poniedziałek, 16 listopada 2015

Rozdział 25 : "To na czym skończyliśmy? "

Ciąg dalszy ..

Tańczyliśmy przez długi czas, razem. On wtulony we mnie od tyłu, z głową na moim ramieniu. Czułam na sobie jego oddech. Tylko dzięki temu wiedziałam, że to nie sen.
Uczucie jakim go darzyłam, wzrosło jeszcze bardziej. Czułam się jak wniebowzięta. Nie chciałam niczego więcej, tylko jego obecności, ciepła, dotyku..
Myliłam się co do miłości. To jest najcudowniejsze uczucie, jakie istnieje. Jednak jest tak cudne tylko wtedy, gdy czujesz je do osoby, która również cie nim obdarza. Inaczej miłość to ból i cierpienie.
Kiedy tańczyliśmy, Leon kilka razy pocałował delikatnie moje ramie. Wówczas przeszedł mnie niezapomniany dreszcz. Byliśmy tak blisko, nasze ciała stanowiły jedność, jedność, której nikt nie miał prawa rozerwać.
Cały czas miałam zamknięte oczy, nie chciałam, żeby coś mnie rozpraszało.
W pewnym momencie Leon oderwał swoją głowę od mojego ramienia, które pragnęło jego bliskości.
-Vilu. - szepnął mi do ucha, a po moim ciele przeszedł elektryzujący dreszczyk. Kochałam to uczucie.
Obróciłam się twarzą do niego. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego dłonie znajdowały się na dolnym odcinku moich nagich pleców. Moje za to, spoczywały na jego torsie.
-Tak? - spytałam.
-Wyjdziemy na zewnątrz?
-Jasne - odpowiedziałam i posłałam mu nieśmiały uśmiech.
Po chwili Verdas chwycił moją dłoń, To uczucie było..  inne. To był pierwszy raz kiedy trzymaliśmy się za ręce, jako para.
Spojrzałam na splecione dłonie. Głośno przełknęłam ślinę.
-Wszystko ok? - zapytał zmartwiony.
-Tak, jest idealnie. - oznajmiłam z entuzjazmem.
-Chodźmy - zaproponował chłopak. Pokiwałam twierdząco głową. Wtem Leon ruszył w kierunku drzwi. Poszłam za nim, mocno trzymając jego dłoń, Wokół było mnóstwo ludzi.
Kiedy w końcu znaleźliśmy się na podwórku, szatyn kierował się ku ławce.
Po chwili usiedliśmy. Ja i on, obok siebie. Czułam jego wzrok na sobie, onieśmielał mnie.. Przez cały czas patrzyłam w ziemię. Chłopak siedział tuż obok mnie. Nasze uda stykały się. Jedna ręka chłopak znajdowała się za moimi plecami, spoczywała wygodnie na oparciu ławki.
Po pewnym czasie odważyłam się na niego spojrzeć. Wpatrywał się we mnie jak w coś najcenniejszego na świecie, jakbym miała paść ofiarą jakiegoś złodzieja. Poczułam, że się rumienie. Na szczęście było ciemno.
Ponownie spuściłam swój wzrok na ziemie. W pewnym momencie, kątem oka zobaczyłam jak Leon nachyla się nad moim w pół nagim ramieniem i z wielką czułością je całuje. Z rozkoszy przymknęłam powieki. Jego wargi były ciepłe, miękkie i delikatne, były idealne.
Kiedy oderwał ode mnie swoje usta, delikatnie położył swoją dłoń na moim udzie. Wciągnęłam powietrze z zachwytu. On mnie tylko dotknął, a ja czułam się jakbyśmy się kochali!
Jego dotyk był tak kojąc, delikatny i czuły...
W pewnym momencie otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. On również mi się przyglądał. Nie musieliśmy nic mówić. Wystarczyło spojrzenie. Położyłam swoją dłoń na jego. Na krótką chwilę przeniósł tam swój wzrok, jednak szybko powrócił do mnie. Wpatrywaliśmy się w siebie, lekko uśmiechaliśmy.
-Violetto  - zaczął chłopak. - Kiedy zorientowałaś się, że coś do mnie czujesz? - zapytał. Byłam lekko skrępowana, nie potrafiłam mówić o swoich uczuciach.
-Wiesz.. - zaczęłam - Zdałam sobie z tego sprawę jakoś po biwaku... Nie mogłam żyć bez ciebie.. Ciągle chciałam z tobą być, nawet jeśli mieliśmy milczeć. Nie byłam pewna tego, co czułam. To wszystko było takie trudne.. - mówiłam- Pamiętasz, któregoś dnia poprosiłam cie o spotkanie w parku, bo miałam ci coś do powiedzenia?
-Tak, pamiętam. - potwierdził szatyn.
-Własnie wtedy chciałam ci o wszystkim powiedzieć. Ale wówczas zjawiła się Rose... Potem powiedziałeś mi, że jesteście razem i że ją kochasz. Wtedy dałam spokój. - przyznałam. Wciąż patrzyliśmy sobie w oczy.
-Dlaczego? - jego głos był smutny.
-Bo chciałam, abyś był szczęśliwy. Powiedziałeś mi, że jesteś szczęśliwy z Rose.  - rzekłam - Jak mogłabym unieszczęśliwić osobę, którą kochałam? - zadałam pytanie retoryczne.
-Masz racje..
-A kiedy ty zorientowałeś się, że coś do mnie czujesz? - przejęłam pałeczkę.
-W sumie to sam nie wiem. Mi, tak jak i tobie, cały czas brakowało twojej obecności. Przy tobie czasami nie byłem świadomy tego co robiłem. Na przykład, kiedy na schodach przygwoździłem cie do ściany i pocałowałem cię w policzek. To było spontaniczne, robiłem to, co sprawiało mi przyjemność. - tłumaczył. - Kiedy się już przekonałem. że zakochałem się w tobie, zjawiła się Rose. Zgodziłem się na danie sobie drugiej szansy, ponieważ nie byłem pewien tego, co ty do mnie czujesz... Wolałem nie ryzykować i nie niszczyć naszej przyjaźni - dokończył. Po chwili lekko się uśmiechnęłam.
-Myślałam bardzo podobnie. - stwierdziłam. - A co z Rose? Ona wie, że czujesz coś do mnie?
- Nie powiedziałem jej tego w twarz, ale się domyśla. - mówił szatyn.
-Leon.. ja nie chcę kłopotów. Powiedz  jej prawdę. - prosiłam.
-Dobrze, powiem jej. - oznajmił. - Przy mnie jesteś bezpieczna, pamiętaj.
-Pamiętam. - przełknęłam ślinę. - Leon, to wszystko jest takie dziwne,..
-Ale co dokładnie ? - był zdezorientowany.
-Chodzi mi o nas. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do twojej bliskości.. I tego, że jesteśmy razem. A jesteśmy, tak? - spytałam. Chłopak się zaśmiał.
-A chciałabyś? - patrzył mi głęboko w oczy.
-Tak - odpowiedziałam.
-To świetnie. - puścił do mnie oczko. - A co do bliskości.. To musisz się przyzwyczajać. - Jego twarz zaczęła się zbliżać do mojej. Chciał mnie pocałować. - Uważam, że najlepiej będzie zacząć od teraz.- powiedział. Zaśmiałam się, psując tą romantyczną  atmosferę. Chłopak też się zaśmiał.
Po chwili mocniej ścisnął swoją dłoń na moim udzie. Spojrzałam w tamto miejsce i sama się do siebie uśmiechnęłam. Potem wróciłam wzrokiem na Leona. Patrzył na mnie z zainteresowaniem.
-Czy robię coś nie tak? - zapytał.
-Nie - odpowiedziałam szybko, bałam się, że przestanie.
Wtem chłopak zaczął zbliżać swoją twarz. Lekko przymknęłam oczy, chciałam rozkoszować się tą chwilą. Nagle nasze wargi się połączyły. Na początku stały w bezruchu, jednak później zaczęły się poruszać. Trwało to dłuższą chwilę. Potem Leon zdjął dłoń z mojego uda i położył ją na moim rozgrzanym policzku. Lekkie pocałunki przerodziły się w bardziej agresywne, brutalne. Moje serce rozkwitało, czułam się szczęśliwa.
Niestety, nie trwało to wiecznie, ponieważ zabrakło nam powietrza i oderwaliśmy się od siebie. Stykaliśmy się czołami i milczeliśmy. Nasze oddechy były przyspieszone. Oblizałam wargi, by jeszcze raz poczuć ten wspaniały smak ust Verdasa.
-Kocham cię - wyszeptał chłopak. Byłam w pełni szczęścia, nie chciałam niczego więcej.
-Ja też cię kocham Leon. - przyznałam. Patrzyliśmy sobie w oczy. - Leon, nie mogę w to wszystko uwierzyć.. - przyznałam. Oboje się zaśmieliśmy.
-Może mam ci pomóc w to uwierzyć?  - spytał, poruszając brwiami. Pokiwałam twierdząco głową.
Wnet Leon chwycił mnie w talii i położył sobie na kolanach. Nie spodziewałam się tego. Jedną rękę owinęłam wokół szyi chłopaka, drugą przyłożyłam mu do policzka.
Jego szmaragdowe oczy wciąż się na mnie patrzyły. Chłopak mnie nie całował, jakby czekał na mój ruch. Po krótkich przemyśleniach, odważyłam się na to. Jedna dłoń Leon znajdowała się na moich nagich plecach, druga na moim udzie.
Po chwili zaczęłam się do niego zbliżać, aż w końcu nasze usta ponownie się złączyły. To była magia. Nasze wargi pracowały bezlitośnie. Moje dłonie błądziły po twarzy, włosach i torsie Verdasa. On, gładził moje plecy, co powodowało u mnie gęsią skórkę. Po pewnym czasie zabrakło nam powietrza i się od siebie oderwaliśmy. Próbowałam wyrównać oddech, dyszałam. Nasze twarze były blisko siebie, miałam zamknięte oczy. Kiedy je otworzyłam, zobaczyłam Leona, który się uśmiechał. Odwzajemniłam mu tym samym.
Nagle usłyszeliśmy, że goście zaczęli śpiewać "Sto lat". Szybko się zerwaliśmy i pobiegliśmy w kierunku głównej sali.
Staliśmy w tłumie i razem z nimi śpiewaliśmy. Potem zaczęliśmy bić brawa, a Cami zdmuchnęła świeczki.
Była 2:00. Stałam z przyjaciółkami wciąż rozmawiając. Opowiedziałam im o mnie i Leonie. Zareagowały piskiem. Bardzo się cieszyły.
Po pewnym czasie postanowiłam wracać do domu. Podziękowałam Cami za zaproszenie, jeszcze raz złożyłam jej życzenia i pożegnałam się z przyjaciółkami. Później, w tłumie próbowałam odszukać Verdasa. Jedak bez skutku. Zrobiło mi się przykro. Chciałam się z nim pożegnać. Stałam na środku sali, rozglądałam się wokół.
Nagle usłyszałam :
-Szukasz kogoś? - zapytał chłopak. Przestraszona obróciłam się w jego stronę. To był Leon. Uśmiechnęłam się do niego. Przyjrzałam się mu, by stwierdzić, czy przypadkiem nie jet pijany. Jednak później sobie przypomniałam, że przyjechał to albo motorem albo autem.
-Tak. Szukam wysokiego, zabójczo przystojnego szatyna. Jakiś czas temu wyznał mi miłość. Może go widziałeś? - spytałam z rozbawieniem w głosie. Wtem Leon podszedł jeszcze bliżej mnie i położył swoje dłonie na mojej talii. Przyglądałam się mu z zaciekawieniem.
-Nie kojarzę gościa. Mogłabyś powiedzieć o nim coś więcej? - spytał.
-Hmn.. - udawałam zamyśloną - On bardzo dobrze całuje, ubrany był w podarte jeansy i koszulę w kratę... A! No i bardzo go kocham. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy - To jak, widziałeś go gdzieś? - spytałam, kiedy Leon przyciągnął mnie do siebie, tak, że między nami nie był ani milimetra wolnej przestrzeni. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Nie, nie widziałem. - przyznał i złożył na moich ustach soczysty pocałunek.
Wspięłam się na place i zarzuciłam ręce na jego szyję. Całowaliśmy się kilka minut.
Kiedy się od siebie oderwaliśmy, powiedziałam.
- On całował genialnie, ale muszę przyznać, że ty też nieźle to robisz - oboje się zaśmieliśmy.
-Staram się na ile mogę. - przyznał i pocałował mnie w czoło. Następnie się do niego przytuliłam.
Po chwili spojrzałam na niego
- Leon, ja już muszę wracać.
-Dobrze. Podwiozę cie. - stwierdził.
-Nie, zostań jeszcze. Ja sobie poradzę. - próbowałam go powstrzymać, jednak bez skutku.
-Czy ty myślisz, że jestem głupi? - zadał pytanie retoryczne. - Nigdy bym nie puścił cię samej w środku noc! - wydawał się być urażony.  - A poza tym, zabawa bez ciebie nie ma sensu. - przyznał. Posłałam mu uroczy uśmiech. Chłopak jeszcze raz pocałował mnie w czoło.
-Idziemy? - zwrócił się w moją stronę.
-Tak, chodźmy. - potwierdziłam. Chwycił moją dłoń i razem wyszliśmy na parking.
Verdas otworzył mi drzwi, a ja wsiadłam do auta. Później zapięłam pasy. Kiedy chłopak wsiadł, uczynił to samo.
Gdy uruchomił samochód, w aucie zrobiło się trochę jaśniej. Spojrzałam na niego.
Jechaliśmy kilka minut. Nikt nic nie mówił.
W pewnym momencie Leon położył swoją dłoń na moim udzie. Lekko się uśmiechnęłam.
Kiedy staliśmy na światłach, chłopak na mnie spojrzał. Mój wzrok błądził między jego ustami, a oczami. Pragnęłam go, pragnęłam jego ust.
-Pocałuj mnie, roszę.  powiedziałam nieśmiało. On tylko się uśmiechnął i zbliżył się do mnie. Ja również zmniejszyłam odległość między nami. Wtem nasze usta się złączyły. Czułam jego nieziemski smak. Leon zdjął swoją dłoń z mojego uda i chwycił nią moją głowę. Jego palce błądziły w moich włosach, cicho pomrukiwałam.
Naszą sielankę przerwał głos trąbiącego samochodu, znajdującego się za nami. Leon się ocknął i spojrzał na sygnalizator świetlny, który palił się na zielono. Z piskiem opon ruszyliśmy. Po chwili zaczęliśmy się śmiać.
-Następnym razem, kiedy znowu zapragniesz się całować zjadę na pobocze. - powiedział rozbawiony chłopak.
-Masz rację. - przyznałam.
Kiedy dojechaliśmy pod mój dom, Leon otworzył mi drzwi. Wysiadłam z czarnego Mercedesa. Dom był pusty, ponieważ rodzice nocowali u Fede.
Podeszliśmy pod drzwi wejściowe. Otworzyłam je kluczem.
-Wejdziesz? - zapytałam Leona, który oparty był o framugę drzwi.
-Jeśli chcesz.. -
-Chce - stwierdziłam i weszłam do środka. Verdas podążył za mną. Zapaliłam światło w salonie.
-Chcesz się czegoś napić? - spytałam uprzejmie.
-Jeśli mogę, to wody. - poprosił.
-Jasne, rozgość się. - powiedziałam i znikłam za drzwiami do kuchni.
Właśnie nalewałam soku, kiedy poczułam na swojej talii czyjeś dłonie. Uśmiechnęłam się do siebie.
-Nudziło mi się bez ciebie  - szepnął mi do ucha.  Lekko się zaśmiałam.
Po chwili obróciłam się twarzą do chłopaka. Podałam mu szklankę z sokiem. Verdas podziękował i upił kilka łyków. Potem odstawił szklankę na blat i spojrzał na mnie. Z chęcią rzuciłabym się na niego..
Leon patrzył na mnie z czułością. Wtem oblizał swoje wargi, co sprawiło, że poczułam ucisk w podbrzuszu. Głośno przełknęłam ślinę, przyspieszył mi oddech. Chłopak robił to całkowicie świadomie, wiedział jak na mnie działa.
Bardzo chciałam na niego nie patrzeć, jednak nie mogłam.
Po chwili Verdas zmniejszył odległość między naszymi ciałami do zera. Chłopak oparł się dłońmi o blat kuchenny, tym samym zagradzając mi jakąkolwiek drogę ucieczki. Na moim ciele czułam jego ciało. Serce waliło mi jak szalone. Następnie szatyn przygryzł swoją dolną wargę, co sprawiło, że zaczęłam głośno oddychać. Chłopak się cicho zaśmiał. Nagle, kątem oka zobaczyłam, że jego dłonie, które dotychczas znajdowały się na blacie, zbliżały się ku mnie. Nie miałam jak się ruszyć. Przede mną on, za mną blat.
Cały czas mi się przyglądał, jakby grał w jakąś grę, w której sprawdza się moją wytrzymałość.
Wtem Leon położył swoje dłonie na mojej talii. Głośno przełknęłam ślinę. Chłopak ponownie oblizał swoje usta, co doprowadzało mnie do szaleństwa, jednak musiałam być silna. Nie chciałam mu ulec.
-Nie wiedziałem, że jesteś aż taka twarda. - przyznał szepcząc mi do ucha. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała.
Nagle Leon jeszcze bardziej przycinał mnie do blatu, aż pisnęłam. Czułam, że on też się podniecił. Chciałam być silna, ale wiedziałam, że to nie potrwa już długo...
Nasze twarze były blisko siebie, jednak bardzo dobrze się widzieliśmy. Wnet szatyn przejechał czubkiem języka po swojej górnej wardze. Wtedy nie wytrzymałam. Rzuciłam się na niego. Zaczęłam go całować. Moje dłonie błądziły w jego włosach. Chłopak był ode mnie sporo wyższy, więc dla swojej wygody chwycił mnie i podniósł. Kiedy już siedziałam na blacie kuchennym, Leon delikatnie rozchylił moje nogi, by być bliżej mnie. Potem jego dłonie ponownie znalazły się na mojej talii. Mocniej przycisnął mnie do siebie. Cicho jęknęłam. Oboje dyszeliśmy, co chwila nabieraliśmy powietrze. Jenak żadne z nas nie chciało kończyć.
W pewnym momencie Leon zszedł z pocałunkami na szyję, dzięki czemu na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Nidy mnie jeszcze tam nie całował. To było nowe doświadczenie.
Pocałunki, które składał na mojej szyi sprawiały, że głupiałam. Czułam się jak w niebie. Ucisk w moim podbrzuszu nie ustępował ani na chwilę. Z rozkoszy wyciągnęłam głowę do tyłu. Dyszałam jak szalona.
Potem Leon znowu powrócił do moich ust. Całowaliśmy się brutalnie, bez żadnych zasad. Chłopak czasami przygryzał moją wargę, co wywoływało mój cichy pisk.
W pewnym momencie poczułam w buzi ciało obce. To był język szatyna. Jeszcze bardziej się podnieciłam.
Całowaliśmy się bez opamiętania. Ręce Leona błądziły po moim ciele. Raz na talii, raz na plecach, innym razem na udach.
Przy nim czułam, że żyję. Można powiedzieć, że narodziłam się na nowo.
Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Momentalnie przerwałam moją "pracę". Leon był trochę rozczarowany, ale wiedział, że to mogą być moi rodzice.
Szybko zeskoczyłam z blatu i pobiegłam w do salonu.
Odebrałam telefon. Dzwonił tata. Pytał się czy wróciłam już do domu.
Po krótkiej rozmowie z mężczyzną, wróciłam do kuchni.
-Przepraszam, Dzwonił mój tata - powiedziałam do szatyna.
- Nic się nie stało. - przyznał. Posłałam mu ciepły uśmiech. Chłopak był oparty o blat kuchenny. Podeszłam do niego bliżej - To na czym skończyliśmy ? - zapytał z rozbawieniem. Cicho się zaśmiałam. Potem go pocałowałam w usta.
-Chyba na tym - powiedziałam Następnie oderwałam się od niego. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - Przepraszam - rzekłam. Leon podszedł bliżej mnie. - Chciałbym jeszcze... Ale moi rodzice niedługo wrócą, a jutro mamy szkołę.. - tłumaczyłam.
-Rozumiem. - powiedział i ucałował moje czoło.
-To nie tak, że mi się nie podobało.. - mówiłam.
-Wiem. Spokojnie Vilu. - powiedział spokojnie.
Przelotnie spojrzałam na zegarek. Była 3 : 30. Razem z Verdasem ruszyliśmy w stronę drzwi.
-No więc, do zobaczenia w szkole. - powiedział.
-Do zobaczenia. - pożegnałam się.
Po chwili chłopak ujął moja twarz w dłonie i czule pocałował.
-Kocham cie - powiedział.
-Kocham cie - szepnęłam mu w ucho.
Chłopak ucałował moje czoło
-Słodkich snów Vilu.
Powiedział i wyszedł.
Byłam zmęczona, szczęśliwa, podniecona... i wiele więcej.
Wzięłam szybki prysznic, umyłam włosy, wysuszyłam je i ubrałam się w piżamę.
Kiedy się położyłam, przed oczami miałam sceny z minionego dnia. Bez dłuższych rozmyślań stwierdziłam, że był to najlepszy dzień w moim życiu. Miałam wszystko, czego pragnęłam.
Potem zasnęłam.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------









Cześć wszystkim!
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem :)
Mam nadzieję, że się spodobał. 
Jakoś nie miałam na niego pomysłu... więc cały czas opisywałam Leonettę <3

Rozdział jest trochę krótki, ale mam nadzieję, że wybaczycie!

****

Jak minął Wam weekend ? 
Mi GENIALNIE !
HAHA :D

Jak myślicie..
Czy Leon powie o wszystkim Rose?
Jak długo będzie trwała Leonetta?
<  ?  >

Dożyjemy, zobaczymy...

Następny rozdział pojawi się w tym tygodniu.. 
Taki przynajmniej mam plan :)

Czekajcie :P



NIE ZAPOMNIJCIE SKOMENTOWAĆ :D

Do następnego 
Wasza
Ola :) 

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 24 : " Zawładnęłaś moim sercem "

Od godziny 1:00 byłam u Fede. Cały czas miałam nadzieję, że może i tej nocy Leon zaszczyci mnie swoją obecnością. Jednak tak się nie stało. Kiedy o 7:00 przyjechali moi rodzice, tata odwiózł mnie do domu.
Po zjedzeniu śniadania poszłam się umyć, przebrać, uczesać i pomalować. 
Założyłam jeansy i białą bluzkę uszytą z zwiewnego materiału. Moje usta pomalowałam czerwoną szminką, wyprostowałam włosy i użyłam moich ulubionych perfum.. Perfum, które lubi też Leon!
Ponownie się rozmarzyłam. 
Co by było gdybym powiedziała mu całą prawdę? Jak by na nią zareagował?

Kiedy szłam do szkoły, słuchałam muzyki. Moja playlista była ogromna, jednak wciąż leciały piosenki o nieszczęśliwej miłości. To właśnie dlatego ciągle myślałam o mnie i szatynie. O mojej nieszczęśliwej miłości. Dlaczego zakochałam się w kimś, u kogo nie mam szans, w kimś, który jest już szczęśliwy, ułożył sobie życie, ułożył je beze mnie w roli głównej... 
Moja miłość nie powodowała bólu. Ból powodowany był tym, że on z pewnością mnie nie kochał, a ja oddałam się mu całkowicie. 

Gdy weszłam do szkoły, moim oczom ukazał się odwrócony do mnie plecami Leon. Na przeciwko jego stała Rose. Przysłuchałam się ich rozmowie.
-Rose, jesteś żałosna - mówił Verdas. 
-Ja?! - krzyczała - To ty spędzasz czas z tą dziunią.. Poświęcasz jej więcej uwagi niż mi!
-Przecież to nie jest prawda! - Leon podniósł głos. 
-Nie kłam! Leon przecież widzę, że ona nie jest ci obojętna! 
Po jej słowach zamarłam. Nie chciałam, żeby mój przyjaciel stracił dziewczynę z mojej winy. Chciałam by był szczęśliwy..
Szybko ruszyłam w kierunku sali matematycznej. 
-Hej - rzuciłam w kierunku grupki przyjaciół.
-Cześć Vilu.. - odpowiedzieli.
- Vilu, mam nadzieję, że się nie pogniewasz.. - zaczęłam Camila - bo dzisiaj są moje 18 urodziny. - pisnęłam i rzuciłam się jej w ramiona.
-Wszystkiego najlepszego kochana.. - powiedziałam.
-Dziękuję Vilu - kiedy oderwałam się od niej mówiła dalej. - Dzisiaj organizuję imprezę. Głupio mi cię teraz zapraszać, ale nie wiedziałam, czy się zaprzyjaźnimy.. i tak jakoś wyszło.. - tłumaczyła
-Spokojnie Cami! Nic się nie stało.. - mówiłam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-No więc przyjdziesz? - zapytała z nadzieją w głosie.
-Oczywiście! Tylko gdzie mam przyjść i o której?
-No więc przyjęcie organizuję w klubie "Star". Początek o 18:00. - oznajmiła. 
-Świetnie! Na pewno  przyjdę.. 
 Po chwili weszłam do klasy, gdyż zadzwonił dzwonek. Kiedy usiadłam na miejscu, Leon wchodził do sali. Nie wiedziałam jak mam się zachować.. Czy powiedzieć mu prawdę? Przecież go podsłuchiwałam.. Miałam wyrzuty sumienia. 
-Hej - przywitał się ze mną, gdy siadał na krześle. 
-Cześć - odpowiedziałam i oboje się uśmiechnęliśmy. -Leon.. - zaczęłam, jednak przerwał mi głos nauczyciela matematyki. To nie był odpowiedni czas na rozmowę. - Muszę z tobą porozmawiać, ale później. - chłopak przytaknął.
Matematyka strasznie się ciągnęła. Całą lekcję rozmyślałam nad tym, co mam mu powiedzieć. 
Kiedy rozległ się dźwięk dzwonka, zerwałam się z miejsca. 
Po chwili wyszłam z sali. 
Nagle poczułam, że ktoś kładzie mi dłoń na plecach. Byłam pewna, że to szatyn, ponieważ po ciele przeszedł mnie dreszcz. 
Odwróciłam twarz w jego stronę. Zobaczyłam, że jest pełna szczęścia i radości. Moje serce rosło w oczach. Tak bardzo go kochałam. Tak bardzo chciałam rzucić się mu w ramiona, wycałować każdy milimetr jego ust..
-Miałaś mi coś powiedzieć.. -zaczął. 
Przełknęłam ślinę.
-Tak. - wzięłam głęboki wdech. - Leon.. - mówiłam, szliśmy razem, ramię w ramię. - Bo ja.. - nie wiedziałam jak mam zacząć. 
-Vilu..? - był trochę przestraszony - Czy coś się stało? Z Federico wszystko dobrze? 
-Tak, tak. Fede czuje się już o wiele lepiej.. Tu nie chodzi o niego..
-A więc o kogo?  - patrzył mi głęboko w oczy. 
-Chodzi o mnie, ciebie i Rose. - mówiłam. Szatyn spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Przepraszam, ale .. usłyszałam twoją rozmowę z Rose.. Jest mi strasznie głupio. Przeze mnie się kłócicie. Nie chcę, aby tak było. Chce twojego szczęścia. - opowiadałam kręcąc przecząco głową. - Ta nasza przyjaźń.. Ona niszczy twój związek... Nasze wspólne spędzanie czasu,.. To co działo się wczoraj.. Tylko oddala ciebie od twojej dziewczyny. To moja wina. 
-Vilu, to nie jest twoja wina, tylko moja. - w tym momencie się zatrzymaliśmy. Chłopak chwycił mnie za ramiona. Mówił to z takim przekonaniem i pewnością. - Nie obwiniaj się. To jest moja wina i to ja ponoszę konsekwencję. 
-Leon.. Przecież wiesz, że to nie prawda.. - ciągnęłam. 
-Ciii - położył mi palec na ustach. Lekko się uśmiechnęłam. 
-Leon, dzisiaj są 18 urodziny Cami.. 
-Tak wiem, zaprosiła mnie na przyjęcie. Ale ja nie mogę przyjść. - oświadczył. Moje serce zaczęło pękać. A tak bardzo się cieszyłam..
-Dlaczego? - spytałam z żalem w głosie.
-Mam dzisiaj spotkanie ze sponsorem..
-Szkoda...
-Tak, chciałem być na tej imprezie.. Niestety, tak wyszło. - stwierdził. Pokiwałam głową, - A ty idziesz? 
-Tak, idę. Tylko szkoda, że ciebie nie będzie.. - mówiłam. 
Nagle zobaczyłam na plecami Leona Rose. O nie..
-Rose  - szepnęłam cicho. Leon momentalnie się obrócił. 
-Hej kochanie. - przywitał się. Było mi strasznie głupio, jednak Verdas wyglądał na radosnego. 
-Cześć. - odpowiedziała zimno. - Widzę, jesteśmy w komplecie. No więc, pogadajmy. 
Serce zaczęło mi szybciej bić. Szatyn spojrzał na mnie z troską. 
-Rose..-zaczęłam cicho. 
Byłam ja i ona, A pomiędzy nami on. Mój ukochany. 
-Violetta, tak? -spytała, przerywając mi. Pokiwałam twierdząco głową. - Możesz mi wytłumaczyć parę rzeczy ? -zapytała z złością. Byłam przerażona. 
-Rose, daj spokój. - przerwał jej Verdas. Jej mrożący krew w żyłach wzrok przeniósł się ze mnie na niego. 
-Obrońca się znalazł.. - prychnęła. 
-Vilu, zostawisz nas samych? - spytał mnie ciepło chłopak. 
-Jasne - odpowiedziała i ruszyłam przed siebie.

Byłam ciekawa o czym rozmawiali, jaką decyzję podjęli...
Moje serce było ogarnięte smutkiem, ponieważ Leon nie szedł na przyjęcie urodzinowe Cami. Ta wiadomość mnie dobijała, bez niego z pewnością nie będę bawiła się dobrze..
Było mi źle, bo mój ukochany kłócił się ze swoją dziewczyną przeze mnie! To była moja wina..
Kiedy siedziałam na już przy ławce w sali chemicznej, wszedł Verdas. Jego twarz nie pokazywała niczego. Kompletny brak emocji. Z zaciekawieniem patrzyłam mu w oczy.
Po chwili chłopak siedział obok mnie.
-Leon..- zaczęłam. Jednak on pokiwał przecząco głową i posłał mi przyjazny uśmiech. A co jeśli on zerwał z Rose? To wszytko moja wina! Co ja sobie myślałam?! Matko!!!

Chemia minęła szybko. Chciałam zapytać Leona o jego rozmowę z Rose, jednak on się ulotnił.
Zdezorientowana wyszłam z sali. Idąc dołączyły do mnie moje przyjaciółki.
-Vilu, co zakładasz na imprezę ? - spytała Ludmi.
-Wiecie, nie miałam czasu o tym jeszcze myśleć..A wy co zakładacie?
-Ja zakładam moją nową sukienkę.. - mówiła Naty.
Dziewczyny opowiadały o swoich strojach na dzisiejszy wieczór, ja jednak myślami byłam z Verdasem. Byłam ciekawa gdzie jest, z kim i co robi. Może cierpi? Pewnie tak..I to wszystko przeze mnie. Jestem najgorszą przyjaciółką na świecie! On tak bardzo się tak bardzo starał, a ja zniszczyłam mu związek..Jejku..
-Vilu?! Halo? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Fran.
-Przepraszam. Zamyśliłam się. - powiedziałam.
-A o czym tak myślałaś? - dopytywała dziewczyna.
Chciałam powiedzieć prawdę przyjaciółkom. Pragnęłam wyżalić się im, opowiedzieć o swoich uczuciach do Leona... Może to już ten czas? Nie wiedziałam co mam robić..One na pewno by mi pomogły.
-Dziewczyny, chciałabym wam o czymś powiedzieć. - w końcu się odważyłam. Wówczas trwała długa przerwa. - Ale możemy wyjść na zewnątrz?
Przyjaciółki wyglądały na przerażone, ale i zaciekawione.
-Jasne. Chodźmy - zadecydowała Camila..
Kiedy usiadłyśmy na jednej z ławek znajdujących się przed szkołą, zaczęłam.
-A więc... - wzięłam głęboki wdech. - Ja i Leon nie znamy się od początku roku szkolnego..

Opowiedziałam im wszystko. O tym, co czułam do szatyna, o Rose, o naszej przyjaźni.. O wszystkim.
Było mi lżej. Cieszyłam się, że im to powiedziałam. Dziewczyny mnie zrozumiały.
-Czyli jeśli on zerwał z Rose.. - zaczęła Fran - to może byś mu wszystko powiedziała? Dajcie sobie szansę..- mówiła z radością.
-Nie.. On przecież nic do mnie nie czuje. Wyszłabym na idiotkę. - wytłumaczyłam.
-Nie byłabym tego taka pewna... - powiedziała Ludmi. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
-Nie rozumiem.. - rzekłam
-Kiedy przyjechałaś, Leon bardzo się zmienił. - tłumaczyła - Do czasu, kiedy Rose tutaj nie było, cały czas patrzył na ciebie takim wzrokiem.. - ucięła.
-Jakim wzrokiem? - dopytywałam.
-Jakbyś była bardzo cenna, cała ze złota, najważniejsza dla niego. Jakby jego spojrzenie mogło ochronić cię przed złem... - kiedy Ludmiła to mówiła, moje serce zaczęło szybciej bić. Czy on mógł do mnie coś czuć? Czy fakt, że Rose wróciła do Buenos Aires zmusił go do powrotu do niej?! Może on czekał na mój  ruch?! Przed oczami pojawiły mi się wszystkie chwile spędzone z szatynem..moment , w którym byliśmy tak blisko..kiedy czułam na sobie jego oddech..Ach!
-Ja już sama nie wiem.. - szepnęłam.
-Violetto, decyzja należy do ciebie.- zaczęła Naty - Ale chyba każda z nas uważa, że ty i Leon pasujecie do siebie.
Zaśmiałam się z bezradności. Każda opcja była zła. Każda niosła za sobą ból. Powiem Verdasowi o moich uczuciach do niego, a on nic do mnie nie będzie czuł - ból. Nic mu nie powiem, będę nosiła to w sobie, patrzyła na jego szczęście z inną dziewczyną - ból.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Chciałam się poddać, zamknąć w pokoju i nigdy nie wychodzić.

Po kilku minutach wróciłyśmy do szkoły. Idąc, napotkałam Rose. Dziewczyna szła w moją stronę. Myślałam, że mnie wyminie...Ona jednak szła, pewna siebie, z szyderczym uśmiechem na twarzy. Uh! Jak ja jej nie lubię. Wydawała się miła.. Chociaż, ja pewnie też bym tak się zachowywała, gdyby jakaś dziewczyna rozwaliła mi związek z takim ciachem..
Przesunęłam się w lewo, bo dziewczyna szła ze mną na czołówkę. Dzięki temu zderzyłyśmy się tylko ramionami.

Kiedy doszłyśmy do sali, napotkałyśmy Leona, Diego i Maxiego, którzy stali przy wejściu.
Dziewczyny cały czas patrzyły się na szatyna. To wyglądało co najmniej dziwnie. Odchrząknęłam wiec głośno, dzięki czemu spojrzały na mnie.
-Przestańcie się na niego gapić ! - szepnęłam.
One tylko się zaśmiały i przytaknęły.
Kiedy weszliśmy do sali i usiedliśmy na swoich miejscach, cały czas czułam na sobie wzrok szatyna.  W końcu  i ja na niego spojrzałam, co spowodowało że nasz wzrok się skrzyżował. Jak zahipnotyzowana patrzyłam na niego, lekko się uśmiechałam.
Wyglądał tak bosko... Jego włosy były lekko rozczochrane, oczy jak szmaragdy, cera..idealna tak jak cały on. Ze spokojem mogłam stwierdzić, że obok mnie siedział bóg. Bóg, w którym byłam zakochana.
-Leon, przepraszam. - wycedziłam.
-Violetto, nie masz za co przepraszać. To ja cie przepraszam za Rose..
-Słucham? To ja sprawiłam, że się kłócicie!
-Przestań! - podniósł głos. - Nie jesteś niczemu winna, rozumiesz?!
-Ale..
-Nie. - przerwał mi.
-Ok.. - poddałam się - szkoda, że nie idziesz na urodziny Cami...
-Bardzo bym chciał, ale wiesz, że nie mogę.
Do sali wszedł nauczyciel i nas uciszył.
Lekcja minęła szybko. Kolejne 3 również.
Po zajęciach postanowiłam pójść do centrum handlowego, by kupić coś na urodziny Cami.
Po 2 godzinach łażenia po sklepach, kupiłam idealną sukienkę i prezent.
Gdy wróciłam do domu była 16:00. Powiedziałam rodzicom o urodzinach Cami. Potem zwiększyłam tempo i pobiegłam do sypialni. - Wdech, wydech - pomyślałam. - No to zaczynamy
Na początku wzięłam prysznic i umyłam włosy. Następnie pomalowałam się. Oczy podkreśliłam czarną kreską, kości policzkowe bronzerem, a usta bordową szminką. Całość prezentowała się bosko. Następnie wysuszyłam i pokręciłam włosy. Fryzurę utrwaliłam lakierem. Potem założyłam nową sukienkę. Cała była czarna, krótka, dopasowana, z długim rękawem. Na plecach miałam ogromne wycięcie. Zakochałam się w niej. Założyłam buty i użyłam perfum. Chwyciłam torebkę i włożyłam do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Potem wzięłam prezent, czyli perfumy od Diora.
Kiedy wyszłam z domu była 17:45. Szłam około 15 minut. Gdy znalazłam się pod klubem "Star", zobaczyłam tłum ludzi. Chwilę stałam w kolejce, później weszłam do środka. Wewnątrz było ciemno, grała muzyka, ludzie otaczali mnie z każdej strony. Przeciskałam się przez tłum, w celu znalezienia Cami.... lub kogokolwiek, kogo znałam.
Po pewnym czasie zobaczyłam moje przyjaciółki. Szybko do nich podeszłam.
-Hej! - próbowałam przekrzyczeć tłum.
-Hej Vilu! - odpowiedziały .
-Dziękuję, że przyszłaś - powiedziała Cami. Posłałam jej ciepły uśmiech i mocno przytuliłam.
-Wszystkiego najlepszego kochana - powiedziałam jej do ucha.
-Dziękuję. - odpowiedziała. Następnie wręczyłam jej prezent.
-Mam nadzieję, że ci się spodoba. - oznajmiłam.
-Na pewno! - odpowiedziała dziewczyna.
-Vilu, wyglądasz cudownie! - powiedziała Ludmiła.
-Dziękuję, wy też! - krzyknęłam.
Później poszłyśmy tańczyć.
Leciała genialna muzyka. Nogi same rwały się do tańca. To sprawiało, że momentami zapominałam o Verdasie. Przez  kilka chwil nie myślałam o tym co teraz robił, z kim był i dlaczego... Niestety takie momenty trwały krótko. Chciałam żeby był tu ze mną, pragnęłam jego obecności, zapachu, ciepła, wzroku... Kochałam go bezgranicznie.
Moja twarz musiała mówić o uczuciach mi towarzyszących, ponieważ Fran zapytała się mnie.
-Vilu, coś się stało, że jesteś smutna?
-Nie.. - próbowałam się wykręcić.
-Taa. Weź bo ci uwierzę. - powiedziała rozśmieszona. Posłałam jej uroczy uśmiech.
-Chodź, pójdziemy pogadać, gdzieś, gdzie jest ciszej. - oznajmiła i chwyciła mnie za rękę.
Po chwili wyszłyśmy do ogrodu, który był częścią klubu. Usiadłyśmy na jednej ławek.
-A więc? Co cię gryzie? - spytała. Cicho westchnęłam.
-No wiec.. - odchrząknęłam. - Chodzi o Leona. Nie mogę przestać o nim myśleć. Przez to nie bawię się tak, jak bym chciała..
-Rozumiem. - oznajmia - Może w końcu powiesz mu prawdę? Uważam, że lepiej będzie dla ciebie i dla niego.. Będziesz wiedziała na czym stoisz.
-A co jeśli on nic do mnie nie czuje?
-Wiesz, uważam, że on coś do ciebie czuje.. - prychnęłam - Serio.. Nie znam Leona od wczoraj! Prz tobie..On staje się innym człowiekiem.
-Fran.. To nie takie proste.
-Ależ proste! Wystarczy zrobić pierwszy krok! Dalej pójdzie z górki.. - tłumaczyła.
-Ja już sama nie wiem. Przeze mnie ma same kłopoty. - dziewczyna spojrzała na mnie pytająco. - Przeze mnie pokłócił się z Rose..
-Vilu! Przestań. To nie jest twoja wina. Uważam, że Leon i Rose do siebie nie pasują.
-Nie wiem co mam robić - przyznałam.
-Bądź szczera - doradziła Fran.
-Może masz rację... Jutro mu o wszystkim powiem. -po tych słowach moje serce zaczęło szybciej bić. Nie byłam gotowa na wyznanie miłości Verdasowi.
-Idziemy potańczyć ? -zaproponowała.
-Tak, chodźmy. - potwierdziłam i razem ruszyłyśmy na parkiet.
Bawiłam się cudownie. Jednak wewnątrz cała się trzęsłam. Jutro miałam powiedzieć wszystko Leonowi. To było przerażające. Ale miałam dość skrywania tego w sobie! Koniec, dłużej nie mogłam.

Tańczyłam z różnymi chłopakami, jednak nawet ci najprzystojniejsi nie równali się z szatynem..
Kiedy tańczyłam, nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie w talii. Jak oparzona odwróciłam się i nie mogłam uwierzyć w to co ujrzałam. To on, Leon Verdas. We własnej osobie. Chłopak wyglądał zniewalająco. Głośno przełknęłam ślinę. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Hej - szepnął. Lekko się uśmiechnęłam
-Hej - ja też szeptałam. - Leon, co ty tu robisz.? - byłam zdezorientowana. Przecież miało go tu nie być.
-Nie cieszysz się, że przyszedłem? - zapytał z rozbawieniem w głosie.
-Oczywiście, że się cieszę... Ale, jak ? Przecież miałeś mieć jakieś spotkanie ze sponsorem.. - tłumaczyłam.
-Tak, ale sponsor odwołał spotkanie.. A ja bardzo chciałem się z tobą spotkać. - te słowa były jak miód na moje obolałe serce. Zarumieniłam się.
-To miło. - lekko się uśmiechnęłam - też chciałam cię zobaczyć.. Nawet nie wiesz jak bardzo. - ostatnie słowa powiedziałam ciszej, jednak on je usłyszał. Jego dłonie wciąż znajdowały się na mojej talii, tym samym dotykały mojego nagiego ciała, ponieważ miałam gołe plecy.
To chyba nadszedł ten dzień, ta godzina.. Musze powiedzieć mu o wszystkim.
-Leon.. - serce biło mi jak szalone.
-Tak Vilu? - szeptał. Pokręciłam głową. Nie wiedziałam jak mam to powiedzieć. To było cholernie trudne. - Coś się stało?
-Właściwie to tak.. - zaczęłam - Chodzi o to - wciąż patrzyłam mu w oczy. - Chodzi o to, że ja..
-Ty co? Vilu, denerwuje się. - przerwał mi.
-Ja.. Ja się w tobie zakochałam. Kocham cię. - wreszcie to powiedziałam. Teraz tylko czekałam na jego reakcję. Bacznie obserwowałam jego twarz - Leon, ja wiem, że to głupie. Przecież ty masz dziewczynę, którą kochasz..- tłumaczyłam. W tym samym czasie Leon przyciągnął mnie bliżej siebie. Nasze ciała stykały się. Położył dłoń na moich plecach, a drugą na moim zarumienionym policzku. Wszystko działo się tak szybko. Wtem chłopak zaczął zbliżać swoją twarz do mojej.
Maje serce omal nie wyskoczyło mi z piersi, ledwo stałam na nogach. Czy on chciał zrobić to, o czym myślę?
Nagle, nasze usta się złączyły. Trwało to chwilę, jednak zaparło mi dech. Czułam się jak w niebie. Jego wargi były tak ciepłe i miękkie. Delikatnie muskały moje. Z chęcią rzuciłabym się na niego, jednak to nie byłoby mądre.  Chociaż..
Położyłam swoje dłonie na jego żebrach. Czułam jak oddycha. Byłam tak bardzo podniecona. Tak bardzo go pragnęłam...
Po chwili odkleiliśmy się od siebie. Oblizałam usta, by jak najdłużej czuć smak jego warg. Następnie delikatnie przygryzłam swoją wargę.
Kiedy byłam na to gotowa, spojrzałam na niego nieśmiało. Czy to oznaczało, że on coś do mnie czuł? A może lekko go poniosło? Nie wiedziałam..
-Leon.. - zaczęłam - Co to miało oznaczać?
Chłopak lekko się uśmiechnął i objął moją twarz dłońmi. Patrzył mi głęboko w oczy. Prawie mdlałam.
-To oznaczało, że ja też cię kocham. - powiedział, a ja ze zdziwienia otworzyłam buzię. Leon Verdas wyznał mi miłość!!
-Leon, ale.. Co z Rose.? - spytałam.
-Zerwałem z nią. Tak naprawdę jej nie kochałem. Kiedyś tak, teraz nie. - tłumaczył. -Vilu, myślałem o tobie całe dnie, zasypiałem myśląc o tobie... Zawładnęłaś moim sercem.
To co mówił, było takie cudowne.
-Nie wiem, co mam powiedzieć. - przyznałam.
-Nie musisz nic mówić. Wystarcz, że mnie nie opuścisz, bo nie wyobrażam sobie dalej żyć bez ciebie. - mówił - Vioetto Catillo, kocham cię. - moje oczy się zaszkliły. Moje marzenie się spełniło. On mnie kochał, a ja kochałam jego.
-Nie mam zamiaru cię zostawiać. - przyznałam. Po chwili go przytuliłam.
Te ramiona były dla mnie najbezpieczniejszym miejscem na ziemi. Leon Verdas, chłopak poza którym nie widziałam świata.
Kiedy się od siebie oderwaliśmy, powiedziałam.
-Leonie Verdasie, kocham cię. - Nie wiem dlaczego, ale z moich oczu popłynęły łzy.
Szatyn się ciepło uśmiechnął i starł mi ją swoją dłonią.
-Nie płacz przeze mnie. Nie jestem wart twoich łez. - powiedział.
-Przestań. To ja nie jestem warta ciebie.
-Tak, z pewnością - powiedział sarkastycznie. Oboje się zaśmieliśmy. Potem jeszcze raz wtuliłam się w jego tors.
W taki sposób przetańczyliśmy kilka piosenek. Nie ważne, czy szybkich czy wolnych..Ważne, że razem.
Potem oderwaliśmy się od siebie. Pragnęłam jego ust. Leon był mistrzem w całowaniu.
-Leon, mogę cie pocałować? - spytałam szepcząc mu do ucha. Chłopak się zaśmiał.
-Tylko na to czekam. - przyznał.
Po chwili wspięłam się na palce, by nasze twarze były naprzeciw siebie. Obiema dłońmi chwyciłam jego idealną twarz. Następnie spojrzałam mu w oczy.
-Kocham cię. -szepnęłam i złożyłam na jego ustach pocałunek.
Verdas chwycił mnie w talii i lekko podtrzymał, by pomóc mi trzymać równowagę. Nasze ciała byłe jednością.
W końcu mogłam zrobić coś na co czekałam od długiego czasu. Delikatnie włożyłam swoją dłoń w jego gęste włosy. Czułam się tak dobrze. niczego więcej nie chciałam, tylko jego.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Dziękuję. - powiedziałam. Następnie odwróciłam się do niego tyłem. Chłopak podszedł do mnie, nasze ciała stykały się w każdym miejscu. Potem chwycił mnie za dłonie i położył głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy tańczyć.


***********************************************************************************




Hejka :D
Jest i nowy rozdział!

I co najważniejsze...
Jest LEONETTA 
<3

hahah

Mam nadzieję, że podoba się Wam :)

Oj..Jacy oni słodcy.. <3

Następny rozdział pojawi się w przyszłym tygodniu. 
Niestety, nie w weekend, gdyż wyjeżdżam :*

PS: Brak korekty!
Przepraszam <3
KOMENTUJCIE - MOTYWUJCIE

Kocham Was mocno :)

Ola :)


poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 23 : "Uwielbiam jak jesteś szczęśliwa "

Czas, problemy, żale, bóle i wszystkie inne rzeczy, traciły znaczenie, liczyła się tylko ta jedna chwila, którą spędziłam z Leonem. To jego obecność dawała mi nieobliczalne szczęście. To on sprawiał, że byłam w innym świecie. 

Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam 2 mężczyzn. By dostrzec, kto to jest, przymrużyłam oczy. To Fede i Leon. Chory wciąż leżał w szpitalnym łóżku, za to Verdas siedział na krześle obok niego. Oboje patrzyli na mnie z zaciekawieniem. 
-Dzień dobry Vilu - przywitał się Federico.
-Hej. - mówiłam lekko zachrypniętym głosem. - Która godzina? 
-Jest 7:00 - odpowiedział szatyn, uśmiechając się do mnie ciepło. 
To było cudowne. Takie poranki to ja mogłam mieć zawsze.. Budzisz się, a tu siedzi twój ukochany!
Wstałam z kanapy i powiedziałam.
- Vilu, rodzice zaraz przyjadą, jedźcie do szkoły. - poinformował Federico. 
-Jasne. - odpowiedziałam.
-To co idziemy? - spytał Verdas, wstając z krzesła. Pokiwałam twierdząco głową. 
-To do zobaczenia później - rzuciłam do brata i uśmiechnęłam się uroczo. 
-Pa - pożegnał się brunet. 
I wyszliśmy z sali numer 45. W cieszy przemierzaliśmy korytarz. Było pełno ludzi. Co chwilę uderzałam kogoś ramieniem i przepraszałam. 
Po chwili byliśmy już przy aucie Verdasa. Wsiadłam do środka. Chłopak uruchomił maszynę. 
-Rozumiem, że mam zawieść cię do domu? - spytał rozbawiony, tym samym spoglądając na moje ubranie. 
-Było by miło.. - powiedziałam również rozśmieszona. Na sobie miałam dresową bluzę i jeansy! Nie miałam zamiaru pokazywać się w tym w szkole.
-Nie ma sprawy. - zakończył. 
Całą drogę rozmawialiśmy o błahych sprawach. 
-Poczekam tu na ciebie, a ty idź się ogarnąć. - powiedział zatrzymując samochód pod moim domem. 
-Nie.. Leon... Jedź do domu.. Ja ..- zatkało mnie. - Ja przejdę się do szkoły.. 
Leon spojrzał mi głęboko w oczy. Czułam, że zaraz nie wytrzymam i go pocałuję. Jednak starałam panować nad sobą. 
-Violetto, nie wymyślaj.. Zrób tak, jak mówię. - powiedział nie odrywając ode mnie wzroku. 
Mój wzrok za to, przemieszczał się między jego oczami a ustami. Jeszcze chwila, a bym nie wytrzymała. 
-Leon... - nie wiedziałam jak mu to wytłumaczyć. Verdas cały czas patrzył na mnie pytająco. Westchnęłam- Bo ja nie che, żeby Rose sobie coś pomyślała.. 
Szatyn się uśmiechnął.
-Vilu. Nie martw się, ok? Ona zrozumie. - tłumaczył. Dlaczego ta dziewczyna była ta idealna?!
-Ok. - odpowiedziałam cicho i wyszłam z auta. 
Ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Kiedy byłam już w domu, chwyciłam banana i ruszyłam na górę. 
Szybko się przebrałam w białą spódniczkę i crop top w paski. Następnie użyłam perfum, pomalowałam się troszkę mocniej i rozpuściłam włosy. Potem umyłam zęby i wyszłam z sypialni. 

Gdy opuściłam dom, zobaczyłam, że auto Verdasa wciąż stoi pod moją posesją. Szczerze mówiąc, ulżyło mi. 
Spojrzałam na telefon. Była 8:00. Mieliśmy jeszcze pełną godzinę! 
Wsiadłam do samochodu. 
-Vilu, pojedziemy jeszcze do mnie, dobrze? - Nie wiedziałam po co mnie o to pytał. Przecież nie mogłam zaprzeczyć. 
-Jasne. - posłałam mu ciepły uśmiech. Chłopak wziął głęboki oddech. 
-Vilu, zawsze tak cudownie pachniesz. - zarumieniłam się. To prawda, zapach moich perfum był nieziemski. Ale chwila... Czy on mi właśnie prawił komplementy?!
-Dziękuję. - powiedziałam nieśmiało. 
Chłopak uruchomił auto i ruszyliśmy. 
Po kilku minutach, zatrzymaliśmy się pod pięknym, nowoczesnym domem. 
-To tu. - oznajmił. 
-Poczekam na ciebie w samochodzie. - rzekłam. 
Szatyn wysiadł bez słowa. Trochę mnie to zdziwiło, ale nie chciałam wchodzić do jego domu.. 
Nagle drzwi od mojej strony się otworzyły. To Verdas je otworzył.
-Wysiadaj. - powiedział ciepło.
- Nie, dziękuję. Poczekam w aucie. - mówiłam lekko zdenerwowana. 
-Proszę cie... 
-Nie! Idź już! - podniosłam trochę głos. On chyba nie rozumiał słowa "nie".
- Jesteś pewna? - zapytał rozbawiony. Nie byłam już pewna niczego. Nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Leon był zdolny do wszystkiego!
Nagle chłopak nachylił się nade mną i w połowie znalazł się w samochodzie. Jednym sprawnym ruchem odpiął mój pas. Następnie wyprostował się, aj a patrzyłam na niego gromiącym wzrokiem. 
-Czy ty nie rozumiesz słowa "nie"?! - krzyknęłam. On tylko się zaśmiał 
-To wychodzisz, czy mam ci pomóc ? 
Westchnęłam i wysiadłam z auta. 
- Zapraszam. - powiedział Verdas. Po chwili położył mi swoją dłoń na placach. Całe ciało zadrżało, jakbym dotknęła czegoś pod napięciem. To było nie znane dla mnie uczucie, miłość. Jednak bardzo mi się podobało.. Pomimo bólu i żalu, spowodowanego stratą szatyna. 
Po pewnym czasie staliśmy pod drzwiami wejściowymi. 
-Spokojnie Vilu, moich rodziców nie ma w domu. -oznajmił. Ulżyło mi.
Chwilę później weszliśmy do domu. Wewnątrz było jeszcze lepiej niż na zewnątrz! Nowoczesność-to idealne słowo opisujące dom szatyna.
-Vilu, rozgość się. Ja zaraz wracam. - powiedział i zostawił mnie samą.
Przysiadłam sobie na kanapie. Z każdej strony otulała mnie cisza.
Po chwili ze schodów zszedł szatyn. Wyglądał bardzo przystojnie. Idealna koszyka w kratę z ciemnymi jeansami, leżały na nim perfekcyjnie.  Posłał mi ciepły uśmiech. Odwzajemniłam mu tym samym.
-Idziemy ?- spytał.
-Tak. - powiedziałam i wyszliśmy z domu.

Jechaliśmy śmiejąc się i rozmawiając. Verdas sprawiał, że zapominałam o rzeczywistości.
Gdy dojechaliśmy pod szkołę, wysiadłam z czarnego Mercedesa. Wszyscy uczniowie patrzyli się na nas z niedowierzaniem. Zarumieniłam się i spojrzałam na Leona.
-Leon, nie powinnam z tobą przyjeżdżać.. Wszyscy się gapią!- szepnęłam do chłopaka idącego obok mnie.
-Vilu.. Daj spokój! - powiedział z rozbawieniem.
-Źle robimy.. Rose będzie zła. - ciągnęłam.
-Opinia innych kompletnie mnie nie obchodzi. - zakończył.
Cicho westchnęłam Nie chciałam, żeby dziewczyna Leona była na mnie zła.
Po chwili weszliśmy do szkoły. Szliśmy korytarzem, ramie w ramie. Cały czas czułam na sobie wzrok innych. Ignorowałam to, a przynajmniej próbowałam.
Kiedy znaleźliśmy się pod salą chemiczną, spotkaliśmy Cami i Diego. Przyglądaliśmy się nam z zaciekawieniem.
-Hej wam - zaczęłam z uśmiechem.
-Hej Vilu, jak tam Fede? - spytał Diego
-Jest już trochę lepiej, dziękuję. - odpowiedziałam.
Nagle poczułam jak ktoś delikatnie popchnął mnie ramię. Obejrzałam się i zobaczyłam, że jakaś dziewczyna obejmuje Verdasa. To z pewnością była Rose.
-Hej misiu.. - mówiła dziewczyna. Głośno przełknęłam ślinę. Chciałam być na jej miejscu.
-Hej kochanie. - szepnął chłopak. Po chwili oderwałam od nich wzrok.
Wtem zadzwonił dzwonek. Weszliśmy do klasy.
Chemia minęła spokojnie, w ciszy. Czasami spojrzałam na Verdasa, wtedy posyłałam mu uroczy uśmieszek, ponieważ  on cały czas na mnie patrzył.

Kolejne lekcje mijały szybko. Od dziewczyn dowiedziałam się, że Rose est w innej klasie, ale jest w naszym wieku.
Kiedy podczas przerwy na lunch szłam korytarzem, zobaczyłam Leona z jego dziewczyną siedzących na jednej z ławek. Patrzyli na siebie, rozmawiali, chyba byli szczęśliwi. Nie chciałam przechodzić obok nich, ale inaczej nie mogłam dojść do sali fizycznej. Wzięłam więc głęboki wdech i ruszyłam.
Po chwili zauważył mnie Verdas. Przeszłam obok nich, spojrzałam chłopakowi w oczy i widząc jego uśmiech słabo się uśmiechnęłam. Chciałam tym uśmiechem przekazać mu wszystko co czułam, żeby wiedział jak bardzo ważny dla mnie był, ale.. Właśnie, istnieje milion ale, bo on przecież ma już kogoś, kto jest da niego ważny, kogoś kto sprawia, że ma siły się uśmiechać..
Czas się pogodzić z tym, ze jestem jego przyjaciółką, tylko przyjaciółką...

Po lekcjach ruszyłam w kierunku domu, jednak coś mnie zatrzymało..A raczej ktoś.
Kiedy schodziłam po schodach, zobaczyłam szatyna, siedzącego na ostatnim ze schodków. Moje serce zaczęło szybciej bić, oddech przyspieszył. Jednak już się nie dziwiłam temu zachowaniu. Wzięłam głęboki wdech.
Gdy znalazłam się obok niego, zapytałam;
-Mogę się przysiąść?
Chłopak posłał mi czarujący uśmiech i pokiwał twierdząco głową.
-Czekasz na Rose.. - zaczęłam
-Nie, ona skończyła dzisiaj szybciej.
-A... - nie wiedziałam co mam powiedzieć, cieszyłam się, że nie ma jej tutaj.
-Jak się trzymasz? - zapytał z troską w głosie.
Cicho westchnęłam.
-Może być. Dzisiaj spędzam noc u Fede.
-Vilu, pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć..
-Wiem i dziękuję. - posłałam mu nieśmiały uśmiech.
Nagle Leon wstał na równe nogi i podał mi rękę. Wytrzeszczyłam oczy.
-Chodź, musisz się trochę rozerwać!
Zaczęłam się nerwowo śmiać.
-Nie, Leon... Ja nie mam chęci nigdzie iść, jechać... - próbowałam się wykręcić, chociaż dobrze wiedziałam, że to się raczej nie uda.
-Violetto, nie marudź! Musisz chociaż na chwilę przestać myśleć o Fede, a ja ci w tym pomogę.- oznajmił.- To jak?
Chciałam mu powiedzieć, że wystarczy jego obecność, a zapominam o otaczającym mnie świecie, jednak nie mogłam tego zrobić.
-Ok - podałam m swoją dłoń,a on pomógł mi wstać. Po chwili staliśmy blisko siebie. Moje oczy skierowane były w stronę jego. Bałam się, że nie zapanuję nad sobą i go pocałuję. To trochę dziwne, on ma dziewczynę, którą kocha... W tym momencie powinien odsunąć się ode mnie. Ale on wciąż stał, patrzył mi w oczy. Jego twarz, jakby zbliżała się do mojej...Nie!
Odchrząknęłam, a on się jakby ocknął. Odsunęliśmy się od siebie.
-A gdzie chcesz mnie zabrać?
-Tajemnica. - stwierdził i uśmiechnął się szyderczo. Wywróciłam teatralnie oczami.
- A może jednak mi powiesz? - spytałam
-Musisz się pogodzić z rozczarowaniem - dokończył.
Po chwili ruszyliśmy do jego auta.
Kiedy wsiedliśmy poczułam, że samochód jest przesiąknięty zapachem Verdasa. Mogłam już stamtąd nie wychodzić.
Jechaliśmy przez godzinę. Byłam ciekawa, ale i przestraszona. Jednak z szatynem czułam się bezpiecznie.
W pewnym momencie auto się zatrzymało. Ze zdziwieniem spojrzałam na przyjaciela.
-I ? - spytałam.
Chłopak się zaśmiał i spojrzał na mnie.
-Dojechaliśmy. - stwierdził.
Zaczęłam się rozglądać wokół, jednak było już ciemno i niczego nie widziałam. Westchnęłam.
-No więc? - byłam niecierpliwa.
Nagle moim uszom doszedł głośny szum. Przestraszyłam się.
-Co to było?! - Leon wciąż się śmiał. Po chwili wyszedł z auta.
Nie minęło 10 sekund, a już otworzył mi drzwi.
-Wychodzisz? - spytał z rozbawieniem w głosie.
-Szczerze mówiąc to się boję.- przyznałam. Chłopak ciepło się uśmiechnął.
-Spokojnie Vilu, ze mną jesteś bezpieczna. - oznajmił. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Tak bardzo go kochałam.
Po chwili odpięłam pasy bezpieczeństwa i wyszłam z samochodu.
Praktycznie nic nie widziałam. W pewnym momencie do moich uszu ponownie dobiegł przerażający dźwięk. Szybko złapałam dłoń Verdasa. Trzymałam ją mocno, moje serce biło w zdwojonej sile, ponieważ byłam przerażona oraz dlatego, że trzymałam za rękę mojego ukochanego... Chłopaka, którego kochałam, ale on o tym nic nie wiedział. Ciągle się potykałam o własne nogi, na szczęście Verdas był tuż obok.
W końcu miałam dosyć.
-Leon! Ja nigdzie dalej nie idę!
On wciąż się śmiał.
-Ok. Może być tu. - stwierdził i schylił się. Położył coś na ziemi. To chyba był ...koc? Było tak ciemno, że ledwo co widziałam twarz szatyna.
-Co ty wyprawiasz? -byłam rozbawiona, ale i przestraszona. Czy on się dobrze czół?!
Chłopak puścił moją dłoń. Moje serce zaczęło szybciej bić. Bałam się, że gdzieś sobie poszedł.
-Leon..- szeptałam i zaczęłam machać rękoma w mroku. Teraz kompletnie nic nie widziałam. - Leon.. - mówiłam z przerażeniem w głosie.
Nic nie widziałam, moje oczy były jakby zasłonięte szalikiem.
-Spokojnie Vilu..- usłyszałam jego głos. Od razu mi ulżyło. Poczułam się bezpieczniej.
Moje machające dotychczas donie napotkały na swojej drodze coś ciepłego, twardego, umięśnionego.. To chyba był tors Leona. Przejechałam nimi po całej umięśnionej klatce piersiowej przyjaciela. Moje ręce chciały zostać tam na całą wieczność.
Po chwili delikatnym ruchem powędrowały ku górze. Zatrzymały się na twarzy chłopaka. Jakby chciały się upewnić czy to na pewno on.
-To ty.- szepnęłam.
-Tak, to ja. - on również szeptał.
-Leon, nie podoba mi się tu. Wracajmy. .. - mówiłam zdenerwowana.
-Daj spokój Vilu.. - prosił.
Postanowiłam się uspokoić. Wzięłam głęboki wdech, później wydech. Zdjęłam z twarzy chłopaka ręce.
-A więc po co tu przyjechaliśmy? -dopytywałam
Chłopak pociągnął mnie za rękę. Następnie usiedliśmy na .. kocu? Skąd on go wytrzasnął ?! Wtem Verdas zapalił latarkę. Rozejrzałam się wokół. Zobaczyłam jakiś plac..
-Gdzie my jesteśmy? - spytałam.
-Zaraz się dowiesz- odpowiedział z szyderczym uśmieszkiem.
Zamilkłam. Nie wiedziałam co planował, ale ufałam mu, kochałam go.
Nagle, ponownie usłyszałam okropny dźwięk.
-Co to za szum?! - próbowałam przekrzyczeć niemiły odgłos.
-Połóż się na plecach! - on też krzyczał.
Posłuchałam się go i położyłam się. On zrobił to samo. Patrzyłam na gwieździste niebo.
Wtem zobaczyłam startujący samolot, który wznosił się tuż nad nami. Serce zaczęło mi walić.
-Leon!! - krzyczałam. Szybko chwyciłam jego dłoń. Jednak to mi nie pomogło. Przykleiłam się więc do jego ramienia i torsu. Mocno zamknęłam oczy. Poczułam, że Verdas obejmuje mnie ramieniem. Czułam się bezpieczniej.
Gdy szum silników samolotu ustał, odkleiłam się od chłopaka i zaczęłam krzyczeć.
-Co to ma być?! Leon, mogliśmy zginąć!
-Vilu, nie krzycz. Nic by się nam nie stało.. - zaczął.
-W ogóle skąd ten pomysł? Jak znalazłeś to miejsce.?!
-Chciałem, żebyś oderwała się od tego wszystkiego, co cię męczy. Zostawiła to, dobrze się bawiła - mówił.
-Dobrze się bawiła czy dostała zawału lub umarła ze strachu!? - mówiłam lekko rozśmieszona.
Wtem Leon zaczął się śmiać. Dołączyłam do niego.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć.. - tłumaczył patrząc mi w oczy.
-Rozumiem..Ale więcej tego nie rób, ok?
-Dobrze.
-Jak znalazłeś to miejsce? - spytałam z zaciekawieniem. Oboje siedzieliśmy na kocu, blisko siebie.
-Kiedy byłem mały, tata zawsze mnie tu zabierał. Uwielbiałem to ..- opowiadał. - to niesamowite. W 99% samolot na ciebie nie spadnie, jednak jest ten 1% niepewności. To właśnie dlatego czuje się taką adrenalinę. - dokończył
- To urocze..- powiedziałam z uśmiechem. Verdas przyjrzał mi się uważnie. Wiedziałam, że się rumienię.
-Uwielbiam jak się uśmiechasz. - stwierdził - Uwielbiam jak jesteś szczęśliwa. - ciągnął.

Po 2 godzinach rozmawiania, śmiania się i żartowania postanowiliśmy wrócić do domu. O 1:00 rodzice mieli mnie zawieść do szpitala, na nocną "wartę".
Gdy dojechaliśmy pod mój dom, tak jak Verdas, wysiadłam z auta. Następnie podeszłam do drzwi wejściowych.
-Do jutra Vilu. - powiedział. - Mam nadzieję, że chociaż na chwilę zapomniałaś o tym wszystkim, co się teraz dzieje. - staliśmy bardzo blisko siebie. Nasze ciała dzieliły milimetry. Ja, ponownie powstrzymywałam się, by nie rzucić się na chłopaka.
Uwielbiałam spędzać z nim czas, jednak kiedy musieliśmy się rozstać, cierpiałam.
Bolało mnie to, że kochałam go i wiedziałam, że ta miłość nie zostanie odwzajemniona. Jeszcze większym ciosem było to, że on, osoba którą kochałam, darzył miłością kogoś innego.
-Dziękuję ci za to, że jesteś. - powiedziałam. Oboje się uśmiechnęliśmy. - Dobranoc.
-Dobranoc Vilu. - powiedział. Następnie objął mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się jeszcze mocniej, jak najmocniej..
Po pewnym czasie oderwaliśmy się od siebie. Potem weszłam do domu.
Po wykonaniu wieczornych czynności, położyłam się spać.

.........................................................................................................................................................................







Hej misiaczki!

Na początku chciałam przeprosić Was za to, że tak późno wstawiam ten post. 
Wiem, że miał pojawić się w weekend, ale tak jakoś wyszło..
Miałam masę zajęć, nauki i innych nudnych rzeczy do zrobienia :(

PS : BRAK KOREKTY :)

PRZEPRASZAM

Jak Wam się podoba nowy rozdział?
Coraz bliżej Leonetta?
Nie wiem..


Kocham Was mocno..

Dziękuję za każdy, nawet najmniejszy komentarz :D
Kolejny post pojawi się ..
hmn...
yy..
może..
w...
tygodniu?
:)
CZEKAJCIE <3


KOMENTUJCIE 

Ola :D

czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 22 : " Cała przyjemność po mojej stronie "

Rozdział dedykuję mojej kochanej Żelci Boom <3 

Obudził mnie szept pięknego głosu, głosu Leona. Myślałam, że śnie. To przecież nierealne, żeby on mnie budził.
Lekko otworzyłam oczy. Ujrzałam szpitalne kafelki, pełno świateł, gwar. Delikatnie się podniosłam.
-Vilu, wszystko ok? - spytał Verdas.
-Tak - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
-Violetto, Fede się obudził. - powiedział. Od razu stanęłam na równe nogi. - Spokojnie. - on również wstał. Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Leon, ja chce do niego pójść. - oznajmiłam.
-Wiem. Lekarz powiedział, że za chwile będziesz mogła wejść. - rzekł szatyn.
-Ale.. Leon, wejdź ze mną. Proszę..- mówiłam. Po chwili stałam wtulona w Verdasa - Potrzebuje cie - ciągnęłam.
-Dobrze Vilu.. - zgodził się.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Chłopak spojrzał mi w oczy. Ten wzrok zawsze działa na mnie kojąco, ale i paraliżująco.
-Chodźmy - powiedział Leon wyrywając mnie z zamyślenia. Kiwnęłam twierdząco głową i obróciłam się w stronę drzwi do sali numer 45. Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam za klamkę.
Moim oczom ukazał się poobwiązywany bandażami Fede, podłączony do jakiejś aparatury. To wyglądało strasznie. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Jednak powstrzymałam je.
-Fede. - zaczęłam drżącym głosem.
Brat spojrzał na mnie. Lekko się uśmiechnęłam,
-Vilu, jak dobrze, że jesteś. - przyznał. Po chwili zauważył Verdasa. - Leon? Co ty tutaj robisz?
-To mało istotne. Fede, jak się czujesz? - zapytał szatyn.
-Wszystko mnie boli, nie dam rady się ruszać  stwierdził.
-Wyjdziesz z tego, obiecuję ci to. - mówiłam siadając na krzesło stojące obok łóżka.  Chwyciłam za rękę Federico. - Wszystko będzie dobrze. - ciągnęłam. Nie wiem, czy przekonywałam siebie czy Fede.
-Wiem. Vilu, proszę nie płacz. - oznajmił brunet lekko się uśmiechając. Nie zauważyłam nawet, ze się rozpłakałam! Byłam na granicy załamania nerwowego.
Jednym ruchem starłam łzy z policzków.
-Tak już lepiej. - stwierdził chłopak.

Razem z Leonem spędziliśmy u Federico kilka godzin. Następnie przyjechali rodzice. Mama nie mogła powstrzymać łez. Rodzice podziękowali Leonowi za pomoc. Następnie odprowadziłam chłopaka do jego auta, znajdującego się na szpitalnym parkingu.
Kiedy staliśmy przy samochodzie powiedziałam.
-Dziękuję za wszystko. - posłałam mu uroczy uśmieszek.
Chłopak odwzajemnił mi tym samym.
-Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć. - odpowiedział. Po chwili mnie mocno przytulił. Było mi tak dobrze. W jego ramionach zapominałam co to ból, skrucha i żal.
Jesteśmy przyjaciółmi, on nigdzie nie wyjeżdża, jednak ja czuję jakbym go straciła..
Gdy stałam wtulona w Verdasa, czułam idealny zapach szczęścia. Z resztą, zawsze to czułam, kiedy był blisko mnie.
Po dość długim czasie oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle zadzwonił jego telefon. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i odebrał mówiąc ciche "przepraszam".
-Tak Rose? - mówił. Dzwoniła jego dziewczyna - Tak, oczywiście. To za 20 minut u ciebie? - po tych słowach moje serce się skurczyło, zaczęło kuć. To bolało, bardzo. Ale nie powinno. On był szczęśliwy, a ja właśnie tego chciałam... Tylko szkoda, że ja nie mogłam być częścią tego szczęścia.
Po chwili się rozłączył.
-Przepraszam, to Rose. - wyjaśnił.
-Jasne, rozumiem. - cicho westchnęłam. - Cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. - nie kłamałam, tylko inaczej wyobrażałam sobie pełnie szczęścia..
Leon szeroko się uśmiechnął i ponownie mnie przytulił. Nabrałam powietrza do płuc, by napawać się jego zapachem, za którym codziennie tęsknie.
-Jeszcze raz ci dziękuję. - powiedziałam i oderwałam się od niego.
-Nie ma za co - i posłał mi przyjazny uśmiech.
Tak bardzo chciałam go....pocałować? Niee... Vilu..! Nie utrudniaj mu życia!
Nagle szatyn pochylił się nade mną i złożył na moim policzku pocałunek. Rozpływałam się pod delikatnym dotykiem jego warg. Trwało to moment. Zbyt krótko jak dla mnie..
-Jakbyś mnie potrzebowała, to dzwoń, dobrze? - powiedział wsiadając do auta. Pokiwałam grzecznie głową. Odjechał.
Wróciłam do sali Federico. Tata powiedział, że zawiezie mnie do domu. Zgodziłam się, bo marzyłam o odpoczynku psychicznym i fizycznym.
Po 20 minutach drogi byłam już w domu.
Wzięłam odprężający prysznic. Było już po 20:00. Zjadłam kolację i położyłam się na łóżko.
Postanowiłam wejść na FB.
Przeglądałam tablicę, kiedy moim oczom ukazało się polubione przez Naty zdjęcie. Zdjęcie przedstawiające Rose i Leona... Stoją wtuleni w siebie.. Tacy.. zakochani? Eh..
Verdas na zdjęciu wyglądał zabójczo! Na ich wspólnym selfie, zatytułowane " Tak bardzo tęskniłam za tym wzrokiem", Leon przygląda się dziewczynie. Ta za to patrzy w obiektyw.
Najwidoczniej są szczęśliwi.
Wtem na ekranie pojawiło się okienko czatu. Verdas do mnie napisał.

L: Hej Vilu, jak się czujesz?
Pierwsza myśl jaka pojawiła mi się w głowie była taka, że Leon się o mnie martwi..
V: Jest ok, ale bywało lepiej :(
L: Pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji w dzień i w nocy!
V: Wiem i dziękuję...
L: Idziesz jutro do szkoły?
V: Chyba tak. Nie mam zamiaru rozmyślać o tym wszystkim..
L: Cieszę się, że jesteś silna. :D
V: Jest tak, bo wiem, że ktoś we mnie wierzy.
L: :)
V: Dziękuję, że jesteś i byłeś ze mną.
L: I będę!
Po tej wypowiedzi przełknęłam głośno ślinę.
V: Mam nadzieję...
L: Nie zawiedziesz się. Obiecuję!
V: Leon..
L: Tak Vilu?
Zacięłam się. Pod wpływem emocji chciałam napisać, że go potrzebuję. Potrzebuję jego obecności.. Na szczęście w porę zdałam sobie sprawę w to, co piszę.
V: Już nic.. Nie ważne..
L: Jesteś pewna?
Jakby czytał mi w myślach! Przez moment byłam niepewna tego, co chce mu napisać.
V: Tak, nie ważne.
L: Dobrze. Vilu przepraszam, ale muszę już kończyć...
V: Rozumiem. To do jutra.
L: Słodkich snów ;)
V: Nawzajem :D
Chwilę później Leon wylogował się, a ja patrzyłam na ekran laptopa bez większego sensu.
Chciałabym mu powiedzieć, co naprawdę czuję. Jednak najważniejsze jest, aby on był szczęśliwy. Nie mam ochoty rozwalać mu udanego związku z Rose...
Odłożyłam urządzenie i zgasiłam lampkę. Następnie otuliłam się kołdrą i zaczęłam myśleć..
A może to co czuję do Leona to nie miłość? Może nie ma czegoś takiego jak miłość? Może to zauroczenie, które potem zmienia się w przyzwyczajenie?
Co ja gadam... Ja go kocham! To z pewnością jest miłość, i nic i nikt mnie nie zmieni mojego zdania! Nawet ja sama..
Teraz tylko musiałam pogodzić się z faktem, że straciłam już swoją szansę. Musiałam przyjąć do wiadomości, że chłopak, którego kochałam całym sercem jest z inną i jest z nią szczęśliwy!
Aktualnie, jedyne co mi pozostało, to udawać, że wszystko jest w porządku, że jego imię nie wywoływało u mnie dreszczy, że na jego widok serce nie przyspieszało.
Powinnam przestać myśleć o nim..o tym wszystkim co mogło nas łączyć!
Nie mogliśmy być razem i już! Nie wiedziałam nawet co on do mnie czuje. Ja jednak byłam pewna swoich uczuć.
Patrzyłam w sufit, kiedy usłyszałam dźwięk, świadczący o dostanej wiadomości. Chwyciłam telefon do ręki.
Dostałam wiadomość od Sary. Pytała się dlaczego tak długo się nie odzywam i czy coś się stało.
Odpowiedziałam, że napiszę rano, bo jestem padnięta.
Po chwili znowu leżałam wpatrzona w ciemność. Tęskniłam za Verdasem. Za jego pięknym uśmiechem, cudownymi oczami...Wszystkim co jest jego!
Dlaczego zwlekałam  z decyzją powiedzenia mu o swoich uczuciach?!
Dlaczego on tak bardzo zawrócił mi w głowie!?
Dlaczego bez niego czuję się wrakiem!?
Dlaczego nieobecność tak bardzo potęguje miłość?!
Cicho westchnęłam. Na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi.
Po kilku minutach zasnęłam.

Obudził mnie dzwonek telefonu. Było jeszcze ciemno. Przetarłam dłonią oczy i odebrałam telefon.
-Halo? - powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Violetto, zaraz po ciebie przyjadę. - to był tata - Ja i mama chcemy troszkę odpocząć. Czy możesz zostać z Fede do rana? - Do rana?! To która była godzina?
Przelotnie spojrzałam na budzik stojący na szafce nocnej. Była 3:00. Czego nie robi się dla rodziny.
-Jasne, już wstaję. - oznajmiłam.
-Dziękuję córeczko.
Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się, lekko pomalowałam i związałam włosy w koczek. Następnie założyłam jeansy i ciepły sweter w kolorze miętowym. Gotowa zeszłam na dół.
Po kilku minutach do domu weszli rodzice. Chwilę z nimi porozmawiałam, następnie razem z tatą pojechałam do szpitala.
Po znalezieniu odpowiedniej sali, weszłam do środka.
Fede słodko spał. Postanowiłam więc położyć się na małej sofie postawionej pod ścianą.
Ułożyłam się wygodnie. Po chwili przymknęłam powieki. Nie minęło 5 minut, a ja już spałam.

Ze snu wyrwały mnie ciche szepty.
-Violetto. - słyszałam.
Delikatnie otworzyłam oczy. Po chwili je wytrzeszczyłam, bo nie wiedziałam czy to co się właśnie dzieje jest możliwe.
-Leon? - zapytałam widząc kucającego przy mnie chłopaka. Ubrany był w jeansy i granatową bluzę z kapturem. Nie mogłam uwierzyć, że to on.
-Ciii - uciszył mnie.
-Leon, co ty tutaj robisz? - byłam zaskoczona jego obecnością. Czyżbym spała tak długo?
Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał 4:30.
-Wiesz, nie mogłem spać. - mówił patrząc mi głęboko w oczy. To spowodowało, że moje serce zaczęło znacznie szybciej pracować. - Więc pomyślałem, że przyjadę tutaj. - opowiadał.
Pokręciłam głową z niedowierzania. - Gdzie są twoi rodzice? - Usiadłam wygodnie.
-Moi rodzice wrócili do dom na kilka godzin. Teraz ja trzymam wartę - powiedziałam z rozbawieniem. Chłopak posłał mi uroczy uśmiech, a ja poczułam na twarzy rumieńce.
-Mogę? - spytał, wskazując na miejsce obok mnie.
-Tak - odpowiedziałam. Szatyn wstał na równe nogi, a następnie usiadł blisko mnie. To jednak mi nie przeszkadzało. Obdarowaliśmy siebie miłymi uśmiechami.
-Dziękuję, że tu jesteś. - stwierdziłam.
-Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział z wielkim uśmiechem.
Z nim czułam się bezpiecznie, beztrosko i dobrze. Nie martwiłam się o nic. On był lekiem na problemy, zło i przykrości. Potrzebowałam jego i tylko jego!
Chciałam przerwać panującą między nami ciszę.
-Leon, czy Fede zna prawdę o tobie? - spytałam niepewnie. Wiedziałam, że stąpam po cienkim lodzie.
-Tak, wie o wszystkim - stwierdził - On również dał mi drugą szansę. - dopowiedział z lekkim uśmiechem.
-Cieszę się.
- Ja również. - powiedział - Vilu..
-Tak?
-Co chciałaś mi powiedzieć podczas naszej rozmowy na FB? - zapytał. I jak mam się z tego wykręcić?! Wzięłam głęboki wdech.
-Nic istotnego..
Verdas spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Vilu? - pokręciłam przecząco głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać, ok?
-Oczywiście, jednak jeśli zmienisz zdanie to mów. - powiedział.
-Dobrze.
Znowu nastała cisza. Przyglądaliśmy się sobie nawzajem, posyłaliśmy sobie urocze uśmiechy.
Musiałam jednak nad sobą panować, ponieważ jakaś nieznana mi siła, pchała mnie w jego ramiona. W końcu jednak nie wytrzymałam.
-Leon, czy możesz mnie przytulić? -spytałam niepewnie.
Leon posłał mi przyjazny uśmiech, jakby czekał tylko na to.
Nim się obejrzałam, siedziałam wtulona w tors szatyna.
Mijał minuty, a my wciąż nie odrywaliśmy się od siebie. Powinnam mieć wyrzuty sumienia. On przecież ma dziewczynę! Jednak nic takiego nie miało miejsca. Cieszyłam się tą wspaniałą chwilą.
Byłam w nim szaleńczo zakochana. Oddałam mu swoje serce. Jednak on chyba nic do mnie nie czuje. Jesteśmy przyjaciółmi...
Ale każdy mój uśmiech był dla niego, jak i przez niego. Pomimo cierpienia przez świadomość nie bycia dla niego tą jedyną, wiedziałam, że dobrze zrobiłam oddając mu swoje serce. Przecież oddałam je w dobre ręce. Wiem, że on nie jest zdolny do świadomego skrzywdzenia jego.
A to, że poczułam zbyt dużo.. To nic! Byłam szczęśliwa ze świadomością, że coś tak ważnego jest blisko niego.
Oddałam mu swój najcenniejszy skarb, moje serce. Tylko szkoda, że on o tym nie wiedział...

Oczy, pomimo moich sprzeciwów, zamykały się. Po kilku minutach odpłynęłam w ramionach mojego przyjaciela.



<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>







No hej.!
Jak Wam się podoba nowy rozdział?

Ok, przyznam, że jest krótszy niż pozostałe..
Ale mam nadzieję, ze wybaczycie *_*
Ten tydzień jest tragiczny!
Mam tyle nauki :(
Ale staram się Wam to wynagrodzić! 
KOCHAM WAS 
<3
Dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnimi rozdziałami 
Jesteście boscy!


Czy Vilu w końcu wyzna Leonowi prawdę?
Czy Leon naprawdę kocha Rose i jest z nią szczęśliwy ?
Hmn. ?

Następny rozdział w weekend :D

Do następnego Kochani <3

KOMENTUJCIE -----> MOTYWUJCIE 

Ola :D

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 21 : " Jestem tu dla ciebie "

 Zawsze cieszyłam się piątkiem, jednak dzisiaj nie chciałam wstawać z łóżka. Nie wiedziałam, czy Leon coś do mnie czuje i pewnie się już nie dowiem...
Cała radość, humor, wszystko.. co dotychczas we mnie siedziało, ulotniło się. Jednak coś we mnie pozostało. Była to szaleńcza miłość do szatyna. Szaleńcza, ponieważ pierwsza, szczera i prawdziwa.
Moje serce było złamane, chociaż nie powinno. Czułam ból, rozpacz...
Kiedy w końcu zeszłam z łóżka, poszłam na dół zjeść śniadanie.
Podczas posiłku nic nie mówiłam. Cały czas myślałam.. Co by było gdyby?
Właśnie. Co by było gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach wcześniej? Nie powinnam z tym zwlekać! To moja wina..
Po śniadaniu poszłam się ubrać. Założyłam jeansy i błękitną koszulkę. Lekko się pomalowałam i pokręciłam włosy. Gotowa wyszłam z pokoju.
W aucie czekał już Federico. Drogę do szkoły spędziliśmy w ciszy, miłej ciszy. Kiedy zajechaliśmy na parking i zaparkowaliśmy auto, wysiadłam.
Zamyślona, ruszyłam w kierunku wejścia do szkoły. Nie miałam ochoty na nikogo patrzeć, nawet się z kimś witać, nie wspominając o uśmiechaniu się.
Nagle poczułam, że z kimś się zderzyłam. Nie patrząc na moją ofiarę, szybko przeprosiłam i ruszyłam dalej, Wtem ktoś złapał mnie za rękę. Zdezorientowana obejrzałam się za siebie. To on, Leon Verdas. Cicho westchnęłam. Musiałam udawać, że wszystko jest ok. Nie chciałam mu sprawić przykrości.
-Vilu, wszystko dobrze ? -  spytał zdezorientowany moją obojętnością na to, że na niego wpadłam.
-Tak. Wszystko jest w normie..- próbowałam się nie rozpłakać.
-Tak myślisz? - dopytywał. Spojrzałam na niego. Jego twarz była poważna.
-Tak, tak myślę. - odpowiedziałam. - Tylko.. - zaczęłam.
-Tak Vilu ?  - podszedł bliżej. Przełknęłam głośniej ślinę.
Nagle usłyszałam od wczoraj znajomy mi głos. Głos, który śnił mi się całą noc. Głos Rose.
-Hej! - krzyknęła uroczo. Odwróciłam się, gdyż dziewczyna stała za mną. Spojrzałam na nią pytająco.
-Hej.. - odpowiedziałam. Dziewczyna podeszła do nas i lekko wtuliła się w Verdasa. Moje dłonie ścisnęły się w pięści. Nie wiem dlaczego, ale bardzo chciałam ją uderzyć.
-Vilu...- zaczął chłopak. Jego głos mnie troszkę uspokoił. Zeszłam na ziemię. Przeniosłam wzrok z brunetki na szatyna.
-Tak?
- To jest Rose. - wskazał dłonią na dziewczynę. Lekko się uśmiechnęłam, chociaż i tak byłam z siebie dumna, że to zrobiłam. Podałam jej rękę. Ona odwzajemniła gest. Dziewczyna cały czas była uśmiechnięta. - Rose, to jest Violetta. - Leon wskazał na mnie.
-Miło mi cię poznać. - oznajmiła Rose.
-Mi również... -skłamałam.
-Kim ona dla ciebie jest? - zapytała Leona Rose.
Chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Ten gest był jak miód na moje zranione serce.
-Violetta, to moja przyjaciółka. Znamy się.. - przerwał. Byłam ciekawa, czy powie jej prawdę. - od dawna. - dokończył. Zrobiło mi się lżej. Spojrzałam na Verdasa. Dlaczego to wszystko tak się potoczyło? Gdyby nie ta cała Rose, pewnie bylibyśmy dzisiaj parą..albo przyjaciółmi, bardzo bliskimi przyjaciółmi..
Nagle zadzwonił telefon dziewczyny.

Po zakończonej rozmowie powiedziała do nas.
-Przepraszam, ale muszę już lecieć. Do zobaczenia! - rzuciła. Następnie podeszła do szatyn i ucałowała go w policzek. Wówczas przypomniał mi się każdy nasz wspólny pocałunek. Serce zaczęło mi szybciej bić. Próbowałam je przed tym powstrzymać, miarowo oddychając. Jednak nie pomogło.
- Leon, kim ona jest? - nie wytrzymałam. Musiałam wiedzieć.
Chłopak nieśmiało na mnie spojrzał.
-Violetto, ja i Rose dwa lata temu byliśmy parą. - te słowa coraz bardziej mnie raniły. Nie byłam pewna czy chce słychać dalej. - Pomogła mi wyjść z rozpaczy. Mojego własnego bagna. - powiedział. Od razu posmutniał. Powstrzymywałam swoją dłoń przed położeniem się na jego policzku. - Byliśmy razem przed długi okres. Jednak musiała wyjechać i mnie zostawiła. Nie mogłem się z tym pogodzić. Bez niej mój świat nie miał sensu. Doszły jeszcze wspomnienia związane z tobą.. - zrobiło mi się słabo. Nie miałam sił słuchać już tego, jednak stałam dalej. - Potem zjawiłaś się ty. I wszystko się zmieniło. - rozpogodził się.
-Tęskniłeś za nią?
-I to jak. Ona jest cudowną dziewczyną. Naprawdę.
-Dalej ją kochasz? - palnęłam. Kompletnie nie panowałam nad tym, co mówiłam. Leon spojrzał na mnie.
-Wiesz.. - wziął głęboki wdech - wydaje mi się że tak, chociaż minęło wiele czasu i wszystko się pozmieniało. - tłumaczył. Czułam, że zaraz się rozpłaczę.
-Rose wróciła na stałe.?
-Chyba tak, ale u niej wszystko może się zmienić z dnia na dzień.
-Leon, czy..- zacięłam się - czy wy wróciliście do siebie?
-Tak. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. - stwierdził.
Cóż, to jego wybór. Mogłam być częścią jego życia, jednak zbytnio zwlekałam. Teraz już go straciłam.
-A czy jesteś z nią szczęśliwy?
- Tak, jestem... - mówił bez przekonania. Jednak to powiedział. To oznaczało dla mnie : STOP.
Chicho westchnęłam.
-Cieszę się , że jesteś szczęśliwy. - szepnęłam.
W końcu nie wytrzymałam i rzuciłam mu się w ramiona.
Wiedziałam, że to z pewnością ostatni raz, kiedy napawam się jego cudownym zapachem. Do oczy naszły mi łzy. Nie chciałam żeby to się kończyło.
-Dziękuję Vilu- jego głos, jakby się łamał.
Nieważne. To jest koniec naszej historii.
Oderwałam się od niego.
-Muszę iść - rzuciłam i ruszyłam w kierunku wejścia.

Lekcje mijały spokojnie. Cały czas czułam na sobie spojrzenie Verdasa. Mogłam jedynie pomarzyć..
Ale jeśli on jest szczęśliwy? A przynajmniej tak mi powiedział? Nie powinnam się już mieszać w jego życie.

Po lekcjach udałam się do domu. Tam wykonałam swoją rutynę..

Następnego dnia obudziłam się około 10:00. Sobota to dzień wolny od szkoły, jednak nie od myślenia o niej. Pół dnia spędziłam siedząc na parapecie i wpatrując się w miasto za szybą.
Vilu! Weź się w garść. Nie możesz wciąż o nim myśleć! On jest szczęśliwy z Rose, nie z tobą! Nic między wami się nie zmieniło! Wciąż jesteście przyjaciółmi! - podpowiadała moja podświadomość.
Racja, to, że nie możemy być parą nie oznacza końca przyjaźni!
Energicznie wstałam z parapetu. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy. Następnie założyłam czarny kombinezon i buty. Gotowa wyszłam z pokoju. Nie miałam żadnych planów. Chciałam być spontaniczna.
Na dole nikogo nie było. Rodzice w nocy wyjechali do Danii, w sprawach biznesowych, Ramallo i Olga mają dzisiaj wolne, a Fede gdzieś pojechał. Byłam sama, wolna. Chwyciłam jabłko i wyszłam z domu. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi na klucz rozległ się dźwięk dzwonka. Szybko odebrałam. Właśnie szłam w kierunku parku w celu oderwania się od depresyjnej rzeczywistości.
-Halo? - spytałam miło.
-Dzień dobry, z tej strony pogotowie ratunkowe. Czy rozmawiam z Violettą Castillo? - zapytała kobieta, a mi zatrzymało się serce.
-Tak, o co chodzi.?
-Czy pani jest siostrą Federico Castillo?
-Tak jestem! - krzyknęłam - Czy może mi pani powiedzieć o co chodzi?
-Pani brat miał wypadek samochodowy - zamarłam. Głośno przełknęłam ślinę - Jego stan jest już stabilny.
-Ale jak to? Kiedy to się stało?!
-Spokojnie. Nie wiemy jeszcze do końca, jaka była przyczyna wypadku.
-Już tam jadę!
-Nie. Na razie nie jest pani tu potrzebna. Poinformujemy, kiedy zajdzie taka potrzeba. Federico czuje się już lepiej. Proszę być dobrej myśli. Poza tym, nie zostanie pani wpuszczona na salę- rzuciła. Łatwo jej powiedzieć. - Do usłyszenia
Byłam w szoku. Biedny Fede! Miałam nadzieję, że to jest jakiś sen, koszmar z którego zaraz się obudzę..
Kiedy kobieta się rozłączyła, nie wiedziałam co mam robić. Nie miałam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, wyżalić się! Ludmi, Fran, Cami i Naty pojechały na koncert do innego miasta. Do Diego przyjechał dziadek, więc nie chciałam im przeszkadzać. Do kogo mam pójść?
Moje serce podsuwało mi imię pewnego chłopaka. Ja jednak nie chciałam dopuścić go do głosu. Spierałam się, że z pewnością jest ktoś, kto zastąpi mi jego bezpieczne ramiona... Oszukiwałam siebie. Nie ma na świecie takiej osoby.
Leon, tylko on może mi pomóc.
Cała zapłakana ruszyłam w kierunku toru wyścigowego, bo wiedziałam, że właśnie tam Verdas spędza soboty.
Szłam około 10 minut. Kiedy znalazłam się na torze, szukałam wzrokiem szatyna. Nie ma go. Mój smutek pogłębił się jeszcze bardziej. Ostatnia nadzieja odpłynęła. Nagle, w oddali zobaczyłam Rose. To znaczy, że Leon też tu jest! Poczułam lekką ulgę.
Wnet zobaczyłam, jak jakiś motor zatrzymuje się obok dziewczyny. To pewnie on! Szybko ruszyłam w tamtym kierunku. Rose mnie nie widział, gdyż stała do mnie tyłem. Upewniłam się, że to Verdas, kiedy chłopak ściągnął kask. Wyglądał zniewalająco! Cicho westchnęłam. Z moich oczu wciąż płynęły łzy. Mój brat leżał w szpitalu, gdyż miał wypadek, a ja nawet przy nim nie jestem! Matko!
Potoku moich słonych łez nie mogłam zatrzymać, cała się trzęsłam.
Leon stał na przeciwko swojej...dziewczyny. Równocześnie na przeciwko mnie. Po chwili jego wzrok przeniósł się na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja mu, w jego szmaragdy, a on mi w moje zaczerwienione ślepia. Cały czas go kocham i chyba nigdy nie przestanę.
W pewnym momencie stałam już obok nich.
-Vilu..- powiedział cicho chłopak, a ja od razu się w niego wtuliłam. Z rozkoszy zamknęłam oczy, tym samym wypuszczając na powierzchnię moich policzków kolejne łzy.
-Co się stało? - mówił zatroskanym głosem. Westchnęłam.
-Federico.. - szepnęłam. Nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć.
-Coś mu się stało ? - zapytał przejęty.
Po chwili oderwałam się od niego. Spojrzałam mu w oczy.
-Leon, on miał wypadek! Teraz leży w szpitalu. Jest kompletnie sam.. - mówiłam drżącym głosem.
- Spokojnie.. - powiedział Leon, tym swoim czarującym głosem - Jestem pewien, że wszystko będzie dobrze.
-Moi rodzice wyjechali na kilka dni.. Nie wiedziałam do kogo mam pójść. - szeptałam niewinnie. - Przepraszam, że cie nachodzę..
-Przestań. Nie nachodzisz mnie! - chyba czuł się urażony.. - Violetto, możesz do mnie przyjść ze wszystkim. Pamiętaj. - powiedział. Szeroko się uśmiechnął. Tak bardzo go kochałam..
Jego uśmiech dawał mi tyle siły, że kiedy go widziałam mogłam przenosić góry. Zapach jego perfum przywodził na myśl najpiękniejsze wspomnienia naszej..... przyjaźni. Jego oczy! Oh! Opowiadały piękne historie, których mogłabym słuchać cały czas. Kiedy był blisko, czułam się bezpieczna...
Miłość jest piękna, ale bardzo boli, kiedy jest niemożliwa do spełnienia..
-Dziękuję.
-Co mogę dla ciebie zrobić? - spytał z żalem w głosie. Wiedziałam, że on i Federico zaprzyjaźnili się. Bardzo często spotykałam ich na korytarzu, kiedy śmiali się i rozmawiali.
-Nie chce cie wykorzystywać... Z pewnością masz plany. - oznajmiłam ze smutkiem.
-Violetta, proszę.. Powiedz mi. - cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Kompletnie zapomniałam o tym, że Rose stoi obok nas i się temu przygląda.
-Jeśli możesz, zawieź mnie do szpitala.. -zaproponowałam. Leon się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy. - potwierdził - Tylko się przebiorę. - powiedział i ruszył w kierunku szatni.
Zostałam sama z Rose. Na szczęście nic do mnie nie mówiła...
Po kilku minutach z szatni wyszedł szatyn. Wyglądał zabójczo! Kiedy na niego patrzyłam, rozpływałam się..
-Idziemy? - spytał
-Tak, chodźmy. - powiedziałam.
Leon podszedł do Rose i pocałował ją w policzek.
-Do zobaczenia później.
-Będę tęskniła.. - zaczęła. Robiło mi się niedobrze...
Po pewnym czasie razem z Verdasem ruszyliśmy w kierunku jego auta. Szliśmy w ciszy.
Gdy znaleźliśmy się przy samochodzie, chłopak otworzył mi drzwi. Co za dżentelmen!
Wsiadłam. W aucie pachniało Leonem. Po chwili Verdas był w środku.
Ruszyliśmy. Chłopak jechał szybko. Z pewnością też się przejął wypadkiem Fede. Nie wiem dlaczego, ale przy Verdasie było mi lżej.
Podczas podróży nie rozmawialiśmy, jednak wydarzyło się coś, czego nie planowałam.. ..

Patrzyłam przez szybę. Wpatrywałam się w migający krajobraz. Moje dłonie leżały na kolanach. Cały czas myślałam o Fede. Z pewnością jestem mu potrzebna.
Nagle poczułam na mojej dłoni czyjś dotyk. Przeniosłam wzrok w to miejsce. Ku mojemu zdziwieniu, na mojej dłoni spoczywała dłoń Leona. Trzymał moją bardzo mocno, jakby chciał mi coś w ten sposób przekazać..
Spojrzałam na chłopaka. On też mi się przyjrzał.
-Spokojnie Vilu, jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał mnie.
-Wiem i dziękuję - szepnęłam. - Leon, ty dalej kochasz Rose.?
Chłopak nie odpowiedział mi od razu. Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Tak, kocham ją. - odpowiedział. Nie wiem po co się o to zapytałam. Żeby jeszcze bardziej cierpieć?!
Miłość...
Najpierw ci się podoba - tylko tyle. Później zauważasz, że obchodzi cie to z kim gada i jakie ma koleżanki. Kolejnym etapem jest ogarnięcie, czy nie ma dziewczyny - chociaż jeszcze wypierasz, że pod żadnym pozorem on ci się nie podoba. W końcu przyznajesz - zauroczenie. Trwa to dość długo, jest oglądanie się za nim na ulicy, śledzenie jego życiorysu i usiłowanie wpisania się w niego. W końcu zaczynasz czuć, że twoje serce inaczej bije - kochasz go. Po pewnym czasie przyznajesz przed samą sobą, że go kochasz i nie będziesz potrafiła żyć bez jego widoku.
Cały ten proces tylko po to, by dowiedzieć się, jak bardzo on kocha inną.

Kiedy weszliśmy do szpitala, od razu skierowałam się do recepcji.  Pielęgniarka powiedziała, że Federico leży w sali numer 45. Zwróciłam się w kierunku Leona, który stał obok mnie.
-Dziękuję, że mnie przywiozłeś. - powiedziałam - To do zobaczenia.. - nie udało mi się ukryć smutku w moim głosie. Chłopak spojrzał na mnie z troską.
-Vilu, ja tu zostaję. - stwierdził.
-Nie.. Leon, z pewnością wolałbyś się spotkać ze swoją dziewczyną, a nie siedzieć tu ze mną. Nie chce twojej litości! - powiedziałam szczerze.
Szatyn chwycił mnie za ramiona.
-Violeto, przestań. Nie mów tak. Wiem, że ty mnie teraz potrzebujesz.. Jestem tu dla ciebie. - mówił to z takim przekonaniem, że zaparło mi dech w piersi. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Leon. Rose będzie zła. - ciągnęłam. Nie chciałam, żeby jego dziewczyna miała do mnie pretensje.. Po moich słowach Verdas potrząsnął przecząco głową.
-Zrozumie. A teraz chodźmy. - powiedział i razem ruszyliśmy w kierunku sali numer 45.

Kiedy napotkaliśmy jakiegoś lekarza, zapytaliśmy się o Fede.
-Stan Federico jest już stabilny. Wypadek najprawdopodobniej nie był spowodowany przez niego. - oznajmił lekarz
-Czy mogę go zobaczyć? - spytałam cicho.
-Niestety nie. Pański brat potrzebuje teraz spokoju. Jest teraz w śpiączce farmakologicznej.
-A kiedy się wybudzi? - zapytałam łamiącym się głosem. - Czy poinformowano mich rodziców.?
-Niebawem się obudzi. Najprawdopodobniej za kilka godzin. W związku z tym, chciałbym aby została pani w szpitalu na noc. Jest pani jedyną rodziną. A co do rodziców, to tak, skontaktowaliśmy się z nimi. - oznajmił.
-Oczywiście, że zostanę. Dziękuję
-Proszę. A teraz przepraszam. - powiedział i odszedł.
Cicho westchnęłam. Miałam nadzieję, że Fede szybko się obudzi.
Spojrzałam na Leona. Chłopak również mi się przyglądał. Po chwili położył mi ręce na talii i przyciągnął do siebie.
Było mi tak dobrze..Wtuliłam twarz w jego tors. Napawałam się tym pięknym zapachem, o którym śniłam od kilku dni. Brakowało mi jego bliskości. On jest jak alkohol dla alkoholika, narkotyk dla narkomana, papieros dla palacza.. Jest moim nałogiem. Było mi ciężko. Zostałam sama z tym wszystkim. Z moich oczu popłynęły łzy.
-Dziękuję ci za wszystko. Możesz już wracać do domu. Jest już późno. - powiedziałam.
Chłopak oderwał się ode mnie. Następnie spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nigdzie nie idę. Zostaje z tobą. - oznajmił. Wytrzeszczyłam oczy.
-Co? Nie, nie, nie! - zaprzeczałam.
-Vilu, nie mam zamiaru zostawiać cie tu samej! - krzyknął z lekkim rozbawieniem
Westchnęłam. Wiedziałam, że nie mam szans z nim wygrać. Odpuściłam.
-Dziękuję - posłałam mu lekki uśmiech.
Verdas w zamian za to mnie przytulił. Czułam się bezpiecznie. Przy nim i tylko przy nim.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Leon wskazał krzesełka ustawione pod ścianą. Usiedliśmy na nie.
Przez chwilę rozmawialiśmy, następnie spojrzałam na zegarek. Była 22;00. Byłam bardzo zmęczona. Oczy mi się same zamykały.. Zasypiałam na siedząco.
-Vilu, jeśli chcesz spać, to połóż głowę na moich kolanach. - zaproponował szatyn. Przez pewien moment się wahałam, jednak w końcu położyłam wygodnie głowę.
Było mi wygodnie, przyjemnie i bezpiecznie!
Cały czas go kochałam. Nie wyobrażałam sobie bez niego życia! On jest jego sensem!
Przewodnią myślą mojego życia był Verdas. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego.
Chłopak gładził mnie dłonią po ramieniu. Było mi tak dobrze... Kompletnie zapomniałam o wszystkich problemach. Liczyło się tu i teraz! Ja i on!
W pewnym momencie Verdas nachylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Po ciele przeszedł dreszcz. Kochałam to uczucie. Pobudzało mnie do życia.
-Słodkich snów Vilu.. - powiedział cicho.
Lekko się uśmiechnęłam i pogrążyłam we śnie.

*************************************************************************************







Witajcie Kochani <3

Oto jest i nowy, 21 rozdział :)
Mam nadzieję, że się Wam spodobał...
Przepraszam za brak korekty, ale chciałam go wstawić o przyzwoitej porze :)

Co myślicie o nowej postaci - Rose?
Namiesza w życiu Violetty?
Co z Fede? 

Następny pościk pod koniec tygodnia. (czwartek, piątek )

NIE ZAPOMNIJCIE O KOMENTARZU!

Do następnego rozdziału Kochani!

Olka <3


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka