił na rozmowę. Nie chciałam też mówić bratu, że Verdas mnie skrzywdził swoim postępowaniem. 


* * * * * * * 


Kolejny dzień, kolejna nadzieja. Historia z nieobecnością Leona w szkole, nieodbieraniem moich telefonów powtarzała się przez kilka dni. 
Ostatecznie miałam już dosyć jego szczeniackiego zachowania, uciekania od problemu, którego nie pozwalał mi poznać. 

Minęły 4 dni od naszego spotkania. Tęskniłam za nim jak szalona, ale też byłam na niego jeszcze bardziej zła. 
Musiałam z nim porozmawiać. Koniec z uciekaniem, ignorowaniem i tym wszystkim co dotychczas robił. 
Po szkole poszłam do niego. Tak jak ostatnim razem, drzwi otworzyła mi gosposia. 
Czym prędzej udałam się do jego pokoju. Delikatnie zapukałam w zamknięte drzwi. Nie usłyszałam pozwolenia na wejście, ale nie obchodziło mnie to. 
Kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam mojego ukochanego. Leżał na łóżku, miał zamknięte oczy. Pewnie spał. Podeszłam bliżej i usiadłam na łóżku. Przez moment przyglądałam się jego idealnej twarzy, rozczochranym włosom. Kochałam go tak mocno.... 
Tęskniłam za jego ustami, jego ciepłymi wargami, które pieściły moje podczas każdego pocałunku. 

Nachyliłam się więc nad nim i złożyłam słodki pocałunek na jego ustach. Nim się obejrzałam, chłopak otworzył oczy.
- Hej - szepnęłam cicho.
- Cześć Vilu - miał seksowną chrypkę. 
- Musimy porozmawiać. Tęsknie za dawnym Leonem - zaczęłam, na co on westchnął - Proszę powiedz mi, czy twój stan ... Jest spowodowany naszą ostatnią rozmową o Clarze? 
- Vilu.. 
- Tak czy nie? To przez to, że tak o nią wypytywałam? - podniosłam głos, a on odwrócił wzrok w inną stronę.
- Tak! O to chodzi! To mnie przytłacza! - on też się uniósł. Następnie wstał z łóżka i podszedł do okna. Patrzył na coś znajdującego się za szklaną taflą. 
- Ale przecież tyle razy pytałam się ciebie, czy mam przestać o nią pytać! Nigdy nie powiedziałeś, bym przestała.
- Nie mogłaś się domyślić, że to jest dla mnie ciężki temat?! - mówił, wciąż patrząc przez okno.
- Domyślić się? To ty mogłeś powiedzieć, żebym przestała!
- Przestań. Mogłaś przestać, ale nie! Twoja ciekawość nie była do końca zaspokojona! - mówił, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy. 
Wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia. 
- Wiesz, nie wiem po co tu przychodziłam. Głupia, miałam nadzieję, że wszystko sobie wyjaśnimy i przestaniemy się kłócić - tłumaczyłam kręcąc bezradnie głową. 
Kiedy Leon spojrzał na mnie, z jego oczu zniknęła złość, która dotychczas w nich gościła. Na jej miejscu pojawił się żal i skrucha.
- Vilu... - szeptał podchodząc do mnie. 
- Oskarżasz mnie o wszystko, jakbyś był bez winy! - mówiłam zapłakanym głosem - A ty? Ty totalnie mnie ignorowałeś! Dzwoniłam do ciebie dzień w dzień. Za każdym razem, z nadzieją, że może odbierzesz. Nie odebrałeś ani razu!
- Vilu, ja... - próbował coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu dojść do słowa. 
- Daj spokój. Nie ma o czym gadać - rzuciłam i wyszłam z jego pokoju. 

Szłam uliczkami gwarnego Buenos Aires. Otaczali mnie uśmiechnięci ludzie, pełni radości i szczęścia. Ja byłam ich totalnym przeciwieństwem. 

Cały wieczór przepłakałam. Leon dzwonił do mnie kilka razy, jednak ja ignorowałam go. 
Chciałam, by zrozumiał, że wina leży po obu stronach i że nie powinien mnie o wszystko obwiniać! 
Zamyślona, zapłakana... zasnęłam.


* * * * * * * *


Kolejnego dnia postanowiłam się pójść do szkoły piechotą. Szlam i myślałam. Kilka razy uroniłam łzę. 
Kiedy weszłam do szkoły zobaczyłam przyjaciółki. Podeszłam do niech i się  przywitałam.
- Hej dziewczyny!
- Cześć - odpowiedziały. 
Nagle ich wzrok przeniósł się ze mnie na coś za mną. odruchowo obróciłam się. Żałowałam tego, bo moi oczom ukazał się mój chłopak. Szybko odwróciłam się i stałam do niego tyłem. 
- Leon, jesteś! - krzyknęła wesoło Cami.
- Tak, jestem... - mówił cicho. 
- Co się z tobą działo? - dodała Fran.
- Nie istotne - spławił je, a ja prychnęłam - Vilu, możemy porozmawiać? 
- Nie teraz - rzuciłam i odeszłam od niego. Po chwili dołączyły do mnie moje przyjaciółki.
- Sprzeczka? - spytałam Ludmi.
- Można tak powiedzieć.

Podczas lekcji cały czas czułam na sobie wzrok Verdasa, ale ignorowałam to. 
Podczas przerw unikałam go na ile dałam rady. 
Kiedy podczas jednej z ni ch szłam korytarzem, potknęłam się o coś... możliwe, że o własną nogę. Z rąk wypadły mi wszystkie notatki, które trzymałam. Westchnęłam cicho i kucnęłam, by je pozbierać. 
Ku mojemu zdziwieniu, ktoś zaczął mi pomagać. Podniosłam wzrok i od razu tego pożałowałam. Tą osobą był Leon. Przeniosłam się do postawy wyprostowanej.
- Dzięki - mówiłam, przejmując od niego kartki.
- Nie ma za co Vilu - mówił miłym, ciepłym głosem. 
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w przeciwnym kierunku. Moja "ucieczka" jednak nie trwała zbyt długo. Wtem poczułam na nadgarstku jego dłoń. Momentalnie odwróciłam się w jego stronę.
- Porozmawiajmy - prosił. 
- Później, nie mam teraz czasu.
- Vilu..
- Nie,, - już miałam kończyć, kiedy przerwały mi usta Leona. Pocałował mnie, Na początku cieszyłam się chwilą. Bardzo tęskniłam za jego ciepłymi wargami. Jednak potem się opamiętałam i oderwałam się od niego. 
- Co ty sobie wyobrażasz?! - krzyknęłam. Wyglądał na zdezorientowanego - Nie możesz mnie o coś obwiniać, a potem mnie całować, bo taką masz ochotę! 
Następnie odwróciłam się i odeszłam. 


Przy wyjściu ze szkoły czekał na mnie Leon. Posłał mi lekki uśmiech. 
- Przejdźmy się - oświadczył i położył dłoń na dolnym odcinku moich pleców. 
Maszerowaliśmy alejkami parku przez dłuższą chwilę. Oboje milczeliśmy. W końcu nie wytrzymałam. 
- No więc? 
Spojrzał na mnie oczami pełnymi miłości i żalu. Chwycił mnie za ramiona i delikatnie się zbliżył. 
- Przepraszam. Nie jesteś temu wszystkiemu winna. Oboje nie postępowaliśmy rozsądnie. Tak bardzo cie proszę, nie kłóćmy się. Zrozumiałem już wszystko...
Patrzyłam na niego, delikatnie się uśmiechając. Stało się coś, na co czekałam od dłuższego czasu. 
Szerzej się uśmiechnęłam i położyłam swoje dłonie na jego policzkach. Następnie podeszłam do niego bliżej i wspięłam się na palce. Ostatecznie złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek. 
Leon delikatnie gładził moje plecy, powodując gęsią skórkę na moim ciele. 
W pewnym momencie szatyn przerwał pocałunek i z zaciekawieniem spojrzał na coś za mną. 
Szybko się obróciłam. Zobaczyłam śliczna blondynkę. 
- Kto to? -spytałam nerwowo.
- To Emma - mówił cicho, wciąż wpatrzony w dziewczynę.
- A kim jest Emma? 
- To siostra Clary. - odpowiedział, a ja zastygłam. 
Kolejna dziewczyna z przeszłości mojego ukochanego..




Kolejną (nową) część dedykuję Blair Waldrof :*


Tyle przecierpiałam, by dojść do porozumienia z Leonem... A tu nagle zjawia się siostra Clary i może wszystko zniszczyć.
Głośno przełknęłam ślinę, co chwila spoglądając to na Leona, to na Emme. Oni patrzyli na siebie, jakbym kompletnie nie istniała. To okropnie bolało. 
W pewnym momencie dziewczyna zaczęła iść w naszym kierunku. Bajka powoli przeradzała się w koszmar. 
- Leon - zaczęła, kiedy stała już przed nami. Nagle Verdas zrobił krok do przodu i ją mocno przytulił. Stali tak przez moment, a mi pękało serce. Widok Leona, przytulającego inną dziewczynę był okropny. Na moment przymknęłam powieki, by nie cierpieć jeszcze bardziej. 
- Co ty tutaj robisz? - słyszałam głos szatyna. 
- Przyjechałam, bo muszę ci coś powiedzieć i przekazać. Zbyt długo z tym zwlekałam - mówiła cichym, słodkim głosem - A kto to? 
Szybko otworzyłam oczy. Oboje patrzyli na mnie z zaciekawieniem. 
- To Violetta - rozpoczął Verdas. 
- Cześć - przywitała się, wyciągając rękę w moim kierunku. 
- Hej - podałam jej dłoń. Miałam nadzieję, że Leon zaznaczy, kim dla niego jestem. Nic takiego się jednak nie stało. Było coraz ciekawiej....
- Czy moglibyśmy się dzisiaj spotkać, porozmawiać? - spytała Emma. 
Pełna nadziei spojrzałam na szatyna. On jednak wciąż przyglądał się dziewczynie. Szczerze mówiąc, chciałam by jej odmówił. Przed chwilą się pogodziliśmy, tak bardzo za nim tęskniłam. Miałam ochotę się nim nacieszyć. A ona wszystko rujnowała.
- Wiesz - zaczął Verdas - W sumie, to tak. 
Wytrzeszczyłam oczy, a moja twarz była pełna złości. Mogłam tak reagować, ponieważ oni nawet na chwilę na mnie nie zerknęli. 
Na twarzy Emmy pojawił się piękny uśmiech. Była śliczna. Idealna dziewczyna - to jej określenie. 
Mogła robić co jej się podoba. Przecież nie wiedziała, że jestem dziewczyną Verdasa. Mogła go uwieść, rozkochać... 

Podczas ich konwersacji byłam tak zwanym trzecim kołem u wozu, kompletnie niepotrzebna. 
- A teraz masz czas? - zapytała, a Leon na mnie spojrzał. W końcu poświęcił mi moment. 
- Możemy na stronę? - spytał mnie chłopak. Kiwnęłam twierdząco głową.
Kiedy znaleźliśmy się w odpowiedniej odległości, rozpoczęłam konwersację.
- Możesz mi powiedzieć co tu się dzieje?! - byłam zdenerwowana. 
- Vilu, porozmawiamy później, dobrze? 
- Nie rozumiem..
- Chcę z nią porozmawiać - odpowiedział. Wydawał się być bardzo zniecierpliwiony, jakby nie mógł doczekać się tej rozmowy. 
- To idź, nie widzę problemu - rzuciłam. Patrzyłam na jego malinowe usta, pragnęłam ich, a poza tym chciałam pokazać tej całej Emmie, kim dla niego jestem. 
Chwyciłam więc głowę Leona w dłonie, wspięłam się na palce i mocno go pocałowałam. On szybko objął mnie talii i przyciągnął do siebie.
Po oderwaniu się od siebie, szepnęłam.
- Jesteś mój i tylko mój, pamiętaj - i ponownie wpiłam się w jego usta. 
Po pewnym czasie musieliśmy się rozłączyć. 
- Wiem Vilu. Kocham cie - szepnął mi na ucho i pocałował mnie w czoło. Potem puścił oczko i odszedł.
Zostawił mnie, jednak ja mu na to pozwoliłam...


~Leon~

Szczerze mówiąc miałem lekkie wyrzuty sumienia, że tak po prostu zostawiłem Violettę. Jednak cholernie chciałem się dowiedzieć, co ma mi do przekazania Emma.
Ta dziewczyna nie była nigdy dla mnie kimś ważnym. To po prostu młodsza siostra Clary. Jednak wszystko co było związane z Clarą, było ważne i niosło za sobą wspomnienia.
Kiedy weszliśmy do pierwszej napotkanej kawiarni, zamówiliśmy jakiś napój i zaczęliśmy rozmawiać.
- No więc, co chcesz mi powiedzieć?
- Na początku to, że dobrze cie widzieć. Nic się nie zmieniłeś Leon... - mówiła z uśmiechem na twarzy - Ostatni raz widzieliśmy się na pogrzebie..
- Racja - chciałem zmienić temat - No więc?
- Przed śmiercią, Clara powiedział mi, że jak umrze, chce abym przekazała ci pewną rzecz.
- Jaką rzecz?
Nagle dziewczyna wyjęła małe pudełko, owinięte wstążką. Po chwili mi je podała.
- Otworzysz, jak będziesz sam - dodała.
- Dobrze. A co w nim jest?
- Tego nie wiem.
- Ok, a co u ciebie?

Rozmawialiśmy z 2 godziny. Później pożegnaliśmy się i rozstaliśmy. Ruszyłem w kierunku parku, by tam otworzyć tajemnicze pudełko.
Kiedy już usiadłem na ławce, spojrzałem na nie. Z jednej strony byłem ciekawy jego zawartości, z drugiej, bałem się.
Ostatecznie pociągnąłem za wstążkę i podniosłem pokrywkę.
W środku znajdowały się zdjęcia robione polaroidem. Małe, uwieczniające chwile. Pamiętam, jak robiliśmy je, kiedy Clara postanowiła korzystać z życia, bo wiedziała, że nie zostało jej już zbyt wiele czasu. Zwiedzaliśmy, bawiliśmy się, podróżowaliśmy.
Uśmiechnąłem się pod nosem, na myśl o cudownych wspomnieniach. Przejechałem kciukiem po zdjęciu. Ja, ona, oboje szczęśliwi i zakochani.
Powinienem o niej zapomnieć, a przynajmniej nie posiadać rzeczy, które przypominałyby mi o niej. Powinna pozostać w mojej głowie, nie w życiu. Teraz była Violetta i tylko ona się liczyła.
Wstałem. W oczach zebrały mi się łzy, jednak uważałem, że robię prawidłowo.

Wróciłem do domu. Wsiadłem na motor i pojechałem na most. Kiedy już tam byłem, podszedłem do balustrady i oparłem się o nią. Starłem spływające po moich policzkach łzy. Potem uniosłem pudełko wraz z zawartością i ostatni raz je otworzyłem. Musiałem zapomnieć.
Szybko je zamknąłem i puściłem. Z  cichym pluskiem wpadło do wody.
Przez moment myślałam. Następnie postanowiłem wrócić do domu...




~Violetta~



Po powrocie do domu, co chwila spoglądałam na telefon, sprawdzając, czy może nie dzwonił Leon. 
Był piątek, rodzice pojechali w delegację, Fede poszedł do klubu, Olga dawno już spała. Siedziałam i czekałam na jakiś znak od Leona. 
Dawno minęła 1:00 w nocy, a ja nadal czekałam. 
Nagle usłyszałam, jak ktoś puka do szklanych drzwi balkonowych. Na początku się przestraszyłam. Kto normalny przyszedł by do mnie o tej porze?! Była jedna taka osoba... Leon Verdas. 
Szybko podbiegłam do drzwi balkonowych i je otworzyłam. Moim oczom ukazał się szatyn. Był ubrany w czarną bluzę. W mroku, ledwo go widziałam. Bardzo pomagała mi jednak zapalona lampka nocna. Nim zdążyłam coś powiedzieć, Verdas wpił się w moje usta. Nie przeszkadzało mi to, a nawet byłam zadowolona.
Całowaliśmy się namiętnie, moje podniecenie rosło z każdą sekundą. Ostatecznie zaczęłam rozpinać bluzę Verdasa. kiedy to zauważył, zaczął mnie również rozbierać....




~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~







Hej Wam!
Ale się porobiło..
No cóż, nie będę tłumaczyć wszystkiego jeszcze raz.
Mam nadzieję, że mi wybaczycie.
:D

Liczę, że druga, nowa część się Wam podoba. 
Jest krótka ( i to bardzo) ale nie miałam siły na coś dłuższego. 
Wybaczcie..

Czyżby rozdział życia Leona związany z Clarą był zakończony?
Zobaczymy :D


* * *

Następny rozdział najprawdopodobniej w weekend :)
Może w tygodniu, jak znajdę trochę czasu...

Bay!
Wasza Olka ;)




niedziela, 24 stycznia 2016

Rozdział 33 : " Mam propozycję "

Rozdział dedykuję  #BeHappy #beSmile  <3


Dziwnie było się budzić samej. Brakowało mi ciepła ciała Leona, które otulałoby mnie z każdej strony.
Otworzyłam oczy. Pierwsza myśl? Odpowiedź powinna brzmieć : Leon Verdas. Jednak tego ranka brzmiała ona : Clara. Sama siebie nie rozumiałam. Ona nie żyła, a ja czułam, jakby zaraz miała się zjawić i odebrać mi ukochanego. To było nielogiczne i głupie.
Kolejną rzeczą, o której następnie pomyślałam, była poprzednia noc. Uśmiechnęłam się do siebie. Stałam się prawdziwą kobietą. Moje dziewictwo straciłam z chłopakiem, którego kochałam nad życie. Wiedziałam, że zrobiłam dobrze. Oboje tego chcieliśmy. Po tej nocy, przeszliśmy na kolejny etap naszego związku. Staliśmy się sobie bliżsi. Nasza miłość stała się jeszcze większa i jeszcze bardziej prawdziwa.
Wstałam i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju Fede.
Zapukałam do drzwi. Po chwili lekko je otworzyłam.
- Hej - szepnęłam, widząc śpiącego jeszcze brata.
- Vilu? Coś się stało? - jego głos był zachrypnięty.
- Nic się nie stało. Chciałam zrobić to co zawsze robiłam - rzuciłam i szybkim krokiem wskoczyłam mu pod kołdrę.
- Właśnie, dlaczego już teraz tego nie robisz? - spytał, a ja pogrążyłam się w myślach i wspomnieniach.
To była prawda. Od kiedy pamiętałam, co ranek przychodziłam do pokoju Fede. Kładłam się obok niego, po czym zaczynaliśmy rozmawiać, śmiać się. To był taki mały rytuał, przez pójściem na śniadanie, do szkoły. Z niewiadomych przyczyn przestałam to robić. Dopiero teraz zauważyłam, że zaczęłam się oddalać od Federico. A zaczęło się od przyjazdu do Buenos Aires.
Posmutniałam. Nie chciałam, by tak się działo. Miałam jednego brata. Powinnam spędzać z nim więcej czasu, doceniać to, że go mam.
- Fede, nie mam pojęcia. Chce, żeby było jak dawnej - mówiłam przejęta. Chłopak pocałował mnie w czoło.
- Nie przejmuj się. Przecież wszystko się kończy. Może ten okres przeminął? - posłał mi ciepły uśmiech.
- Nie! - podniosłam głos - Nie mów tak!
- Spokojnie Vilu - rzucił i mocniej mnie do siebie przytulił - Kocham cie.
- Ja ciebie też Fede - odpowiedziałam. W pewnym momencie usłyszeliśmy głos mamy, która wołała nas na śniadanie. Niechętnie zwlekliśmy się z łóżka. Po chwili siedzieliśmy przy stole i zajadaliśmy pyszne naleśniki.
Wróciłam do pokoju i wzięłam szybki prysznic. Chwila relaksu nie trwała jednak wiecznie. Szybko wyszłam z kabiny i stanęłam na chłodne kafelki. Wytarłam ciało ręcznikiem i wtarłam brzoskwiniowy balsam do ciała. Założyłam bieliznę, później ubranie. Wybrałam zwiewną, białą koszule i różowe, pastelowe szorty z wysokim stanem. Włożyłam buty i użyłam perfum. Chwyciłam torbę z książkami i wyszłam z pokoju.
Na dole czekał Fede, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Idziemy? - spytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Kiedy wsiedliśmy do auta, zaczęliśmy rozmawiać. Czułam się tak, jak kiedyś. Brakowało mi tego. Nasz wspólny czas znikł, ponieważ poznałam Leona. Jednak miałam zamiar to trochę zmienić i chociaż trochę czasu spędzać z bratem.
Kiedy dojechaliśmy pod szkołę, pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to Leon. Chłopak stał oparty seksownie o maskę swojego auta. Ciśnienie mi skoczyło, przełknęłam głośno ślinę. Verdas śledził nas swoim wzrokiem. Po chwili założył na nos okulary przeciwsłoneczne i delikatnie się uśmiechnął. Po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Wiedziałam, że ten uśmiech był posłany tylko i wyłącznie do mnie. Pomimo tego, że nie widziałam go kilka godzin, stęskniłam się niemiłosiernie.
W tym samym czasie co Fede, opuściłam samochód. Od razu ruszyłam w stronę ukochanego. Mój brat szedł tuż obok mnie. Chciałam jak najszybciej poczuć smak ust Leona. Idąc w jego kierunku, cały czas czułam się przez niego obserwowana. Wiedziałam to, pomimo ciemnych okularów szatyna.
W pewnym momencie przypomniałam sobie, że zostawiałam telefon w aucie. Powiedziałam o tym Fede. Chłopak stanął i otworzył mi pilotem drzwi. Szybko pobiegłam w kierunku samochodu. Nim się obejrzałam, trzymałam go w ręku. Obróciłam się i pomachałam komórką do brata. On momentalnie zamknął auto i zaczął iść w stronę swojego przyjaciela - Verdasa. Szłam za nim. Odległość między mną a nim wynosiła niecały metr. Im bliżej Verdasa byłam, tym bardziej zapominałam o otaczającej mnie rzeczywistości.
- Hej Leon - przywitał się Fede, kiedy był obok szatyna.
- Hej - odparł Verdas.
Nie minęło 5 sekund, a ja wpiłam się w słodkie usteczka Leona. Objął mnie w talii i przycisnął delikatnie do siebie. Kiedy się oderwaliśmy, szepnął:
- Witaj śliczna - zarumieniłam się i jeszcze raz go cmoknęłam w wargi.
- Czy ja o czymś nie wiem? - usłyszałam głos Federico. Zamarłam. Co ja najlepszego zrobiłam!? Przecież on nie wiedział o tym, że ja i Verdas jesteśmy parą.
Powoli przeniosłam wzrok z pięknych oczu Leona na twarz swojego brata. Była ona pełna zdziwienia. Było mi strasznie głupio, że nie powiedziałam mu o tym...
- Fede - zaczęłam cicho odsuwając się od Leona. Federico uniósł pytająco brew - Ja i Leon jesteśmy razem - rzuciłam i podeszłam bliżej brata.
- Od jak dawna? - spytał Fede.
- Od 3 tygodni - szepnęłam nieśmiało.
- A zamierzałaś mi kiedykolwiek powiedzieć? - w jego głosie słyszałam lekką złość.
- Tak, ale ty miałeś wypadek, byłeś w szpitalu - wymieniałam - były ważniejsze rzeczy.
- Vilu, cieszę się, że jesteście szczęśliwi, ale jest mi trochę przykro, że to ukrywaliście - przyznał.
Federico miał rację. Błędem było niepowiedzenie mu prawdy. Czułam się źle. Nie powinnam się tak zachowywać.
Nagle poczułam na plecach czyjąś dłoń.
- Fede, nie gniewaj się na nas. Wiem, że to co zrobiliśmy nie było fair - mówił Leon.
Oboje patrzyliśmy na Federico z nadzieją. Wtem na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech. Poczułam ulgę.
- Ciesze się waszym szczęściem, ale mam nadzieję, że wasz związek nie utrudni nam wspólnego spędzania czasu - tłumaczył lekko rozśmieszony.
- Nie martw się o to - odpowiedział Verdas - Radziłbym ci jednak znaleźć sobie kogoś - dopowiedział i puścił mu oczko. Zaśmialiśmy się.
- Nie bądź taki mądry Verdas - rzucił i uderzył go pięścią w ramię.
Potem podszedł do niego bliżej. Patrzyłam na nich z zaciekawieniem. Fede przymrużył oczy, a z jego twarzy znikł uśmiech.
- Nie masz prawa jej skrzywdzić - wyszeptał bardzo poważnie.
- Nie mam takiego zamiaru - odparł Verdas.
- Bardzo dobrze - rzucił Federico.
Postanowiłam przerwać ich pogawędkę.
- Może chodźmy już do szkoły, co? - momentalnie spojrzeli na mnie.
- Tak, masz rację - odparł Leon i chwycił mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się do siebie. Obok mnie stali najważniejsi mężczyźni w moim życiu. To była pełnia szczęścia. Mocniej ścisnęłam dłoń ukochanego. On badawczo na mnie spojrzał.
- Chodźmy - szepnęłam. Potem ruszyliśmy w kierunku wejścia.
Za każdym razem, kiedy Fede spoglądał w naszą stronę, uśmiechał się ciepło.
Kiedy weszliśmy do szkoły, razem z Leonem udaliśmy się pod salę angielskiego. Miałam wyśmienity humor i nikt nie mógł go zepsuć. Nawet kobieta od angielskiego. Chociaż zawsze, kiedy na nią patrzyłam przypominało mi się wszystko, niezdany egzamin, jej romans z Leonem...
Gdy zadzwonił dzwonek weszliśmy do sali. Tak jak zawsze, nauczycielka śledziła nas wzrokiem. Jednak miałam to gdzieś. Cieszyłam się moim szczęściem.
Lekcja minęła spokojnie. Powoli zaczynałam przyzwyczajać się do piorunującego wzroku kobiety.
Podczas wychodzenia z sali, usłyszałam.
- Leon, proszę zostań na chwilę - w jej głosie było pełno nienawiści i pogardy. Verdas cały się spiął. Wiedziałam, że nie ma zamiaru zostać z nią sam na sam.
- A w jakim celu?
- To zajmie nam minutkę Vilu - zwróciła się do mnie - Zostaw nas samych, nie zrobię niczego złego, a przynajmniej się postaram.
Po jej słowach głośno przełknęłam ślinę, wzięłam głęboki wdech. Potem spojrzałam pytająco na Verdasa. Nie wiedziałam co mam robić. On za to podszedł do mnie i pocałował czule w czoło.
- Poczekaj przed klasą - wyszeptał mi na ucho.
Potwierdziłam, kiwając głową. Ostatni raz spojrzałam w oczy nauczycielce. Widziałam w nich pełno pogardy. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam.


~ Leon ~


Gdy Vilu opuściła klasę spojrzałem pytająco na kobietę. 
- Więc? 
- Mam propozycję - patrzyła mi prosto w oczy.
- Mów zanim się rozmyślę - rzuciłem od niechcenia. 
- Z tego co wiem, zależy ci na twojej nowej dziewczynie. 
- Do rzeczy.
- Violetta nie zdała egzaminu z angielskiego. Może nie zdać do następnej klasy - mówiła, a w moim sercu rosła nienawiść do nauczycielki - Mam propozycję.
- Jaką?
- Violetta będzie miała okazję podejść do egzaminu jeszcze raz, ale... - uśmiechnęła się szyderczo.
- Ale? - podniosłem głos.
- Ale ty musisz z nią zerwać. 
Wytrzeszczyłem oczy. Nie wierzyłem w to co właśnie usłyszałem. Nie mógłbym rozstać się z Vilu. To byłoby zbyt okrutne dla niej, jak i dla mnie. Obiecałem przecież, że jej nie skrzywdzę. 
- Ty chyba żartujesz - mówiłem przez zaciśnięte zęby. Kobieta pokręciła przecząco głową.
- Chyba nie chcesz nieszczęścia Vilu, prawda? 
- Po moim trupie - rzuciłem i ruszyłem w stronę wyjścia. 
- Przemyśl to sobie - krzyknęła na odchodne. 
Kiedy wyszedłem z sali, zacząłem szukać Violetty. Potrzebowałem jej w swoich ramionach.
Przez chwilę rozmyślałem nad propozycją kobiety. Może jednak powinienem rozstać się z moją ukochaną? Przeze mnie miała same kłopoty. Ale cholernie bym ją zranił...


~ Violetta ~


Stałam obok Fran i Ludmi, kiedy spostrzegłam Leona. Szedł on dość szybko w naszym kierunku. Byłam ciekawa, co powiedziała mu nauczycielka. 
Nim się obejrzałam, stałam wtulona w Verdasa. Nie mówiliśmy nic, wystarczyła nasza obecność. Po chwili podniosłam głowę, by spojrzeć mu w oczy. Jednak on mnie namiętnie pocałował. 
- To my nie będziemy wam przeszkadzały - usłyszałam głos Fran.
Gdy oderwaliśmy się od siebie, spojrzałam pytająco na Leona.
- Co chciała? - spytałam.
- Nieważne - odparł i ponownie wpił mi się w usta. 

Następnego dnia mieliśmy test z chemii. Uczyłam się z lekcji na lekcję, więc wystarczyło mi powtórzyć materiał. 
Kiedy wychodziliśmy ze szkoły, ruszyliśmy w kierunku parkingu. 
- Vilu, mogłabyś mi pomóc w chemii? - spytał Verdas. 
- Nie ma sprawy - odpowiedziałam - A o której chcesz się spotkać? 
- Może za godzinę? 
- Ok, a gdzie? 
- Przyjdź do mnie - powiedział i pocałował mnie w usta.
- Dobrze - szepnęłam mu na ucho i lekko przygryzłam jego płatek. Leon położył swoje dłonie na mojej talii i przyciągnął do siebie. 
- Będę czekać - powiedział z łobuzerskim uśmiechem, a ja wspięłam się na palce i musnęłam jego malinowe wargi. Staliśmy tak przez krótką chwilkę. Później pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich aut. 
W drodze do domu Fede rozpoczął temat mojego związku z Leonem.
- Jesteś szczęśliwa? 
- Oczywiście, że tak. 
- Vilu, jeżeli miałabyś jakiś problem, to mi mów - ciągnął.
- Dobrze Fede, nie bądź nadopiekuńczy - odpowiedziałam.
Na szczęście dojechaliśmy już pod dom. 

Razem z rodzicami zjedliśmy pyszny obiad. Następnie odrobiłam lekcje i wyszła z domu. 
Idąc w kierunku miejsca zamieszkania Verdasa dużo myślałam. 
Dlaczego Leon po rozmowie z nauczycielką stał się taki tajemniczy? Nie chciał mi powiedzieć o czym rozmawiali.. To było dziwne. 
Przez cały pobyt w szkole namiętnie myślałam o Clarze. Miałam zamiar wypytać o nią Leona. Oczywiście na tyle, ile będzie to możliwe. Nie chciałam robić niczego na siłę. Skoro był to dla niego nieprzyjemny temat, nie miałam zamiaru go do niczego zmuszać. 

Drzwi do domu Verdasa otworzyła mi szczupła kobieta. 
- Dzień dobry, przyszłam do Leona - mówiłam nieśmiało.
- Dzień dobry. Wejdź, już go wołam. 
Na chwilkę zostałam sama. Jednak szybko kobieta wróciła.
- A ty jesteś ...- zaczęła.
- Mamo, to Violetta - wyprzedził ją głos Leona - Moja dziewczyna.
- Miło mi cię poznać - powiedziała ciepło. Wydawała się być bardzo miłą osobą. 
- Idziemy? - przerwał jej Verdas.
- To my gdzieś idziemy? - byłam zdziwiona.
- Tak - potwierdził - To ja wychodzę, będę za kilka godzin - pożegnał się Leon i chwycił mnie za rękę. 
W garażu stał motor. Jako pierwsza na niego wsiadłam.
- Leon, gdzie jedziemy? 
- Zobaczysz - powiedział i włożył na głowę kask.

Jechaliśmy 15 minut. Cały czas miałam zamknięte oczy. Rozmyślałam, odpoczywałam... 
Kiedy motor zgasł otworzyłam powieki. Moim oczom ukazała się zielona łąka. Gdzieniegdzie rósł biały kwiat. Zdjęłam kask, by się lepiej rozejrzeć. Było cicho. Tylko ja i Leon. Czasem słyszalne były śpiewy ptaków. 
Pachniało świeżością. Wszystko było piękne i urocze.
- Podoba ci się? - wyszeptał mi do ucha Verdas. Po ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz. Chłopak oplótł mnie swoimi ramionami od tyło. Odchyliłam do tyłu głowę, tym samym opierając ją o klatkę piersiową Verdasa. 
Słońce pieściło moją uśmiechniętą twarz. Kilka razy wzięłam głęboki oddech. 
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam.
- Chodźmy - szepnął chłopak i pociągnął za sobą.
Szliśmy przez chwilę. Cały czas rozglądałam się wokół, podziwiając piękno przyrody. Wtem Leon się zatrzymał, a ja przeniosłam na niego swój wzrok. 
- To tutaj - powiedział chłopak. 
Spojrzałam przed siebie. Na trawie leżał koc, a na nim książki, owoce i napoje. Uśmiechnęłam się do niego.
- Sam to przygotowałeś? 
- Chciałem, żeby miło nam się uczyło - tłumaczył - biorąc pod uwagę też to, że z chemii nie jestem najlepszy... Mam nadzieję, że w tym wypadku trochę milej mnie potraktujesz - dopowiedział i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. 
Nim się obejrzeliśmy oboje siedzieliśmy na kocu, wtuleni w siebie. 
- To zaczynamy? - spytałam patrząc mu w oczy. 
- Tak - potwierdził i delikatnie mnie pocałował. 
Otworzyłam książę i zaczęłam mu tłumaczyć...
- Stopień utlenienia wskazuje, ile ładunków dodatnich lub ujemnych - tłumaczyłam, cały czas czując wzrok chłopaka na sobie - Patrz w książkę - rzuciłam i tłumaczyłam dalej - można przypisać atomowi danego pierwiastka przy założeniu - przerwałam, bo poczułam jak Verdas składa na mojej szyi delikatne pocałunki.
Delikatnie przymknęłam oczy. To było szalenie przyjemne. Leon widząc, że mi się to podoba zaczął błądzić swoją dłonią pod moją koszulą. Mój oddech przyspieszył, wciąż miałam zamknięte oczy.
- Leon - wyszeptałam lekko dysząc - Przestań, nie mogę się skupić - on jednak nie zamierzał przestawać - Rozpraszasz mnie - dodałam. 
Na moment oderwał się ode mnie i spojrzał pytająco w moje oczy.
- Przecież miałam cię uczyć - tłumaczyłam.
Nagle Leon przewrócił mnie na plecy i delikatnie się na mnie położył.
- Miałaś mnie uczyć o tym, że stopień utlenienia pierwiastka w związku chemicznym podaje się w postaci rzymskiej cyfry nad symbolem pierwiastka? - spytał, a ja wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.
- Przecież sądziłeś, że jesteś kiepski z chemii - mówiłam.
- To był tylko pretekst, żeby cię gdzieś wyciągnąć - wytłumaczył z łobuzerskim uśmieszkiem. 
- Jesteś głupi - rzuciłam rozbawiona. Potem zruciłam go z siebie. Wówczas szatyn leżał na plechach. Szybko usiadłam na nim okrakiem i wpiłam się w jego usta. Chłopak położył swoje dłonie na moje pośladki. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Ale nie tak, jak to zawsze bywało. To był pocałunek pełny miłości. Usta Verdasa pochłaniały moje z taką delikatnością i czułością. Jakby był to nasz ostatni pocałunek. 
- Możesz mnie zawsze karać w ten sposób - powiedział rozśmieszony. 

Leżeliśmy przytuleni, zajadaliśmy owoce. Postanowiłam poruszyć jeden z tematów.
- Leon, powiedz mi o czym rozmawiałeś z tą nauczycielką - poprosiłam, po czym spojrzałam na niego. 
- Vilu, już ci mówiłem, że to było mało istotne. Znowu namawiała mnie do powrotu do niej - tłumaczył, ale nie było to przekonujące. Ostatecznie postanowiłam dać mu spokój. 
- No dobrze. No więc opowiedz mi coś o Clarze - zaczęłam inny temat. Chłopak się spiął i głośno westchnął. 
- A co chcesz wiedzieć? 
- Jak wyglądała? 
- Była niewysoką brunetką o piwnych oczach, mlecznej cerze. 
- Była śliczna - przyznałam.
- Tak, była. 
- Jak się poznaliście, to ona już była chora? - podniosłam się do postawy siedzącej, Leon wciąż leżał. Patrzył w niebo. 
- Nie była. Jak postanowiliśmy być parą, ona zaczęła chudnąć, coraz gorzej wyglądać. Na początku nie zwracała na to uwagi, ale potem postanowiła pójść na badania - przerwał i przymknął oczy. Ponownie się położyłam i mocno wtuliłam się w tors Verdasa. 
- Nie musisz mówić, jeżeli sprawia ci to ból - szepnęłam. Nie chciałam, by cierpiał. 
- Nie, jest ok. Jeśli chcesz wiedzieć, opowiem ci. 
- No dobrze.
- No więc z badań wynikło, że jest chora na białaczkę - wziął głęboki wdech - Postanowiła maksymalnie korzystać z życia. Jeździliśmy po świecie, zwiedzaliśmy, bawiliśmy się. Ale potem Clara czuła się gorzej i trafiła do szpitala. Leżała tam kilka tygodni. Przychodziłem do niej codziennie. Po tych kilku tygodniach Clara wyszła ze szpitala. Lekarze kazali jej na siebie uważać, więc nic nie było już takie same.
- Dlaczego powiedziałeś, że nie zdążyłeś się z nią pożegnać?
- Okazało się, że razem z rodzicami muszę wyjechać na tydzień do USA.  Kiedy tam byłem, zadzwonili do mnie rodzice Clary - przerwał i głośno przełknął ślinę - Powiedzieli mi, że Clara zmarła.
Po słowach Leona jeszcze mocniej się do niego przytuliłam. 
- Przepraszam, że kazałam ci o tym wszystkim mówić - szeptałam z żalem w głosie - Tak bardzo cię przepraszam. 
- Spokojnie Vilu, nic się nie stało - odpowiedział. 
Oparłam się na łokciu, a drugą dłoń położyłam na jego policzku. Lekko się uniosłam i dotknęłam swoim nosem jego. Potem delikatnie musnęłam usta Verdasa. 
- Chodźmy już - zaproponował chłopak. 

Kiedy wróciłam do domu, zjadłam kolacją i spakowałam się na następny dzień. Potem wzięłam kąpiel i przebrałam się w piżamę. 
Na moment postanowiłam zajrzeć do Fede. 
- Fede - szepnęłam. W całym pokoju panował mrok.
- Tak Vilu, coś się stało? 
- Nie, chciałam ci życzyć dobrej nocy.
- Dziękuję i wzajemnie - odpowiedział. 

Kiedy wróciłam do pokoju i położyłam się łóżku. Męczyły mnie wyrzuty sumienia. Nie potrzebnie rozpoczynałam temat Clary. 
Postanowiłam napisać do Leona. 

Do: Leon 
Hej, czy wszystko ok? 

Nie liczyłam na odpowiedź, była bowiem 24:00. Nagle usłyszałam dźwięk telefonu. 

Od: Leon
Tak, wszystko dobrze. Mam nadzieję, ż u ciebie też. Dobranoc Vilu <3 Kocham Cie

Do: Leon
Ja też Cie kocham. Dobrej nocy Leon 


Następnie odłożyłam telefon i zasnęłam.




"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""








Hej!
Przychodzę do Was moi Kochani Czytelnicy z 33 rozdziałem ;)
Mam nadzieję, że chociaż trochę się Wam podoba. 
:D

Rozdział zawiera fragment z punktu widzenia Leona. 
Umieściłam go, bo chciałam, żeby wszystko było jasne.
Pewnie jeszcze kilka razy pojawi się taki fragment :)

"""""""

Przepraszam, że już po raz drugi, na rozdział musieliście czekać dwa tygodnie. 
:(

Jest mi głupio, bo pod ostatnim rozdziałem, też Was przepraszałam za spóźnienie. 
Powody niedodawania co tydzień? 
Hmn... Przede wszystkim nauka.
:P

Ale zaczęłam już ferie zimowe :D
Więc rozdziały będą częściej.. ( ale niczego nie obiecuję )

No więc, tak jak zawsze czekam na Wasze komentarze :D

:*

Do następnego :D
Wasza 
Ola :)

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 32 : " Ona nie żyje "


Rozdział dedykuję Żelci Boom :*

Wszystko wyglądało tak cudownie. Leon musiał poświęcić mnóstwo czasu, by to przygotować.
Kiedy usiedliśmy do stołu od razu rozpoczęliśmy jedzenie.
Podczas posiłku cały czas na siebie patrzyliśmy. Było tak romantycznie i pięknie. Cudowny nastrój pogłębiany był przez zgaszone światło i palące się świece, rozstawione po całym salonie. On zrobił to dla mnie. Mój Leon, tylko mój. Byłam szczęściarą....
Po skończonej kolacji udaliśmy się na spacer po plaży. Panował już mrok. Miałam na sobie zwiewną, pastelową sukienkę. Szłam boso. Moje stopy otulane były przez jeszcze ciepły piasek. Słyszałam tylko szum morza i moje serce, które biło bardzo szybko.
W końcu byłam szczęśliwa. Miałam wszystko czego wówczas pragnęłam i potrzebowałam, miłość, rodzinę i przyjaciół. Nic więcej się nie liczyło.
Głęboko wdychałam powietrze pełne jodu. Za rękę trzymałam mojego ukochanego. Nic nie mówiliśmy. Milczenie było najbardziej wartościowe. Spojrzałam w niebo. Było pełne gwiazd. Uśmiechnęłam się na ich widok. Przed oczami pojawił mi się obraz mnie i Fede jako dzieci. Właśnie wtedy kładliśmy się na trawie i patrzyliśmy na czarne niebo. Śmialiśmy się, układaliśmy figury, postacie z drobnych, świecących punktów. Potem pojawiły się problemy. Rodzice zaczęli się od siebie oddalać, kłócić. Udawaliśmy, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Udawaliśmy, że wszystko jest w porządku. Jednak każdego wieczoru zasypiałam ze strachem i przerażeniem. Bałam się, że nasza rodzina się rozpadnie. Miałam wtedy 12 lat.
Ale po pewnym czasie przyzwyczaiłam się do do tego. Z dnia na dzień, coraz bardziej wątpiłam w istnienie miłości. Uważałam, że to bajka, którą wymyślili ludzie. Przez bardzo długi okres nie widziałam rodziców, którzy się całują, czy nawet na siebie spoglądają. Nic. Pustka. Nicość.
Rodzice byli dla mnie autorytetem od samego początku. Każda ich decyzja lub zachowanie było dla mnie czymś istotnym i ważnym.
Widziałam jak cierpią. Cierpią z powodu braku miłości.
To właśnie wtedy postanowiłam przestać w nią wierzyć. W nią i w jej działanie. Stałam się bezduszna. Bawiłam się kosztem innych. Miłość była dla mnie fikcją. Postępowałam tak jak moi rodzice, którzy wciąż się kłócili.
W takim przekonaniu dorastałam.
Wszystko się zmieniło, kiedy przyjechałam do Buenos Aires. To właśnie tu dostrzegłam, jak bardzo się pomyliłam.
Szłam zamyślona, wciąż przyglądając się gwieździstemu niebu. Oddychałam głęboko, starając się pochłonąć wszystko co mi dane.
- O czym myślisz? - szepnął Leon. Przymknęłam powieki.
- O wszystkim i o niczym - rzuciłam i położyłam głowę na jego ramieniu. Verdas ucałował mnie w czubek głowy - Leon, opowiedz mi coś o sobie. Tak na prawdę nic o tobie nie wiem - zaczęłam
- Co chcesz wiedzieć?
- Najlepiej wszystko - odpowiedziałam i otworzyłam oczy. Spojrzałam w jego szmaragdy. Były pełne miłości i radości. Wspięłam się na palce i delikatnie musnęłam jego miękkie wargi.
- No więc - rozpoczął - Nie wiem czy pamiętasz, ale mam starszego brata.
- Nie pamiętam - byłam lekko zdezorientowana.
- Ma na imię Alex, jest starszy ode mnie o 5 lat. Nie mieszka już z nami. Po skończeniu szkoły wyjechał do innego miasta, założył rodzinę - mówił - Moi rodzice mają firmę. Prawdopodobnie będę musiał ją po nich przejąć.
- A co z muzyką, tańcem, motocrossem? - przerwałam.
- Będę musiał się z tym pożegnać - przyznał - Wracając. Mieszkam z rodzicami, chociaż ich praktycznie nigdy nie ma w domu. Można więc powiedzieć, że mieszkam sam.
- Rozumiem. A czy ty chcesz przejąć tą firmę? - spytałam patrząc mu w oczy. Leon odwrócił wzrok w inną stronę - Patrz na mnie - upomniałam. Wiedziałam, że patrząc mi w oczy nie skłamie. Ponownie spojrzał na mnie.
- Vilu, i tak i nie. Nie chce sprawiać przykrości rodzicom. Jedno dziecko już ich zawiodło.
- To bardzo honorowo z twojej strony, ale - zaczęłam.
- Nie widzę nic złego w pracy za biurkiem. A ktoś musi to przejąć - delikatnie podniósł głos.
Nie chciałam się kłócić. Umilkłam, kiwając twierdząco głową.
Podeszłam do niego i delikatnie się wtuliłam w jego tors.
- Rozumiem - szepnęłam i ucałowałam go w ramie.
Staliśmy wtuleni w siebie przez chwilę. Leon gładził mnie po głowie. Czułam się przy nim taka potrzebna, kochana i ważna.
- Wracamy? - spytałam, ponieważ zrobiło mi się zimno. Chłopak pokiwał głową i ruszyliśmy w kierunku domu, cały czas wtuleni w siebie.
Nie wiem dlaczego, ale czułam, że ten wieczór będzie przełomowy dla nas i naszego związku.
Kiedy usiedliśmy na kanapie w salonie, Leon włączył jakiś banalny film.
Siedzieliśmy wtuleni w siebie. Co chwile spoglądaliśmy sobie w oczy, ale milczeliśmy. Kiedy film się skończył, spostrzegłam, że jest 23:00. Chwyciłam Leona za rękę i wstałam, próbując go podnieść.
- Leon, chodźmy już spać. Jutro czeka nas kolejny dzień. Wstawaj - mówiłam, siłując się z nim. On jedynie się łobuzersko uśmiechnął. Potem wstał i przyciągnął mnie do siebie, trzymając swoje ręce na mojej talii. Położyłam swoje dłonie na policzkach Verdasa i wspięłam się na place. Delikatnie go pocałowałam.
- Dziękuję za cudowny wieczór - szeptałam - W ogóle, za to wszystko.
- Nie ma za co - odpowiedział i pocałował mnie trochę bardziej czule.
- Idę się umyć - rzuciłam i poszłam na górę.
Będąc w łazience zrzuciłam z siebie ubranie i weszłam pod prysznic. Poczułam ulgę, kiedy o moje ciało zaczęły obijać się kropelki wody. Przymknęłam oczy, relaksując się.
Leon był moją pierwszą i prawdziwą miłością. Dla niego byłam gotowa zrobić wszystko. Najważniejsze było dla mnie jego szczęście. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, jednak jeśli byłby on ze mną nieszczęśliwy, pozwoliłabym mu odejść. Dzięki niemu zdałam sobie sprawę co to miłość. Poznałam ją na nowo i od nowa zaczęłam ją praktykować. Miałam 17 lat. Dopiero zaczynałam moją przygodę z miłością. Taką prawdziwą, nie chwilowym zauroczeniem, które przemija z tygodnia na tydzień. Nie zauroczeniem, przez które po jego stracie nie cierpisz. Wówczas miałam do czynienia z prawdziwą i szczerą miłością.
Kiedy skończyłam się myć, wyszłam z kabiny prysznicowej i wytarłam swoje ciało ręcznikiem. Ubrałam czystą bieliznę. Potem umyłam zęby i rozpuściłam włosy. Przez pewien czas patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Nie byłam tą samą Violettą co kilka miesięcy temu. Powoli stawałam się kobietą.
Wzięłam głęboki wdech. Później powoli wypuściłam powietrze.
Szybko nałożyłam dresowe szorty i luźną koszulkę z nadrukiem. Potem wyszłam z łazienki. Kiedy odkładałam rzeczy do walizki, słyszałam jak Leon tam wchodził.
Chwyciłam laptopa i usiadłam po turecku na podłodze. Przeglądałam strony internetowe i portale społecznościowe. Po 20 minutach Leon wyszedł z pomieszczenia znajdującego się przy naszej sypialni.
- Jeszcze nie śpisz? - spytał. Obróciłam się w jego stronę, tym samym posyłając uroczy uśmiech.
- Czekałam na ciebie - rzuciłam i zamknęłam laptopa. Później wstałam i odłożyłam go na stolik. Podeszłam do Verdasa, cały czas patrząc mu w oczy. Delikatnie się uśmiechnęłam. Kiedy byłam blisko niego, położyłam swoje dłonie na biodrach szatyna i wspięłam się na palce. Po chwili złożyłam na jego ustach słodki całus. Na tym jednak się nie skończyło.
Leon objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Serce zaczęło mi szybciej bić.
Nasze pocałunki stawały się coraz to bardziej brutalne i namiętne. Chłopak błądził swoimi dłońmi po moich plecach. Ja swoje położyłam na jego umięśnionym torsie. Oboje dyszeliśmy.
W pewnym momencie Leon zaczął obcałowywać moją szyję. To sprawiło, że jeszcze bardziej się podnieciłam. Dobrze wiedział co na mnie działa. Zaczął więc delikatnie przygryzać skórę, składać na niej malinki. Kiedy jego dłonie zjechały na moje pośladki, spojrzałam na niego niepewnie.
Swoje dłonie wplotłam w jego bujną czuprynę i przyciągnęłam do siebie. Ponownie zaczęliśmy się całować. W pewnym momencie nasze języki zaczęły współpracę. Czułam, że nie wytrzymam zbyt długo. Byłam niewyobrażalnie podniecona.
To uczucie jeszcze bardziej się powiększyło, kiedy szatyn ścisnął moje pośladki. Cicho pisnęłam mu w usta. Zaśmialiśmy się, jednak potem ponownie złączyliśmy nasze wargi. Pochłanialiśmy się bez najmniejszego opamiętania. Czas jakby zatrzymał się w miejscu. To była ta noc. Noc, która należała do nas.
W pewnej chwili Leon zaczął mnie pchać w stronę łóżka, które znajdowało się tuż za mną. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie.
- Leon - szepnęłam patrząc mu w oczy. Głośno przełknęłam ślinę. Pragnęłam go. Moje ciało go potrzebowało, ale nie wiedziałam jak to powiedzieć - Chcę się z tobą kochać - ciągnęłam.
Chłopak delikatnie się do mnie uśmiechnął. Potem ujął moją twarz w dłonie i spytał.
- Jesteś tego pewna?
W odpowiedzi kiwnęłam twierdząco głową.
Niczego więcej nie chciałam. Nic więcej nie było mi w tym momencie potrzebne. Kochałam go i tylko to się liczyło.
- Kocham cie - powiedziałam i wbiłam się w jego słodkie usta.
Po chwili poczułam jak Verdas całuję moją szyję. Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej. Poczułam, że jest podniecony.
Leon delikatnie przejechał palcami po moim ramieniu, powodując lekki dreszcz. Pocałował mnie w obojczyk. Potem przesunął swoje usta w kierunku mojego ucha. Delikatnie przygryzł płatek uszny. Jęknęłam. Jeszcze nigdy nie czułam czegoś bardziej podniecającego.
- Ja ciebie też kocham Vilu - szepnął mi do ucha. Uśmiechnęłam się do siebie.
W pewnym momencie Verdas włożył swoje dłonie pod moją koszulkę. Nim się obejrzałam, leżała już na podłodze. Nie chcąc zostać w tyle, uczyniłam to samo z jego bluzką. Stałam przed nim w samym staniku. Chłopak pożerał mnie wzrokiem. Czułam się trochę skrępowana. Niby widział mnie w stroju kąpielowym. Jednak bielizna była według mnie czymś bardziej intymnym i prywatnym. Nieśmiało uśmiechnęłam się do ukochanego. On odwzajemnił to ze zdwojoną siłą. Po chwili zbliżył się do mnie i objął moją talię. Moje serce biło jak szalone. Bałam się, ale byłam pewna tego, czego chcę. Kochałam go i chciałam oddać się mu całkowicie.
- Jesteś przepiękna - szepnął mi na ucho, a ja się zarumieniłam. Mój oddech przyspieszył. Zaczął obcałowywać moją szyję, obojczyk...
Potem ponownie złączyliśmy nasze usta. Wtem znalazłam się na łóżku, leżąc na nim plecami. Nie odrywaliśmy się od siebie. To było zbyt piękne, by przerywać.
Leon obcałowywał cały mój brzuch. Robił to delikatnie i czule. Czułam się jak w niebie. Moje zmysły szalały, a ja nie chciałam tego przerywać.
Po chwili wrócił do moich ust. Moje ręce oplotły jego klatkę piersiową, a paznokcie delikatnie wbijały się w jego miękką skórę.
W pewnym momencie szatyn zdjął moje spodenki. Delikatnie przejechał dłonią po moim udzie, pozostawiając na niej gęsią skórkę. Ostatecznie spoczęła ona na moich żebrach. Jego dłoń idealnie tam pasowała.
Atmosfera był dość poważna, nawet nie widziałam dlaczego. W powietrzu czuć było miłość, namiętność, podniecenie.
Chłopak leżał nade mną, opierając się na jednej ręce. Byłam pod nim, w samej bieliźnie, rozpalona i podniecona. Na moment oderwaliśmy się od siebie. Verdas ściągnął swoje spodnie dresowe i znowu wpił się w moje usta.
Czułam się tak błogo. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak cudownego uczucia. Nasze igraszki, które miały miejsce w Buenos Aires były niczym w porównaniu do tego, co działo się teraz.
Leon obejrzał mnie od czubka głowy po krańce stóp. Następnie złożył soczystego buziaka na moim brzuchu. Zaraz potem zaczął kierować się do góry. Nosem znaczył prostą linię. Uwielbiałam czuć jego dotyk na sobie.
Kiedy jego twarz mijała moje jędrne piersi odziane w czarny stanik, zatrzymał się. Zaczął je obcałowywać, co sprawiało mi niewyobrażalną przyjemność. Był pierwszym i miałam nadzieję, że ostatnim chłopakiem, któremu na to pozwoliłam.
W pewnej chwili poczułam jak jego dłoń nurkuje pode mnie, szukając zapięcia. Jednym zgrabnym ruchem pozbył się jednej z części bielizny.
Przyjrzał się mi uważnie. Zobaczyłam błysk podniecenia w jego oku. Następnie schylił się i przyssał do jednej z moich piersi. Momentalnie wygięłam się w łuk.
Leon delikatnie przygryzał i pieścił mój twardy sutek. Podobało mi się to, wiem też, że jemu również.
Gdy przestał drażnić moją pierś spojrzał na mnie oczami pełnymi miłości. Wpatrywaliśmy się w siebie przez pewien czas. Ujęłam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do siebie. Chciałam mu powiedzieć wszystko co wówczas czułam, ale z niewiadomych dla mnie powodów, nie mogłam z siebie nic wydusić.
Jedyne co mogłam zrobić, to go pocałować. Tak też zrobiłam. Ostatecznie zdałam się na odwagę i wyszeptałam
- Leon, ja nigdy tego nie robiłam - przyznałam. Nie wiedziałam, czy to coś zmieni. Miałam jedynie nadzieję, że nie.
Szatyn spojrzał na mnie z czułością. Po czym szczerze się uśmiechnął.
- Ja też nie - rzucił i wpił się w moje usta. Zaczęłam się śmiać. Oboje dobrze wiedzieliśmy, że to kłamstwo.
Potem oderwał się ode mnie.
- Vilu, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to, że swój pierwszy raz przeżyjesz właśnie ze mną - szepnął.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Uśmiechnęłam się nieśmiało i położyłam dłoń na jego policzku.
- Dla mnie też to wiele znaczy - odparłam w końcu. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Nawet nie wiedziałam czemu.
Kochałam go, a jego słowa jeszcze bardziej utwierdziły mnie w tych przekonaniach.
Ponownie tego wieczoru złączyliśmy nasze wargi. Jednak nie tak jak ostatnim razem. Ten pocałunek pokazywał wszystko co czuliśmy.
Po paru minutach Leon ściągnął ze mnie dolną cześć bielizny. Teoretycznie, nie było już odwrotu. Właśnie tego wieczoru miałam stracić dziewictwo. Ale miałam je stracić z osobą, w której byłam szalenie zakochana.
Verdas również pozbył się swoich bokserek. Moim oczom ukazał się jego członek. Był sporych rozmiarów, co mnie trochę przeraziło. Szatyn ponownie zaczął obcałowywać moje kruche ciało. Ostatecznie jego usta zatrzymały się na mojej "przyjaciółce". Przymknęłam delikatnie oczy, czując jego język wewnątrz. Nie wierzyłam w to, co czułam. Było to podniecenie z nutką miłości i pożądania. Ponownie tej nocy wygięłam się w łuk.
Gdy szatyn opuścił moje intymne miejsce, nachyli się nade mną i musnął moje rozgrzane wargi. W pewnym momencie poczułam, że jego "przyjaciel" muska moją kobiecość.
- Vilu, na pewno tego chcesz? - szepnął mi do ucha.
- Niczego więcej nie pragnę - odpowiedziałam szybko, lekko dysząc - Kocham cie  - dodałam.
- Ja ciebie też - ucałował moje usta - Ufasz mi?
- To chyba oczywiste -  odparłam i przejechałam kciukiem po jego ustach.
- Będę delikatny - dopowiedział. Pokiwałam twierdząco głową. Wiedziałam, że za chwilę stanę się kimś innym. Stanę się prawdziwą kobietą.
Po kilku sekundach poczułam w sobie obecność Leona. Przymknęłam oczy. Momentalnie poczułam ból. Szybko zachłysnęłam się powietrzem i głośno jęknęłam. Przez dość długi czas ból nie mijał. Pomimo starań, z moich oczu popłynęły łzy. Kiedy chłopak to spostrzegł, spytał
- Wszystko dobrze? Mam przestać? - był przejęty. Wiedział, że sprawia mi ból.
- Nie - odpowiedziałam cicho.
Gdy Verdas przebił się przez błonę, nie wytrzymałam. Krzyknęłam i zaczęłam cicho szlochać. Wbiłam swoje paznokcie w plecy chłopaka i mocniej go do siebie przysunęłam.
Nie minęło kilka minut, a ja czułam jedynie rozkosz.....

Kiesy się obudziłam, otworzyłam oczy. Czułam, że tuż obok mnie leży mój ukochany. Spojrzałam w górę. Jeszcze spał, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wyglądał powalająco. Jego potargane włosy były szalenie seksowne. Uśmiechnęłam się do siebie.
Ta noc była magiczna, pełna miłości i namiętności. Była idealna.
Ostrożnie się przeciągnęłam. Szybko przerwałam, ponieważ poczułam ból. Wszystko jest jeszcze świeże. Ale nie przeszkadzało mi to. Nie żałuję tego, co zrobiłam.
Zamknęłam oczy i zasnęłam, pomimo tego, że było już jasno.

Gdy obudziłam się kolejny raz, spostrzegłam, że obok mnie nie ma już Verdasa. Od rzazu posmutniałam. Poleżałam chwilkę, a następnie wstałam zgarniając z podłogi bieliznę. Weszłam do łazienki. Zapomniałam jednak zamknąć drzwi. Założyłam stanik i majtki. Po chwili spojrzałam w lustro. Zobaczyłam w nim w pół nagą postać. Podeszłam bliżej. Chciałam zobaczyć, czy przypadkiem nie zaszły we mnie jakieś zmiany.
Niczego nie dostrzegłam, poza nieułożonymi włosami i podkrążonymi oczami. Dotknęłam swojego brzucha, następnie szyi i ust. Uśmiechnęłam się do siebie, kiedy przypomniałam sobie, że jeszcze kilka godzin temu te części mojego ciała były obcałowywane przez szatyna.
- Wszystko ok ? - usłyszałam jego głos. Po chwili ujrzałam jego odbicie w lustrze. Nieśmiało pokiwałam głową na "tak". Szybko podszedł do mnie i objął mnie od tyłu. Momentalnie złożył na moim ramieniu całus. Obróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu głęboko w oczy. Kiedy ujęłam jego twarz w dłonie, wspięłam się na palce i delikatnie go pocałowałam.
- Nie zrobiłem ci krzywdy? - spytał z troską w głosie.
- Nie - rzuciłam i ponownie go ucałowałam. Pomimo bólu, który czułam w tamtym miejscu, udawałam, że wszystko jest dobrze. Nie chciałam sprawiać mu przykrości.
- Ogarnę się i zejdę na dół. Daj mi chwilę, ok ?
- Oczywiście - powiedział i ucałował mnie w czoło. Wyszedł.
Wzięłam odprężającą kąpiel.  Potem założyłam czystą bieliznę. Wyszłam z łazienki. W pokoju narzuciłam na siebie przewiewną, białą sukienkę z krótkim rękawkiem.
Potem zrobiłam lekki makijaż i związałam  włosy w koka. Zeszłam na dół.
W kuchni przywitał mnie uśmiechnięty Leon. Od razu mnie pocałował.
- Zapraszam na śniadanie  - rzucił i postawił na stole talerze. Na nich znajdowała się sałatka.

Po posiłku poszliśmy na plażę. Spacerowaliśmy, śmialiśmy się. Jak zawsze, dobrze spędzaliśmy czas. Kiedy wróciliśmy do domu, rozsiedliśmy się na kanapie i włączyliśmy film. Był on szalenie nudny, więc postanowiłam zagadać Leona.
- Leon - zaczęłam niepewnie. Spojrzał na mnie pytająco i cmoknął w policzek. Posłałam mu uroczy uśmiech - Czy ... - ciągnęłam - Czy byłam wystarczająco dobra?
Chłopak spojrzał na mnie z miłością.
- Byłaś najlepsza - powiedział powoli. Te słowa miały dla mnie ogromne znaczenie.
- Z kim przeżyłeś swój pierwszy raz? - zapytałam i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
- Z moją dziewczyną - odparł i trochę posmutniał - Była starsza o 2 lata - ciągnął. Uniosłam brwi ze zdziwienia. Chłopak widząc to, dopowiedział - Uważałem, że mnie czegoś nauczy.
- I nauczyła?
- Sama oceń - rzucił i wstał z miejsca. Coś mi tu nie grało. Obraził się?
Zdezorientowana zerwałam się z kanapy i wyszłam na taras. Stał tam Verdas. Opierał się rękoma o barierkę, patrzył na plażę, morze..
Podeszłam do niego i od tyłu się wtuliłam.
- Powiedziałam coś nie tak?
Obrócił się do mnie i objął mnie swoimi bezpiecznymi ramionami.
- Nie, tylko.... - nie dokończył.
- Tylko co? - dopytywałam unosząc wzrok na niego.
- Ona nie żyje - odparł.
- Ta dziewczyna?
- Tak. Miała na imię Clara. Była moją pierwszą, nastoletnią miłością. Miałem 15 lat. Podobał mi się związek ze starszą. Przypadkowo zakochaliśmy się w sobie.- opowiadał. Poczułam ukłucie w sercu. Czy to zazdrość? To było komiczne. Przecież ona nie żyła, a ja byłam o nią zazdrosna. Nie mogłam znieść myśli, że Leon kiedyś kochał się z inną kobietą.
- Dlaczego zmarła? - spytałam niepewnie, a on odwrócił wzrok w inną stronę. Chwyciłam jego podbródek i skierowałam go tak, by patrzył mi w oczy.
Nie wierzyłam. On miał w oczach łzy!
- Leon.. - szepnęłam i mocno go przytuliłam.
Po pewnym czasie zaczął opowiadać.
- Clara zmarła na białaczkę - jego głos się trząsł - Nawet się z nią nie pożegnałem. Szalenie ją kochałem. Kiedy umarła, chciałem umrzeć razem z nią.
- Spokojnie - szeptałam, wciąż wtulona w niego.
- Jednak życie toczy się dalej. Musiałem o niej zapomnieć. Chociaż było bardzo trudno. Zacząłem pić, palić, zabawiać się z dziwkami. Ale spotkałem ciebie. Ty nauczyłaś mnie co to znaczy kochać. To ty wskazałaś mi dobrą drogę. Dzięki tobie zapomniałem o tej złej. Dziękuję Violetto - skończył i mocno mnie pocałował.

Kolejną połowę dnia spędziliśmy kąpiąc się w morzu. Było cudownie, ale wciąż miałam w głowie historię Clary. Szatyn był w niej szaleńczo zakochany....

O 22:00 dojechaliśmy do Buenos Aires. Wróciła codzienność, problemy i pytania, na które nie znałam odpowiedzi.
Po czułym pożegnaniu z Verdasem weszłam do domu. Nie miałam siły jeść. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się na łóżku. Myślałam o Leonie, o mnie i.... Clarze.


***********************************************************************************








Cześć Wam!

Na początek przeprosiny.

Wiem, wiem, wiem.... Rozdział miał pojawić się wieki temu.. 
A pojawił się dopiero dzisiaj. 
Powód? 
Hmn.. Rozleniwiłam się przez te święta xD
Poza tym, miałam wyjazd... Co prawda mogłam pisać na telefonie.
Ta.. Tylko nie mam tyle cierpliwości.
No cóż :D
Rozdział jest! Cieszcie się i wiwatujcie!

:*

Jak widać, rozdział zwiera treść.."18+"
Nie chciałam pisać w tytule, bo wszystko byłoby jasne!
:)

Sądzę jednak, że ten fragment jest ... nieudany. 
I raczej długo nie zobaczycie go na tym blogu.

*^*^*

Vilu i Leon - pierwszy raz.... !
Violka poznaje historię zmarłej dziewczyny Verdasa :D

*^*

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu. 
Jak zawsze, PROSZĘ O KOMENTARZE :D

Czekam na Wasze opinie!

Następny rozdział pojawi się prawdopodobnie w weekend. Jest mała, malutka szansa, ze w tygodniu.. Ale nie liczyłbym na to!

Do następnego 
Ola :*

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka