poniedziałek, 5 grudnia 2016

One Shot ~ zapowiedź

Witaj, Kochanie
Tak, to znowu ja. Chciałbym zapytać, jak się czujesz, czy wszystko u Ciebie w porządku. Jednak to pytanie zadaje od 5 lat i wciąż nie otrzymuje od Ciebie żadnej odpowiedzi. Więc może przestanę pytać... 
Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze i że o mnie pamiętasz. Jednak ja, pisząc ten e-mail mam łzy w oczach, ponieważ obraz Twojej osoby w mojej głowie zaczyna się rozmazywać. Zapominam o Tobie, a to mnie przeraża. Emmo, tak bardzo się boję.
Nie wiem gdzie teraz jesteś. Mam nadzieję, że w bezpiecznym i ciepłym miejscu, bo proszę, wyjrzyj przez okno. Pada deszcz, wiatr trąca ledwo trzymające się na drzewach liście. Nadeszła jesień, której tak bardzo nie lubisz. Świat traci barwy. Jesień to idealne określenie mnie, człowieka samotnego, jednak wciąż szukającego.To tak jakby cały świat płakał deszczem razem ze mną, nie sądzisz? 

Kochanie, tęsknię
Leon




Hej Wam! Pojawiam się i udostępniam początek nowego OS :) 
Mam  nadzieję, że się Wam spodoba i będziecie czekać na ciąg dalszy. 
Dajcie znać, czy ktoś z Was jeszcze tu jest 
Kocham
Violetta Vilu
 ♥

piątek, 23 września 2016

Hej?




Nawet nie wiem, jak mam się przywitać. Rozpoczynam pisanie tego posta chyba 9 raz i wciąż tego nie wiem. Cześć - może być? Mam nadzieję, że tak. Kolejna rzecz, której nie wiem, to ciąg dalszy tego jakże żałosnego posta. 
Od pewnego czasu nie pojawiały się żadne rozdziały. Nie byłam też aktywna na Waszych blogach, za co przepraszam. Nie wynikało to z barku weny. Takową posiadam i bardzo chciałabym się dzielić pomysłami. To cudowne uczucie, kiedy wiesz, że Twoje historie komuś się podobają. Jest to bardzo przyjemne. Ja wciąż odczuwam tą przyjemność. Jednak życie nie jest bajką i wszystko się zawsze komplikuje. Tak jak Wy, od września poszłam do szkoły. Wiedziałam, że ten rok będzie najgorszym w historii, jednak stwierdzam, że jest jeszcze gorzej. Oczywiście jeśli chodzi o naukę :) Nie powiem, że jest łatwo, bo nie jest. Od zawsze byłam pewna, że jestem silna psychicznie. Moje przekonanie zmieniło się już w pierwszych dniach września. Szkoła to jedno. Doszło wiele innych problemów prywatnych, o których nie będę tu pisać, bo to bez sensu. 
Więc ogólnie rzecz biorąc, wszystko kumuluje się w jedną całość i mnie niszczy. Wiele rzeczy dzieje się za szybko. Myślę, że stwierdzenie iż mam lekką (a może i nie lekką) depresję, jest odpowiednim stwierdzeniem. Nie chcę, żebyście myśleli, że się nad sobą użalam. Ja po prostu chcę Wam przedstawić aktualną sytuację. 
Nawet jeśli chciałabym napisać rozdział, to po prostu nie mam czasu. A jak już znajdę wolną chwilę podczas tygodnia, staram się spędzić ją w gronie najbliższych mi osób lub po prostu, po ludzku wyjść z domu bądź poleżeć, nie mając z tyłu głowy problemów, pytań bez odpowiedzi lub tego, ile kartek muszę wykuć na następny dzień. 

Nie dawno minął rok, od kiedy napisałam pierwszego posta. To coś wielkiego, przynajmniej dla mnie. Podczas tego okresu wiele się działo. Poznałam wiele osób, rozwijałam się i robiłam to, co lubię. Nie spodziewałam się aż tylu czytelników. Za każdym razem, kiedy o tym myślę, na mojej twarzy pojawia się uśmiech. To piękna sprawa i namawiam każdego, kto o tym myśli do realizacji. 
Dziękuję za obecność, wsparcie, pochwały i wszystko inne. Dziękuję za niesamowite przyjęcie do tej wielkiej Rodziny ♥  
Przepraszam, jeśli uraziłam lub powiedziałam coś nie tak. Jestem tylko człowiekiem. 
W życiu trzeba próbować wielu rzeczy. Ja mam kolejną do wykreślenia z listy :) 
Więc całym serduchem dziękuję za ten rok pełen radości. Jesteście niesamowici! Taki zwykły komentarz bardzo dowartościowuje, dlatego za nie również dziękuję. Mam wiele do napisania, ale nie umiem tego ubrać w słowa. 
W związku z powyższym opisem sytuacji, chcę Was poinformować iż odchodzę. Nie na zawsze... Chyba. Muszę odpocząć, zająć się życiem i teraźniejszością. Możliwe, że tu wrócę, napiszę coś. Tak jak mówiłam, mam wiele pomysłów w głowie, które chciałabym zrealizować. Jednak chęci to czasem zbyt mało...
Chcę też powiedzieć, że nie umieram i jeśli ktoś chce do mnie napisać, to jestem  ;) Jestem i będę, a jak nie będę, to wcześniej Wam o tym powiem. Czasem warto opowiedzieć o czymś komuś, kogo się praktycznie nie zna. Tak jest po prostu łatwiej :)

Chyba dobiegamy do końca tego wywodu Oli :) Mam nadzieję, że to nie jest koniec naszej relacji, a początek. 



Pragnę Wam jeszcze raz podziękować za wszystko. Przyznam szczerze, że ten rok bardzo mnie zmienił i na pewno jest w tym trochę Waszej zasługi. Waszej i bloga. Sądzę, że można to nazwać rodzajem terapii. Dlatego każdemu serdecznie polecam rozpocząć tą piękną historię, a przynajmniej spróbować. Na prawdę warto. A jeśli nie wyjdzie, nie przejmujcie się. Wiem, że jest tu kilka osób, które chciałyby zacząć pisać. Nie pozostaje Wam nic innego jak to zrobić! Zajmijcie moje miejsce! Rozwijajcie się i spełniajcie marzenia. Dowartościujcie się! Życie jest piękne, więc dlaczego z niego nie korzystać? 
Jeśli piszecie coś na kartce papieru, przelejcie to na klawisze. Początki będą trudne, ale wierzę w Was i Wasze możliwości :D
Chcę jeszcze powiedzieć, że czekam na Wasze książki. Z ręką na sercu stwierdzam, że są tu osoby o niespotykanym talencie. Jak już się Wam uda, dajcie znać. Z chęcią przeczytam :) 
Więc bierzcie z życia ile wlezie. Bijcie się o swoje i uciekajcie ze zdobyczą xD Nie oszczędzajcie w uśmiechu, bo to najlepsze lekarstwo. Oczywiście zaraz po rozmowie. To jest klucz do pełni szczęścia. Kochajcie siebie i innych. A przede wszystkim doceniajcie to, co macie. Dążcie do celu, spełniajcie marzenia i bądźcie sobą. Radzę wprowadzić też do życia odrobinę spontaniczności. Róbcie to, co mówi serce. Po prostu - żyjcie!

Dziękuje za ten piękny okres
Do zobaczenia
Ola
♥

sobota, 20 sierpnia 2016

.09.





Zaufać mu?
Jeszcze raz patrzę w jego idealne oczy. Delikatnie je mruży i patrzy na mnie wyczekująco. Nie mam już sił się wyrywać, walczyć, więc opuszczam ręce na znak poddania się. Nie ufam mu, jednak mam nadzieję. To ona zawsze trzymała mnie przy życiu. W najgorszych chwilach ona była ze mną, a ja z nią. Nadzieja. Tylko ona mi pozostała. 
Jego dłonie zjeżdżają z mojej talii i przypadkowo muskają pośladki. Wciągam głośno powietrze i zamykam oczy. Czyżby nadzieja mnie opuszczała? Mam dość. Jednak jeśli z nim nie pójdę i nie spróbuję, skończy się to tragedią. 
Kiwam lekko głową i spuszczam wzrok na buty. Nagle wydają się być czymś szalenie ciekawym. Czuję jak mnie dotyka. Jeden palec, drugi, trzeci... Trzyma mnie za rękę. Nie wiem już czy drżę w środku, czy na zewnątrz. Jego dłoń jest o wiele większa od mojej. Jest też ciepła, co sprawia, że moja, zimna się w nią wtula. To wszystko dzieje się kilka sekund, dla mnie, kilka godzin. 
- Za 10 minut wracamy - ogłasza Leon, a ja po raz kolejny zadaję sobie pytanie.
Czy on chce mi pomóc?
- Damy ci 15 minut. Pobaw się dłużej - śmieją się gardłowo, dlatego mocniej ściskam dłoń Verdasa. W nim jest moja nadzieja. On jest jej uosobieniem. 
Czuję jak mnie ciągnie za sobą. Idzie szybko, nic przy tym nie mówiąc. Nawet na mnie nie patrzy. Coraz bardziej się boję. Mocniej zaciska moją dłoń, więc z mych ust wydobywa się pisk. Wtedy odwraca twarz w moją stronę i lustruje mnie.
- To boli - szepczę, wskazując na splecione dłonie. Czuję jakby kończyna była odłączona od reszty ciała. Jednak jest to pewnie reakcja mojej chorej psychiki. Nie rozluźnia uścisku. Odwraca się i idzie dalej. Ciągnę się za nim, jak niewolnica. Szybko odganiam tą myśl i kreuje w głowie jedno hasło. ON MI POMAGA. Na pewno...
Ponownie słyszę śmiechy tamtej trójki, dlatego też podbiegam bliżej Verdasa. W oddali widzę koniec tej piekielnej ulicy. On też to chyba spostrzega, ponieważ zaczyna biec. Robię to samo. Nim się oglądam, jestem przyparta do ściany. Jego ciało. Moje ciało. Między nami nie ma przestrzeni. Za sobą czuję zimną cegłę, z której zbudowany jest dany budynek. Zamknięte dotychczas oczy, otwieram. Nie napotykam jednak jego wzroku. Mężczyzna wychyla głowę zza ściany i bacznie się czemuś przygląda. Serce bije mi niewyobrażalnie szybko. Przez tą bliskość chcę zwymiotować. Ręce mam spuszczone wzdłuż tułowia. Jestem na granicy rozpaczy. Wpatruję się w czarne logo Ralph'a Lauren'a, które naszyte jest na nieskazitelnie białej koszulce wspólnika. Nagle czuję jego wzrok na sobie. Wznoszę oczy ku górze i napotykam jego błyszczące tęczówki. Milczymy. Spoglądam w prawo i widzę jego rękę, która opiera się o ścianę, tuż przy mojej głowie. Przełykam ślinę i wracam do jego zielonych oczu.
- Odsuń się ode mnie - szepczę z braku sił. Ku mojemu zdziwieniu, szybko to robi. Patrzę na niego pełna lęku i odrazy. Z oczu wymykają mi się pojedyncze, słone łzy.
- Violetto, nie bój się już - odzywa się w końcu. Mocno przygryzam dolną wargę, a po chwili czuję metaliczny smak krwi w ustach. 
- Ty... - nie wiem jak zacząć. Chcę się upewnić, co do jego celów.
- Nie mam zamiaru cię krzywdzić - uprzedza szybko, a ja powoli wydycham powietrze z ulgą - Musimy biec. Trzymaj mnie za rękę, biegnij szybko, nie oglądaj się. Rozumiesz? 
Przytakuję energicznie, a potem czuję, jak jego dłoń ponownie oplata moją. Na mej twarzy z pewnością pojawia się grymas. Zaczynamy biec, a ja próbuję odgonić strach i odrazę względem Leona i jego bliskości. 
Tak jak zaleca, ani razu się nie oglądam. Pewnie nawet nie miałabym na to wystarczającej ilości odwagi. Gdy po kilku minutach biegu znajdujemy się w tłocznej uliczce, w której z pewnością nic nam nie grozi, Verdas się zatrzymuje. Robię to samo i z bijącym głośno sercem zerkam w jego tęczówki. Nie robimy nic, tylko oglądamy swoje twarze. Mam mieszane uczucia co do tego, co się przed chwilą stało. Jestem mu wdzięczna, ponieważ kolejny już raz mnie obronił. Gdyby nie on, możliwe, że przeżyłabym swój koszmar na nowo. Jednak, dlaczego właśnie on? Nie lubię go, on nie lubi mnie. Kompletnie się nie dogadujemy, wręcz nienawidzimy siebie nawzajem. Trudno mi przechodzi przez gardło słowo "dziękuję", gdy mam je skierować w stronę Leona. Nie mam ochoty przebywać w jego towarzystwie, a jak na razie mi to nie wychodzi. Los najwidoczniej nie jest po mojej stronie i ciągle krzyżuje nasze drogi ze sobą. 
- Wszystko dobrze? - pyta po chwili. 
- Jakby cie to obchodziło - mruczę prawie niesłyszalnie. On jednak to słyszy i patrzy na mnie chłodno.
- Równie dobrze mogłem cie tam zostawić - zaczyna, patrząc na mnie w dół - Tam i na basenie. Nie zrobiłem tego, więc może trochę milej? 
- Przepraszam - spuszczam wzrok - I dziękuję.
- Możesz powtórzyć? - mówi poważnie, jednak w jego głosie słyszę nutkę rozbawienia. Wzdycham głośno i ponownie spoglądam mu w oczy.
- Dziękuję - ogłaszam bardzo wyraźnie. 
- Lepiej - prycham na jego komentarz.
Nagle zauważam, że wciąż trzymamy się za ręce, a odległość między nami nie jest bezpieczna. Szybko wyrywam swoją kruchą dłoń i robię krok w tył. On z zaciekawieniem przygląda się moim poczynaniom. Pewnie oczekuje jakichś wyjaśnień, ale jak zawsze ich nie otrzymuje. Potrząsa głową i przenosi wzrok na coś za moimi plecami. Spoglądam tam gdzie on i widzę pub. 
- Dasz się namówić na drinka? - pyta, powodując u mnie niemałe zdziwienie. Myślę przez chwilę i w końcu odpowiadam.
- Nie, to nie jest dobry pomysł.
- Daj spokój, nie jesteśmy w pracy - przewraca oczami. Szczerze, nie poznaję go. A może właśnie poznaję prawdziwego Leona? - Za wyciągnięcie z kłopotów? 
Przygryzam nerwowo dolną wargę i ostatecznie kiwam głową na "tak". Nie wiem dlaczego to robię. Czuje się przy nim źle, ale nie jest to to samo, co było na początku. Poza tym, uratował mnie, więc jakoś muszę się odpłacić. Mężczyzna rusza przodem, a ja tuż za nim. W pubie panuje przyjemny dla oczu mrok. Jest tu duszno, czuć woń alkoholu i papierosów. W powietrzu unosi się dym i nie jestem do końca przekonana, czy jest to dym od papierosa... 
Verdas ciągnie mnie delikatnie za ramie. Potem siadamy przy barze na wysokich krzesłach. Od razu stwierdzam, że są niewygodne i twarde. Na szczęście nie mam zamiaru długo tu zostać. 
- Co podać dla pięknej pani? - pyta barman. Unoszę jeden kącik ust, próbując się uśmiechnąć. Nie wychodzi mi...
- 2 razy whisky - wyprzedza mnie mój wspólnik. Rzucam mu zdezorientowane spojrzenie, ponieważ nie zapytał się, co chciałabym wypić. 
- Robi się - rzuca barman i obraca się do nas plecami.
- Może nie chcę pić whisky? - pytam. Nie wiem skąd u mnie tyle odwagi, ale pasuje mi to. Czuję, że trochę otwieram się na towarzystwo Leona lub chociaż je akceptuję.
On nie zwraca uwagi na moje pytanie i kiedy tylko pracownik podaje nam szklanki pełne trunku, podnosi jedną z nich i jednym duszkiem opróżnia. Patrzę na niego otępiała. Przecież to jest mocne! Zraz potem Leon odwraca twarz w moją stronę i lustruje mnie całą. Nie czuję się komfortowo, chowam się pod jego spojrzeniem i uderzają mnie wątpliwości, co do zgody na drinka. 
- Nie patrz tak na mnie - rzuca i ponownie przechyla szklankę, z nadzieją, że zastało tam jeszcze parę kropel alkoholu. 
- Jak? - nie mogę się powstrzymać. 
Mężczyzna znów patrzy na mnie, tym razem głębiej i dłużej. Toczymy walkę na wzrok i oczywiście ja przegrywam. Skupiam się na jego palcach, które kreślą kółka na szklance. To trochę uspokajające. Pomijając fakt, że się stresuję, czuję się niekomfortowo, jest mi trochę niedobrze, pocą mi się ręce i jest mi duszno, nie jest najgorzej. Znów odczuwam silną potrzebę spojrzenia mu w oczy, więc ulegam. Zielone tęczówki otaczają czarną jak smoła źrenicę. Wpatrują się w moje, nie tak piękne. Ponownie to robimy. Ponownie wpatrujemy się w siebie bez słowa. To przerażające, ale nie mogę przestać. Jestem jak w transie, śnie, z którego za żadne skarby świata nie chcę się wybudzić.
- Jakbym za chwilę miał cie skrzywdzić - odpowiada w końcu, a ja prostuję się na stołku. 
- Ja... - chcę się mu sprzeciwić. Ale jak to zrobić, skoro mówi całkowitą prawdę?
- Lepiej się napij - podsuwa mi szklankę pełną whisky, a sam zamawia koleją. 
Bez zastanowienia biorę ją do ręki i przykładam do spierzchniętych ust. Na początku czuję gorycz. Jedyny alkohol, który piję to słabe drinki lub wino. Nie jestem przyzwyczajona do palącego uczucia w gardle, które pozostawia po sobie ten trunek. 
- Powoli - słyszę głos wspólnika, kiedy łapczywie wypijam 3/4 szklanki. 
- I kto to mówi - rzucam. Na mojej twarzy z pewnością widoczny jest grymas. 
- Wydaje mi się, że jestem bardziej doświadczony niż ty - komentuje i upija łyk ze szklanki. 
Kolejny raz podnoszę naczynie i opróżniam je. Znów się krzywię, ale powoli się przyzwyczajam.
- Jeszcze jeden, proszę - mówię. 

Nie spodziewałam się, że to kiedyś powiem, ale Verdas jest bardzo dobrym kompanem do picia. Pijemy już którąś z kolei szklankę whisky, a żadne z nas nie odezwało się ani słowem, co bardzo mi pasuje. Wystarczy, że jest obok, nie chcę słyszeć jego ochrypłego, męskiego głosu, który powoduje u mnie ciarki.
- Zastanawiam się - oznajmia. 
W mojej krwi jest zbyt wiele alkoholu, by racjonalnie myśleć. W jego pewnie również.
- Hmn? - bełkoczę pod nosem, upijając łyk.
- Dlaczego się tak zachowujesz? - spogląda w moją stronę. 
- Jak? - rzucam bez zastanowienia. W końcu jestem pijana, a w tym stanie mówi się co ślina na język przyniesie. 
- Boisz się mężczyzn.
- Już mi kiedyś to mówiłeś - dodaję, lekko chichocząc. 
- Więc to prawda? - on nie wydaje się być otumaniony alkoholem. Nie odpowiadam, a jedynie ciężko wzdycham. 
- Więc to prawda - mruczy do siebie odpowiedź na własne pytanie - Co się stało?
- Nie sądzę, że jesteś osobą, której chciałabym się zwierzyć - odzywam się chłodno. Ten temat mnie denerwuje. 
- A może właśnie nią jestem? - spoglądam na niego. Poważna twarz, na której maluje się uczucie niepewności. Mruży oczy, co wygląda nawet uroczo. Zjeżdżam wzrokiem w dół i zatrzymuję się na ustach. W tym samym czasie Leon postanawia oblizać je językiem. 
- Nie jesteś - mruczę i skrępowana patrzę w innym kierunku. 
- Jak mamy współpracować? 
- To jest mój problem, nie mieszaj się do tego. Jasne? - prawie krzyczę. Podnoszę wzrok, a nasze spojrzenia znów się spotykają. Unosi brwi do góry, zszokowany moim wybuchem.
- Przepraszam - szepczę, o ile jest to możliwe w gwarnym pubie.
- Nie wiem jak z tobą rozmawiać - przyznaje.
- I wzajemnie - prycham - Dlaczego tu ze mną siedzisz? Nie bawisz się ze swoją przyjaciółką? - pytam. Zauważyłam, że Verdas nie przepada za towarzystwem Alice i właśnie dlatego o tym mówię. Może jestem niemiła, ale chcę zmienić temat. Mam dość zainteresowania moją osobą, co jest absurdalne, ponieważ w głębi duszy jej pragnę. 
Szczęka mężczyzny się zaciska, tak jak jego dłoń na szklance. 
- Nie chcę o tym mówić - przyznaje. 
- Jak to? Dlaczego? - udaję zmartwioną. Chcę, aby zrozumiał aluzję. Nie powinien interesować się moim życiem, wbrew mojej woli. 
Wzdycha ciężko i wywraca oczami. Zrozumiał. Siedzimy chwilę w ciszy. Oglądam się do tyłu i widzę ludzi, którzy dobrze się bawią. Jakby nie mieli problemów, przeżyć, kłopotów. A może je mają, tylko zostawili je w progu pubu? Zamykam oczy, gdyż kręci mi się w głowie. Od dawna nie piłam tak dużej ilości alkoholu w jeden wieczór.
- Wracajmy już - słyszę jego głos. Kiwam głową i próbuję bezpiecznie zejść z krzesła barowego, co nie do końca mi się udaje. Spadam na tyłek, przyciągając na siebie uwagę kilku osób. Oddycham głęboko, by się nie rozpłakać. Gdy jestem pijana, mój stan psychiczny jest bardzo zmienny. 
- Wstawaj z tej podłogi - chichocze Leon. Muszę przyznać, że jest to bardzo miłe dla uszu. 
Podpieram się na ręce i łapię wyciągniętą dłoń wspólnika, po czym stoję na prostych nogach. Świat zaczyna mi wirować, więc postanawiam jak najszybciej wyjść z tego dusznego miejsca. Nagle czuję delikatny ucisk na ramieniu. To Verdas ciągnie mnie w kierunku wyjścia, a przynajmniej mam taką nadzieję. 
Kiedy jesteśmy już na zewnątrz uderza mnie świeże powietrze. Od razu czuję się lepiej, ale dla zwiększenia psychicznego balansu, oddycham miarowo i głęboko, tak jak kazał mi terapeuta.
- Możemy iść - ogłaszam otwierając ciężkie powieki. Idziemy ramie w ramie, przeciskamy się między ludźmi. Co chwile chichoczę, nie wiedząc dlaczego. Spoglądam w lewo i widzę szukającego czegoś w kieszeni Leona. Zaraz potem wyjmuje on niewielkie pudełko, z którego wyciąga papieros. Wzdycham głośno, gdyż nie lubię, kiedy ktoś pali w moim towarzystwie. Dziwi mnie jednak jedna rzecz. Uwielbiam zapach Verdasa. Dym papierosowy wymieszany z miętą stają się moim uzależnieniem. Patrzę  na niego wrogim spojrzeniem, gdy wkłada do ust jeszcze niezapaloną fajkę. Następnie z innej kieszeni wyjmuje zapalniczkę i jej używa. Chwilę później widzę, jak wydycha dym i nie zaprzeczę, że to jest seksowne. 
- Coś nie tak? - pyta, kiedy zauważa, że się mu przyglądam.
- Nie lubię, kiedy ktoś pali w moim towarzystwie - informuję. Na początku patrzy na mnie jak na idiotkę, a później wybucha śmiechem.
- W tym nie ma nic śmiesznego - burczę. 
- Możesz iść sama, jeśli coś ci się nie podoba - mówi i ponownie się zaciąga. Jest przy tym tak arogancki i chamski, że zatrzymuję się i postanawiam przejść na drugą stronę ulicy. 
- Poczekaj - słyszę za plecami, na co się wzdrygam. 
- Nie pasuje mi to, że palisz w moim towarzystwie, więc idę sama - ogłaszam pewnie i nie oglądając się za siebie, idę na przód. Wtem czuję pociągnięcie do tyłu. Wiem, że to on, ale zbyt mnie denerwuje, żeby odpuścić. Ostatecznie to on mnie obraca twarzą do siebie. Jego oczy są spokojne, ale w pewnym momencie przestaje je dobrze widzieć. Biorę wdech i zerkam na jego otwartą buzię. 
Wypuścił dym na mnie i to z pewnością nie było przypadkowe.
- Idiota - warczę i wyrywam swoją rękę. Wymijam go i idę w poprzednim kierunku.
- Zachowujesz się jak dziecko - komentuje. 
- Lepsze to, niż bycie skończonym dupkiem! - krzyczę.
- A już zmieniałem opinię o tobie - syczy. W tym momencie cały alkohol z nas wyparował. Zastąpiła go złość. 
- Zamknij się już. 
Idziemy w ciszy dobre 15 minut, aż rozpoznaję nasz hotel. W ciszy przemierzamy przestronny hol i recepcję. Wzywam windę i modlę się, by mój wspólnik nie wsiadł razem ze mną, ale to przecież jest niemożliwe. Wchodzimy do niej razem. On staje opierając się o ogromne lustro, ja naciskam przycisk. Ten człowiek niemiłosiernie mnie irytuje. Zachowuje się okropnie, a ja mam się mu zwierzyć? Niedoczekanie. Jednak ilość przypadków, gdy ratuje mnie z kłopotów wciąż rośnie. 
- Przepraszam - mówimy w tym samym czasie. Delikatnie się uśmiecham i wychodzę z windy. 
Ponownie w ciszy przemierzamy korytarz. Znów czuję lęk, spowodowany otaczającą nas ciemnością. 
- Dziękuję - mówię, kiedy stoję w progu drzwi do mojego pokoju. 
- Za? - pyta mężczyzna. Przewracam oczami.
- Za to, że jesteś tam, gdzie potrzebuję pomocy - szepczę, ale wiem, że doskonale to słyszy. Nawet w mroku widzę jak się uśmiecha. Dostrzegam też niewielkie dołeczki, co jest naprawdę słodkie, ale niestety nie pasują one do jego osobowości. 
- Wiesz - podchodzi bliżej mnie, a ja biorę głęboki wdech. Przełykam ślinę. Już dawno wytrzeźwiałam... 
- Hmn? - mój głos drży, czuję to. On jest zbyt blisko.
- Dziś znowu udowodniłaś, jak bardzo nieodpowiedzialna jesteś.
Patrzę na niego z niedowierzaniem. Przed chwilą mnie przepraszał, żartował i uśmiechał się, a teraz znów wraca do swojej dawnej postaci.
- Jeśli znowu masz zamiar wytykać mi błędy i mówić, jak źle postąpił mój ojciec, to sobie daruj - mówię, a w oczach zbierają mi się łzy. Mężczyzna podchodzi jeszcze bliżej. W powietrzu unosi się zapach tytoniu i mięty, no tak...
- Jak możesz chodzić po nieznanym mieście sama, o tak późnej porze? To szczyt głupoty i nieodpowiedzialności! - unosi się, a zaciskam pięści. 
- Przede wszystkim - zaczynam - Odsuń się ode mnie. 
Po kilku sekundach wpatrywania się w moją twarz, robi to, o co go proszę. 
- Nie znasz mnie, mojej historii. Nie wiesz niczego i wolę, żeby już tak zostało. Może i postąpiłam głupio, ale nie w twoim interesie jest ocenianie i pouczanie mnie. 
- Violetta - próbuje mi przerwać.
- Nie - unoszę dłoń - Dziękuję za uratowanie mi życia. Postaram się już więcej nie wchodzić ci w drogę, skoro jest to dla ciebie problem. A teraz żegnam - kończę i trzaskam drzwiami. 
I zaczyna się moja codzienność. Kładę się na łóżku i zaczynam płakać. Ludzie są okrutni. Świat jest okrutny. Życie jest do dupy. 

♥

Hejka!
Rozdział 9 wygląda właśnie tak :)
Jak zawsze, mam nadzieję, że się Wam podoba!
Następny? 
Jak zawsze, nie wiem kiedy xD

A co do konkursu.
Kurczę, przepraszam Was za to mega wielkie opóźnienie, ale nie mogę się zebrać! Jestem w połowie oceniania i nie mogę ruszyć dalej. 
Wybaczcie, staram się.
Ale niestety uczę się (w wakacje xD) i to mnie trochę ogranicza :/

Dziękuję za wszystkie komentarze i przede wszystkim za obecność <3
Kocham Was
Całuję mocno
I dziękuje 

Ola 
♥

niedziela, 7 sierpnia 2016

.08. + Podziękowania + Notka Informacyjna


Dedykacja dla Tinity Blanco i Maddy
♥


Momentalnie czuję ciepłą, a za razem zimną dłoń mojego wspólnika na plecach. Wówczas już nie wiem co jest gorsze. Jego dotyk, czy mężczyzna, który się do mnie przystawia. Oboje doprowadzają mnie do szału i jedyne o czym marzę, to zapaść się pod ziemie. Moje kruche ramie dotyka umięśnionej i nagiej klatki piersiowej Verdasa. Stoi on niebezpiecznie blisko, ale wolę bliskość jego, niż faceta stojącego na przeciwko mnie. Przełykam ślinę i spoglądam zdezorientowana na Leona. Jego dotyk jest walką, a co dopiero słowa, które przed chwilą wypowiedział. Kochanie? Patrzę w jego oczy i szukam ratunku. Próbuję znaleźć odpowiednią odpowiedź. Napotykam ją dopiero, gdy kątem oka zerkam na natarczywego mężczyznę. 
- T-ten mężczyzna chyba nie rozumie słowa "nie"- jąkam. Mimowolnie wyobrażam sobie tamtą noc, dotyk, spojrzenie. Czuję, jak oczy mi się szklą od łez, które na szczęście jeszcze ich nie opuszczają.
Leon wciąż na mnie patrzy. Ja przez chwilę robię to samo. Wygląda na zdenerwowanego, jego szczęka zaciska się nerwowo, a w oczach płoną malutkie płomyki nienawiści. Chwilę później jego idealne usta wykrzywiają się w grymasie, co początkowo pewnie miało przypominać uśmiech. 
- Czy mam pomóc panu zrozumieć znaczenie słowa "nie"? -  syczy przez zaciśnięte zęby. Na jego ton się wzdrygam, ale próbuję to ukryć. 
- Nie będzie trzeba - mówi odważnie i puszcza do mnie oczko. Czuje jedynie odrazę i strach. Zmniejsza się on jednak, gdy Leon podchodzi bliżej mężczyzny, a tym samym chowa mnie za swoim ciałem. Nie czuję już jego dotyku, więc moją skórę owiewa ulga. Potem przyglądam się dwóm panom stojącym przede mną. Są podobnego wzrostu i postury.
- Więc jeśli nie chce mieć pan problemów, radzę zniknąć mi z oczu - informuje ozięble Verdas. 
Tamten prycha i szuka mnie wzrokiem. Gdy już mu się to udaje i nasze spojrzenia się krzyżują, uśmiecha się szeroko i ociera dolną wargę kciukiem. Nim się oglądam, moja dłoń znajduje się na ramieniu wspólnika, a ja sama jeszcze bardziej chowam się za jego sylwetką. Potem mężczyzna mija nas i niby przypadkiem trąca Verdasa w ramie. Ten nagle się obraca i łapie go za łokieć. 
- Myślałem, że nie chce pan problemów - rzuca i popycha go lekko. W myślach modlę się, by to wszystko jak najszybciej się skończyło.
- Co tu się dzieje? - rozpoznaję głos przyjaciela i szybko obracam się w jego stronę. 
Mam ogromną potrzebę schronienia się w czyichś ramionach. Bez chwili zwątpienia rzucam się na Noah. Jest trochę zdezorientowany, ale czule mnie obejmuje. 
- Leon? - pyta mój asystent.
- Nie istotne, sytuacja jest opanowana - tłumaczy przyglądając się mojej osobie. Wpatrujemy się w siebie, a potem przypominam sobie o natarczywym mężczyźnie. Szukam go wzrokiem, ale już go nie ma. Odszedł, czuję więc ulgę. Wypuszczam powietrze z płuc i opieram głowę na klatce piersiowej przyjaciela. On za to gładzi mnie delikatnie po przedramieniu i sprawia, że uspakajam się. 
- Czy któreś z was powie mi o co chodzi? - pyta po krótkiej chwili. 
Odrywam się od niego i zerkam na Leona. On patrzy na mnie sowimi zielonym oczami, jakby oczekiwał, że to ja wszystko wytłumaczę. Wzdycham cicho i zwracam się do Noah.
- Opowiem ci później - mruczę. Mężczyzna nie jest usatysfakcjonowany moją odpowiedzią, ale wie, że nie powinien naciskać.
- No dobrze.
Nagle czuję potrzebę rozmowy z Verdasem, co jest niesamowicie dziwne. Wewnątrz, jestem mu bardzo wdzięczna za to, że mnie obronił, jakkolwiek to uczynił...
- Zostawisz nas na chwilę samych? - pytam przyjaciela. Na początku na jego twarzy widnieje jedynie szok, ogromny szok. Szczerze, to sama się sobie dziwię. Przecież Leon jest moim "wrogiem", jedynie razem współpracujemy. Wystawia mnie na wiele prób, komentuje moje zachowanie i decyzje, czeka, aż zrobię coś nie tak i jest po prostu mężczyzną. Jednak po tym zdarzeniu nawet on zasługuje na podziękowania. Dopiero po paru sekundach wyraz twarzy Noah się zmienia. Pytająco mi się przygląda, ale ja jedynie rzucam mu uspokajające spojrzenie, mówiąc, że wszystko jest ok.
- Będę przy barze - informuje niepewnie i odchodzi, co chwilę spoglądając w naszą stronę. 
Na początku wpatruję się w ziemię, zbieram siły na wypowiedzenie kilku słów. Następnie ostrożnie podnoszę swój wzrok na przystojnego, ale jak bardzo nie lubianego przeze mnie mężczyznę. Nasze spojrzenia się spotykają, a ja widzę w jego oczach spokój. Badam jego twarz wzrokiem. Świeżo zgolony zarost, idealnie krzaczaste brwi, długie rzęsy, które co chwilę opadają na delikatną skórę policzków. Odchrząkuję, zażenowana moim zachowaniem i ponownie patrzę mu w oczy. Stoimy w bezpiecznej dla mnie odległości, więc nie czuję się zbyt niepewnie. Chociaż nie jest to to samo, co z Noah. 
- Więc? - jego ochrypły głos wyrywa mnie z transu.
- Chciałam - zacinam się na moment, ponieważ jego wzrok zjeżdża po moim ciele. Przypominam sobie, że jestem w bikini. On jest taki, jak każdy inny mężczyzna. Zaczynają pocić mi się dłonie, a serce przyspiesza swój rytm. Chcę jak najszybciej zakończyć tą rozmowę. 
- Tak? - podchodzi bliżej, ja za to się cofam.
- Chcę ci podziękować - rzucam szybko. Unosi do góry brwi, a jego kąciki ust delikatnie się unoszą. 
- Chcesz mi podziękować, czy mi dziękujesz? - dopytuje. Jak zawsze musi mi dopiec.
- Dziękuję - mruczę.
- Nie ma za co - wypuszczam powietrze z ulgą i obracam się, by odejść. Zatrzymuje mnie jednak jego głos - Jednak czekam na jakieś wyjaśnienia - Zatrzymuję się w miejscu, ale po chwili znowu ruszam. Myślałam, że pójdzie łatwo. Znowu się myliłam.


Wieczorem postanawiamy wyjść na miasto. Zapinam białą, zwiewną sukienkę i zakładam sandałki z delikatnym obcasem. Włosy rozpuszczam, dlatego też opadają mi kaskadami na ramiona. Biorę torebkę i wychodzę z pokoju hotelowego. Na korytarzu spotykam oczywiście przyjaciela i wspólnika. Oboje wyglądają bardzo dobrze. 
- Gotowa? - pyta Noah, na co przytakuję. We trójkę ruszamy ku wyjściu z hotelu. Przyznam szczerze, że czuję się już odrobinę swobodniej przy Leonie, jednak daleko mi do naturalności i pewności. Nie zmieniło się też to, że w jego towarzystwie czuję lęk i nie mam chęci po prostu być obok niego.

Na zewnątrz nie wiele już widać. Niebo płonie od gaszącego się za horyzontem słońca. Rzymskie uliczki oświetlane są przez urocze lampy. Jest głośno, miasto dopiero zaczyna budzić się do życia. Wspólnie wybieramy restaurację i jemy w niej kolację. Podczas posiłku niewiele rozmawiamy. Razem z Verdasem wymieniamy się kilka razy obojętnymi spojrzeniami. Po kolacji postanawiamy przejść się po czarujących uliczkach zabytkowego miasta. Nagle podchodzi do naszej trójki pewna blondynka.
- Leon? - pyta, zwracając uwagę całej naszej trójki. Przyglądam się jej uważnie. Ma długie, blond włosy, pełne usta, które pomalowane są na czerwono. Na sobie ma śliczną sukienkę, która idealnie na niej leży. Dziewczyna wygląda na maksymalnie 25 lat. Muszę przyznać, że jest na prawdę śliczna. 
- Alice? - odzywa się Verdas, a po chwili dziewczyna rzuca się na mojego wspólnika. Tulą się przez dłuższą chwilę jakby nie widzieli się 10 lat, a ja obojętnie na nich patrzę. Noah robi to samo. W końcu mój przyjaciel odchrząkuje i zwraca na siebie uwagę. Momentalnie odrywają się od siebie i patrzą na nas.
- A pani jest? - pyta niecierpliwie. Cały Noah...
Patrzę na Verdasa i widzę zakłopotanie w jego oczach. Jakby nie wiedział, co ma powiedzieć. On nie wie co powiedzieć? To się przecież nie zdarza!
- Jestem przyjaciółką Leona - tłumaczy jakże anielskim głosikiem. Uśmiecham się jedynie i wciąż śledzę wzrokiem jej kobiecą figurę. Jest idealna. Długie nogi, perfekcyjne wycięcie w talii, smukłe ramiona. Z pewnością zajmuje się modelingiem lub czymś podobnym. Zdziwiłam się jednak, gdy usłyszałam, że jest przyjaciółką mojego wspólnika. Myślałam, że taki człowiek jak on, nie ma przyjaciół. A jednak ktoś go lubi i akceptuje takiego, jakim jest.
- Ja jestem Noah, kolega z pracy - wtrąca mój przyjaciel. Zerkam na Leona, który wciąż wpatruje się w Alice. Jego twarz oblana jest dziwnym uczuciem. Nie jest to ból, nie jest to też tęsknota ani smutek. Coś pomiędzy tym. Nagle uwaga wszystkich zwraca się na mnie. Wybudzam się więc z transu i się przedstawiam.
- Violetta Castillo, miło mi - ściskam jej delikatną i miękką dłoń. Posyłamy sobie uśmiech - Wspólniczka Leona.
- Miło mi was poznać - tłumaczy. Wydaje się być bardzo miłą osobą - Czy mogłabym porwać Leona na dłuższą chwilę?
- Nie ma sprawy - rzucam radośnie. Bez niego wieczór, a raczej jego końcówka, będzie udany. Kątem oka wciąż obserwuję wspólnika. Nie wydaje się on być zadowolony, można powiedzieć, że bije od niego niechęć. Przez kilka sekund zastanawiam się, dlaczego tak się czuje. Przecież jest to jego przyjaciółka. A z przyjacielem uwielbiam się spędzać czas.
- To my idziemy - informuje blondynka z przeuroczym uśmiechem i chwyta Verdsasa pod rękę. Oddalają się, a ja wciąż wpatruję się w umięśnioną sylwetkę Leona.
- To było bardzo dziwne - zaczyna Noah, a ja jedynie kiwam głową.
- Zdziwiłam się, że ma przyjaciółkę. Ale jeszcze bardziej, kiedy nie był zachwycony faktem zostawienia nas - dodaję.
- Nie rozumiem go - mruczy i kładzie mi rękę na ramiona - Ale to już nie nasz sprawa.
- Ta.. - kończę i razem z przyjacielem idę w kierunku parku.
Tam siadamy na ławce, która oddalona jest od innych o dobre kilkanaście metrów.
- Nie mam ochoty wracać do Nowego Jorku, Noah - przyznaję po dłuższej chwili ciszy.
Mężczyzna zerka na mnie i gładzi pocieszająco po ramieniu.
- To jest niestety nieuniknione, kochana.
Wzdycham ciężko i wpatruję się przed siebie. Dostrzegam idącą parę, która trzyma się za ręce. Co chwilę szepczą sobie coś na ucho. Dziewczyna w błękitnej sukience, która o tej porze nie wydaje się być tego koloru, szczerze się uśmiecha. Czarne włosy ma spięte w luźny warkocz, który kończy się przy pośladkach. Kilka razy słyszę cichy chichot brunetki. Wtula się w tors swojego chłopaka, który czule ją obejmuje. Ona zalazła swoje szczęście. Ja nigdy go nie znajdę. Już nigdy bezgranicznie nie zaufam drugiemu mężczyźnie. Nigdy nie wtulę się w niego, czy po prostu nie podam mu ręki bez uczucia obrzydzenia. Nie jestem zdolna do kochania siebie, a co dopiero mężczyzny. Gwałt zabrał mi kobiecość, pewność siebie i miłość. Miłość do własnej osoby. Uważam się za skrzywdzoną, ale i nieczystą. Jestem brudna od jego dotyku, oddechu i spojrzenia. Nie potrzebuję litości, a jedynie czyjejś obecności. Jednak nawet to jest trudno otrzymać.
- Wszystko dobrze? - słyszę głos przyjaciela. Ponownie tego dnia wracam do rzeczywistości i spostrzegam, że moje policzki są wilgotne. Wzdycham cicho, ponieważ nienawidzę tego, że tracę nad sobą kontrolę. Milczę, dając znak Noah, że nie chcę rozmawiać. Siedzimy więc w ciszy kolejne 30 minut, aż czuję muskający mnie chłód wieczornego powietrza. Podnoszę się z całkowicie niewygodnej, drewnianej ławki i ruszam przed siebie. Nie mam pojęcia co robię, jestem w jakimś amoku. Nagle czuję jak ktoś szarpie mnie do tylu.
- Vilu, co ty wyprawiasz? - jest lekko przerażony.
- Noah, proszę puść mnie. Chcę pobyć sama - błagam.
- Nie mam mowy. Nie o tej porze - ciągnie mnie za sobą.
- Ale ja potrzebuję samotnego spaceru.
- A jeśli coś ci się stanie? Nie bądź lekkomyślna! - słyszę, że jest zdenerwowany i zmartwiony. Dla uspokojenia go, przykładam mu swoją całkiem niewielką dłoń do jego rozgrzanego policzka.
- Ciii - mruczę i przytulam go - Widzimy się za 30 minut w hotelu, dobrze?
Mężczyzna wciąż milczy i patrzy na mnie błagalnym wzrokiem.
- Vilu, nie znasz miasta, jest po 23.00. Czy ty jesteś mądra? Przecież jesteś już po pewnych przeżyciach...
- I własnie dlatego muszę pójść sama. Nie mogę dłużej się chować, potrzebuję wolności. A teraz proszę, puść mnie.
Noah jeszcze chwilę się waha, jednak ostatecznie mnie puszcza i całuje w czoło. Zaciągam się jego pięknym i uspakajającym zapachem, przymykam powieki. Kiedy uznaję, że oboje się dostatecznie uspokoiliśmy, odchodzę z niewielkim uśmiechem na twarzy.

Rzym nocą nie wydaje się być niebezpieczny. Wszystkie uliczki wypełnione są radosnymi ludźmi, którzy bawią się w najlepsze. Nie zważają na to, co inni o nich sądzą, po prostu żyją. A mi ostatnio tego brakuje. Ostatnio? Od dobrych 4 lat...
Z minuty na minutę robi się coraz chłodniej. Ocieram ramiona dłońmi z nadzieją, że wytworzę jakieś ciepło. Wyjmuję telefon i widzę, że powinnam już wracać. Noah zaraz będzie wydzwaniać i przede wszystkim, martwić się. A przecież nie ma o co, ponieważ jestem dorosła... I nic poza tym.
Po raz kolejny zdaję sobie sprawę, jak słaba i zniszczona od środka jestem. Niby pełno ludzi wokół, a czuję się samotna. Martwię się, że to może trwać przez bardzo długi okres.
Idę przed siebie i w końcu przyznaję przed samą sobą, że się zgubiłam. Miejsce, w którym aktualnie się znajduje, nie przypomina już tych urokliwych i gwarnych uliczek. Nie ma kawiarni, barów, restauracji, które po brzegi wypełnione są ludźmi. Co kilka metrów widoczna jest jedynie mrugająca latarnia. Otaczają mnie stare budynki, a w ich oknach panuje ciemność. Byłam tak rozkojarzona, że nie zauważyłam, w którą stronę się kieruję.
Przełykam ślinę i mam zamiar krzyczeć o pomoc, kiedy w oddali spostrzegam 3 postawne sylwetki. Gdy mrużę oczy, zauważam, że zbliżają się dość chwiejnym krokiem. Odwracam się i już mam zamiar biec przed siebie, gdy widzę kolejną, samotną tym razem postać. Robi mi się słabo, serce przyspiesza swoją pracę. Moje ciało owiewa chłód, który miesza się z lękiem i strachem wiszącym w powietrzu. Zamykam oczy z nadzieją, że to tylko sen. Spoconymi i drżącymi rękoma wyjmuję telefon i gdy już wybieram numer Noah, widzę, że nie mam zasięgu. Jestem w dupie i nie wiem jak z niej wyjść.
- Zgubiłaś się, koleżanko? - słyszę w oddali. Rzucam przerażone spojrzenie w stronę zbliżającej się trójki. Nogi zaczynają odmawiać mi posłuszeństwa, W końcu się cofam w kierunku samotnego mężczyzny. Lepiej jedno nieszczęście niż trzy. Tamci jednak zauważają, że próbuję uciec, dlatego też zaczynają mnie gonić. Nie wiem dlaczego, ale wciąż biegnę twarzą do nich. Może chcę sprawdzić, czy odległość między nami jest wystarczająco bezpieczna? Ale to takie głupie...
W końcu mam dość ich obleśnych twarzy, które szybko się zbliżają. Zamaszyście odwracam się w kierunku biegu i zamykam załzawione oczy. Mogłam słuchać Noah...
Biegnę ile sił w nogach, choć tych jest już niewiele. Szybko i na krótką chwilę odwracam się do tyłu. Wciąż za mną biegną. Krzyczą jakieś wyzwiska, ale bębni mi w uszach i na szczęście niczego nie słyszę. Zamykam oczy i biegnę dalej. Jakby tam czekało na mnie zbawienie, pomoc. Nie obchodzi mnie już to, że jestem coraz bliżej tamtego mężczyzny. Istotniejszą rzeczą jest, że oddalam się, a raczej próbuje zniknąć z oczu tamtej trójce.
Nagle zderzam się z czymś przyjemnie ciepłym. Boję się otworzyć oczy, ponieważ prawdopodobnie jest to mężczyzna. Czuję jak przytrzymuje mnie za ramię.
- Violetto, co się dzieje? - słyszę. Na początku nie rozpoznaję właściciela tego głosu. Może ja umarłam? Co się dzieje? Chciałabym to sprawdzić, ale boję się otworzyć powieki.
- Violetta! - ponownie się odzywa. Strach odrobinę maleje, kiedy rozpoznaję ten ton. Otwieram oczy i widzę przestraszonego Leona. Jego brwi są zmarszczone, a oddech przyspieszony. Histerycznie owiewa moją napiętą skórę na twarzy. Przełykam ślinę, a potem obracam się za siebie. Widzę, jak trójca idzie w naszym kierunku. Śmieją się i puszczają mi oczko. Ponownie mam chęć zniknąć, rozpuścić się, zapaść się pod ziemię. To jednak przecież się nie stanie. Cała trójka ma mniej więcej 40 lat. Bije od nich alkoholem i potem.
- Dzięki kolego za złapanie naszej koleżanki - rzuca jeden z nich, gdy są już całkiem blisko nas. Nie mogąc już na nich patrzeć, spoglądam przed siebie. I co widzę? Widzę klatkę piersiową Verdasa, a na niej moje dłonie, które szukają na niej ratunku. Zdezorientowana własnym zachowaniem odrywam je od jego białej koszulki i zamykam oczy.
- Koleżanki? - prycha wspólnik.
- Tak, koleżanka chciała się z nami zabawić - tłumaczy drugi, a z moich oczy zaczynają wylewać się łzy.
- Wątpię - mówi spokojnym głosem Leon. Słyszę jednak nutkę zdenerwowania. Tego samego głosu używa podczas konferencji, na których coś nie idzie po jego myśli.
- Dobra przystojniaczku, oddaj nam panienkę - wtrąca trzeci. Moja broda niekontrolowanie drży. Patrzę w górę i wyłapuję zatroskany wzrok wspólnika. Potem z braku sił zamykam powieki. Niech dzieje się co chce, mam już dość.
- Panowie, zrobimy tak - zaczyna - Jako, że złapałem wasz łup, jako pierwszy się z nią zabawię.
Zamieram.
Moje serce nie chce już bić.
Moje płuca nie mają zamiaru już pracować.
Nie.
Proszę.
Patrzę błagalnie w oczy Verdasa. On też na mnie patrzy. W jego spojrzeniu widzę spokój i niepewność. Szybko kładę dłonie na jego torsie i próbuję się odepchnąć. On za to trzyma mnie w talii. Jego dotyk mnie parzy, wypala psychiczną i fizyczną dziurę. Próbuję się wyrwać, ale jest zbyt silny. Łkam i cicho proszę o litość.
- Zaufaj mi - szepcze mi do ucha. Jego oddech jest przepełniony tytoniem i miętą. Moja ulubiona mieszanka...
Zaufać mu?


♥

Hello!
Moi drodzy, tak prezentuje się kolejny rozdział. 
Ciekawy?
Mam nadzieję, że tak :)


CZEKAM NA WASZĄ OPINIĘ W POSTACI KOMENTARZY!

Kolejny rozdział nawet nie wiem kiedy.
Myślałam, że wakacje będą czasem na odpoczynek itd.
Ja jednak haruję ciężej niż w roku szkolnym. 
Dlatego też nie wiem, kiedy będzie next.

♥

Chcę Wam ogromnie podziękować za 50 tysięcy wyświetleń. Jak dla mnie, jest to coś wielkiego. Sądzę, że osiągnęłam już trochę, a to wszystko dzięki Wam!
Dziękuję za każdy komentarz, czy wejście. 
Dziękuję za obecność i tyle ciepłych słów.
Kocham Was!

♥

Co do konkursu...
Wyniki konkursu zaczną się niedługo pojawiać. Już dziękuję każdemu za udział i przepraszam za opóźnienie :/


PS: Przepraszam za niekomentowanie na Waszych blogach, ale ostatnio ciężko u mnie z czasem.
Obiecuję jednak poprawę :)

Przepraszam
Dziękuję
Całuję
Kocham

♥

Aleksandra 

środa, 27 lipca 2016

.07.


Rozdział dedykowany Gabrieli Górniak ♥♥♥


Cisza. Przez jednych znienawidzona, przeze mnie ubóstwiana. Daje czas na przemyślenie wielu rzeczy, tak jak w tym momencie. Otacza mnie i Noah z każdej strony. Boję się spojrzeć mężczyźnie w oczy, ponieważ wiem, że patrzy na mnie zachęcająco. Jestem rozdarta. Chcę, a nie mogę. Chcę, a boję się. Chcę, a nie jestem już niczego pewna. Może nie powinnam niczego mówić? Przecież ja prawie go nie znam. Jednak czuję, że jest mi bliższy niż rodzice. 
W końcu zbieram w sobie resztki sił i przenoszę wzrok na Noah. Tak jak myślałam, jego wzrok jest ciepły, pełen miłości i delikatności. Wiem, że czeka aż cokolwiek powiem. Wiem też, że nie będzie mnie pospieszał. Chce, żebym powiedziała to pomimo braku presji. 
- Jeśli nie jesteś w stanie... - zaczyna, marszcząc brwi.
- Jestem, ale potrzebuję jeszcze minutkę - informuję i patrzę w sufit, aby pozbyć się ostatnich łez. Głęboko oddycham i neutralizuję strach.
- Zacznij tą rozmowę, bo sama nie wiem od czego zacząć - mówię po upływie paru sekund. Potem przenoszę wzrok na mężczyznę i mrużę zachęcająco oczy. On delikatnie przesuwa się bliżej mnie i bierze moją kruchą i trzęsącą się jeszcze dłoń w swoją większą, męską. Chłoniemy swoje spojrzenia, póki Noah się nie odzywa:
- Boisz się mężczyzn - stwierdza cicho, na co kiwam głową. Czuję kojący dotyk palców mężczyzny - Jestem praktycznie pewien, że skrzywdził cię jeden z nich. Nie wiem jednak, co się dokładnie stało. A żeby ci w jakiś sposób pomóc, muszę to wiedzieć - kończy. 
Głośno przełykam ślinę. Nie wiem od czego zacząć. Każdy normalny powiedziałaby "od początku". Jednak łatwo jest to powiedzieć, gorzej wcielić w życie. 
- Nigdy nikomu o tym nie mówiłam - zaczynam cicho. Wzdrygam się na dźwięk mojego głosu. Jest ochrypły i niepewny - Przez wiele lat dusiłam to w sobie, nie chciałam robić problemu. Jednak myślę, że po prostu bałam się, że osoba, której się zwierzę, uzna to za problem, coś okropnego i odpychającego - opowiadam wpatrzonemu we mnie Noah.
- Proszę, opowiedz mi tyle, ile możesz i chcesz - szepcze kojąco mężczyzna. 
Wstaję z łóżka, na którym oboje siedzimy i podchodzę do okna. Stoję tyłem do przyjaciela, przodem do zachodu słońca, który rozciąga się nad rzymskimi dachami. Biorę wdech i powracam do przeszłości:
- To było 4 lata temu. Dużo czasu, zarazem i bardzo niewiele. Jak może wiesz wyjechałam z Nowego Jorku do Londynu, aby studiować. Ta decyzja nie podobała się moim rodzicom, ale chciałam zmienić otoczenie, zmienić coś w swoim życiu. Na studiach szło mi bardzo dobrze, miałam wielu przyjaciół, chodziłam na imprezy, bawiłam się - milknę na krótka chwilę, aby unormować oddech - Pewnego wieczoru razem z Chloe, moją znajomą poszłyśmy do klubu. Na dobry początek wypiłyśmy kilka drinków i poszłyśmy tańczyć. Potem znowu piłyśmy, bawiłyśmy się razem lub z przypadkowymi facetami. Poszłam do toalety, a kiedy z niej wychodziłam ktoś złapał mnie za rękę. Nie bałam się, myślałam, że facet chce ze mną zatańczyć. Zaczął błądzić dłońmi po moim bardziej odkrytym niż zakrytym ciele. Podobało mi się to, ale nagle zaczął mnie ciągnąć w nieznanym kierunku. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ było niesamowicie ciemno. Zaczęliśmy biec, a potem opuściliśmy klub. Wiedziałam do czego to wszystko zmierza. Zaczęłam się wyrywać, ale to nie zadziałało. Postanowiłam zadzwonić do Chloe, ale on to zauważył i wyrwał mi telefon. Krzyczałam, a on uderzył mnie w policzek. Postanowiłam mu oddać, jednak zatrzymał moją rękę i ścisnął ją niesamowicie mocno. Chciałam uciec, ale zaczęło mi brakować sił. A kiedy zaczął mnie przyciągać bliżej siebie, zamknęłam oczy. Wiedziałam, że jestem już bezradna. Myślałam, że może jeśli przestanę się buntować, potraktuje mnie delikatnie, zostawi mnie. Myliłam się. Od razu poczułam jego obleśny dotyk na udach. Zaczął mnie macać - czuję za sobą ciepło. Obracam się i widzę Noah, który stoi za mną z oczami pełnymi bólu i nienawiści. Przytula mnie od tyłu, dając mi pocieszenie - Potem przerzucił przez ramie i zaczął gdzieś nieść. W końcu postawił na nogi i zobaczyłam, że jesteśmy w jakiejś ślepej uliczce, gdzie nie było żadnej żywej duszy. Jedynie latarnia, która ułatwiała mu dojście do moich majtek. Zaczęłam krzyczeć, bić go, ale na nic. Jedynie ponownie mnie uderzył i wyzwał - nerwowo ścieram słone łzy z policzków - Chciałam umrzeć. Wolałam zginąć niż zostać w ten sposób skrzywdzona. Potem wszystko działo się szybko. Rozdarł mi bieliznę i zaczął swoją robotę - w tym momencie stoję wtulona w klatkę piersiową przyjaciela i cała drżę. Drżę, łkam, na nowo to przeżywam. Noah gładzi mnie po plecach i delikatnie mruczy przy uchu. Mocno zaciskam dłonie w pięści na jego koszuli i wciąż płaczę. 
- Ze mną nic ci nie grozi - tłumaczy.
- Noah, zostałam zgwałcona! Jestem w jakiś sposób skażona, nieczysta, brudna od jego dotyku. Stałam się jego zabawką, pomogłam mu się zaspokoić. 
- Vilu - przyciska mnie mocniej do siebie.
- Od tamtego czasu nienawidzę mężczyzn. Boję się ich, ich obecności, wzroku, głosu... Wszystkiego, co jest z nimi związane. Na samym początku było to dla mnie nie do wytrzymania. Czas jednak leczył rany. I teraz jestem tu, wciąż przepełniona lękiem. 
- Dlaczego się mnie nie boisz?
- Jesteś gejem, a to z pewnością mnie uspokaja. Od samego początku czułam, że jesteś kompletnie niegroźny i się nie myliłam - mówię, patrząc mu w oczy.
- Cieszę się - całuje mnie w czoło i wciąż trzyma w żelaznym uścisku - Rozumiem, że do Verdasa nie czujesz tego samego...
Gdy słyszę imię wspólnika cała się wzdrygam. Powraca sytuacja, jaka miała miejsce jeszcze chwilę temu. Postanawiam więc opowiedzieć ją Noah.

- Dziękuję - szepcze mężczyzna, kiedy leżymy na łóżku. Powiedziałam mu o wszystkim i czuję się z tym niesamowicie dobrze.
- Ja też - wtulam się w niego i zaciągam przyjemnym zapachem umytego ciała.
- Vilu, nie jesteś w żaden sposób nieczysta. Nie mów tak. Jesteś po prostu skrzywdzona.
Kiwam twierdząco głową i zamykam oczy, mocniej wtulając się w jego klatkę piersiową. Zasypiam.

Budzi mnie dźwięk budzika. Od razu go wyłączam i jeszcze na chwilę pogrążam się we śnie. Następnie wstaję i zmierzam do łazienki. Opieram się o umywalkę i wpatruję się w swoje lustrzane odbicie. Gdybym powiedziała, że wyglądam strasznie, skłamałabym. Wyglądam jak wszystkie nieszczęścia razem wzięte i umieszczone w moim niewielkim ciele. Wzdycham ciężko i przejeżdżam dłonią bo brązowych włosach. Następnie odpycham się od umywalki i zrzucam z siebie koszulę nocną. Nalewam do wanny wody i kilka kropel olejku do kąpieli. Potem zanurzam się w ciepłej cieczy, która sprawnie rozluźnia moje mięśnie. Po upływie 20 minut wychodzę z łazienki i zmierzam do szafy, by wybrać strój. Ostatecznie zakładam skromną sukienkę w kolorze khaki. Układam włosy i maluję się. Gotowa wychodzę na korytarz, gdzie czeka już na mnie przyjaciel.
- Dzień dobry - mówi radośnie i przytula mnie. Chcę poczuć jego bliskość i bezpieczeństwo, dlatego też mocniej się w niego wtulam.
- Gdzie Verdas? - pytam, kiedy zmierzamy do windy.
- Nie mam pojęcia i w ogóle mnie to nie obchodzi - prycha. Stanowczo zmienił nastawienie w stosunku do mojego wspólnika po moim wczorajszym wyznaniu. Próbuję odgonić tamto wspomnienie, ale gdy mijamy miejsce, w którym wczoraj Verdas przeprowadzał swoją "próbę", ciarka przechodzi po moim ciele. Przyspieszam kroku, a powietrze wypuszczam dopiero, gdy drzwi windy się zamykają. Zjeżdżamy do restauracji i znajdujemy wolny stolik. Verdasa wciąż nie ma, ale jest mi to na rękę.
Kiedy kończymy śniadanie pojawia się zguba. Szybko idąc, zapina ostatnie guziki białej koszuli.
- Czyżby się zaspało? - pyta Noah, kiedy podchodzi bliżej. Jego ton ocieka złością i kpiną. Leon nie odpowiada na pytanie, a jedynie prycha i przewraca oczami. Jest perfekcjonistą i niedopuszczalne jest zaspanie. Gdy nasze spojrzenia krzyżują się, znowu się spinam. Jego wyraz twarzy łagodnieje, a usta układają się w coś na kształt uśmiechu. Szybko odwracam wzrok na przyjaciela, który z zaciekawieniem przygląda się sytuacji. Stukam nerwowo paznokciami, oczekując na Noah. Przez następne 15 minut czuję wzrok wspólnika na sobie, dlatego też nie czuję się dobrze. Mam chęć uciec jak najdalej. Nie mam ochoty na niego patrzeć. Skoro wiedział, że coś jest ze mną nie tak, nie powinien na siłę tego sprawdzać. Przez niego czuję się jak gówno, wszystko wróciło. Ale czy jestem na tyle silna, by się nie poddać?
Moje przemyślenia przerywa dźwięk telefonu. Nagle Noah przeszukuje kieszenie marynarki, a ja zamykam oczy. Modlę się, by nie odszedł od stołu. Kiedy lekko otwieram powieki widzę, że patrzy na mnie przepraszająco i wstaje od stołu. Głośno przełykam ślinę. Znowu jesteśmy sami, a powietrze staje się ciężkie.
- Co do wczoraj - zaczyna, a ja podnoszę się z miejsca. Nie mam zamiaru znowu się rozpłakać, pokazać, jak słaba jestem. Dosyć.

Czekam na skórzanej kanapie w przestronnej recepcji. Staram się uspokoić i wyglądać tak, jakby powrót do wczorajszego zdarzenia mnie nie przestraszył.
- Tu jesteś - słyszę głos przyjaciela. Idzie w moim kierunku, a za nim, swoim zmysłowym krokiem Verdas - Dlaczego wyszłaś?
- Musiałam - urywam i na moment spoglądam na Verdasa - Musiałam się przewietrzyć - kończę.
- No dobrze - mówi z niepewnością Noah - Auto już czeka.
Kiwam energicznie głową i podnoszę się z miejsca. Idę ramię w ramię z przyjacielem. Wspólnik znajduje się za nami. Coś mnie kusi, by na niego spojrzeć. Więc poddaję się i delikatnie obracam twarz w jego stronę. Szuka czegoś w kieszeni marynarki, a potem zauważam niewielką paczkę papierosów w jego dłoni. Nagle przenosi wzrok przed siebie, a nasze spojrzenia ponownie tego dnia się krzyżują. Prędko odwracam głowę i pewnie ruszam przed siebie. Znowu gram, ale tym razem zewnętrznie. Wewnętrznie jestem wciąż rozdarta i poszukuję dobrego opatrunku, który pomógłby w uleczeniu mnie.

Biurowiec nie jest wysoki, ale wewnątrz jest bardzo przestronnie. Sekretarka obdarza nas sztucznym uśmiechem i prowadzi do pana Colettiego. Wchodzimy do jego biura i się witamy. Cały czas czuję wzrok Verdasa na sobie i już sama nie wiem, dlaczego to robi. Czy chce znaleźć jakiś błąd? A może jest ciekaw mojej reakcji na spotkanie z kontrahentem? Niczego już nie wiem.
- Miło mi panią poznać, panno Catillo - młody mężczyzna o wyraźnych, włoskich rysach twarzy podaje mi dłoń. Niepewnie ją ściskam i układam usta w delikatnym uśmiechu.
- Wzajemnie - odpowiadam. Następnie mężczyzna wita się z moimi towarzyszami, po czym wszyscy zajmujemy miejsca na niewygodnej, białej kanapie. Siedzę pomiędzy Verdasem, a Noah. Kanapa jest zbyt mała, by każdy z nas mógł wygodnie usiąść. Dodatkowo całą lewą stroną stykam się z umięśnionym ciałem wspólnika, co nie pozwala mi na racjonalne myślenie.
- Za plac, który mam zamiar od państwa odkupić postanawiam zapłacić 4 miliony euro. To jest moja ostateczna propozycja - mówi pan Coletti. Ma może 30 lat i wygląda bardzo dobrze. Normalna kobieta pewnie zaczęłaby z nim flirtować. We mnie jednak jego wygląd budzi lęk. Chcę jak najszybciej skończyć to spotkanie i ulotnić się do innego miejsca, z dala od mężczyzn.
- Zgadzam się - potwierdzam i delikatnie się uśmiecham. Verdas wyjmuje z teczki dokumenty i kładzie je na biurko. Włoch podpisuje je i zerka na mnie.
- Robić interesy z taką kobietą to czysta przyjemność - ogłasza, a uśmiech z mojej twarzy znika. Odchrząkuję i staram się nie zachować dziwnie. Nagle czuję ciepły dotyk na łopatce. Spoglądam na Noah, a on pocieszająco się do mnie uśmiecha. Przygryzam dolną wargę i głęboko oddycham.
- To chyba wszystko - ogłasza Coletti - Jednak może mają państwo chęć zostać na kawę lub herbatę?
- Nie - mówię szybko - Dziękujemy - kończę uprzejmie. Jeszcze tego by mi brakowało. Kolejne 30 minut w obecności nieznajomego mężczyzny.
- Nie da się pani namówić? - rzuca szelmowsko.
- Zdecydowanie, nie - ciągnę i podnoszę się z miejsca - Cieszę się z współpracy, ale musimy już iść.
Mężczyzna podnosi się z miejsca i ponownie wyciąga dłoń w moim kierunku.
- Ja również się cieszę - w jego głosie słyszę kokieteryjny ton. Oddycham miarowo i uspokajam się w myślach. Przecież nic mi nie grozi, zaraz stąd wyjdę.
Ściskam szorstką dłoń nowego kontrahenta i zmierzam do wyjścia. To samo robią moi towarzysze.
- Do widzenia - rzucam w miarę miło i wychodzę. Zaraz potem Verdas mówi:
- To był błąd - patrzę na niego niepewnie.
- Nie rozumiem.
- Powinniśmy zostać na kawie. Tak robią wspólnicy - tłumaczy i nerwowo przeszukuje kieszenie.
- Nie uważam to za konieczność - syczę, kiedy wychodzimy z budynku. Leon zatrzymuje się na moment, by zapalić. My idziemy dalej.
- Wszystko dobrze? - pyta przyjaciel.
- Nie wiem. Mam już dość - przyznaję i wsiadam do auta.
Po upływie 5 minut dołącza do nas poranna zguba i ruszamy do hotelu. Atmosfera jest napięta. Nie zniosę dłużej towarzystwa Verdasa, jego uwag i komentarzy związanych z pracą. Nie wspominając już o jego "sprawdzaniu" czegokolwiek. Chcę znaleźć się w swoim łóżku i zapomnieć o wszystkim, co mnie męczy.
Wracam do pokoju hotelowego i czym prędzej zrzucam z siebie sukienkę. Postanawiam razem z przyjacielem pójść popływać w hotelowym basenie. Wiążę włosy w koka i przeszukuję walizkę. Kiedy znajduje bikini idę do łazienki i je zakładam. Przyglądam się sobie i w głowie zapala mi się czerwona lampka. Moje ciało jest praktycznie nagie. Okryte marnymi skrawkami czarnego materiału. Może będę w jakiś sposób działać na mężczyzn? Może przez to będą na mnie patrzeć? A przecież tego chcę uniknąć..
Załamana siadam na łóżku i zakrywam twarz dłońmi. Dlaczego to jest tak trudne? Dlaczego nie mogę zapomnieć? Postanawiam jednak być silna. Będę tam przecież z Noah, a przy nim mi nic nie grozi. Szybko więc zarzucam na siebie zwiewną sukienkę, chwytam torbę i wychodzę z pokoju. Na korytarzu czeka już mężczyzna, dlatego też uroczo się do niego uśmiecham.
- Gotowa? - pyta i całuje mnie w czoło. Kiwam twierdząco głową, w ramach odpowiedzi.

Basen nie należy do najmniejszych i znajduje się na zewnątrz budynku. Wszędzie są kobiety w skąpych strojach oraz mężczyźni, którzy eksponują swoje sylwetki. Łapię przyjaciela za rękę, a ten się do mnie uśmiecha. W końcu znajdujemy wolne leżaki i rozkładamy na nich hotelowe ręczniki. Zdejmuję sukienkę, wsmarowuję w ciało filtr i zakładam na nos okulary przeciwsłoneczne. Potem układam się na plecach, twarzą do słońca i zaczynam się opalać. Promienie słoneczne muskają moje spięte ciało. Chłonę witaminę D3 i od razu się relaksuję.
Po 30 minutach leżenia w promieniach słonecznych szturcham Noah.
- Hmm?
- Chodźmy popływać - proponuję i przenoszę się do pozycji siedzącej. Momentalnie mężczyzna wstaje i szeroko się do mnie uśmiecha.
- Mnie nie trzeba dwa razy prosić - puszcza do mnie oczko. Dołączam do niego i chwytam go za dłoń - Vilu, wyglądasz niesamowicie gorąco -komentuje, kiedy ogląda mnie od góry do dołu.
- Dziękuję - mruczę speszona.

Pływamy w chłodnej wodzie, relaksując się. Po pewnym czasie Noah postanawia pójść po coś do picia i zostawia mnie samą. Pływam więc jeszcze przez jakiś czas, a potem wchodzę z wody. Idąc w kierunku leżaka przejeżdżam wzrokiem po wszystkich gościach hotelowych. Tak jak ja niedawno, pławią się w słońcu. Nagle zauważam kogoś znajomego. Mrużę oczy i widzę Verdasa. Leży na leżaku po drugiej stronie basenu. Towarzyszą mu jakieś cytate laski, które z chęcią wskoczyłyby mu do łózka. Nagle nasze spojrzenia się spotkają. Ponownie nie potrafię spojrzeć w innym kierunku. Jego oczy są niesamowicie przyciągające. Potem widzę jak przejeżdża wzrokiem po moim ciele i ponownie wraca do oczu. Oddycham głęboko i szybko odwracam się w innym kierunku.

Po kolejnych 2 godzinach opalania postanawiam pójść po kolejny napój bezalkoholowy. Wracając z czymś do picia, drogę zachodzi mi umięśniony mężczyzna. Patrzę na niego niepewnie. Czuję jak serce zaczyna mi walić, a ręce nerwowo drżą.
- Od pewnego czasu cię obserwuje - zaczyna i posyła mi flirciarski uśmieszek. Robi mi się niedobrze.
- Przepraszam, ale muszę już iść - tłumaczę.
- Jesteś bardzo śliczną kobietą - unosi dłoń i przejeżdża jej wierzchem po mym rumianym policzku. Chcę uciec, ale nogi mam jak z waty. W końcu zbieram w sobie siły i ruszam przed siebie. On jednak łapie mnie za rękę. Ucisk mnie paraliżuje.
- Proszę mnie puścić - mówię chłodno.
- Nie udawaj niedostępnej, maleńka - puszcza do mnie oczko, a mnie zalewa zimny pot. Tylko nie to...
- Jakiś problem, kochanie? - słyszę za sobą. Mrugam kilka razy i niepewnie się obracam. Wytrzeszczam oczy, ponieważ widzę Verdasa. Ze złością patrzy na natrętnego mężczyznę i podchodzi bliżej mnie.




♥


Witam!

Hejka po dłuższej przerwie :)
Nie byłam obecna, ponieważ byłam na wakacjach ♥
Ten rozdział pisany był na szybko, więc na pewno jest milion błędów. Chciałam go napisać, gdyż wyjeżdżam na ŚDM.

Mam nadzieję, że rozdział nie wieje nudą :/
Czekam na Waszą opinię w postaci komentarzy :*

A jak Wy spędzacie wakacje? Ja jestem w szoku, że już połowa za nami ;((
A jeśli ktoś wybiera się na ŚDM, albo już tam jest, to dajcie znać ;)

Buziaki i do następnego

Ola 
♥

sobota, 9 lipca 2016

.06.



Rozdział dedykuję Naty :**




Maski.
Każdy z nas zakłada różne maski. Wybieramy jedną, w zależności od sytuacji, grona w jakim się znajdujemy czy, tak jak w moim wypadku, pozycji społecznej. Jak na zawołanie staję się człowiekiem odważnym lub radosnym, podczas gdy wewnątrz jestem złamana. Wśród znajomych jestem tą, za którą mnie uważają. Robię wszystko, aby dostosować się do grupy. Czasem nawet nieświadomie ją odziewam. Lecz nie tylko ja. Robi to każdy z nas, prawda?
Więc dlaczego je zakładamy?
Człowiek po prostu boi się pokazać, jaki jest naprawdę. Ukrywa głęboko schowane sekrety i słabości przed innymi. Kieruje nim wtedy strach przed zranieniem i krzywdą. Boi się braku akceptacji i odrzucenia. Mamy lęk przed pokazaniem prawdziwego siebie nawet przed najbliższymi nam osobami. Maskę bowiem możemy zdjąć tylko wtedy, gdy jesteśmy sami. Wówczas nie musimy udawać kogoś kim nie jesteśmy. Nie musimy też dostosowywać się do otoczenia i wymagań, które są nam stawiane. 
Gramy.
Gramy w chwili konieczności. Ukrywamy swoje uczucia, pokazujemy swą uśmiechniętą twarz, podczas gdy w środku przeżywamy tragedię. Ludzie nie oczekują od nas dzielenia się problemami, więc tego nie robimy. Dusimy je w sobie i udajemy, że wszystko jest w porządku. 
Można oszukiwać innych zakładając maskę. Jednak bardzo trudno jest kłamać oczami. Przez nie bowiem można odczytać każdą emocję i kłamstwo. 
Bardzo trudno jest spojrzeć w oczy komuś. Sobie jednak jest najtrudniej. Ciężko jest spojrzeć w swoje odbicie lustrzane i spytać - Kim ty jesteś?

- Gotowa? - pyta Noah, gdy wsiadam do jego auta by udać się na lotnisko. 
- Tak - mruczę cicho i zapinam pasy bezpieczeństwa. W aucie czuć zapach Noah. Nutka kawy wymieszana z miętą. Tapicerka jest wykonana z czarnej skóry, co dodaje szyku i elegancji. Widać, że dba o swój pojazd. Panuje w nim ład i porządek, co jest lekkim przeciwieństwem wesołego i zakręconego właściciela. Gdy auto rusza zaczynam przyglądać się migającemu widokowi za oknem. Wszystko jest rozmazane, ponieważ mój przyjaciel nie jedzie wolno.
Boję się. Boję się wyjazdu w towarzystwie mężczyzn. Czy potrafię tak długo wytrzymać w masce? Wczoraj przecież nie wytrzymałam. Po incydencie na środku ulicy spotkałam się z Noah w pobliskim parku. Dopiero po godzinie milczenia zaproponowałam powrót do firmy. Mężczyzna milczał razem ze mną. Przez cały czas czułam jego dłoń na plecach. Delikatnie kreślił nią kręgi na mojej spiętej skórze. Zdziwiłam się, ponieważ dawało to niesamowite ukojenie.
Noah traktuję jak brata, przyjaciela. Postanowiłam wyjawić mu prawdę. Opowiedzieć całą moją historię. Nie ustaliłam konkretnej daty, ale wiem, że to już niedługo, ponieważ nie mogę patrzeć, jak bardzo chce mi pomóc, a nie wie jak. Więc ostatecznie nie mogę nazwać go bratem, ponieważ mój własny brat nie zna prawdy. Cała rodzina żyje w przekonaniu, że samotne życie w Londynie zmieniło mnie z rozgadanej, pełnej werwy i radości dziewczyny w dorosłą, ale i lękliwą. Tyle zauważyli. Spostrzegli jedynie zmianę w moim zachowaniu i podejściu do życia. Mama nigdy nie zauważyła brudnych poduszek od tuszu, który spływał mi razem z łzami, gdy leżałam samotnie w pokoju wspominając ohydny dotyk mężczyzny. Tata nigdy nie spostrzegł, że za każdym razem, kiedy na kolacji pojawiał się jakikolwiek pracownik firmy, szybko odchodziłam od stołu lub wzdrygałam się, podając mu swoją dłoń, po czym szybko uciekałam do siebie. Chris nigdy nie zauważył, że od czasu powrotu z Londynu nie przebywałam już z jego kumplami, nie chodziłam na imprezy, tak jak było to kiedyś. Nikt nic nie zauważył. A może zauważył, ale temat wydawał mu się zbyt poważny? Może uważał, że sama najlepiej sobie z tym poradzę? Nikt mnie nigdy nie pytał o to, dlaczego się zmieniłam. Nikt mnie nie pytał, czemu tak, a nie inaczej reaguję na mężczyzn, a z pewnością było to widoczne. Pierwszą osobą był Noah. Jedynie on nie przemilczał i nie obdarował mnie dziwnym spojrzeniem. Tylko on zainteresował się moim losem, pomimo tego, że znamy się tak krótko. 
Nagle czują ciepło na udzie. Momentalnie odwracam się w stronę Noah i widzę go. Na twarzy rozciąga mu się nieśmiały uśmiech, jakby bał się, że zbyt dużym mógłby mnie przerazić. Jest ubrany w czarną koszulkę, która idealnie opina jego mięśnie ramion. Na nią zarzuconą ma jeansową kurtkę. Włosy delikatnie rozwiane przez poranny wiatr lekko opadają na czoło. Jego piękne tęczówki z zainteresowaniem i łagodnością wpatrują się w moje. 
- Jesteśmy na miejscu - informuje mnie cicho. Kiwam głową i biorę kilka głębokich wdechów. Potem wychodzę z auta i przy pomocy mężczyzny wyciągam walizkę z bagażnika. 
Ramię w ramię zmierzamy do wejścia, a potem do miejsca odpraw. Właśnie tam spotykamy Verdasa. Wita się z Noah uściskiem reki, a ze mną skinieniem. Czuję, jak przejeżdża wzrokiem moją sylwetkę. Szczerze, szykuję się na jakiś komentarz. Jest to przecież wyjazd biznesowy, a ja przyszłam ubrana w jeansy, koszulę w kolorze pudrowego różu i trampki. Ku mojemu zdziwieniu mężczyzna się nie odzywa.
- Chodźmy - rzuca wesoło Noah.

Prywatny samolot wznosi się w powietrze, dlatego też czuję dziwny ucisk w brzuchu. Kiedy kapitan ogłasza, że możemy rozpiąć pasy, robię to z ulgą. Jednak gdy patrzę przed siebie ulga znika. Przede mną siedzi Leon Verdas, co nie może być w żaden sposób uspokajające. Ubrany w garnitur w kolorze ciemnego granatu, świeżo wyprasowaną, białą koszulę oraz czarny krawat w delikatne tłoczenia z zainteresowaniem patrzy w ekran laptopa. Przenoszę wzrok na jego twarz i ponownie stwierdzam, że jest przystojny.
Nasza współpraca nie jest idealna. W dodatku on jest mężczyzną, a ja mam przed nim lęk. Walczę z tym dla dobra ogółu, ale czasem jest to silniejsze ode mnie. Tak bardzo bym chciała zapomnieć o przeszłości, ale ona odcisnęła zbyt wielkie piętno. Z jednej strony chciałabym, żeby rodzice okazali zainteresowanie. Z drugiej, dobrzej jest, jak jest. Z pewnością moje wyznanie zaważyłoby na znaczeniu naszego nazwiska.
Nagle oczy Leona odrywają się od ekranu i kierują się na mnie. Moje ciało jest sparaliżowane. Nie byłam świadoma, że wciąż na niego patrzę. On jednak nic nie mówi. Jego oczy za to wyrażają wiele - zainteresowanie i niewiedzę na temat, o którym z pewnością chciałby wiedzieć. Pragnę spojrzeć w innym kierunku, ale nie mogę. Ku mojemu zdziwieniu, on też tego nie robi. Serce bije mi szybko, ręce zaczynają się pocić. Mój naturalny i dobrze znany mi odruch na towarzystwo mężczyzny.
- Może coś do picia? - z transu wyrywa nas głos stewardessy. Zamykam powieki i miarowo oddycham. Sytuacja, jaka miała miejsce przed chwilą była krępująca. Jednak zauważam, że w pewien sposób przywykłam już do towarzystwa Verdasa. Spędzamy razem dość sporo czasu. Ale jego płeć wciąż wywołuje u mnie niepożądane zachowanie. Problemem jest też jego aroganckie zachowanie i zdanie, jakie o mnie ma.
- Poproszę kawę - mówi Noah.
- Ja również - dodaje Leon. Następuje cisza, dlatego też otwieram powieki.
- Dziękuję - mruczę i posyłam kobiecie lekki uśmiech. Potem obracam się w stronę siedzącego obok mnie Noah. On również na mnie patrzy.
- Wszystko ok? - rusza wargami, nie wydając żadnego dźwięku. W odpowiedzi kiwam twierdząco głową, co oczywiście nie jest do końca prawdą. 
Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówi, więc zamykam oczy.

Ciągnie w mnie w nieznanym mi kierunku. Wszystko dzieje się szybko. Na początku nie czuję strachu. Co może się stać wśród tylu ludzi? Z pewnością nic...
Mocno ściska moje ramię, aż się krzywię z bólu. Mężczyzna przyspiesza, można powiedzieć, że biegnie. Biegnę i ja, a raczej ciągnę się za nim. Kiedy wychodzimy z klubu wszystko zaczyna robić się dziwne. W głowie pojawiają się dziwne myśli, dlatego zaczynam wyrywać rękę.
- Puść mnie - mówię grzecznie. Mężczyzna nie reaguje, a jedynie obdarowuje mnie spojrzeniem. Spojrzeniem pełnym obleśnych myśli. Serce zaczyna mi szybko bić i momentalnie trzeźwieję. Zaczynam szukać telefonu w przewieszonej przez ramie torebce. Gdy go znajduję, wybieram numer przyjaciółki. Jednak nim zdążę się połączyć, telefon zostaje mi wyrwany. Patrzę z wyrzutem na mężczyznę, który jest ubrany w czarną bluzę z kapturem. Próbuję dostrzec jego oczy, ale muszę pogodzić się z rozczarowaniem.
- Oddaj - warczę.
Potem czuję jak mój policzek płonie. Wolną dłoń przykładam do obolałego miejsca i z łzami w oczach patrzę na niego. Uderzył mnie. Robię więc zamach i próbuję mu oddać, ale zatrzymuje mnie jego dłoń. Czuję niesamowicie bolesny ucisk na nadgarstku. Aż kucam z bólu. Po rozgrzanym do czerwoności policzku spływa słona, zimna i kojąca łza. Zaraz po niej kolejna i kolejna. Łkam, a on chwyta mnie za ramie i podnosi do pionu. Wyczuwam woń alkoholu i czegoś jeszcze. Zamykam oczy. Zaczynam rozważać, co chce mi zrobić. W głowie mam najgorszy scenariusz. Jego obleśny dotyk, który wyczuwam na nagich udach sprawia, że mam chęć zemdleć...

- Vilu - z koszmaru wyrywa mnie szturchanie w ramię. Otwieram oczy, całe mokre od łez. Pierś unosi się w górę i dół od szybkiego pochłaniania i wydychania powietrza. Nerwowo oblizuję spierzchnięte wargi i prostuję się na fotelu. Patrzę na Noah. Z niepokojem w oczach przygląda się mej osobie. Zaraz potem zerkam na Verdasa. Ma podobny wyraz twarzy co Noah oraz nachyla się w moją stronę. Z pewnością czekają aż im wytłumaczę co się dzieje. Ja jednak rzucam ciche, ochrypłe "przepraszam" i idę do toalety.
Gdy już tam jestem patrzę w swoje odbicie. Wyglądam okropnie. Wilgotne policzki, na których znajdują się czarne smugi od tuszu spływającego razem z łzami. Oczy są opuchnięte i niewielkie. Dostrzegam w nich strach, lęk, odrazę i niepewność. Każde z tych uczuć towarzyszy mi w codziennym życiu.
Korzystam z toalety i przemywam twarz wodą. W miarę uspokojona i ogarnięta wracam do moich towarzyszy podróży. Milczą, ale szczerze im się nie dziwię. Moje zachowanie przecież nie jest normalne.
Niepewnie zajmuję swoje miejsce i w ciszy oglądam kłębiaste chmury za oknem. Wiem, że oboje na mnie patrzą. Ale co mam im powiedzieć? Jak im to wytłumaczyć? Może gdyby był tu tylko Noah. Wtedy pewnie wyjaśniłabym mu wszystko od początku do końca. Jednak nie jesteśmy tu sami. A przecież przed Verdasem zgrywam zimną sukę. Chociaż mi to słabo wychodzi, a ta maska przed chwilą spłynęła razem z łzami.

Do Rzymu przylatujemy przed czasem. Każdy ciągnie swój bagaż, a od momentu mojego wybudzenia z koszmaru nikt nie odezwał się do siebie ani słowem. Pod lotniskiem czeka na nas szofer. Pakujemy się do białego auta. Ja i Noah z tyłu, Verdas z przodu. Przez 15 minut drogi do hotelu milczę, ale czuję na sobie wzrok przyjaciela. W końcu patrzę w jego smutne oczy i posyłam mu uśmiech, którego zadaniem jest uspokojenie mężczyzny. Oczywiście oszukuję go i siebie, co on z pewnością wie.
- Dziś sobie porozmawiamy - mówi, kiedy nachyla się do mojego ucha. Owiewa mnie jego chłodny oddech. Przymykam oczy i napawam się chwilą spokoju w jego towarzystwie. Potem kiwam głową, ponieważ wiem, że dłużej nie mogę uciekać.

Hotel jest bardzo nowoczesny. Dominuje tu biel i czerń, co bardzo mi się podoba. Jedna z pracownic prowadzi nas do naszych pokoi. Na moje szczęście, każdy ma swój. Skinieniem głowy żegnam się z przyjacielem i wchodzę do swojego tymczasowego miejsca zamieszkania. Drzwi wejściowe otwierane są na kartę. W niewielkim holu znajduje się wieszak i kilka półek. Idę dalej i widzę część sypialnianą. Ogromne łóżko, na którym znajduje się biała, wykrochmalona pościel stoi na samym środku. Podchodzę bliżej i przysiadam na niej. Rozglądam się wokół. Po prawej stronie znajduje się wnęka, a w niej otwarta, przestronna łazienka. Podnoszę się, by dostrzec więcej. Pomieszczenie jest bardzo minimalistyczne i nowoczesne. Mogę ujrzeć swe odbicie w czarnych, wypolerowanych płytkach. Duża, fikuśnie wyprofilowana wanna stoi przy ścianie. Toaleta i umywalka również znalazły swoje miejsce. Po drugiej stronie łóżka rozciąga się okno. Otwieram drzwi balkonowe i wychodzę na dość sporych rozmiarów balkon. Mieszkamy na 16 piętrze, więc widok jest dość dobry. Przyglądam się urokliwemu i romantycznemu Rzymowi. Dominuje tu kolor rudy, kawowy i jasnobrązowy. Słychać uliczne hałasy spowodowane autami poruszającymi się po kamiennych drogach. Niektórym z pewnością to przeszkadza, ale to przecież urok tego pięknego miasta. Opieram się o barierkę wykonaną ze szkła, jak z resztą większa część hotelu. Spoglądam w prawo i zamieram. Moim sąsiadem jest Noah, to wiem. Jednak sąsiadem mojego przyjaciela jest nikt inny jak Verdas. Dzięki temu, że hotel jest w kształcie delikatnej podkowy, dokładnie widzę balkon wspólnika.
Ubrany w jedynie spodnie od garnituru stoi i tak jak ja, opiera się o barierkę. W jednej dłoni trzyma telefon i namiętnie z kimś rozmawia, w drugiej papierosa. Widzę, jak nerwowo stuka jednym z palców w jego część z filtrem. Co chwilę przykłada go do ust i z pasją się nim zaciąga. Z pewnością go to uspokaja. Przecież dobrze wiem, jak wygląda jego życie. Tak jak mojego ojca, kiedy jeszcze pracował. Nieprzespane noce, wieczne telefony i spotkania. Leon został pewnie zatrudniony, ponieważ ojcu było już zbyt ciężko. Rozumiem go.
Verdas obojętnie patrzy przed siebie. Dlatego też obserwuję jego sylwetkę. Ma idealnie wyrzeźbione ciało. Nie za mocno i nie za słabo. Tak jak ostatnio w samolocie, nie mogę oderwać od niego wzroku. Oddycham głębiej i wyczuwam zapach tytoniu. Zaraz potem potrząsam głową by obudzić się z transu. Tak też się dzieje. Jednak dziwię się swojemu zachowaniu. Jeszcze kilkanaście dni temu, na widok Verdasa w połowie nagiego uciekłabym do swojego pokoju, cała zalana lękiem. Teraz tak się nie dzieje. Z pewnością to przez czas, jaki spędziłam w jego towarzystwie. Może muszę przebywać z mężczyznami, by się do nich przyzwyczajać? Jednak nie wiem co myślą i jakie mają plany, a to mnie zabija. Zabija mnie myśl, że ich myśli mogą być względem mnie nieodpowiednie, nieczyste. W Verdasie dodatkowo odpycha mnie to, że uważa, iż nie poradzę sobie w tej branży. Sądzi, że mój tata popełnił błąd. A tak przecież nie jest.
Pogrążona w myślach wracam do pokoju. Jest 17.00, a do kolacji pozostały 2 godziny. Postanawiam więc wziąć kąpiel. Zrzucam z siebie ubrania i nalewam do wanny wody. Używam też kuli do kąpieli o waniliowym zapachu. Kiedy kąpiel jest gotowa, wchodzę do wanny. Delikatnie muskam swoje ciało wierzchem dłoni. Momentalnie się rozluźniam. Opieram głowę o zagłówek i próbuję się odprężyć.

Ostatni raz poprawiam swoje włosy, które kaskadami opadają na ramiona. Ubrana w białą sukienkę i pastelowe szpilki wychodzę z pokoju. Ciągnie się za mną zapach moich ulubionych perfum od Chanel. Delikatnie pukam w drzwi do pokoju mojego przyjaciela. Nie czekam długo aż mi otworzy. Od razu uderza mnie jego woń. Stoi w drzwiach, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Powiem ci, że wyglądasz świetnie - zaczyna, kiedy przepuszcza mnie w drzwiach. Sam właśnie podwija rękawy błękitnej koszuli. Wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze.
- Dziękuję i wzajemnie - puszczam mu kokieteryjne oczko, z czego oboje się śmiejemy. Potem wychodzimy z jego pokoju. Na przestronnym korytarzu spotykamy Leona. Ubrany w koszulę, w której rozpięte ma ostatnie guziki i garniturowe spodnie wygląda perfekcyjnie. Jest ideałem dla każdej kobiety, ale nie dla mnie.
Rzuca nam ciekawskie spojrzenie, jakby czekał, aż powiemy mu, że przed chwilą uprawialiśmy seks. Wywracam oczami i próbując być miła unoszę jeden kącik ust. Chciałabym się uśmiechnąć, ale wychodzi mi bardziej grymas. W głębi duszy mam nadzieję, że Verdas odpuści w sprawie mojego zachowania w samolocie.
Razem przemierzamy korytarz, aż docieramy do windy. Naciskam przycisk i w ciszy czekamy. Po chwili słyszymy charakterystyczny dźwięk i wsiadamy do metalowego pudła. Winda jest duża, ale nie na tyle, bym czuła się bezpiecznie w towarzystwie Verdasa. Droga na dół wydaje się być wiecznością. Powietrze zaczyna gęstnieć, gdy w jednym z luster, którym obudowana jest winda spotykam wzrok wspólnika. Ponownie żadne z nas się nie odzywa. Jedynie wpatrujemy się w siebie. Ja obojętnie, on z ciekawością. Jakby próbował mnie przeanalizować, rozgryźć. Wtem słyszę dźwięk, który sygnalizuje otwarcie się drzwi. Mrugam szybko i odrywam się od tęczówek mężczyzny. Odwracam się i wychodzę.
W hotelowej restauracji siadamy oczywiście przy jednym stoliku. W myślach przeklinam, ale nie mogę nic zrobić. Stolik jest czteroosobowy. Siedzę na przeciwko dwóch mężczyzn.
- Jutro spotkanie z kontrahentem, panem Coletti odbywa się o 10.00. Zaprosił on nas do swojego biura, więc musimy wyjechać o 9.30 - miłą cisze przerywa Noah, na co kiwam głową ze zrozumieniem.
- Przygotowała pani kopie dokumentów do podpisania? - odzywa się ochrypłym głosem Leon. Wzdrygam się na jego ton, ale próbuję zachowywać się normalnie, a przynajmniej tak, by nie zaniepokoić moich towarzyszy.
- Oczywiście, że tak - mówię pewnie. Wiedziałam, że będzie chciał mnie sprawdzić.
- Plany budowy? - dodaje.
- Mam - odpowiadam.
- Lista chętnych firm do realizacji budowy?
- Też - zaczynam się denerwować.
- A... - ponownie się odzywa, ja jednak postanawiam mu przerwać.
- Mam wszystko, czego potrzebujemy - oznajmiam donośnie, mocniej zaciskając dłoń w pięść.

Podczas kolacji prawie się nie odzywamy. Oczywiście, bardzo mnie to cieszy. Gdy posiłek dobiega końca słyszę głos dzwoniącego telefonu. Potem Noah wstaje od stołu i przepraszając nas wcześniej odchodzi z telefonem przy uchu. Powietrze ponownie staje się gęstsze. Serce przyspiesza swoją pracę. Głośno przełykam ślinę i ostatni raz tego wieczoru biorę łyka czerwonego wina.
- Już pójdę - ogłaszam i wstaję od stołu.
- Ja też już skończyłem - informuje Verdas, a ja czuję jak robi mi się niedobrze. W odpowiedzi jednak kiwam ze zrozumieniem głową i czekam aż zasunie za sobą krzesło. Potem szybkim krokiem udaję się w kierunku wind. Wiem, że idzie za mną, ale udaję niewzruszoną. Czekam chwilę i wchodzę do "pojazdu". On za mną. Naciskam odpowiedni guzik, a drzwi się zasuwają. Czuję jak kolacja podchodzi mi coraz wyżej. A to wszystko przez bliskość i towarzystwo Leona. Patrzę w jeden punkt przed sobą. przechodzi mnie dreszcz, bo wiem, że się mi przygląda.
Na moje zbawianie drzwi się rozsuwają. Gestem ręki Leon przepuszcza mnie pierwszą. Zaciskam wargi, kiedy obok niego przechodzę, aby przypadkiem nie wydobył się przeraźliwy jęk. Jednak kiedy mijając go ocieram się o jego klatkę piersiową otwieram buzię i głośno biorę wdech. Tego nie da się nie zauważyć. Czym prędzej więc idę w kierunku pokoju. Gdy jestem już blisko, zatrzymuje mnie jego głos.
- Poczekaj - mówi łagodnie. Staję w bezruchu. Słyszę jak się do mnie zbliża. W głowie mam jak najgorszy scenariusz. Przymykam na moment powieki, po czym je otwieram i obracam się w jego kierunku. Stoi metr ode mnie i z ciekawością się przygląda..
- Tak? - jąkam się.
- Co się z tobą dzieje? - pyta. Zawsze po pracy zwraca się do mnie po imieniu, jak na profesjonalistę przystało.
- Nie rozumiem - wiem, najlepiej udawać głupią.
- Dobrze wiesz o czym mówię - wywraca oczami - twoje zachowanie nie jest normalne.
Jakbym tego nie wiedziała...
- Przepraszam, ale muszę iść.
- Coś ukrywasz - oznajmia, a ja wytrzeszczam oczy. Kolejna osoba, która zainteresowała się moim losem.
Potem powoli podchodzi do mnie. Korytarz jest pusty i ciemny. Pali się jedna lampa, dając romantyczny, ale i przerażający klimat. Głośno przełykam ślinę, szykując się na najgorsze. Nie znam jego myśli, i to mnie niepokoi najbardziej. Po chwili wyciąga rękę i opuszkami palców przejeżdża po moim rumianym policzku. Zamykam oczy, do których cisnął się łzy. Warga zaczyna mi niekontrolowanie drgać, a ja zaciskam je obie, by nie wybuchnąć płaczem.
Jego dotyk jest taki sam jak tamtego mężczyzny. Tak samo szorstki i nieprzyjemny. Pozostawia po sobie palące smugi. Mam chęć uciec, ale nie mam tyle sił. Jakby wmurowało mnie w ziemie. Wówczas czuję, jak po policzkach płyną łzy. Nagle przestaje czuć jego palce. Otwieram więc oczy i widzę idealną twarz Leona. Zielone oczy wpatrują się w moje ze smutkiem i niewinnością.
- Nie bój się mnie - mruczy - Nie skrzywdzę cie. Chciałem tylko sprawdzić, jak zareagujesz - tłumaczy.
Odsuwam się na bezpieczną odległość i wpatruję się w niego z żalem. Serce wciąż szybko bije.
- To wszystko? - rzucam ochryple.
- Nie rozumiem twojego zachowania - przyznaje, ściągając brwi.
Wpatruję się w niego resztkami sił.
- Ty nic nie wiesz - szepczę, ale wiem, że to słyszy. Potem zawracam się i otwieram drzwi do pokoju. W holu zdejmuję szpilki i co chwilę wycierając mokre policzki zmierzam do sypialni. Tam rzucam się na łóżko i zaczynam łkać. Nie obchodzi mnie, czy ktoś to usłyszy. Moczę łzami poduszkę, którą kurczowo trzymam przy sobie. Jestem słabsza niż myślałam.
Nagle słyszę pukanie do drzwi. Niepewnie wstaję i poprawiam swój i tak marny wygląd w lustrze. Potem otwieram delikatnie drzwi, w razie gdyby był to Verdas. Okazuje się jednak, że jest to Noah. Otwieram drzwi szerzej i patrze na niego zapuchniętymi oczami.
- Musimy porozmawiać - informuje i wchodzi.



♥

Joł!
Rozdział taki nawet, nawet :)
W sumie, podoba mi się.
Jednak chcę znać też Waszą opinię!

Jak mijają Wam wakacje?
Szybko, przyjemnie, nudno..?

Przypominam, że do poniedziałku trwa konkurs na OS. 
Od razu mówię, że na pewno się odbędzie, ponieważ przysłana została odpowiednia ilość prac. 
Jednak może ktoś jeszcze chciałby się sprawdzić i coś napisać?

:)

Czekam na Waszą opinię!



Całuuuski :*
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka