czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 22 : " Cała przyjemność po mojej stronie "

Rozdział dedykuję mojej kochanej Żelci Boom <3 

Obudził mnie szept pięknego głosu, głosu Leona. Myślałam, że śnie. To przecież nierealne, żeby on mnie budził.
Lekko otworzyłam oczy. Ujrzałam szpitalne kafelki, pełno świateł, gwar. Delikatnie się podniosłam.
-Vilu, wszystko ok? - spytał Verdas.
-Tak - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
-Violetto, Fede się obudził. - powiedział. Od razu stanęłam na równe nogi. - Spokojnie. - on również wstał. Podszedł do mnie i spojrzał mi w oczy.
-Leon, ja chce do niego pójść. - oznajmiłam.
-Wiem. Lekarz powiedział, że za chwile będziesz mogła wejść. - rzekł szatyn.
-Ale.. Leon, wejdź ze mną. Proszę..- mówiłam. Po chwili stałam wtulona w Verdasa - Potrzebuje cie - ciągnęłam.
-Dobrze Vilu.. - zgodził się.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Chłopak spojrzał mi w oczy. Ten wzrok zawsze działa na mnie kojąco, ale i paraliżująco.
-Chodźmy - powiedział Leon wyrywając mnie z zamyślenia. Kiwnęłam twierdząco głową i obróciłam się w stronę drzwi do sali numer 45. Wzięłam głęboki wdech i pociągnęłam za klamkę.
Moim oczom ukazał się poobwiązywany bandażami Fede, podłączony do jakiejś aparatury. To wyglądało strasznie. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Jednak powstrzymałam je.
-Fede. - zaczęłam drżącym głosem.
Brat spojrzał na mnie. Lekko się uśmiechnęłam,
-Vilu, jak dobrze, że jesteś. - przyznał. Po chwili zauważył Verdasa. - Leon? Co ty tutaj robisz?
-To mało istotne. Fede, jak się czujesz? - zapytał szatyn.
-Wszystko mnie boli, nie dam rady się ruszać  stwierdził.
-Wyjdziesz z tego, obiecuję ci to. - mówiłam siadając na krzesło stojące obok łóżka.  Chwyciłam za rękę Federico. - Wszystko będzie dobrze. - ciągnęłam. Nie wiem, czy przekonywałam siebie czy Fede.
-Wiem. Vilu, proszę nie płacz. - oznajmił brunet lekko się uśmiechając. Nie zauważyłam nawet, ze się rozpłakałam! Byłam na granicy załamania nerwowego.
Jednym ruchem starłam łzy z policzków.
-Tak już lepiej. - stwierdził chłopak.

Razem z Leonem spędziliśmy u Federico kilka godzin. Następnie przyjechali rodzice. Mama nie mogła powstrzymać łez. Rodzice podziękowali Leonowi za pomoc. Następnie odprowadziłam chłopaka do jego auta, znajdującego się na szpitalnym parkingu.
Kiedy staliśmy przy samochodzie powiedziałam.
-Dziękuję za wszystko. - posłałam mu uroczy uśmieszek.
Chłopak odwzajemnił mi tym samym.
-Pamiętaj, że na mnie zawsze możesz liczyć. - odpowiedział. Po chwili mnie mocno przytulił. Było mi tak dobrze. W jego ramionach zapominałam co to ból, skrucha i żal.
Jesteśmy przyjaciółmi, on nigdzie nie wyjeżdża, jednak ja czuję jakbym go straciła..
Gdy stałam wtulona w Verdasa, czułam idealny zapach szczęścia. Z resztą, zawsze to czułam, kiedy był blisko mnie.
Po dość długim czasie oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle zadzwonił jego telefon. Chłopak spojrzał na wyświetlacz i odebrał mówiąc ciche "przepraszam".
-Tak Rose? - mówił. Dzwoniła jego dziewczyna - Tak, oczywiście. To za 20 minut u ciebie? - po tych słowach moje serce się skurczyło, zaczęło kuć. To bolało, bardzo. Ale nie powinno. On był szczęśliwy, a ja właśnie tego chciałam... Tylko szkoda, że ja nie mogłam być częścią tego szczęścia.
Po chwili się rozłączył.
-Przepraszam, to Rose. - wyjaśnił.
-Jasne, rozumiem. - cicho westchnęłam. - Cieszę się, że jesteś szczęśliwy.. - nie kłamałam, tylko inaczej wyobrażałam sobie pełnie szczęścia..
Leon szeroko się uśmiechnął i ponownie mnie przytulił. Nabrałam powietrza do płuc, by napawać się jego zapachem, za którym codziennie tęsknie.
-Jeszcze raz ci dziękuję. - powiedziałam i oderwałam się od niego.
-Nie ma za co - i posłał mi przyjazny uśmiech.
Tak bardzo chciałam go....pocałować? Niee... Vilu..! Nie utrudniaj mu życia!
Nagle szatyn pochylił się nade mną i złożył na moim policzku pocałunek. Rozpływałam się pod delikatnym dotykiem jego warg. Trwało to moment. Zbyt krótko jak dla mnie..
-Jakbyś mnie potrzebowała, to dzwoń, dobrze? - powiedział wsiadając do auta. Pokiwałam grzecznie głową. Odjechał.
Wróciłam do sali Federico. Tata powiedział, że zawiezie mnie do domu. Zgodziłam się, bo marzyłam o odpoczynku psychicznym i fizycznym.
Po 20 minutach drogi byłam już w domu.
Wzięłam odprężający prysznic. Było już po 20:00. Zjadłam kolację i położyłam się na łóżko.
Postanowiłam wejść na FB.
Przeglądałam tablicę, kiedy moim oczom ukazało się polubione przez Naty zdjęcie. Zdjęcie przedstawiające Rose i Leona... Stoją wtuleni w siebie.. Tacy.. zakochani? Eh..
Verdas na zdjęciu wyglądał zabójczo! Na ich wspólnym selfie, zatytułowane " Tak bardzo tęskniłam za tym wzrokiem", Leon przygląda się dziewczynie. Ta za to patrzy w obiektyw.
Najwidoczniej są szczęśliwi.
Wtem na ekranie pojawiło się okienko czatu. Verdas do mnie napisał.

L: Hej Vilu, jak się czujesz?
Pierwsza myśl jaka pojawiła mi się w głowie była taka, że Leon się o mnie martwi..
V: Jest ok, ale bywało lepiej :(
L: Pamiętaj, że jestem do twojej dyspozycji w dzień i w nocy!
V: Wiem i dziękuję...
L: Idziesz jutro do szkoły?
V: Chyba tak. Nie mam zamiaru rozmyślać o tym wszystkim..
L: Cieszę się, że jesteś silna. :D
V: Jest tak, bo wiem, że ktoś we mnie wierzy.
L: :)
V: Dziękuję, że jesteś i byłeś ze mną.
L: I będę!
Po tej wypowiedzi przełknęłam głośno ślinę.
V: Mam nadzieję...
L: Nie zawiedziesz się. Obiecuję!
V: Leon..
L: Tak Vilu?
Zacięłam się. Pod wpływem emocji chciałam napisać, że go potrzebuję. Potrzebuję jego obecności.. Na szczęście w porę zdałam sobie sprawę w to, co piszę.
V: Już nic.. Nie ważne..
L: Jesteś pewna?
Jakby czytał mi w myślach! Przez moment byłam niepewna tego, co chce mu napisać.
V: Tak, nie ważne.
L: Dobrze. Vilu przepraszam, ale muszę już kończyć...
V: Rozumiem. To do jutra.
L: Słodkich snów ;)
V: Nawzajem :D
Chwilę później Leon wylogował się, a ja patrzyłam na ekran laptopa bez większego sensu.
Chciałabym mu powiedzieć, co naprawdę czuję. Jednak najważniejsze jest, aby on był szczęśliwy. Nie mam ochoty rozwalać mu udanego związku z Rose...
Odłożyłam urządzenie i zgasiłam lampkę. Następnie otuliłam się kołdrą i zaczęłam myśleć..
A może to co czuję do Leona to nie miłość? Może nie ma czegoś takiego jak miłość? Może to zauroczenie, które potem zmienia się w przyzwyczajenie?
Co ja gadam... Ja go kocham! To z pewnością jest miłość, i nic i nikt mnie nie zmieni mojego zdania! Nawet ja sama..
Teraz tylko musiałam pogodzić się z faktem, że straciłam już swoją szansę. Musiałam przyjąć do wiadomości, że chłopak, którego kochałam całym sercem jest z inną i jest z nią szczęśliwy!
Aktualnie, jedyne co mi pozostało, to udawać, że wszystko jest w porządku, że jego imię nie wywoływało u mnie dreszczy, że na jego widok serce nie przyspieszało.
Powinnam przestać myśleć o nim..o tym wszystkim co mogło nas łączyć!
Nie mogliśmy być razem i już! Nie wiedziałam nawet co on do mnie czuje. Ja jednak byłam pewna swoich uczuć.
Patrzyłam w sufit, kiedy usłyszałam dźwięk, świadczący o dostanej wiadomości. Chwyciłam telefon do ręki.
Dostałam wiadomość od Sary. Pytała się dlaczego tak długo się nie odzywam i czy coś się stało.
Odpowiedziałam, że napiszę rano, bo jestem padnięta.
Po chwili znowu leżałam wpatrzona w ciemność. Tęskniłam za Verdasem. Za jego pięknym uśmiechem, cudownymi oczami...Wszystkim co jest jego!
Dlaczego zwlekałam  z decyzją powiedzenia mu o swoich uczuciach?!
Dlaczego on tak bardzo zawrócił mi w głowie!?
Dlaczego bez niego czuję się wrakiem!?
Dlaczego nieobecność tak bardzo potęguje miłość?!
Cicho westchnęłam. Na żadne z tych pytań nie znałam odpowiedzi.
Po kilku minutach zasnęłam.

Obudził mnie dzwonek telefonu. Było jeszcze ciemno. Przetarłam dłonią oczy i odebrałam telefon.
-Halo? - powiedziałam zachrypniętym głosem.
-Violetto, zaraz po ciebie przyjadę. - to był tata - Ja i mama chcemy troszkę odpocząć. Czy możesz zostać z Fede do rana? - Do rana?! To która była godzina?
Przelotnie spojrzałam na budzik stojący na szafce nocnej. Była 3:00. Czego nie robi się dla rodziny.
-Jasne, już wstaję. - oznajmiłam.
-Dziękuję córeczko.
Wstałam z łóżka i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się, lekko pomalowałam i związałam włosy w koczek. Następnie założyłam jeansy i ciepły sweter w kolorze miętowym. Gotowa zeszłam na dół.
Po kilku minutach do domu weszli rodzice. Chwilę z nimi porozmawiałam, następnie razem z tatą pojechałam do szpitala.
Po znalezieniu odpowiedniej sali, weszłam do środka.
Fede słodko spał. Postanowiłam więc położyć się na małej sofie postawionej pod ścianą.
Ułożyłam się wygodnie. Po chwili przymknęłam powieki. Nie minęło 5 minut, a ja już spałam.

Ze snu wyrwały mnie ciche szepty.
-Violetto. - słyszałam.
Delikatnie otworzyłam oczy. Po chwili je wytrzeszczyłam, bo nie wiedziałam czy to co się właśnie dzieje jest możliwe.
-Leon? - zapytałam widząc kucającego przy mnie chłopaka. Ubrany był w jeansy i granatową bluzę z kapturem. Nie mogłam uwierzyć, że to on.
-Ciii - uciszył mnie.
-Leon, co ty tutaj robisz? - byłam zaskoczona jego obecnością. Czyżbym spała tak długo?
Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał 4:30.
-Wiesz, nie mogłem spać. - mówił patrząc mi głęboko w oczy. To spowodowało, że moje serce zaczęło znacznie szybciej pracować. - Więc pomyślałem, że przyjadę tutaj. - opowiadał.
Pokręciłam głową z niedowierzania. - Gdzie są twoi rodzice? - Usiadłam wygodnie.
-Moi rodzice wrócili do dom na kilka godzin. Teraz ja trzymam wartę - powiedziałam z rozbawieniem. Chłopak posłał mi uroczy uśmiech, a ja poczułam na twarzy rumieńce.
-Mogę? - spytał, wskazując na miejsce obok mnie.
-Tak - odpowiedziałam. Szatyn wstał na równe nogi, a następnie usiadł blisko mnie. To jednak mi nie przeszkadzało. Obdarowaliśmy siebie miłymi uśmiechami.
-Dziękuję, że tu jesteś. - stwierdziłam.
-Cała przyjemność po mojej stronie - odpowiedział z wielkim uśmiechem.
Z nim czułam się bezpiecznie, beztrosko i dobrze. Nie martwiłam się o nic. On był lekiem na problemy, zło i przykrości. Potrzebowałam jego i tylko jego!
Chciałam przerwać panującą między nami ciszę.
-Leon, czy Fede zna prawdę o tobie? - spytałam niepewnie. Wiedziałam, że stąpam po cienkim lodzie.
-Tak, wie o wszystkim - stwierdził - On również dał mi drugą szansę. - dopowiedział z lekkim uśmiechem.
-Cieszę się.
- Ja również. - powiedział - Vilu..
-Tak?
-Co chciałaś mi powiedzieć podczas naszej rozmowy na FB? - zapytał. I jak mam się z tego wykręcić?! Wzięłam głęboki wdech.
-Nic istotnego..
Verdas spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Vilu? - pokręciłam przecząco głową.
-Nie chcę o tym rozmawiać, ok?
-Oczywiście, jednak jeśli zmienisz zdanie to mów. - powiedział.
-Dobrze.
Znowu nastała cisza. Przyglądaliśmy się sobie nawzajem, posyłaliśmy sobie urocze uśmiechy.
Musiałam jednak nad sobą panować, ponieważ jakaś nieznana mi siła, pchała mnie w jego ramiona. W końcu jednak nie wytrzymałam.
-Leon, czy możesz mnie przytulić? -spytałam niepewnie.
Leon posłał mi przyjazny uśmiech, jakby czekał tylko na to.
Nim się obejrzałam, siedziałam wtulona w tors szatyna.
Mijał minuty, a my wciąż nie odrywaliśmy się od siebie. Powinnam mieć wyrzuty sumienia. On przecież ma dziewczynę! Jednak nic takiego nie miało miejsca. Cieszyłam się tą wspaniałą chwilą.
Byłam w nim szaleńczo zakochana. Oddałam mu swoje serce. Jednak on chyba nic do mnie nie czuje. Jesteśmy przyjaciółmi...
Ale każdy mój uśmiech był dla niego, jak i przez niego. Pomimo cierpienia przez świadomość nie bycia dla niego tą jedyną, wiedziałam, że dobrze zrobiłam oddając mu swoje serce. Przecież oddałam je w dobre ręce. Wiem, że on nie jest zdolny do świadomego skrzywdzenia jego.
A to, że poczułam zbyt dużo.. To nic! Byłam szczęśliwa ze świadomością, że coś tak ważnego jest blisko niego.
Oddałam mu swój najcenniejszy skarb, moje serce. Tylko szkoda, że on o tym nie wiedział...

Oczy, pomimo moich sprzeciwów, zamykały się. Po kilku minutach odpłynęłam w ramionach mojego przyjaciela.



<><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><><>







No hej.!
Jak Wam się podoba nowy rozdział?

Ok, przyznam, że jest krótszy niż pozostałe..
Ale mam nadzieję, ze wybaczycie *_*
Ten tydzień jest tragiczny!
Mam tyle nauki :(
Ale staram się Wam to wynagrodzić! 
KOCHAM WAS 
<3
Dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnimi rozdziałami 
Jesteście boscy!


Czy Vilu w końcu wyzna Leonowi prawdę?
Czy Leon naprawdę kocha Rose i jest z nią szczęśliwy ?
Hmn. ?

Następny rozdział w weekend :D

Do następnego Kochani <3

KOMENTUJCIE -----> MOTYWUJCIE 

Ola :D

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 21 : " Jestem tu dla ciebie "

 Zawsze cieszyłam się piątkiem, jednak dzisiaj nie chciałam wstawać z łóżka. Nie wiedziałam, czy Leon coś do mnie czuje i pewnie się już nie dowiem...
Cała radość, humor, wszystko.. co dotychczas we mnie siedziało, ulotniło się. Jednak coś we mnie pozostało. Była to szaleńcza miłość do szatyna. Szaleńcza, ponieważ pierwsza, szczera i prawdziwa.
Moje serce było złamane, chociaż nie powinno. Czułam ból, rozpacz...
Kiedy w końcu zeszłam z łóżka, poszłam na dół zjeść śniadanie.
Podczas posiłku nic nie mówiłam. Cały czas myślałam.. Co by było gdyby?
Właśnie. Co by było gdybym powiedziała mu o swoich uczuciach wcześniej? Nie powinnam z tym zwlekać! To moja wina..
Po śniadaniu poszłam się ubrać. Założyłam jeansy i błękitną koszulkę. Lekko się pomalowałam i pokręciłam włosy. Gotowa wyszłam z pokoju.
W aucie czekał już Federico. Drogę do szkoły spędziliśmy w ciszy, miłej ciszy. Kiedy zajechaliśmy na parking i zaparkowaliśmy auto, wysiadłam.
Zamyślona, ruszyłam w kierunku wejścia do szkoły. Nie miałam ochoty na nikogo patrzeć, nawet się z kimś witać, nie wspominając o uśmiechaniu się.
Nagle poczułam, że z kimś się zderzyłam. Nie patrząc na moją ofiarę, szybko przeprosiłam i ruszyłam dalej, Wtem ktoś złapał mnie za rękę. Zdezorientowana obejrzałam się za siebie. To on, Leon Verdas. Cicho westchnęłam. Musiałam udawać, że wszystko jest ok. Nie chciałam mu sprawić przykrości.
-Vilu, wszystko dobrze ? -  spytał zdezorientowany moją obojętnością na to, że na niego wpadłam.
-Tak. Wszystko jest w normie..- próbowałam się nie rozpłakać.
-Tak myślisz? - dopytywał. Spojrzałam na niego. Jego twarz była poważna.
-Tak, tak myślę. - odpowiedziałam. - Tylko.. - zaczęłam.
-Tak Vilu ?  - podszedł bliżej. Przełknęłam głośniej ślinę.
Nagle usłyszałam od wczoraj znajomy mi głos. Głos, który śnił mi się całą noc. Głos Rose.
-Hej! - krzyknęła uroczo. Odwróciłam się, gdyż dziewczyna stała za mną. Spojrzałam na nią pytająco.
-Hej.. - odpowiedziałam. Dziewczyna podeszła do nas i lekko wtuliła się w Verdasa. Moje dłonie ścisnęły się w pięści. Nie wiem dlaczego, ale bardzo chciałam ją uderzyć.
-Vilu...- zaczął chłopak. Jego głos mnie troszkę uspokoił. Zeszłam na ziemię. Przeniosłam wzrok z brunetki na szatyna.
-Tak?
- To jest Rose. - wskazał dłonią na dziewczynę. Lekko się uśmiechnęłam, chociaż i tak byłam z siebie dumna, że to zrobiłam. Podałam jej rękę. Ona odwzajemniła gest. Dziewczyna cały czas była uśmiechnięta. - Rose, to jest Violetta. - Leon wskazał na mnie.
-Miło mi cię poznać. - oznajmiła Rose.
-Mi również... -skłamałam.
-Kim ona dla ciebie jest? - zapytała Leona Rose.
Chłopak spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Ten gest był jak miód na moje zranione serce.
-Violetta, to moja przyjaciółka. Znamy się.. - przerwał. Byłam ciekawa, czy powie jej prawdę. - od dawna. - dokończył. Zrobiło mi się lżej. Spojrzałam na Verdasa. Dlaczego to wszystko tak się potoczyło? Gdyby nie ta cała Rose, pewnie bylibyśmy dzisiaj parą..albo przyjaciółmi, bardzo bliskimi przyjaciółmi..
Nagle zadzwonił telefon dziewczyny.

Po zakończonej rozmowie powiedziała do nas.
-Przepraszam, ale muszę już lecieć. Do zobaczenia! - rzuciła. Następnie podeszła do szatyn i ucałowała go w policzek. Wówczas przypomniał mi się każdy nasz wspólny pocałunek. Serce zaczęło mi szybciej bić. Próbowałam je przed tym powstrzymać, miarowo oddychając. Jednak nie pomogło.
- Leon, kim ona jest? - nie wytrzymałam. Musiałam wiedzieć.
Chłopak nieśmiało na mnie spojrzał.
-Violetto, ja i Rose dwa lata temu byliśmy parą. - te słowa coraz bardziej mnie raniły. Nie byłam pewna czy chce słychać dalej. - Pomogła mi wyjść z rozpaczy. Mojego własnego bagna. - powiedział. Od razu posmutniał. Powstrzymywałam swoją dłoń przed położeniem się na jego policzku. - Byliśmy razem przed długi okres. Jednak musiała wyjechać i mnie zostawiła. Nie mogłem się z tym pogodzić. Bez niej mój świat nie miał sensu. Doszły jeszcze wspomnienia związane z tobą.. - zrobiło mi się słabo. Nie miałam sił słuchać już tego, jednak stałam dalej. - Potem zjawiłaś się ty. I wszystko się zmieniło. - rozpogodził się.
-Tęskniłeś za nią?
-I to jak. Ona jest cudowną dziewczyną. Naprawdę.
-Dalej ją kochasz? - palnęłam. Kompletnie nie panowałam nad tym, co mówiłam. Leon spojrzał na mnie.
-Wiesz.. - wziął głęboki wdech - wydaje mi się że tak, chociaż minęło wiele czasu i wszystko się pozmieniało. - tłumaczył. Czułam, że zaraz się rozpłaczę.
-Rose wróciła na stałe.?
-Chyba tak, ale u niej wszystko może się zmienić z dnia na dzień.
-Leon, czy..- zacięłam się - czy wy wróciliście do siebie?
-Tak. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. - stwierdził.
Cóż, to jego wybór. Mogłam być częścią jego życia, jednak zbytnio zwlekałam. Teraz już go straciłam.
-A czy jesteś z nią szczęśliwy?
- Tak, jestem... - mówił bez przekonania. Jednak to powiedział. To oznaczało dla mnie : STOP.
Chicho westchnęłam.
-Cieszę się , że jesteś szczęśliwy. - szepnęłam.
W końcu nie wytrzymałam i rzuciłam mu się w ramiona.
Wiedziałam, że to z pewnością ostatni raz, kiedy napawam się jego cudownym zapachem. Do oczy naszły mi łzy. Nie chciałam żeby to się kończyło.
-Dziękuję Vilu- jego głos, jakby się łamał.
Nieważne. To jest koniec naszej historii.
Oderwałam się od niego.
-Muszę iść - rzuciłam i ruszyłam w kierunku wejścia.

Lekcje mijały spokojnie. Cały czas czułam na sobie spojrzenie Verdasa. Mogłam jedynie pomarzyć..
Ale jeśli on jest szczęśliwy? A przynajmniej tak mi powiedział? Nie powinnam się już mieszać w jego życie.

Po lekcjach udałam się do domu. Tam wykonałam swoją rutynę..

Następnego dnia obudziłam się około 10:00. Sobota to dzień wolny od szkoły, jednak nie od myślenia o niej. Pół dnia spędziłam siedząc na parapecie i wpatrując się w miasto za szybą.
Vilu! Weź się w garść. Nie możesz wciąż o nim myśleć! On jest szczęśliwy z Rose, nie z tobą! Nic między wami się nie zmieniło! Wciąż jesteście przyjaciółmi! - podpowiadała moja podświadomość.
Racja, to, że nie możemy być parą nie oznacza końca przyjaźni!
Energicznie wstałam z parapetu. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy. Następnie założyłam czarny kombinezon i buty. Gotowa wyszłam z pokoju. Nie miałam żadnych planów. Chciałam być spontaniczna.
Na dole nikogo nie było. Rodzice w nocy wyjechali do Danii, w sprawach biznesowych, Ramallo i Olga mają dzisiaj wolne, a Fede gdzieś pojechał. Byłam sama, wolna. Chwyciłam jabłko i wyszłam z domu. Kiedy zamknęłam za sobą drzwi na klucz rozległ się dźwięk dzwonka. Szybko odebrałam. Właśnie szłam w kierunku parku w celu oderwania się od depresyjnej rzeczywistości.
-Halo? - spytałam miło.
-Dzień dobry, z tej strony pogotowie ratunkowe. Czy rozmawiam z Violettą Castillo? - zapytała kobieta, a mi zatrzymało się serce.
-Tak, o co chodzi.?
-Czy pani jest siostrą Federico Castillo?
-Tak jestem! - krzyknęłam - Czy może mi pani powiedzieć o co chodzi?
-Pani brat miał wypadek samochodowy - zamarłam. Głośno przełknęłam ślinę - Jego stan jest już stabilny.
-Ale jak to? Kiedy to się stało?!
-Spokojnie. Nie wiemy jeszcze do końca, jaka była przyczyna wypadku.
-Już tam jadę!
-Nie. Na razie nie jest pani tu potrzebna. Poinformujemy, kiedy zajdzie taka potrzeba. Federico czuje się już lepiej. Proszę być dobrej myśli. Poza tym, nie zostanie pani wpuszczona na salę- rzuciła. Łatwo jej powiedzieć. - Do usłyszenia
Byłam w szoku. Biedny Fede! Miałam nadzieję, że to jest jakiś sen, koszmar z którego zaraz się obudzę..
Kiedy kobieta się rozłączyła, nie wiedziałam co mam robić. Nie miałam nikogo z kim mogłabym porozmawiać, wyżalić się! Ludmi, Fran, Cami i Naty pojechały na koncert do innego miasta. Do Diego przyjechał dziadek, więc nie chciałam im przeszkadzać. Do kogo mam pójść?
Moje serce podsuwało mi imię pewnego chłopaka. Ja jednak nie chciałam dopuścić go do głosu. Spierałam się, że z pewnością jest ktoś, kto zastąpi mi jego bezpieczne ramiona... Oszukiwałam siebie. Nie ma na świecie takiej osoby.
Leon, tylko on może mi pomóc.
Cała zapłakana ruszyłam w kierunku toru wyścigowego, bo wiedziałam, że właśnie tam Verdas spędza soboty.
Szłam około 10 minut. Kiedy znalazłam się na torze, szukałam wzrokiem szatyna. Nie ma go. Mój smutek pogłębił się jeszcze bardziej. Ostatnia nadzieja odpłynęła. Nagle, w oddali zobaczyłam Rose. To znaczy, że Leon też tu jest! Poczułam lekką ulgę.
Wnet zobaczyłam, jak jakiś motor zatrzymuje się obok dziewczyny. To pewnie on! Szybko ruszyłam w tamtym kierunku. Rose mnie nie widział, gdyż stała do mnie tyłem. Upewniłam się, że to Verdas, kiedy chłopak ściągnął kask. Wyglądał zniewalająco! Cicho westchnęłam. Z moich oczu wciąż płynęły łzy. Mój brat leżał w szpitalu, gdyż miał wypadek, a ja nawet przy nim nie jestem! Matko!
Potoku moich słonych łez nie mogłam zatrzymać, cała się trzęsłam.
Leon stał na przeciwko swojej...dziewczyny. Równocześnie na przeciwko mnie. Po chwili jego wzrok przeniósł się na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy. Ja mu, w jego szmaragdy, a on mi w moje zaczerwienione ślepia. Cały czas go kocham i chyba nigdy nie przestanę.
W pewnym momencie stałam już obok nich.
-Vilu..- powiedział cicho chłopak, a ja od razu się w niego wtuliłam. Z rozkoszy zamknęłam oczy, tym samym wypuszczając na powierzchnię moich policzków kolejne łzy.
-Co się stało? - mówił zatroskanym głosem. Westchnęłam.
-Federico.. - szepnęłam. Nie byłam w stanie nic więcej powiedzieć.
-Coś mu się stało ? - zapytał przejęty.
Po chwili oderwałam się od niego. Spojrzałam mu w oczy.
-Leon, on miał wypadek! Teraz leży w szpitalu. Jest kompletnie sam.. - mówiłam drżącym głosem.
- Spokojnie.. - powiedział Leon, tym swoim czarującym głosem - Jestem pewien, że wszystko będzie dobrze.
-Moi rodzice wyjechali na kilka dni.. Nie wiedziałam do kogo mam pójść. - szeptałam niewinnie. - Przepraszam, że cie nachodzę..
-Przestań. Nie nachodzisz mnie! - chyba czuł się urażony.. - Violetto, możesz do mnie przyjść ze wszystkim. Pamiętaj. - powiedział. Szeroko się uśmiechnął. Tak bardzo go kochałam..
Jego uśmiech dawał mi tyle siły, że kiedy go widziałam mogłam przenosić góry. Zapach jego perfum przywodził na myśl najpiękniejsze wspomnienia naszej..... przyjaźni. Jego oczy! Oh! Opowiadały piękne historie, których mogłabym słuchać cały czas. Kiedy był blisko, czułam się bezpieczna...
Miłość jest piękna, ale bardzo boli, kiedy jest niemożliwa do spełnienia..
-Dziękuję.
-Co mogę dla ciebie zrobić? - spytał z żalem w głosie. Wiedziałam, że on i Federico zaprzyjaźnili się. Bardzo często spotykałam ich na korytarzu, kiedy śmiali się i rozmawiali.
-Nie chce cie wykorzystywać... Z pewnością masz plany. - oznajmiłam ze smutkiem.
-Violetta, proszę.. Powiedz mi. - cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Kompletnie zapomniałam o tym, że Rose stoi obok nas i się temu przygląda.
-Jeśli możesz, zawieź mnie do szpitala.. -zaproponowałam. Leon się uśmiechnął.
-Nie ma sprawy. - potwierdził - Tylko się przebiorę. - powiedział i ruszył w kierunku szatni.
Zostałam sama z Rose. Na szczęście nic do mnie nie mówiła...
Po kilku minutach z szatni wyszedł szatyn. Wyglądał zabójczo! Kiedy na niego patrzyłam, rozpływałam się..
-Idziemy? - spytał
-Tak, chodźmy. - powiedziałam.
Leon podszedł do Rose i pocałował ją w policzek.
-Do zobaczenia później.
-Będę tęskniła.. - zaczęła. Robiło mi się niedobrze...
Po pewnym czasie razem z Verdasem ruszyliśmy w kierunku jego auta. Szliśmy w ciszy.
Gdy znaleźliśmy się przy samochodzie, chłopak otworzył mi drzwi. Co za dżentelmen!
Wsiadłam. W aucie pachniało Leonem. Po chwili Verdas był w środku.
Ruszyliśmy. Chłopak jechał szybko. Z pewnością też się przejął wypadkiem Fede. Nie wiem dlaczego, ale przy Verdasie było mi lżej.
Podczas podróży nie rozmawialiśmy, jednak wydarzyło się coś, czego nie planowałam.. ..

Patrzyłam przez szybę. Wpatrywałam się w migający krajobraz. Moje dłonie leżały na kolanach. Cały czas myślałam o Fede. Z pewnością jestem mu potrzebna.
Nagle poczułam na mojej dłoni czyjś dotyk. Przeniosłam wzrok w to miejsce. Ku mojemu zdziwieniu, na mojej dłoni spoczywała dłoń Leona. Trzymał moją bardzo mocno, jakby chciał mi coś w ten sposób przekazać..
Spojrzałam na chłopaka. On też mi się przyjrzał.
-Spokojnie Vilu, jestem przy tobie. Wszystko będzie dobrze. - uspokajał mnie.
-Wiem i dziękuję - szepnęłam. - Leon, ty dalej kochasz Rose.?
Chłopak nie odpowiedział mi od razu. Spojrzał na mnie podejrzliwym wzrokiem.
-Tak, kocham ją. - odpowiedział. Nie wiem po co się o to zapytałam. Żeby jeszcze bardziej cierpieć?!
Miłość...
Najpierw ci się podoba - tylko tyle. Później zauważasz, że obchodzi cie to z kim gada i jakie ma koleżanki. Kolejnym etapem jest ogarnięcie, czy nie ma dziewczyny - chociaż jeszcze wypierasz, że pod żadnym pozorem on ci się nie podoba. W końcu przyznajesz - zauroczenie. Trwa to dość długo, jest oglądanie się za nim na ulicy, śledzenie jego życiorysu i usiłowanie wpisania się w niego. W końcu zaczynasz czuć, że twoje serce inaczej bije - kochasz go. Po pewnym czasie przyznajesz przed samą sobą, że go kochasz i nie będziesz potrafiła żyć bez jego widoku.
Cały ten proces tylko po to, by dowiedzieć się, jak bardzo on kocha inną.

Kiedy weszliśmy do szpitala, od razu skierowałam się do recepcji.  Pielęgniarka powiedziała, że Federico leży w sali numer 45. Zwróciłam się w kierunku Leona, który stał obok mnie.
-Dziękuję, że mnie przywiozłeś. - powiedziałam - To do zobaczenia.. - nie udało mi się ukryć smutku w moim głosie. Chłopak spojrzał na mnie z troską.
-Vilu, ja tu zostaję. - stwierdził.
-Nie.. Leon, z pewnością wolałbyś się spotkać ze swoją dziewczyną, a nie siedzieć tu ze mną. Nie chce twojej litości! - powiedziałam szczerze.
Szatyn chwycił mnie za ramiona.
-Violeto, przestań. Nie mów tak. Wiem, że ty mnie teraz potrzebujesz.. Jestem tu dla ciebie. - mówił to z takim przekonaniem, że zaparło mi dech w piersi. Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.
- Leon. Rose będzie zła. - ciągnęłam. Nie chciałam, żeby jego dziewczyna miała do mnie pretensje.. Po moich słowach Verdas potrząsnął przecząco głową.
-Zrozumie. A teraz chodźmy. - powiedział i razem ruszyliśmy w kierunku sali numer 45.

Kiedy napotkaliśmy jakiegoś lekarza, zapytaliśmy się o Fede.
-Stan Federico jest już stabilny. Wypadek najprawdopodobniej nie był spowodowany przez niego. - oznajmił lekarz
-Czy mogę go zobaczyć? - spytałam cicho.
-Niestety nie. Pański brat potrzebuje teraz spokoju. Jest teraz w śpiączce farmakologicznej.
-A kiedy się wybudzi? - zapytałam łamiącym się głosem. - Czy poinformowano mich rodziców.?
-Niebawem się obudzi. Najprawdopodobniej za kilka godzin. W związku z tym, chciałbym aby została pani w szpitalu na noc. Jest pani jedyną rodziną. A co do rodziców, to tak, skontaktowaliśmy się z nimi. - oznajmił.
-Oczywiście, że zostanę. Dziękuję
-Proszę. A teraz przepraszam. - powiedział i odszedł.
Cicho westchnęłam. Miałam nadzieję, że Fede szybko się obudzi.
Spojrzałam na Leona. Chłopak również mi się przyglądał. Po chwili położył mi ręce na talii i przyciągnął do siebie.
Było mi tak dobrze..Wtuliłam twarz w jego tors. Napawałam się tym pięknym zapachem, o którym śniłam od kilku dni. Brakowało mi jego bliskości. On jest jak alkohol dla alkoholika, narkotyk dla narkomana, papieros dla palacza.. Jest moim nałogiem. Było mi ciężko. Zostałam sama z tym wszystkim. Z moich oczu popłynęły łzy.
-Dziękuję ci za wszystko. Możesz już wracać do domu. Jest już późno. - powiedziałam.
Chłopak oderwał się ode mnie. Następnie spojrzał mi głęboko w oczy.
-Nigdzie nie idę. Zostaje z tobą. - oznajmił. Wytrzeszczyłam oczy.
-Co? Nie, nie, nie! - zaprzeczałam.
-Vilu, nie mam zamiaru zostawiać cie tu samej! - krzyknął z lekkim rozbawieniem
Westchnęłam. Wiedziałam, że nie mam szans z nim wygrać. Odpuściłam.
-Dziękuję - posłałam mu lekki uśmiech.
Verdas w zamian za to mnie przytulił. Czułam się bezpiecznie. Przy nim i tylko przy nim.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Leon wskazał krzesełka ustawione pod ścianą. Usiedliśmy na nie.
Przez chwilę rozmawialiśmy, następnie spojrzałam na zegarek. Była 22;00. Byłam bardzo zmęczona. Oczy mi się same zamykały.. Zasypiałam na siedząco.
-Vilu, jeśli chcesz spać, to połóż głowę na moich kolanach. - zaproponował szatyn. Przez pewien moment się wahałam, jednak w końcu położyłam wygodnie głowę.
Było mi wygodnie, przyjemnie i bezpiecznie!
Cały czas go kochałam. Nie wyobrażałam sobie bez niego życia! On jest jego sensem!
Przewodnią myślą mojego życia był Verdas. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po prostu nic wspólnego.
Chłopak gładził mnie dłonią po ramieniu. Było mi tak dobrze... Kompletnie zapomniałam o wszystkich problemach. Liczyło się tu i teraz! Ja i on!
W pewnym momencie Verdas nachylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moim policzku. Po ciele przeszedł dreszcz. Kochałam to uczucie. Pobudzało mnie do życia.
-Słodkich snów Vilu.. - powiedział cicho.
Lekko się uśmiechnęłam i pogrążyłam we śnie.

*************************************************************************************







Witajcie Kochani <3

Oto jest i nowy, 21 rozdział :)
Mam nadzieję, że się Wam spodobał...
Przepraszam za brak korekty, ale chciałam go wstawić o przyzwoitej porze :)

Co myślicie o nowej postaci - Rose?
Namiesza w życiu Violetty?
Co z Fede? 

Następny pościk pod koniec tygodnia. (czwartek, piątek )

NIE ZAPOMNIJCIE O KOMENTARZU!

Do następnego rozdziału Kochani!

Olka <3


sobota, 31 października 2015

Rozdział 20 : " Nie mogę dłużej żyć bez ciebie! "

Następnego dnia obudziłam się o 7:00. Lekko przetarłam oczy wierzchem dłoni. Następnie przeciągnęłam się i wstałam. Moją pierwszą myślą tego dnia, było spotkanie z Leonem. W głowie miałam moc pomysłów.

Jego zielone oczy zerkają  w moją stronę. Od razu promienieje. Robi mi się ciepło na sercu... Nogi uginają się, jak nigdy dotąd.. 

Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
-Proszę.
Nagle w drzwiach pojawił się Fede.
-Hej Vilu. - przywitał się. - Przepraszam, ale dzisiaj jadę do szkoły godzinę wcześniej. Mam dodatkowe zajęcia. Musisz iść do szkoły piechotą. Przepraszam.. - mówił.
-Spokojnie Fede. Szczerze mówiąc, przyda mi się spacer. - stwierdziłam i puściłam do niego oczko. Chłopak się lekko uśmiechnął.
-To do zobaczenia! - rzucił i wyszedł z pokoju.
Ruszyłam do garderoby.
-Co by tu wybrać.. ? - szeptałam sama do siebie.
W końcu padło na białe spodnie i bluzkę w kolorze khaki.
Kiedy się ubrałam, pomalowałam i wyprostowałam włosy, zeszłam na dół. Razem z rodzicami  zjadłam śniadanie. Nie odzywali się do mnie. Chyba się gniewali za wczoraj. Ja jednak nie żałowałam. Spotkałam się z  Leonem.. A on pocałował mnie w policzek!!
Po umyciu zębów wyszłam z domu. Szłam i myślałam. Przed oczami miałam twarz Leona, w głowie tylko jego, a  w sercu..?
Jego zielone oczy.. Przyciągają mnie jak magnes. Uśmiech onieśmiela, jego głos sprawia, że mięknę. Jego zapach, to mój narkotyk.. Nie mogę przetrwać godziny bez rozmyślania o nim. W każdym miejscu i  o każdej porze mogłabym go przytulać.. W jego ramionach czuje się tak bardzo bezpiecznie. Jego włosy, zawsze ułożone w lekkim nieładzie, aż się proszą o zanurzenie w nich dłoni. Jego usta, tak bardzo idealne, najlepiej komponowałyby się w parze z moimi... Jego paraliżujący, elektryzujący dotyk, którego tak bardzo pragnę.
Czy to świadczy o tym, że się w nim... zakochałam?
A może to tylko chwilowe zauroczenie? Może mi przejdzie.. Ale ja nie chcę żeby mi przechodziło!

Kiedy weszłam do szkoły, wzięłam głęboki wdech. - Teraz się przekonam co do niego czuję. Jak zareaguję gdy go zobaczę? - pomyślałam i ruszyłam w kierunku klasy językowej.
Pod salą stała grupa moich przyjaciół. Diego, Ludmi, Maxi, Naty, Fran, Cami, Lara i... Leon. Tak to on.
Nagle serce zaczęło mi szybciej bić. Nogi były jak z waty. Co się dzieje ?! Ja nad tym nie kontroluję! W pewnym momencie poczułam coś dziwnego w brzuchu. Czy to... motylki ?
Nigdy nie wierzyłam w to zjawisko.. Może dlatego, że jego nie doświadczyłam? Od dziś się to zmieniło...
Jestem zakochana.
Ale czy on czuje coś do mnie? - pomyślałam. Pewnie nie. Jestem taka głupia...
Gdy podeszłam do grupy znajomych, przywitałam się.
-Hej wszystkim!
-Hej Violetto! - powiedzieli niektórzy.  Posłałam im ciepły uśmiech.
- Vilu, wiesz, że Leon wygrał zawody?! - spytał Diego.
- Obiło się o uszy.. - stwierdziłam i spojrzałam na Verdasa. Chłopak się zaśmiał.
Kiedy zadzwonił dzwonek, weszliśmy do klasy. Nauczyciela jeszcze nie było. Idąc w kierunku ławki, poczułam, że ktoś łapie mnie za dłoń. Obróciłam się. Po chwili znajdowałam się w objęciach szatyna. A może on coś do mnie czuje?
-Nie przywitasz się ze mną? - zapytał, udając obrażonego. Cicho się zaśmiałam.
-Witaj.  - szepnęłam.
-Już lepiej. - stwierdził. Obydwoje się zaśmieliśmy. - Jak minęła ci noc? - spytał, a ja oderwałam się od niego.
-Dobrze, a ci?
- Mi również dobrze.- posłał mi ciepły uśmiech.
Lekcja hiszpańskiego minęła spokojnie. Kolejnym przedmiotem były zajęcia ze śpiewu. To właśnie dzisiaj musieliśmy prezentować przygotowaną piosenkę.
Na początku wystąpiła Ludmi z Naty. Następnie Diego z Cami... W końcu nadszedł czas na nas.
-To teraz Violetta i Leon. - powiedziała nauczycielka.
Wstaliśmy i weszliśmy na scenę.
Gdy usłyszałam pierwszy dźwięk, po moim ciele przeszedł dreszcz. Spojrzałam na Verdasa. Przyglądał mi się z zaciekawieniem. Obdarzyliśmy się uśmiechami. Kiedy szatyn zaczął śpiewać, poddałam się. Jego głos otulał mnie z każdej strony, pieścił moje uszy.. Mogłabym słuchać go całe dnie. Później dołączyłam do niego. Cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Byliśmy w swoim świecie.
Po zakończonym występie Leon puścił do mnie oczko. Oblałam się rumieńcem. Tak właśnie reaguję na urok Verdasa. Westchnęłam cicho.
Kolejną lekcją była historia. Potem mieliśmy wf. Następni fizykę.
Z każdą minutą coraz bardziej przekonywałam się do tego, że zakochałam się w Leonie. Nie byłam jednak pewna jego uczuć..
Z pewnością upokorzyłabym się, gdybym wyznała mu swoją ....miłość do niego, a on nic by do mnie nie czuł.
To pierwszy raz, kiedy czuję do chłopaka coś więcej. Sama się sobie dziwię, że padło na osobę, która tak bardzo mnie zraniła. Ale jednak on się bardzo zmienił.. I to mnie do niego przyciąga.
Powiedzieć mu prawdę? Mam wyznać mu wszystkie uczucia?! - myślałam, kiedy schodziłam po schodach.
W głowie miałam mnóstwo pytań, na których nie znałam odpowiedzi.
Nagle potknęłam się o...własną stopę? Matko, jaka łamaga.. Już miałam spadać, kiedy ktoś mnie złapał za rękę. Obejrzałam się. To Verdas. Westchnęłam cicho.
-Który to już raz ratuję ci życie?  - spytał rozbawiony.
-Dziękuję ci za każdy. - powiedziałam i posłałam mu szczery uśmiech.
Musiałam trochę ochłonąć, oparłam się więc plecami o ścianę. Szatyn stał na przeciwko mnie. Po chwili podszedł do mnie. Był blisko. Przyjemnie blisko. Serce przyspieszyło swoją pracę, w brzuchu poczułam... motyle? Tak, to chyba to.
Leon był sporo wyższy ode mnie. Oparł się prawą ręką o ścianę i spojrzał na mnie z góry. Przełknęłam głośno ślinę.
-Vilu, musisz być bardziej ostrożna.. - zaczął, mówiąc cicho. - Nie mogę być zawsze przy tobie. - ciągnął. Jego policzek praktycznie stykał się z moim. Czułam na karku jego oddech. Jeszcze chwila, a zemdleję. Chłopak wciąż szeptał mi do ucha - Ale wiedz, że bardzo bym chciał... - powiedział.
CO?! On coś do mnie czuje!!!! Te słowa muszą o czymś świadczyć! Nie mogłam w to uwierzyć. Uśmiechnęłam się lekko.
Ale tego, co się stało później kompletnie nie przewidziałam.
Staliśmy tak blisko siebie. Verdas miał głowę spuszczoną obok mojej. Nasze policzki dzieliły centymetry. Wszystko działo się tak szybko.
Nagle coraz bardziej czułam zbliżający się oddech chłopaka. Nie wiedziałam o co chodzi. W net poczułam na policzku jego usta. Byłam zaskoczona. Tak bardzo chciałam, by ich nie odrywał. Jednak zrobił to. Dotykał jednak nosem mojego zrumienionego policzka. Po ciele przeszedł mnie dreszcz.
Wtem usłyszałam dzwonek. Cicho westchnęłam. To musiało się tak skończyć. Chłopcy mieli teraz zajęcia w innej grupie. Nie chciałam się z nim rozstawać.
-Do zobaczenia Vilu - szepnął mi do ucha. Przed oczami miałam ciemność. Nie wiedziałam czy to dlatego, że zamknęłam oczy, czy może z nadmiaru rozkoszy. Lekko się uśmiechnęłam.
-Do zobaczenia. - rzuciłam.
Kiedy otworzyłam oczy, jego już nie było.
To co przed chwilą się wydarzyło, było.. nieziemskie! Czy jego zachowanie świadczy o tym, że on też coś do mnie czuje?
Tak! Leon coś do mnie czuje! Bo niby dlaczego przed chwilą to zrobił?! On mnie pocałował w policzek.. i to z takim uczuciem, delikatnością i powagą! Jejku!
Kolejne 2 lekcje zastanawiałam się czy powiedzieć Verdasowi o swoich uczuciach. Nie chciałam tego ukrywać. Może ja też powinnam wykonać jakiś gest? Co jeśli on ma w głowie takie same pytanie: Czy ona coś do mnie czuje?
By lepiej myśleć, wyszłam przed szkołę. Usiadłam na murku. Przymknęłam oczy.
Co ja mam zrobić?! Boże! Daj mi jakiś znak! Proszę. Mam mu wyznać prawdę ?
Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Obróciłam się i zobaczyłam szatyna. Chłopak był uśmiechnięty. Odwzajemniłam mu tym samym. Dziękuję Boże, to chyba ten znak.
-Mogę się dosiąść? - spytał, wskazując na murek.
-Jasne. - Leon usiadł obok mnie. Dzieliły nas centymetry. Odległość była bardzo mała, jednak ja pragnęłam być jak najbliżej.
-Vilu, co ty tutaj robisz? - spytał rozbawiony. Wywróciłam teatralnie oczami.
-Siedzę.. i rozmyślam. - stwierdziłam - tu naprawdę dobrze się myśli. - dokończyłam i spojrzałam przed siebie. Po chwili przymknęłam oczy.
-O czym myślisz ? - zapytał. Serce zaczęło mi szybciej bić.
Dobre pytanie. O tobie, o mnie, o nas!!! - myślałam
-Wiesz, o wszystkim.  - wykręciłam się. Westchnęłam. Po chwili otworzyłam oczy i spojrzałam na Verdasa. Cały czas mi się przyglądał. Mój wzrok błądził po jego idealnej twarzy. Oddech przyspieszył. W pewnym momencie zawiał mocniejszy wiatr, który pozostawił moje włosy w nieładzie. Ogarnęłam je w miarę możliwości. Jednak chłopak zauważył jeden kosmyk na mojej twarzy. Delikatnie założył go za moje ucho. Przyglądał mi się z zaciekawieniem, jakby czekał na moją reakcję.
Po ciele przeszedł mnie dobrze już mi znany dreszcz, zaczęło mi dudnić w uszach, wszystkie zmysły polepszyły swoja pracę. Oczy dostrzegały więcej szczegółów na idealnej twarzy Verdasa, słyszałam każdy wdech i wydech mojego przyjaciela. Smak, w tym przypadku nic nie czułam. Ale chciałam poczuć z pewnością cudowny posmak jego ust. Co on ze mną robił.!?
Głośno przełknęłam ślinę. Patrzyliśmy na siebie w ciszy. Jego usta prosiły się o pocałunek.
VILU !!! PRZESTAŃ!
To on powinien zrobić pierwszy krok. A może nie? Może to ja powinnam to zrobić? Leon pewnie zastanawia się, czy coś do niego czuję i czeka na mój ruch! Co ja mam zrobić? Nie chce cierpieć, jeżeli chłopak nic do mnie nie czuje..
Cicho westchnęłam.
-Vilu..
-Tak Leon? - spytałam z nadzieją, że powie mi o swoich uczuciach.
Nagle zadzwonił dzwonek. Nie no!!! Proszę, dajcie jeszcze chwilę! Wywróciłam oczami. Verdas wstał i wyciągnął dłoń w moją stronę. Posłałam mu ciepły uśmiech i chwyciłam jego rękę. Razem ruszyliśmy w kierunku sali.
Kolejne lekcje spędziłam na rozmyślaniach. Nie mogłam się skupić.
Nie miałam ochoty zwlekać. Postanowiłam powiedzieć o wszystkim chłopakowi.
Po ostatniej lekcji, kiedy wyszliśmy z klasy powiedziałam do chłopaka.
-Leon, możemy się dzisiaj spotkać w parku? Tak za godzinę.. - zaproponowałam. Verdas spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Coś się stało? - zapytał. Tak! Stało się! Zakochałam się w tobie!!
- Chciałabym ci coś powiedzieć. To jak ? - powiedziałam, nie dopuszczając moich głupich myśli.
-Z przyjemnością Vilu. - stwierdził i rozpogodził się. Szczerze się uśmiechnęłam.
Po pewnym czasie byliśmy na parkingu szkolnym. Staliśmy przy aucie Leona.
- Podwieźć cię Violetto? - zapytał miło.
-Nie, dziękuję. Przejdę się, - stwierdziłam.
-Jesteś pewna?
-Tak. - patrzyliśmy sobie w oczy. Dlaczego to jest takie trudne!? Nagle zadzwonił mój telefon. To był tata.
-Halo?
-Violetto, gdzie jesteś? - zapytał.
-Już skończyłam lekcje. Zaraz wracam do domu.
-To dobrze.
-A coś się stało? - spytałam.
-Nie, po prostu razem z mamą chcemy wyjść do opery, a ciebie nie ma jeszcze w domu. - tłumaczył. - To do zobaczenia Violetto, wracaj szybko.
-No pa ! - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
Po chwili przeniosłam wzrok na Verdasa. Stał oparty o swojego czarnego Mercedesa. Lekko się do mnie uśmiechał.
-Przepraszam, ale muszę już iść. - powiedziałam smutno. Podeszłam do niego bliżej. nasze ciała prawie się stykały. Tak bardzo powstrzymywałam się, żeby się do niego nie przykleić. W pewnym momencie położyłam swoje dłonie na jego ramionach i wspięłam się na palce, by dostać się jego ucha. - Do zobaczenia za godzinę - szepnęłam cichutko. Nasze policzki ponownie się dotykały. To było najprzyjemniejsze uczucie na świecie!
W końcu się odważyłam. Lekko obróciłam głowę i pocałowałam go w policzek. Po krótkiej chwili oderwałam się od niego i opadłam na pięty.
-Do zobaczenia. - powiedział. Lekko się uśmiechnęłam i ruszyłam w kierunku domu.
Idąc cały czas myślałam. Byłam zadowolona z tego, że go pocałowałam. Oczywiście, to nie to samo co pocałowanie Verdasa w usta..Ale to też jest całkiem miłe.
Kiedy byłam w domu, szybko zjadłam obiad, odrobiłam lekcję i troszkę się pouczyłam. Rodzice wyszli do opery na kilka godzin. Miałam więc luz.
Kiedy wybiła 16:00 wyszłam z domu.
Z wielkim uśmiechem szłam w kierunku parku. To właśnie tam miałam zamiar wyznać Leonowi, co do niego czuję. Byłam pełna radości.
Gdy doszłam do parku, Verdasa jeszcze nie było. Patrzyłam więc na mieniącą się taflę wody. Przymknęłam oczy. Układałam sobie w głowie, w jakiej kolejności mam mu wszystko powiedzieć.
-Vilu. - usłyszałam jego głos. Szeroko otworzyłam oczy i się obróciłam.
Oto on. Leon Verdas. Chłopak, w którym jestem bezwarunkowo i nieodwołalnie zakochana.
-Leon. - powiedziałam słodko. Podszedł do mnie.
-Wszytko ok? - spytał z troska.  Pokiwałam twierdząco głową.
-Mogę cie przytulić? - zaproponowałam nieśmiało.
-Zawsze. - powiedział i objął mnie czule.
Czułam jego cudowny zapach, który działał na mnie odurzająco. Mogłabym spędzić tak całe życie. Ważne, by on był przy mnie,
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Patrzyłam w jego szmaragdowe oczy. Tak, jestem w nim zakochana. To jest MIŁOŚĆ.
- A więc co chciałaś mi powiedzieć? - szepnął.
Już miałam zaczynać, kiedy usłyszałam dziewczęcy głos.
-Leon?!
Obróciliśmy się od razu. Przed nami stała jakaś dziewczyna. Miała czarne, długie, lekko falowane włosy. Jej twarz była idealna. Dziewczyna miała duże, brązowe oczy. Była na prawdę piękna!
-To naprawdę ty! - krzyknęła ze łzami w oczach.
-Rose? - powiedział Leon.
Patrzyłam na nich jak głupia. O co w tym wszystkim chodzi? Co to za dziewczyna?!
Nagle brunetka podbiegła do chłopaka i rzuciła mu się w ramiona. On ją czule objął.
-Nie mogę w to uwierzyć.. - mówiła łamiącym się głosem. Kiedy się od siebie oderwali, Rose, bo tak się chyba nazywała, chwyciła twarz Leona w dłonie. O nie nie!! Co to za dziewczyna?! Co ich łączy?!
-Rose, co ty tutaj robisz? - spytał Verdas.
- Wróciłam. Nie mogłam żyć dłużej bez ciebie. - stwierdziła. Zatkało mnie. To znaczy, że oni byli kiedyś parą?!
-Rose.. - zaczął szatyn, jakby chciał się sprzeciwić.
-Ciiii - uciszyła go.
Głośno odchrząknęłam. Leon, jakby się obudził. Spojrzał na mnie tym swoim zabójczym wzrokiem.
-Vilu.. - zaczął. Pokręciłam przecząco głową.
-Nie będę wam przeszkadzać. - rzuciłam i ruszyłam w stronę domu.
Do moich oczu napływało milion łez. Cała się trzęsłam. Moje plany, marzenia..wszystko, pękło i znikło jak bańka mydlana.
W końcu się rozpłakałam. Byłam bezradna. To straszne! On z pewnością coś do niej czuje!

Cały wieczór przesiedziałam na parapecie w sypialni. Patrzyłam w ciemność. Moje oczy, całe zapuchnięte od płaczu błądziły po panoramie miasta.
Właśnie dlatego nie chciałam się zakochać. Miłość to tylko ból i cierpienie!
Do teraz nie wiem, czy Leon coś do mnie czuje.. Co mam zrobić?! Jak mam się zachować w jego obecności? Boże, pomóż ! Przecież te jego pocałunki, czułe słówka nie mogły być bez powodu! O co w tym wszystkim chodzi?  On z pewnością będzie chciał do niej wrócić.. Pewnie łączyła ich wielka miłość..
Bezradna położyłam się na łóżku i zasnęłam...



XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX



No hej... 
Jak Wam się podoba nowy rozdział ?
Wiem, że chcieliście już Leonette.. ale ja lubię trochę podenerwować ludzi :D
PS : Brak korekty - przepraszam za błędy :)

Co sądzicie o nowej postaci - Rose? 
Co łączy ją z Leonem..?
Tego wszystkiego dowiecie się niebawem :*

Kolejny rozdział jutro lub w tygodniu :)

Wesołego Halloween moi Kochani :*

Do następnego 

OLECZKA

środa, 28 października 2015

Rozdział 19 : " Dziękuję ci za wszystko... "



Otworzyłam powoli oczy. Moją twarz pieściły promienie porannego słońca. Mogłabym przeleżeć tak cały dzień.
Przewróciłam się na drugi bok, jednocześnie spoglądając na zegarek. Była 6:58. Za 2 minuty rozlegnie się najgorszy dźwięk jaki znam. Żeby tego uniknąć, wyłączyłam budzik. Przetarłam delikatnie oczy. Po chwili wstałam i udałam się do garderoby. Wybrałam zwiewny kombinezon w kolorze pudrowego różu. Następnie poszłam się do łazienki. Tam odświeżyłam się, pomalowałam i upięłam włosy w luźny koczek. Ubrana, wyszłam z pomieszczenia. Założyłam naszyjnik od rodziców oraz użyłam perfum. Chwyciłam torbę i zeszłam na dół.
Przy stole siedziała cała moja rodzina.
-Dzień dobry Violetto - odezwał się tata.
-Dzień dobry.- odpowiedziałam.
-Mam nadzieję, że nie macie na dzisiejsze popołudnie żadnych planów - zaczęłam mama. Spojrzałam na nią pytająco.
-Dlaczego ? - spytał Fede.
-Bo idziemy do teatru. - wytłumaczył tata. Serce zaczęło mi szybciej bić. Jak by się tu wykręcić? Obiecałam Leonowi, że będę mu kibicowała podczas zawodów... A tu co? Jakieś głupie wyjście do teatru?
-Mamo, ale ja nie mogę z wami pójść. - oznajmiłam. - Przepraszam, ale już się umówiłam.
-Vilu, niestety musisz odwołać swoje spotkanie. Przecież wiesz, że chodzenie do teatru to nasza tradycja.. - tłumaczył ojciec. To prawda. Raz na 2 miesiące wychodziliśmy we 4 do teatru lub opery. Zazwyczaj szalenie się tam nudziłam.
Vilu...myśl!!!
-Proszę was. To spotkanie jest dla mnie ważne. Pójdę następnym razem - obiecałam.
-Nie Vilu. - powiedział stanowczo ojciec.
-Przecież powinnam się integrować z klasą. Oni znają się już bardzo długo, a ja nie poznałam ich jeszcze dobrze! To nie jest proste! - podniosłam głos. - Proszę..
Tata cicho westchnął.
-No dobrze Violetto. Ale pamiętaj, następnym razem się nie wykręcisz. - rzekł mężczyzna.
-Dziękuję.
Po zjedzonym śniadaniu, poszłam umyć zęby. Następnie założyłam buty i razem z Fede pojechaliśmy do szkoły.
-Vilu, z kim się umówiłaś? - zapytał kierując białe auto. Nie spodziewałam się tego pytania. Nie mogę mu powiedzieć prawdy. Nie dziś, nie teraz.
-Wiesz.. Umówiłam się z dziewczynami na obiad. - skłamałam. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem. - Patrz na drogę! -krzyknęłam. Federico przeniósł wzrok na jezdnię.
- Niech ci będzie..- odetchnęłam z ulgą. Już się bałam, że coś podejrzewa.
Gdy zajechaliśmy na szkolny parking, spokojnie wysiadłam z auta. Pożegnałam się z bratem i ruszyłam w kierunku wejścia. Wówczas przypomniałam sobie o obiecanej rozmowie z Sarą. Jejku.. Zapomniałam. Muszę to zrobić dzisiaj! Zamyślona weszłam do budynku. Kompletnie zapomniałam o Leonie.
W pewnym momencie przypomniałam sobie, że zostawiłam książkę od chemii w szkolnej szafce. Ruszyłam więc w tamtym kierunku.
Spokojnie otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej książkę. Upewniłam się czy to ta, przeglądając strony. Stałam zwrócona twarzą do szafek, gdy nagle obok mnie znalazła się ręka. Dłoń oparła się o rząd mebli znajdujących  się przede mną. Poczułam na sobie czyjś oddech. Z przerażenia, z rąk wypadła mi książka. Szybko się obróciłam, jednocześnie przyklejając się do ściany. Moim oczom ukazał się roześmiany i jednocześnie zdziwiony Verdas. Odetchnęłam z ulgą. Jego twarz i moja twarz były niebezpiecznie blisko siebie.
-Wszystko ok? - zapytał.
-Tak. Tylko mnie przestraszyłeś. Proszę nie rób tego więcej. - powiedziałam i głośno przełknęłam ślinę. Chłopak jak zawsze wyglądał przecudownie.
- Przepraszam. - oznajmił. - A tak w ogóle to cześć.- przywitał się. Na jego twarzy pojawił się uroczy uśmiech. Odwzajemniłam mu tym samym.
-Hej.  - odpowiedziałam. Strasznie chciałam go przytulić. Potrzebowałam tego do dalszego funkcjonowania. Serce biło mi jak szalone. - Mogę cie przytulić ?  - spytałam nieśmiało.
-Cały poranek na to czekałem - stwierdził.
Nie zwlekałam dłużej, od razu przykleiłam się do przyjaciela. Ręce zarzuciłam mu na szyję, on swoimi otulił mnie. Czy już mówiłam, że jego zapach jest niesamowity?
Staliśmy w bezruchu pewien czas. Nagle poczułam jak się odchyla, próbując spojrzeć mi w oczy. Pomogłam mu i też się odchyliłam. Przyglądaliśmy się sobie. Mój oddech przyspieszył, serce wciąż łopotało, nogi się uginały. Od pewnego  czasu nie wiem, co się ze mną dzieję. Nigdy się tak nie zachowywałam!
Z moich rozmyślań wyrwał mnie Leon. Oderwał się ode mnie całkowicie i schylił się po opuszczoną wcześniej przeze mnie książkę.
-Proszę - powiedział cicho podając mi ją.
-Dzięki - odpowiedziałam z uroczym uśmiechem na twarzy.
Chłopak ubrany był w czarne spodnie i zwyczajną bluzkę z krótkim rękawem w kolorze khaki. Wyglądał tak przystojnie...
-Dzisiaj zawody... - zaczęłam.
-Tak.
-Kiedy się zaczynają?- dopytywałam.
-Po przedostatniej lekcji.
-Świetnie. Przyjdę na przerwie, a potem po lekcjach, ok? - chłopak cicho westchnął.
-Byłoby mi miło. - przyznał i posłał mi szczery uśmiech.  - to dla mnie naprawdę ważne...
-Wiem, dlatego przyjdę. - oznajmiłam.
Po chwili rozległ się głos dzwonka. Wywróciłam teatralnie oczami .
-Idziemy? - spytał. Pokiwałam twierdząco głową. Ruszyliśmy w stronę sali chemicznej.
Na lekcji było spokojnie. Leon nie odzywał się do mnie. Czasem miło się uśmiechał. Wiedziałam, że jest pewnie zestresowany zawodami. W jego rękach jest wygrana całej szkoły. To musi być ciężkie.
Kolejnym przedmiotem był hiszpański. Minął on podobnie do poprzedniej lekcji.
Kiedy wyszłam z pracowni językowej, dołączył do mnie Verdas. Razem szliśmy korytarzem. Nie rozmawialiśmy, jednak jego obecność wystarczała do polepszenia mojego humoru.
Nagle, idąc minęliśmy nauczycielkę angielskiego. Młoda kobieta patrzyła na mnie, jakbym robiła coś złego. A przecież nic takiego nie zrobiłam! Chociaż nie. Kochanka mojego przyjaciela kazała mi nie zadawać się z szatynem. Ja jednak właśnie szłam obok niego, szczerze uśmiechnięta. Ale ona nie ma prawa zabraniać mi spotykać się z Verdasem! Jesteśmy przyjaciółmi!
Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, przeszedł mnie dreszcz. Ona mnie przeraża. W pewnym momencie poczułam na dolnym odcinku swoich pleców dłoń. Delikatnie się obróciłam. Należała do Leona. Chciał pewnie dodać mi otuchy. Wiedział, że jest to trudne również dla mnie.
Spojrzałam na niego. Cały czas się do mnie uśmiechał. Serce zaczęło mi szybciej bić. Próbowałam je uspokoić oddychając głęboko. Bez skutku. Leon Verdas tak na mnie działa?
-Wszystko dobrze Violetto? - zapytał z troską w głosie.
-Tak, wszystko jest ok. - potwierdziłam.

Lekcje mijały spokojnie. Ja i Verdas nie rozmawialiśmy dużo, ale to mi nie przeszkadzało..
Na jednej z przerw zadzwonił do mnie tata.
-Violetto, mam dla ciebie przykrą wiadomość. - stwierdził.
-Co się stało?
-Dzisiaj o 15:00 przychodzą do nas na obiad moi wspólnicy. Twoja obecność jest obowiązkowa!
-Co? Tato. Umawialiśmy się inaczej! - krzyknęłam. Co ja mam powiedzieć Leonowi? Moja obecność jest dla niego ważna...
-Niestety. Zmiana planów. - oznajmił. Byłam zdenerwowana - Przepraszam, ale muszę kończyć. Do zobaczenia o 15;00.
Szybko się rozłączyłam. Westchnęłam cicho. Spojrzałam na szatyna, który właśnie rozmawiał z Maxim. Nie chce go zranić..Ale nie mam innego wyjścia.
Po fizyce postanowiłam mu o tym powiedzieć. Właśnie szedł w kierunku szatni, gdyż była to przedostatnia lekcja. Nie pożegnał się ze mną, gdyż uważał, ze do niego przyjdę.
-Leon! - zawołałam. Chłopak się obrócił i spojrzał na mnie z troską.
-Tak Vilu? - spytał, gdy już stałam obok niego.
Jak ja mam mu to powiedzieć?
-Wiesz- zaczęłam. Spuściłam wzrok na ziemie.- przepraszam, że tak wyszło..- ciągnęłam.
-Ale co ? -zapytał zdezorientowany. Cicho westchnęłam.
-Leon, obiecałam, że będę ci kibicować podczas zawodów.. - zacięłam się. Kiedy udało mi się przełknąć wielką gulę w moim gardle, kontynuowałam - ale moi rodzice mają jakieś spotkanie ze współpracownikami..Starałam się przekonać tatę do zmiany decyzji..Ale nie udało mi się. - stwierdziłam. Dyskretnie spojrzałam na Verdasa. Znacznie posmutniał. Serce krajało mi się, gdy na niego patrzyłam. Jak mogłam go tak zawieźć. - Przepraszam, że tak wyszło...
-Nic się nie stało Vilu. - zaczął. - To nie twoja wina. - powiedział i posłał do mnie ciepły uśmiech.
-Strasznie mi głupio.. - znowu spojrzałam w ziemię. Nagle chłopak chwycił mnie za podbródek. Serce przyspieszyło swoją pracę, nogi zaczęły się uginać. Czemu tak się dzieje? O czym to świadczy?!
-Przestań. - zmusił mnie do patrzenia mu w oczy. Chciałam tego uniknąć. Wiedziałam jak na mnie działają, paraliżująco. - Violetto, wszystko jest ok. Nic się nie stało. Nie zadręczaj się.
-Nie jesteś zły?
-Co? Dlaczego miałbym być? - był zdziwiony.- Vilu, jest mi trochę przykro... Zależało mi na twojej obecności..Jesteś dla mnie takim...amuletem. - po tych słowach zamarłam. - Z tobą wszystko mi się udaje...Ale poradzę sobie bez ciebie - stwierdził, wciąż patrząc mi w oczy.
-Leon.. Nie wiem co powiedzieć. - przyznałam. Szatyn posłał mi uroczy uśmiech. Czułam, że się rumienie.
-Przepraszam cie Vilu, ale już muszę iść. - oznajmił ze smutkiem.
-No tak, rozumiem.. - ja również byłam smutna. Nagle wpadłam na pomysł.- Wiesz, skoro ja nie mogę być obecna podczas zawodów..A podobno jestem twoim ..- zacięłam się.
-Amuletem? - zapytał lekko rozbawiony.
-Tak, amuletem. - przytaknęłam.- To może dam ci coś, co będzie przypominało ci o mnie?
-Tak, to dobry pomysł.
Vilu! Myśl..co mam mu dać?! Po chwili namysłu ściągnęłam gumkę z włosów.
-Wiem, że to trochę głupie..ale jeśli ci to pomorze..- mówiłam wkładając mu gumkę na nadgarstek. Leon się szeroko uśmiechnął.
-To nie jest głupie. - powiedział. - Z pewnością mi pomoże. - stwierdził. - Dziękuję.
Nagle znalazłam się w jego objęciach. Nie chciałam się od niego odrywać. Już nigdy!
MATKO! O czym ja myślę?! Jesteśmy przyjaciółmi! Czy przyjaciółka powinna tak myśleć o przyjacielu?
-Jeszcze raz cie przepraszam.. - zaczęłam, wtulona twarzą w jego tors.
-Nic się nie stało. - po moim ciele przeszedł dreszcz, ponieważ Verdas pocałował mnie w czubek głowy.- Nie przejmuj się.- po tych słowach oderwaliśmy się od siebie. Zrobiłam to z żalem...
-A więc powodzenia..- powiedziałam cicho.
-Dziękuję - odpowiedział. Lekko się do mnie uśmiechnął i ruszył w stronę szatni.

Ostatnie lekcje mijały bardzo wolno. Kiedy wreszcie się skończyły  ruszyłam do domu. Całą drogę myślałam o Verdasie. - Co teraz robi? Czy zawody już się zaczęły? Które miejsce zajął? - na te wszystkie pytania chciałam znać odpowiedź.
Gdy weszłam do domu, napotkałam mamę. Ubrana była w granatową, obcisłą sukienkę. Wyglądała genialnie!
-Dobrze, że już jesteś Vilu. Idź się szybko przebierz! Goście będą za 15 minut! - poganiała mnie.
Bez słów udałam się do pokoju. Wyjęłam z szafy białą, przeuroczą sukienkę oraz jeansową kurtkę. Użyłam jeszcze moich ulubionych perfum i już byłam gotowa.

Była 17:00. Przy stole siedziałam od dobrych 2 godzin. Rozmowy biznesmenów były bardzo nudne. Cały czas rozmyślałam o Verdasie. Tak mocno chciałam go zobaczyć, przytulić.  - Może nie wygrał zawodów..Dla mnie i tak jest najlepszy - myślałam.
W końcu nie wytrzymałam. Wstałam od stołu i powiedziałam:
- Przepraszam, ale mam ważną rzecz do zrobienia. - rodzice patrzyli na mnie ze złością.
-Violetto, siadaj przy stole..- zaczął tata. Ja jednak nie miałam zamiaru tego robić.
-Przepraszam, ale mam ..- Vilu myśl! - y.. projekt. Kompletnie o nim zapomniałam. A on jest na jutro. Robię go z koleżanką. Umówiłam się z nią na 17;10. Wybaczcie. - oznajmiłam i wyszłam z domu.
Szłam przez park dość szybko. Chciałam zdążyć chociaż na rozdanie nagród. Nie liczyłam już ile razy potknęłam się o własną nogę. Pędziłam, jak najszybciej mogłam.
Po 15 minutach dotarłam na szkolne boisko. Nikogo tam nie było. Westchnęłam cicho. - Wszystko się już skończyło- przyznałam w myślach. Byłam na siebie zła. Może, gdybym szła szybciej zdążyłabym? Z rozmyślań wyrwał mnie pewien głos...
-Co ty tutaj robisz? - obejrzałam się. To Leon! O mało co, a pękłabym ze szczęścia!
-Leon? - powiedziałam i szybko do niego podbiegłam.
-Vilu, co ty tutaj robisz? Nie miałaś być na obiedzie z wspólnikami twoich rodziców? - spytał zdziwiony.
-Tak.. Ale nie mogłam już słuchać ich nudnych konwersacji..- wytłumaczyłam. Spojrzałam w dół, na jego nadgarstek. Moja gumka do włosów wciąż tam była! Uśmiechnęłam  się do siebie.
-Cieszę się, że przyszłaś.. - zaczął.
-Wiem. Leon, jak ci poszło? - musiałam wiedzieć. Chłopak jeszcze szerzej się uśmiechnął.
-Byłem pierwszy... - powiedział i puścił do mnie oczko.
-Gratuluję! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak objął mnie w talii. Trzymał, jakby bał się, że zaraz gdzieś odejdę. Ale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie.. podobało mi się to! - Wiedziałam, że to wygrasz. - mówiłam. Głęboko oddychałam, by jak najlepiej zaciągnąć się jego zapachem. Moja twarz wtulona była w szyję i bark Verdasa.
-To twój amulet mi pomógł. - odrzekł. Jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
-No pewnie, że tak.- odpowiedziałam. - Jeszcze raz ci gratuluję!
-Dziękuję. Dziękuję ci też za to, że przyszłaś...- ciągnął. - Vilu, jesteś dla mnie ważna. Twoja obecność dodaje mi otuchy, radości, siły ... - opowiadał. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Moje nogi zrobiły się jak z waty.. - Tak bardzo się cieszę, że cie mam..- szeptał mi do ucha.
Jego słowa..To co powiedział. Chyba na zawsze utkną mi w pamięci. To było piękne, cudne..
-Leon...- zatrzymałam się, bo nie wiedziałam co mu powiedzieć. - nawet nie wiesz, jak mocno się cieszę, że dałam ci kolejną szansę.. Ty też jesteś dla mnie ważny.. Naprawdę. Jesteś najlepszym przyjacielem pod słońcem.
-Dziękuję. Vilu, dziękuję ci za wszystko.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Razem ruszyliśmy do domów.
Całą drogę rozmawialiśmy,  śmialiśmy się.. Było świetnie. Lecz kiedy znalazłam się pod swoim domem, posmutniałam. Musiałam rozstać się z szatynem.
-No to do jutra. - rzuciłam smutno. Chłopak westchnął. Po chwili podszedł i mnie przytulił. On wiedział czego potrzebuję..
-Vilu, ja też nie chce się z tobą rozstawać.. - zaczął. Czułam na sobie jego oddech...Byłam jak w niebie. Miałam dosyć rozmyślania nad tym, co robię, jak się zachowuję i dlaczego...Liczyło się tylko tu i teraz. - Ale musimy. Jutro się zobaczymy. Obiecuję.- przyrzekł. Lekko się od niego oderwałam, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Tylko to podtrzymuje mnie na duchu.. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Do jutra?
-Tak, do jutra.. - potwierdziłam. Oderwałam się lekko od Leona. Nadal jednak patrzyliśmy sobie w oczy.
Serce zaczęło mi szybciej bić. Oddech przyspieszył. W nieświadomy sposób nasze twarze zbliżały się do siebie... Moje oczy błądziły między jego pięknymi szmaragdami a całuśnymi ustami..
Po chwili Verdas pocałował mnie w policzek! Na moment przymknęłam oczy, delektując się dotykiem jego warg na moim policzku. Zaraz potem na niego spojrzałam.
-Dobranoc Vilu. - powiedział.
-Do jutra Leon.- odpowiedziałam i w ciągłym szoku weszłam do domu.
Cały wieczór myślałam o zdarzeniu.
Czy ja coś do niego czuję? A może on czuje coś do mnie? Dlaczego to jest takie skomplikowane!?
Po odprężającej kąpieli położyłam  się spać...


______________________________________________________________










Witajcie Kochani!
Tak oto prezentuje się kolejny rozdział!
Następny w sobotkę :D

Czy Vilu czuje coś do Leona?
A co sądzicie o pocałunku Verdasa w policzek Vilu?
<3

Mam nadzieję, że podoba się Wam ten post.
Pisanie rozdziałów..tej całej historii jest szalenie wkręcające!
Ten rozdział pisałam kilka dni.. 
W godzinach..nocnych ? :P
Nie ważne.
Ważne, że jest!

Jeśli macie jakieś uwagi, pytania, pomysły..
to walcie :*

NADAL PROSZĘ O KOMENTARZE !

Do kolejnego rozdziału moi mili

* OLA *

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 18 : " Będę przy tobie "

<3 <3 <3 <3 <3 <3           

Rozdział dedykuję Tini Aleksandra
<3



Obudził mnie nieznośny dźwięk budzika. Jednym gestem go wyłączyłam. Nie chce mi się iść do szkoły... Może udam, że źle się czuje? .. CHWILA! Co ja pierniczę!? Dzisiaj spotkam się z Leonem!
Energicznie wstałam z łóżka. Ruszyłam do garderoby w celu wybrania przyzwoitego kompletu. Padło na białe spodnie z wysokim stanem i crop top w granatowo - białe paski. Chwyciłam odzież i poszłam do łazienki. Tam się odświeżyłam, pomalowałam i pokręciłam lokówką włosy. Byłam pełna energii i radości. Następnie się ubrałam i użyłam ulubionych perfum. Na nadgarstku zawiesiłam delikatną bransoletkę. Potem założyłam buty i chwyciłam torbę z książkami. Zbiegłam na dół i usiadłam przy stole.
-Dzień dobry! - przywitałam się z rodzicami.
-Witaj Violetto. - powiedział tata. -Jak ci minęła noc?
-Szybko. I to bardzo
Mężczyzna się zaśmiał. Następnie zjadłam śniadanie i umyłam zęby. Wszystko w ekspresowym tempie. Po pewnym czasie razem z Fede pojechaliśmy do szkoły. Kiedy zaparkowaliśmy, wyskoczyłam jak z procy. Pewna siebie szłam w kierunku wejścia. Nagle dostałam sms-a. To wiadomość od Sary. Dziewczyna spytała się jak u mnie. Napisała też, że bardzo tęskni. Postanowiłam jej odpisać.

Sara! Jak się cieszę, że piszesz. Chciałabym Ci tyle powiedzieć, jednak rozmowa telefoniczna to nie jest to samo, co twarzą w twarz. Teraz idę do szkoły, ale obiecuję, że jak tylko wrócę, pogadamy na Skype ? Ok? 
Ja też mocno tęsknie.
Vilu


Kiedy zablokowałam telefon, schowałam go do kieszeni. Szłam szkolnym korytarzem. Rozglądałam się, szukając szatyna. Bez skutku. Posmutniałam. Może nie będzie go dzisiaj w szkole? Szłam jednak dalej. 
Moje oczy rozbłysły milionem barw. Jest! Stoi na końcu korytarza. Zaczęłam iść w tamtym kierunku. Im bliżej byłam, tym bardziej biło moje serce. Chłopak wyglądał bosko... W pewnym momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały. Uśmiechnął się pogodnie. Odwzajemniłam mu tym samym. Verdas ruszył w moją stronę. Byliśmy coraz bliżej siebie, jednak wciąż daleko. Brakowało mi go, chciałam jak najszybciej się wtulić w jego umięśniony tors. Czy moje zachowanie jest normalne.? Jako przyjaciółka?  Nie wiem i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Stęskniłam się za nim. 
Dzieliło nas kilka metrów. Szliśmy z kilka sekund, ale dla mnie była to cała wieczność. Cały czas się do siebie uśmiechaliśmy. 
Kiedy wreszcie byliśmy blisko siebie, chłopak wyciągnął delikatnie ręce w moją stronę. Szybko się w niego wtuliłam. Objął mnie swoimi ramionami, a ja go moimi. Wdychałam głęboko powietrze. Czułam jego piękny zapach. Cudo! 
-Witaj Vilu..- zaczął Leon, szepcząc mi do ucha. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Mogłabym tak zawsze... Yyy... to znaczy często.. 
-Witaj Leonie.  - odpowiedziałam nadal wtulona w jego klatkę piersiową. Nie miałam zamiaru go puszczać. Przynajmniej nie w tym momencie. 
- Jak minęła ci noc? - zapytał cicho. 
- Spokojnie i na szczęście szybko. - stwierdziłam. - A tobie? 
- Również spokojnie. - oznajmił. Po chwili pocałował mnie w czubek głowy. Jeszcze mocniej się w niego wtuliłam. Jednak zdałam sobie sprawę, że musimy trochę dziwnie wyglądać.
- Leon, czy to nie jest dziwne, że jako przyjaciele się tak przytulamy? - zapytałam chłopaka.
-Nie obchodzi mnie opinia innych. A poza tym, przyjaciele mogą się przytulać. 
- Masz rację. - poparłam. 
Nagle zadzwonił dzwonek. Leon poluźnił uścisk. Nie chciałam tego, ale mieliśmy matematykę. Po chwili się od niego oderwałam. Spojrzałam smutnym wzrokiem. Chłopak był uśmiechnięty.
- Chodźmy. - powiedział. Westchnęłam cicho.  - Przecież wiesz, że musimy.. - patrzył na mnie z troską.
-Masz rację. - pokiwałam głową. Chłopak delikatnie położył swoją rękę na moich plecach, kierując mnie w kierunku klasy. Ruszyliśmy.
Idąc przez korytarz nie było osoby, która by na nas nie spojrzała. Ciekawe co sobie pomyśleli? Może, że ja i Verdas jesteśmy razem? Chyba nie powinnam się tak do niego zbliżać, przywiązywać... To trochę dziwne.. Przecież nie dawno się nienawidziliśmy się! Nagła zmiana? Ja się w tym wszystkim nie łapię... A co dopiero inni?
Gdy znaleźliśmy się pod klasą, w której mieliśmy mieć lekcje, każdy na nas dziwnie patrzył. Jakbym zrobiła coś złego.
- Hej - rzuciłam do grupy przyjaciół.
-Hej wam! - odpowiedzieli wspólnie.
-Jak tam po biwaku? - zapytał Diego.
-Dobrze, a u ciebie? - powiedział Leon, który stał za moimi plecami.
- W porządku. - odpowiedział chłopak.
Po chwili zjawiła się nauczycielka matematyki i weszliśmy do klasy.
Szaleńczo cieszyłam się, że siedzę z szatynem. Dopiero teraz to doceniam. Gdy usiedliśmy na miejscach, spojrzałam na Verdasa. Był zajęty przeglądaniem czegoś w swoim telefonie. Po chwili włożył go do kieszeni i jego wzrok zatrzymał się na mnie.
-Wszystko ok? - zapytał.
- Tak. A u ciebie?
-Teraz już tak. - to były jego ostatnie słowa wypowiedziane na tej lekcji.
Po matematyce ruszyłam  kierunku Ludmi, Fran i Cami. Razem poszłyśmy pod salę fizyczną. Na lekcji, Verdas nie zamienił ze mną ani słowa. Był zamyślony.- Czyli znowu jest tak, jak było przed biwakiem.? -Posmutniałam. -Dlaczego,?! Przecież mówił co innego. On mi to obiecywał!- Jednak postanowiłam trochę poczekać. Może wszystko się wyjaśni...
Jednak po fizyce chłopak nadal milczał. Spojrzałam na niego z wyrzutem i wyszłam z sali. Kompletnie go nie rozumiałam. Szłam sama, rozmyślałam na jego temat. Nagle ktoś chwycił mnie za rękę. Obejrzałam się energicznie. To Leon. Jego twarz była pełna smutku i żalu.
- Vilu, dlaczego tak szybko wyszłaś z sali i na mnie nie poczekałaś? Jesteś  zła? O co chodzi? - zadawał multum pytań.
-To ty mi powiedz o co chodzi! - krzyknęłam. - Całą lekcję siedziałeś zamyślony, nawet na mnie nie spojrzałeś! Nie rozumiem!
-Violetto.. Przepraszam.. - tłumaczył.
- Proszę, powiedz mi o czym myślałeś.. - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy. Verdas westchnął.
- Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, że teraz mamy angielski...- powiedział szeptem.
- No tak- zdałam sobie sprawę, że musi być dla niego ciężko. Nie wie jak kobieta zareagowała na jego bunt. - Nie rozmawialiście ze sobą od tamtej kłótni?
-Nie.
- A wtedy, jak rozmawialiśmy na korytarzu i ona do nas podeszła, wtedy przecież cie z nią zostawiłam..
-Tak, chciała porozmawiać, a raczej mnie namawiać na zmianę decyzji... Ale ja nie chciałem. Poszedłem więc na tor wyścigowy. Zostawiłem ją.- opowiedział.
- Czemu to tak przeżywasz? Myślałam, że Leonowi Verdasowi nic nie jet straszne... - powiedziałam, żeby trochę go rozluźnić.
- Nie boje się rozmawiać z nią. Nic nie zmieni mojego zdania. Jednak ona chce.. - zaciął się. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - porozmawiać z tobą. - oznajmił. Serce zaczęło mi szybciej bić. Czego ta kobieta ode mnie chce.?!
-Ale jak to? Nie rozumiem..Przecież ja nie mam z tym nic wspólnego.!
-To znaczy.. Widziałaś i słyszałaś naszą rozmowę...- kontynuował. Westchnęłam. Byłam przerażona...
- O czym ona chce ze mną rozmawiać?
- Nie wiem, ale myślę, że chce się upewnić, czy aby na pewno nikomu nie powiesz.- powiedział Verdas. Jeszcze tego mi brakowało! Jejku..
- Nic więcej?
-Wątpię, ale z nią nic nie wiadomo...- chłopak spojrzał na mnie troskliwie. byłam przerażona, zdenerwowana. - Vilu, spokojnie. Będę przy tobie. Nie zostawię cie ani na sekundę samej! - obiecał. Po chwili mocno mnie przytulił. Właśnie tego mi brakowało. Jego umięśnionych, ciepłych i bezpiecznych ramion. Wtuliłam się w niego mocno. Napawałam się jego przecudnym zapachem. Naszą sielankę przerwał dzwonek. Oderwaliśmy się od siebie. Od razu na niego spojrzałam. On zrobił to samo. Czułam jak szybko bije moje serce. Nie wiedziałam jednak, czy to reakcja  na nadchodzącą rozmowę z kochanką mojego przyjaciela, czy może na niego samego.
-Dasz radę Vilu. - powiedział i ujął moją twarz w swoje dłonie. Czy on chce mnie pocałować?! - Wierzę w ciebie. -szepnął. Po chwili jego usta znalazły się na moim czole. Nie wiem dlaczego, ale chyba byłam rozczarowana! Rozum odganiał tą myśl, jednak serce krzyczało : W USTA!. Potrząsnęłam głową, by odgonić te dziwne myśli.
- Chodźmy - powiedziałam.
Kiedy weszliśmy do sali, kobieta już tam była.
-Dzień dobry. Przepraszamy za spóźnienie. - tłumaczyłam uprzejmie. Leon nic nie powiedział.
Nauczycielka patrzyła ma nas z wrogością. Co ja jej zrobiłam!? To ona uwiodła swojego ucznia. Nie ja!
-Violetto, siadaj proszę. - oznajmiła. Szybko wykonałam jej polecenie. - A ty Leon będziesz odpowiadał. - powiedziała sucho. - Odłóż tylko plecak i wracaj pod tablicę.
Chłopak ruszył w stronę ławki. Cały czas na niego patrzyłam. Moje serce krajało się z żalu, jednak na jego twarzy widniał uśmiech. Byłam zdziwiona.
-Leon.. -szepnęłam. Tylko on mnie usłyszał.
-Spokojnie Vilu.- powiedział i puścił do mnie oczko.
Po chwili był już przy tablicy. Kobieta zadawała mu naprawdę trudne pytania. On jednak odpowiadał na każde bez zawahania! Wiedział wszystko. Ale jej dopiekł! Miałam wielki uśmiech na twarzy. Rozpierała mnie duma.
-Siadaj. Dostajesz 5. - powiedziała kobieta. Była zła.
-Dziękuję. - odpowiedział uroczo Verdas. Po chwili siedział obok mnie. Posłałam mu ciepły uśmiech.
-Gratuluję.- szepnęłam.
-Dzięki- odpowiedział, również szepcząc.
Lekcja minęła spokojnie. Ale kiedy zadzwonił dzwonek, po moim ciele przeszedł dreszcz. Spojrzałam na Verdasa. Jego twarz była spokojna. Głośno przełknęłam ślinę. Spakowałam się i razem z szatynem ruszyliśmy w kierunku wyjścia. Już przekraczaliśmy próg sali, kiedy rozległ się kobiecy głos.
-Violetto, zostań proszę na chwilę. - poprosiła nauczycielka. Grzecznie się odwróciłam. Byłam speszona i przestraszona. Nagle poczułam czyjąś dłoń na plecach. Obróciłam się. To był Leon! Szedł ze mną. Nie zostawił mnie! Posłał mi pocieszający uśmiech.
- Tak ?- zapytałam. Kobieta spojrzała na mnie, później na szatyna.
-Leon, proszę, zostaw mnie samą z Violettą. - rozkazała. On jednak ani drgnął. - Czy ty nie słyszysz? Wyjdź z sali! - podniosła głos. Verdas jednak nadal stał za mną.- Mam wysłać cię do dyrektora? - zapytała. O nie.. Muszę sobie poradzić bez niego. Obejrzałam się za siebie.
-Poradzę sobie. - szepnęłam. Leon pokiwał głową i wszedł z sali.
Byłam sama, przerażona. Kobieta patrzyła na mnie ze złością.
-Violetto. Mam nadzieję, że to co zobaczyłaś kilka dni temu, zostaje między nam. - pokiwałam twierdząco głową. - Dobrze. Kim jesteś dla Leona? - spytała. Co ją to obchodzi.!
- Nie rozumiem...
- Kim dla siebie jesteście?!
-Jesteśmy przyjaciółmi.
-Jesteś tego pewna?-  zapytała patrząc mi w oczy.
- Tak,. Ale co to ma do tego?
-Chcę, żebyś nie mieszała mu w głowie. Po prostu się z nim nie zadawaj.  On jest jeszcze trochę rozkojarzony. Jestem przekonana, że za kilka dni mu to minie i wrócimy do swojej relacji. - oznajmiła kobieta. Co!? Po moim trupie!
Nie rozumiem, czułam się...zazdrosna? Czemu tak zareagowałam.?!
-Przepraszam, ale to już chyba nie jest pani decyzja. Ona należy do Leona. - rzuciłam.- To wszystko?
-Tak. Dziękuję. Do widzenia.
-Do widzenia. - powiedziałam i wyszłam z sali.
Pod drzwiami stał Verdas. Plecami opierał się o ścianę. Wglądał tak przystojnie...
Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się. Chciałam, żeby mnie przytulił, pocieszył, porozmawiał, pocałował... - CO?! o czym ja myślę! Nie chce żeby mnie całował! - skarciłam siebie w myślach.
Chłopak, jakby czytał mi w myślach. Podszedł do mnie i mocno objął. Wtuliłam się w jego tors.
-Wszystko ok? - zapytał cicho.
-Tak. - odpowiedziałam.
-O co się ciebie pytała.?
Oderwałam się od szatyna. Teraz patrzyłam mu w oczy. On jednak cały czas trzymał dłonie na mojej talii. Nie przeszkadzało mi to. Nawet, było to bardzo miłe.
-Mówiła o tym, że ma to pozostać między nami.. - powiedziałam. Nie wiedziałam czy mówić mu o dalszej części rozmowy. Jednak postanowiłam mu to powiedzieć. - I pytała się, kim dla siebie jesteśmy...
-Co? - on też był zdziwiony.
-Też się zdziwiłam.
-Co jej odpowiedziałaś?
- Powiedziałam, że jesteśmy przyjaciółmi. - na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, jakby nie wierzył w to, co powiedziałam. - Powiedziała też, że nie chce, abym mieszała ci w głowie i się z tobą zadawała., bo ty jeszcze do niej wrócisz. - stwierdziłam. Chłopak zaczął się śmiać.
-Tak, wrócę - powiedział z sarkazmem. Po chwili się uspokoił i spojrzał mi w oczy. - Vilu, ale ty nie masz zamiaru zostawiać mnie w spokoju, prawda? - zapytał, jego twarz była pełna nadziei  i żalu. Uśmiechnęłam się pogodnie.
-Oczywiście, że nie. - powiedziałam i mocno go przytuliłam. Było mi tak dobrze. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Jednak ta przyjemność nie trwała wiecznie. Zadzwonił dzwonek. Razem poszliśmy na geografię.
Na lekcji zostaliśmy podzieleni na grupy. Na moje nieszczęście nie byłam z Leonem.
Lekcja mijała powoli. Kiedy się skończyła, spojrzałam na Verdasa. Machnął do mnie ręką. Odmachałam mu. Następną lekcją był w-f.
Gdy się przebrałam, razem z przyjaciółkami poszłam na boisko do koszykówki. Właśnie tam mieliśmy wychowanie fizyczne.
Po zajęciach wróciliśmy do szatni. Szybko się przebrałam, nie mogłam się doczekać spotkania z Leonem.
Szłam korytarzem. Nigdzie go nie było. Postanowiłam zapytać się Maxiego, co się stało.
-Maxi, wiesz może gdzie jest Leon?
-Wiesz, on  chyba został na bieżni. Jutro są zawody w bieganiu, a on startuje. Na tej lekcji też go nie będzie. - oznajmił.
-Dzięki - powiedziałam i posłałam mu udawany uśmiech. Byłam smutna, stęskniona i rozczarowana. Brakowało mi jego obecności. - STOP! - Dlaczego znowu myślę w ten sposób?! Nie jesteśmy parą. Jesteśmy przyjaciółmi!!! Nie rozumiem, czemu on tak na mnie działa?!
Hiszpański minął spokojnie. Cały czas myślałam o szatynie. Gdy zadzwonił dzwonek, spakowałam się i udałam się w stronę wyjścia. To była ostatnia lekcja. Wyszłam z budynku. Dzisiaj nie wracałam z Fede. Już miałam schodzić po schodach, kiedy ktoś chwycił mnie za ramię. Obejrzałam się. To był szatyn. Czym prędzej go przytuliłam. Moje ręce założyłam na jego szyje i uniosłam się na palce. On swoimi objął mnie w talii. Przyłożyłam swoją twarz do umięśnionego torsu.
-Już myślałam, że się nie spotkamy.. - szepnęłam cicho.
-Jednak jest inaczej... - on również szeptał.
Po kilku chwilach otworzyłam oczy. Parking był pusty. Stał tylko samochód Verdasa. Oderwałam się od niego.
-Podwieźć cię? - zapytał.
-Nie, przejdę się. - oznajmiłam. - To do jutra.
-Do zobaczenia Violetto.. - w jego oczach był smutek.. w moich pewnie też. Już miałam odchodzić, kiedy on zapytał - Jutro mam zawody. Wpadniesz pokibicować? - w jego głosie słyszałam nadzieję, że odpowiem : TAK.
 - Oczywiście, że tak! - rzuciłam. Chłopak się szczerze uśmiechnął.
- Cieszę się. To dużo dla mnie znaczy..- przyznał. Chciałam mu powiedzieć, że dla mnie też, ale ugryzłam się w język.
-No więc do jutra. - powiedziałam. Pragnęłam jeszcze raz go przytulić, jednak wyszłabym na idiotkę. Odgoniłam tą myśl i się obróciłam.
-Hej. - pożegnał się .
Szłam przez park. Rozmyślałam o mnie i Leonie.
Czy to, co jest między nami to przyjaźń? Czemu tak na niego reaguję? Czy coś ze mną nie tak.?! Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. W sumie, nigdy nie doświadczyłam prawdziwej miłości. Takiej prawdziwej, do chłopaka, więc nie wiem jakie to uczucie...Nie rozumiem moich zachowań, moich myśli i pragnień.

Gdy wróciłam do domu zjadłam obiad i odrobiłam lekcję. Następnie postanowiłam pójść pobiegać. Założyłam sportowy strój i buty. Gotowa wyszłam z domu.
Biegałam po parku z godzinę. Zmęczona wróciłam do domu. Wzięłam prysznic i przebrałam się w piżamę. Następnie zjadłam kolację i umyłam zęby.
Z nadzieją weszłam na FB. Chciałam, żeby Verdas był dostępny. Jednak się przeliczyłam. Obok jego imienia nie było zielonej kropki. Smutna, wylogowałam się i położyłam się spać.


^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^







Hej!
Jak Wam się podoba? 

Myślę, że jest ok :*

Kolejny pojawi się w tygodniu...lub w sobotę (?) 
Tak, tak, tak... wiem, że to prawie z tydzień, ale inaczej nie mogę :(
Cóż, na pewno rozdział nie pojawi się w piątek wieczorem. Mam urodziny przyjaciółki!
<3

Dziękuję za każdy komentarz! To wiele dla mnie znaczy..
Tyle Was tu wchodzi!
Jeszcze nie tak dawno pisałam, że blog osiągnął 1 000 wyświetleń.
A przed wczoraj stuknęły 2 000!
Jesteście najlepsi <3

Jak myślicie, czy między V i L jest coś więcej niż przyjaźń?
Kiedy będzie Leonetta?
Nie wiecie? Oj..
Ale już niedługo się dowiecie!

KOMENTUJCIE PROSZĘ

Do kolejnego posta moi Kochani 
<3

Oleczka :*

sobota, 24 października 2015

Rozdział 17 : "A teraz musimy się pożegnać.."

Ciąg dalszy ...

Kiedy doszliśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania, zeskoczyłam z pleców Leona. 
-Dziękuje. - powiedziałam cicho. Chłopak posłał mi miły uśmiech. 
-Dla ciebie wszystko Vilu.. -  zarumieniłam się, więc schowałam twarz we włosach. - Dziękuję, że się do mnie nie zniechęciłaś... - kontynuował. Spojrzałam na niego. Jego oczy były pełne żalu i bólu. Dlaczego tak  bardzo chciałam go przytulić? Pomimo tego, że wybaczyłam mu wszystkie krzywdy, które mi kiedyś wyrządził, powinnam czuć do niego obojętność. Jednak on nie jest mi obojętny. 
-Leon...- ciągnęłam. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jakaś dziwna siła przyciągała mnie do niego. Co się dzieje?! Przecież ja nawet nie wiem czy jesteśmy przyjaciółmi! Posłałam mu ciepły uśmiech. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos nauczyciela.
-Moi drodzy, przygotowujemy się do końcowego ogniska. Jak pewnie wiecie, jutro wyjeżdżamy. - oznajmił mężczyzna. Zrobiło mi się smutno. Tu było cudownie! Pogodziłam się z Leonem, wyjaśniłam wszystko z Mikiem i Diego. Boje się tego, co będzie się działo po powrocie do rzeczywistości. Nim się obejrzałam, obok mnie nie było już szatyna. Rozejrzałam się. Zobaczyłam jak niesie kilka drzewek w kierunku plaży. Uśmiechnęłam się do siebie. Nagle usłyszałam
-Violetto, czy ty nie miałaś przypadkiem nam czegoś opowiedzieć? - usłyszałam głos Ludmi. obejrzałam się za siebie. Stała tam blondynka, Fran, Naty i Cami. 
-Ale o czym mam wam opowiedzieć? - udawałam głupią. Miałam nadzieję, że uniknę tego tematu. 
-O tobie i Leonie  - oznajmiła Naty. 
-A! No tak.. - powiedziałam. Po chwili usiadłam na jednym z kamieni. - Wiecie, nie ma o czym mówić...
-Jak to nie ma?! Co z nim robiłaś wczorajszej nocy? - zapytała Cami. Wywróciłam oczami. Dziewczyny dosiadły się do mnie. Westchnęłam cicho.  - A więc? - dopytywała dziewczyna.
- Wczoraj wieczorem? A! No tak... - chciałam pokazać swoją obojętność. Jednak raczej mi się to nie udawało. - Na początku siedziałam sobie z Ludmi.. Ale potem przyszedł Verdas i zaczęliśmy ze sobą gadać.. 
-Pogodziliście się ? - dopytywała Naty
-Tak. Chyba tak. - powiedziałam. 
- To świetnie! - krzyknęła Fran. Uśmiechnęłam się do niej. Ja też uważałam to za fenomenalną wiadomość. 
- Mówiłam, że trzeba poznać Leona bliżej, żeby móc go oceniać - dodała Laudmiła. 
- Tak - potwierdziłam.
Wstałyśmy i ruszyłyśmy w stronę plaży. Idąc, zastanawiałam się nad tym, o co mogę zapytać Leona. Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej, nim tu jesteśmy. Po drodze zaszłyśmy do naszego namiotu po ciepłe bluzy. 
Po kilku minutach marszu byłyśmy na miejscu. Było ciemno. Jedyne światło, to te bijące z ogniska. Usiadłam na jednym pieńków. Było tak miło i przyjemnie. Nie chciałam wyjeżdżać. Po drugiej stronie ogniska usiadł Verdas. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, uśmiechnęliśmy się do siebie. Po moim ciele przeszedł bardzo przyjemny dreszcz. 
Siedzieliśmy tak z 2 godziny. Była już 22;00. Niektórzy wrócili do namiotów, inni poszli pływać, co było totalnym szaleństwem. Chociaż minionej nocy, to ja się kąpałam przy świetle księżyca. W pewnym momencie postanowiłam się przejść. Musiałam poukładać sobie wszystko w głowie. Ruszyłam w stronę pomostu. Szłam powoli, przyglądając się pięknemu księżycowi. 
Nagle poczułam, jak ktoś kładzie mi dłoń na dolnym odcinku pleców. Serce zaczęło mi szybciej bić. W głębi duszy miałam nadzieję, że to Leon. Powoli się obróciłam. Nie mogłam uwierzyć. To był on! JEJ! Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Byłam strasznie radosna. Nie rozumiałam, co się ze mną dzieje. Chłopak tez się uśmiechnął. 
- Mogę do ciebie dołączyć? - spytał, tym swoim nieziemskim głosem. VILU! Jakim głosem?! Potrząsnęłam głową próbując wyrzucić z niej wszystkie myśli. 
-Oczywiście, że tak. - powiedziałam pewnie. 
Szliśmy w ciszy. Gdy doszliśmy do końca pomostu, postanowiłam usiąść na drewnianych deskach. Leon do mnie dołączył. Patrzyłam w niebo. Było bezchmurne, a na nim znajdował się ogromny księżyc oraz miliony gwiazd. 
- Leon... 
-Tak? 
-Kim my dla siebie jesteśmy? - odważyłam zadać to pytanie. Spojrzeliśmy na siebie. - Znajomymi czy coś więcej? 
- Vilu, nie chce ci niczego narzucać.. A ty jak sądzisz? 
-Nie wiem. Szczerze mówiąc, bardzo dobrze czuję się w twoim towarzystwie.. - ciągnęłam. Cały czas patrzyłam na szatyna. Po moich słowach na jego twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. - Czy byłoby dziwnie, jeśli bylibyśmy .. - zacięłam się. Czy ja jestem świadoma tego, o czym mówię? - przyjaciółmi? - zakończyłam. Twarz Leona była rozpromieniona. 
- Myślę,że nie. Violetto, zależy mi na tobie i naszej relacji. Przyjaźń. Jeszcze kilka dni temu marzyłem po prostu o tym, a żeby się z tobą pogodzić. Los chyba miał inne plany  - mówił patrząc mi głęboko w oczy. 
-A więc jesteśmy przyjaciółmi? - dopytałam.
- Jeśli pozwolisz, to z wielka przyjemnością. - stwierdził chłopak. 
Byłam szczęśliwa. Ja i Verdas. Przyjaciele. Kto by pomyślał. Na pewno nie ja! Jeszcze nie dawno nienawidziłam go. Co się ze mną dzieje ?!  Potrząsnęłam głową, w celu odgonienia myśli. Patrzyłam na niego z miłością. Wiedziałam, że dużo przeszedł. Po części znałam jego historię. Jednak chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Jego twarzy była taka delikatna i idealna.
- Vilu, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy... - ciągnął.
Poczułam ogromną chęć przytulenia go. W końcu nie wytrzymałam.
-Leon, czy mogę cie przytulić? - zapytałam uroczo.
- Zawsze. - odpowiedział. Nie minęło kilka sekund, a my siedzieliśmy objęci. Oddychałam głęboko w celu jak najdłuższego rozkoszowania się jogo boskim zapachem.
Co on ze mną robi? Dlaczego tak na niego reaguję?! To jest trudne.
-Dziękuję - wyszeptałam i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
- To ja dziękuję. - szepnął mi w ucho, a po moim ciele ponownie przeszedł dreszcz.
Siedzieliśmy tak pewien czas. Nagle Leon się położył. Ja jednak siedziałam i przyglądałam się mu. Patrzyliśmy a siebie w ciszy.
- Chciałbym cię lepiej poznać. Nadrobić tyle straconych lat. - oznajmił Leon
- Ok. A jak chcesz to zrobić?
- Będę zadawał ci pytania. Ok? - zapytał. W odpowiedzi pokiwałam twierdząco głową.
-Ale później moja kolej! - dopowiedziałam.
-A więc.. Dlaczego się tutaj przeprowadziłaś?
-Moi rodzice zmienili pracę. Ja i Federico musieliśmy się dostosować. - powiedziałam.
- A chciałaś wyjeżdżać.? - dopytywał.
-A czy ty chciałbyś stąd wyjeżdżać?
-Teraz nie, ale jakiś czas temu z pewnością.- zdziwiły mnie jego słowa. Spojrzałam na niego z zaciekawieniem. - Nic mnie tu nie trzymało. Może szkoła i motocross. Nic więcej.
-A Diego, Ludmi i reszta? - zapytałam zdziwiona
- Byli dla mnie ważni, ale nie na tyle, żeby z ich powodu nie wyjeżdżać. Dopiero niedawno zacząłem doceniać to, co mam. A wracając do ciebie..
- No tak! A więc nie chciałam wyjeżdżać. Jednak nie miałam nic do powiedzenia. W Barcelonie zostawiłam cząstkę siebie.
- Rozumiem. - powiedział. Długo się nad tym zastanawiałam. Ostatecznie postanowiłam położyć się obok chłopaka. Dokładnie mnie obserwował. Oczywiście oblałam się rumieńcem, na szczęście było ciemno.
Patrzyłam na gwieździste niebo. Była przyjemna cisza.
- Violetto, jaki jest twój ulubiony kolor? - zapytał. Zdziwiona tak błahym pytaniem położyłam się na brzuchu, opierając się łokciami o drewniane deski.
-Co? - zapytałam roześmiana.
-Czemu się śmiejesz. Chce wiedzieć!
-Ok. Myślę, że jest to biały. - rzekłam nie przestając się śmiać.
- Jaki jest twój ulubiony film i książka? - dopytywał. Tak właśnie toczyła się nasza rozmowa.
Każde kolejne pytanie zadane przez szatyna coraz bardziej mnie śmieszyło.

-Dziękuje, że jesteś Violetto.  - powiedział.
- Wiesz, ja tez ci dziękuję. Naprawdę!
- Nie ma za co - oznajmił i  puścił do mnie oczko. Zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy jeszcze przez około 30 minut. Następnie spojrzałam na zegarek. 00:40?  Szybko się zerwałam. Chłopak patrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Zaraz 1:00! Chodźmy!
-Boisz się czegoś? - zapytał roześmiany szatyn.
- Nie... Ale jutro o 7:00 wyjeżdżamy! Będę wyglądała jak potwór! - krzyczałam. Leon się śmiał. Po chwili wstał na równe nogi i chwycił mnie w talii. Moje serce zaczęło szybciej bić, oddech również przyspieszył. Głośno przełknęłam ślinę. Co on chce zrobić?! Czy potrafię mu odmówić?
Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Byłam jak w transie. Po chwili chłopak przyciągnął mnie do siebie. Nasze ciała stykały się ze sobą. Wówczas wiedziałam, że nie będę umiała mu niczego odmówić.
-Leon.. -powiedziałam cicho. Mój głos się trząsł.
- Nie bój się Vilu. - oznajmił. Jednak to mi nie pomogło. Serce biło mi jak szalone.
W pewnym momencie Verdas objął mnie swoimi ramionami. Chciał mnie po prostu przytulić?
Oczywiście, ja również go objęłam. Póki jeszcze mogłam, napawałam się jego zapachem. Moja głowa była wtulona w jego przyodziany szarą koszulką tors. Nagle poczułam, że całuje mnie w czubek głowy. Cicho westchnęłam. Było mi tak dobrze.
Jednak wszystko kiedyś się kończy. Leon oderwał się ode mnie.
-Idziemy? - spytał Verdas. Pokiwałam twierdząco głową i ruszyliśmy.
Idąc śmialiśmy się, popychaliśmy, żartowaliśmy. Dlaczego jutro wracamy? Ja dopiero się rozkręcam!
Gdy doszliśmy do pola namiotowego przystanęliśmy. Staliśmy twarzą w twarz.
- Leon, ja nie chce wyjeżdżać...- zaczęłam.
-Vilu, obiecuję ci, że nic między nami się nie zmieni. Przyrzekam. - mówił powoli, poważnie. Po chwili chwycił moją dłoń. Po moim ciele przeszedł delikatny dreszcz. Uwielbiałam to. - Violetto, wszystko będzie dobrze. Nie pozwolę nikomu zniszczyć naszej relacji. Rozumiesz? - Mówił to z powaga na twarzy. Wiedziałam, że dla niego jest to równie ważne jak dla mnie.
-Rozumiem.
- A teraz musimy się pożegnać- cały czas szeptał.
- Wiem. - nie chciałam tego. - no to dobranoc.
- Dobranoc Violetto. - odpowiedział i puścił moją rękę.
Czułam się źle. Było mi przykro. Moja dłoń domagała się jego dotyku!  Pomachałam mu i weszłam do namiotu. Dziewczyny już spały. Po chwili do nich dołączyłam.


Kiedy się obudziłam, dziewczyn nie było obok. Zdezorientowana ubrałam biały kombinezon i wyszłam z namiotu. Ku mojemu zdziwieniu, pozostało tylko kilka rozstawionych namiotów. Niektórzy właśnie je składali, inni się pakowali, a inni stali i rozmawiali.
Po chwili zobaczyłam przyjaciółki. Fran gadała z Diego, Naty z Mikiem, a Lara z Leonem.
Co? Z Leonem? Nie, nie, nie, nie! Ona z nim flituje!
STOP! Czy ja właśnie jestem zazdrosna.? Tak czy siak, idę do nich.
Po kilku chwilach stałam obok nich.
- Hej..  powiedziałam nieśmiało. Lara i Leon spojrzeli na mnie.
-Cześć - rzuciła Lara.
- Hej Vilu. - powiedział Leon, przyglądając mi się z zaciekawieniem. - Wszystko ok?
- Tak, tak.. Jest ok. - powiedziałabym mu co czuję naprawdę. Czyli ból i smutek. Nie chciałam wjeżdżać. Jednak obok niego stała Lara. A przy niej nie mogłam się wyżalić. Verdas cały czas mi się przyglądał. Myślę, że wiedział jak się czuję. On mnie rozumiał, a przynajmniej próbował.
- A co u was? Cieszycie się, że wracacie? - zapytałam
-Tak, chce już wrócić do domu i wyspać się w swoim łóżku. - przyznała Lara.
-  A ty? - zwróciłam się do Verdasa. Chłopak się ciepło uśmiechnął.
- Wiesz, tu było na prawdę genialnie. Tyle  miłych momentów. Jednak myślę, że po powrocie też będzie przyjemnie. - stwierdził. Uśmiechnęłam się do niego pogodnie. Wiedziałam co chce mi przekazać, jednak ze strony Lary, jego wypowiedź była trochę nie zrozumiała. Ale cóż...

Kiedy wszyscy się spakowali, wsiedliśmy do autokaru. Zajęłam miejsce przy oknie. Siedziałam razem z Fran. Droga minęła spokojnie.
Gdy znaleźliśmy się na szkolnym parkingu, wysiedliśmy. Zobaczyłam samochód Fede, a w nim jego samego. Jednak dałam rade bez pomocy brata! Cicho westchnęłam. Wróciłam do świata realnego. Wyjęłam swoją walizkę z bagażnika autobusu. Następnie pożegnałam się z dziewczynami i Diego. Nie mogłam jednak znaleźć osoby, której najbardziej teraz potrzebowałam - Leona Verdasa. Westchnęłam rozczarowana. Tylko on mógł mnie teraz pocieszyć. Już miałam się obracać, kiedy usłyszałam jego piękny głos.
-Violetto! - wołała. Obróciłam się energicznie. Szedł w moja stronę. Gdy był już blisko zapytał: - Nie masz zamiaru się ze mną pożegnać? - na jego twarzy widniał cudowny uśmiech. Wówczas ja też się uśmiechnęłam.
-Chciałam, ale nie mogłam cie znaleźć. - tłumaczyłam.
-Jasne. - powiedział i puścił uchwyt walizki. Wiedziałam, że chce mnie przytulić. Uczyniłam wiec to samo. Puściłam rączkę i ruszyłam w jego kierunku. Kiedy nasze ciała się spotkały, nie potrzebowałam nic więcej.
-Dziękuję ci.. - powiedziałam.
-To ja ci dziękuję. - mówił. - Jesteś niesamowita. Dałaś mi kolejną szansę. W ciąż w to nie wierzę.
- Nie zmarnuj  tego. - szepnęłam.
-Nie mam zamiaru. - powiedział. - Vilu, nie bądź smutna. Jutro się widzimy, tak? - zapytał odrywając mnie od siebie. Pokiwałam twierdząco głową. - No własnie! A więc do jutra.. - Nie wiem dlaczego, ale do moich oczu napłynęły łzy. Co za wstyd. Leon się cicho zaśmiał i wytarł dłonią łzę spływająca po moim policzku.
- Do jutra. - powiedziałam z łamiącym się głosem.
Chłopak ostatni raz posłał mi swój uroczy uśmiech i odszedł. Szybko się ogarnęłam i ruszyłam w kierunku Federico.
Przywitaliśmy się i wróciliśmy do domu. Tam opowiedziałam wszystko rodzicom. Następnie zjadłam obiad i poszłam do swojego pokoju. Usiadłam na łóżku i myślałam. Leon, Leon i jeszcze raz Leon. Nie mogłam się doczekać kolejnego dnia.
Nie minęło 20 minut, a ja utonęłam we śnie.
Obudziło mnie wołanie na kolacje. Zeszłam więc z góry. Po posiłku razem z Fede i rodzicami obejrzeliśmy film. Gdy wybiła 22:30 poszłam się umyć. Po wieczornych czynnościach położyłam się na łóżku. Wzięłam laptopa i włączyłam FB. Nowe zaproszenie do znajomych? Od kogo.? Na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. To Verdas zaprosił mnie do znajomych. Bez zawahania przyjęłam je.
Nagle wyskoczyło mi okienko czatu. Leon do mnie napisał! Byłam taka radosna!

L: Jak się trzymasz Vilu?

V: Bywało lepiej... Pomaga mi jednak myśl, że jutro się spotkamy.

L: Ja też nie mogę się doczekać... Vilu, jeszcze raz Ci dziękuję..

V: Leon, daję Ci kolejną szansę, bo wierzę w twój żal, przeprosiny i zmianę na lepsze!

L: :)

V: Leon..

L: Tak Vilu?

V: Dziękuję, że nalegałeś na naszą rozmowę. Gdyby nie to, myślę, że nie bylibyśmy teraz przyjaciółmi.

L: Po prostu chciałem, żebyś znała prawdę.

V: Dziękuję.

L: Violetto, jesteś dla mnie naprawdę ważna.

V: Nie wiem co Ci odpisać.. Ale wiedz, że uśmiecham się.

L: Przepraszam Cie, ale muszę już iść.

V: Rozumiem..

L: Pamiętaj, jutro się widzimy!

V: Pamiętam. A więc, do jutra!

L: Słodkich snów Vilu.

V: Cześć :D


I wyszedł. Chce jak najszybciej zasnąć. Kiedy się obudzę, będzie ranek. A to oznacza, że pójdę do szkoły. Tam spotkam Verdasa.
Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Wylogowałam się z FB i odłożyła laptopa. Weszłam pod kołdrę i wtuliłam się w poduszkę.
Dlaczego Leon mnie tak bardzo zmienia!? Czemu mam chęć ciągle przy nim być.?
Z tymi pytaniami pogrążyłam się we śnie...



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------









Cześć! 
Jest i kolejny rozdział :D
Mam nadzieję, że się podoba.
Nie dokonywałam korekty (ponownie), bo nie chciałam dodawać posta o 23! 
WYBACZCIE

Co się dzieje z Vilu? Dlaczego reaguje tak na Leona!?

Hmn..?

Dowiecie się tego w następnych rozdziałach.
Kolejny pojawi się jutro.. Albo w tygodniu.
Ale to zależy od ilości czasu...
A jego mam bardzo malutko :(
Ale staram się Wam to wynagradzać :*

Do następnego

( OLA) 

KOMENTARZE MILE WIDZIANE :*
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka