niedziela, 18 października 2015

Rozdział 14 : "Wydaje mi się, że coś do ciebie czuję.."

 Komentujcie --> Motywujcie




Rozdział dedykuję Ally <3

Biwak - część 1

Piątek - dzień wyczekiwany przez wszystkich na całym świecie. Ja również nigdy nie mogę się go doczekać. Jednak dzisiaj sytuacja była odwrotna, z chęcią zmieniłabym piątek na kolejny, nudny poniedziałek.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Gdy otworzyłam oczy, było już jasno.
-Proszę. - szybko rzuciłam. Do pokoju wszedł Fede. - Co ty tutaj robisz.? Ja chce spać!
-Violetto! Jest 8;00! Wstawaj, spóźnisz się! - stwierdził. Szybko zerwałam się z łóżka. Był to zły pomysł, bo zakręciło mi się w głowie. Po chwili wszystko było ok. Przez chwilę pomyślałam, że może lepiej byłoby, gdybym się spóźniła... Ale nie chciałam wystawić moich przyjaciółek.
Kiedy byłam w łazience pomalowałam się i związałam włosy w luźny koczek. Następnie poszłam do garderoby. Tam wybrałam jeansy typu boyfriend, z dużymi dziurami oraz luźną, białą koszulkę z krótkim rękawem. Następnie chwyciłam zapiętą wcześniej walizkę i stojącą obok niej torebkę.
Szybko zeszłam na dół. Cała rodzina siedziała przy stole. Przywitałam się z nimi i włożyłam białe conversy.
-Mamo, dlaczego nikt mnie nie obudził ?!
- Przepraszam Vilu, ale myślałam, że się jeszcze dopakowujesz.. -tłumaczyła kobieta. Przelotnie spojrzałam na zegar. Wskazówki pokazywały 8:20. Miałam 10 minut!
-Fede, jedziemy!? - krzyczałam.
-Tak, chodźmy...
-Violetto, a śniadanie? - powiedziała mama podniesionym głosem. Po jej słowach weszłam do kuchni i chwyciłam jabłko.
- A czy widziałaś, która jest godzina? - spytałam. - Mamo, mam 10 minut.
Po czym podbiegłam do kobiety i mocno ją ucałowałam. To samo zrobiłam z tatą. Potem ostatni raz się z nimi pożegnałam i ruszyłam w kierunku auta.
-Szybciej, szybciej.... - poganiałam brata, który i tak jechał bardzo szybko.
Droga do szkoły zawsze zajmowała nam około 15 minut. Za to dziś mniej więcej 5 minut. Szybko wysiadłam z auta. Zobaczyłam, że na parkingu stoi duży autobus. Federico pomógł mi wyjąć walizkę.
-Dziękuję - powiedziałam do brata - Do zobaczenia w poniedziałek. - mówiłam z trzęsącym się głosem. Nie działo się tak dlatego, że nie lubię rozstawać się z Fede, lecz bałam się jechać bez niego.
- Do zobaczenia Vilu. - rzucił w moją stronę i mocno mnie przytulił. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Wzięłam głęboko wdech. Po kilku sekundach wypuściłam powietrze. Posłałam chłopakowi ciepły uśmiech, a ten wsiadł do auta.
Kiedy się trochę uspokoiłam, powoli obróciłam się w stronę autobusu i osób znajdujących się przy nim. Nagle ruszyłam w tamtym kierunku. Szłam pewnie. Po chwili usłyszałam głos Ludmi.
-Vilu!
-Hej Ludmi! - przywitałam się z przyjaciółką. Następnie do bagażnika autokaru włożyłyśmy nasze walizki. Rozmawiałyśmy jeszcze kilka minut, gdy nauczyciel kazał nam wsiadać. Grzecznie posłuchałyśmy go. Powoli weszłyśmy środkowym wejściem. Rozejrzałam się po autobusie. Była tam cała klasa. Spostrzegłam Mika, który do mnie machał, Diego, który posłał do mnie oczko oraz Verdasa. Chłopak siedział na tyle, razem ze swoją paczką. Szybko oderwałam od nich wzrok. Nagle Ludmi pociągnęła mnie za rękę. Dziewczyna znalazła dla nas miejsce. Po krótkiej chwili siedziałyśmy ma swoich miejscach. Ja od okna, ponieważ nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Nasze miejsce było wystarczającą daleko od Leona. Mogłam być spokojna.
Podróż trwała ponad godzinę. Gdy zajechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy z autokaru i wyciągnęliśmy walizki. Następnie nauczyciel zorganizował zbiórkę.
-Stańcie w szeregu. - nakazał. Wszyscy wykonali jego polecenie.
-  A więc.. Krajobraz, który widzicie za mną, to nasz tymczasowy dom. To tu rozbijemy namioty. Za tym laskiem - wskazał na prawo - znajduje się jezioro. Nie wiem czy ktoś już zauważył, ale tu praktycznie nie ma zasięgu. - powiedział z szyderczym uśmieszkiem. - Więc nie traćcie czasu na jego szukanie. Kolejną ważną rzeczą jest to, że są pewne zasady. Nie palimy, nie pijemy, nie wspomnę o narkotykach... Zrozumiano?! - zapytał. Cała grupa odpowiedziała "tak", chociaż nikt z nas nie wierzył, że to jest możliwe. - A teraz coś miłego, przynajmniej dla was. A więc, nie wyznaczam żadnej ciszy nocnej. Chodzicie spać, o ile będziecie to w ogóle robić. o której chcecie - po tych słowach wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć. - Postarajcie się za to wstać do godziny 9:00. Chciałbym was wówczas przeliczyć. - ciągnął. - Śpicie w namiotach, po ile osób sobie życzycie.. Ale proszę, bez żadnych wygłupów! Prowiant będzie nam dowożony codziennie, więc nie umrzemy z głodu. Każdego wieczoru planujemy robić ognisko. Chłopcy zadbali o gitary i teksty piosenek. A jeśli chodzi o jezioro, to ufam wam. Chodzicie kiedy chcecie. Ogólnie robicie co chcecie. Ale pamiętajcie, mam nadzieję, że jesteście dojrzałymi ludźmi. To chyba tyle. Jakieś pytania?
- Czy jest tu jakiś sklep?  - zapytał Mike.
-Najbliższy 3 km stąd. - oznajmił nauczyciel z pogardliwym uśmieszkiem. Zachowywał się, jakby był tu z nami za karę. Pewnie też tak było.
-A więc, rozkładamy namioty! Pomagajcie sobie nawzajem...- oznajmił i wszyscy ruszyliśmy.
Rozkładanie namiotu nie należało do najłatwiejszych czynności. Jednak po 30 minutach męczarni, razem z Ludmi i Larą podołałyśmy temu zadaniu. Dumne włożyłyśmy nasze walizki i torby do środka. Wewnątrz było sporo miejsca. Położyłyśmy się na plecach. Nastała cisza, jednak Lara ją przerwała.
-Dziewczyny, chodźmy zobaczyć jak idzie innym..- powiedziała. Szybko zerwałyśmy się z miejsc i wyszłyśmy z namiotu.
Praktycznie wszyscy rozłożyli już te ustrojstwo. Po naszej prawej stronie, stał namiot Fran, Cami i Naty. Nie wiedziałam natomiast kto rozstawił się po lewej. Dowiedziałam się, kiedy z materiałowego "domku" wyszedł Diego.
-Hej Vilu! - podszedł i mnie objął. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Cześć. - powiedziałam posyłając mu ciepły uśmiech. Nagle zdałam sobie sprawę, że skoro Diego wyszedł z namiotu znajdującego się obok naszego, a on miał zamieszkiwać z Verdasem... To znaczy, że Leon będzie "mieszkał" obok nas! Cicho westchnęłam.
Gdy wszyscy rozłożyli swoje namioty, nauczyciel ponownie zorganizował zbiórkę.
-Gratuluję w miarę sprawnego rozłożenia namiotów. - stwierdził. -  Jest godzina 10:45. Macie czas wolny. Róbcie co chcecie. Możecie pójść nad jezioro, pochodzić po lesie.. Na co macie ochotę. Ale pamiętajcie, macie się nie zgubić!
Z jednej strony podobał się plan opiekuna, czyli "róbcie co chcecie, byle nie nabroić." Z drugiej nie, ponieważ gdybyśmy mieli zorganizowany czas.. nie miałabym czasu gadać z Leonem... Ale cóż. Los tak chciał.
Następnie razem z dziewczynami postanowiłyśmy pójść nad jezioro. W namiocie przebrałyśmy się w stroje kąpielowe. Oczywiście na nie coś jeszcze. Ja wybrałam mój ulubiony, czarny. Na to założyłam jeansowe szorty z wysokim stanem i crop top. Było strasznie gorąco. Gdy wyszłyśmy z materiałowego ustrojstwa, usłyszałam głos Diego. Obróciłam się. Obok niego stał szatyn. Głośno przełknęłam ślinę. Moje serce miało zaraz wyskoczyć.
-Wy też idziecie nad jezioro? - zapytał.
- Tak. Idziemy razem? - zapytała Lara. Z jednej strony byłam jej wdzięczna, bo ja nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Niestety, dziewczyna zaproponowała chłopakom pójście razem nad jezioro. A to oznaczało, że Verdas też idzie.
-No to chodźmy - rzekł Diego.
W pewnym momencie spojrzenia moje i Leona się skrzyżowały. Całe 3 dni z tym chłopakiem to zbyt dużo...
Szliśmy alejką przez las. Pod nogami było pełno korzeni. Ja, jak to ja, cały czas się o coś potykałam. Po 10 minutach marszu byliśmy już na miejscu. Chłopcy od razu zaczęli zdejmować koszulki. Cicho pisnęłam, gdy zobaczyłam ciało szatyna. Było idealne. Przymknęłam na chwile oczy. Musiałam się odciąć od tego wszystkiego. Chociaż na moment.
-Idziecie? - zapytał Diego.
-Jasne!  - odpowiedziała Fran, Cami i Lara.
- A wy? - dopytał wskazując na mnie, Ludmi i Naty.
-Nie wiem jak dziewczyny, ale ja może później dołączę. - stwierdziłam.
-Ok. - rzucił w naszą stronę. Nie minęła minuta, a dziewczyny już stały w samym bikini. Następnie razem z Diego i Leonem pobiegły w kierunku wody.
Razem z dziewczynami, na ciepłym piasku rozłożyłyśmy swoje ręczniki. Po chwili już na nich leżałyśmy. Włożyłam słuchawki w uszu. Zdjęłam też bluzkę. Następnie na nos włożyłam okulary przeciwsłoneczne. Po kilku sekundach do moich uszu dotarły pierwsze dźwięki piosenki.
Leżałam na brzuchu, jednak twarz miałam podpartą o ręce. Cały czas obserwowałam dobrze bawiących się przyjaciół. Kiedy znudził mnie ten widok, przewróciłam się na plecy. Moja skóra łapała wszystkie witaminy... Na chwilę zerknęłam na dziewczyny. Naty czytała książkę, Ludmi chyba spała... Ponownie zamknęłam powieki.
Leżałam tak może z 20 minut. W końcu postanowiłam się ruszyć. Szturchnęłam Ludmi.
-Ej, dziewczyny idziecie na pomost?- zapytałam.
-Ja chyba zostanę, ale jeśli chcecie to idźcie. - powiedziała Natalia.
- To ja pójdę z tobą. - oznajmiła blondynka. Szybko wstałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku pomostu. Idąc, czułam przyjemnie ciepłe otulenie przez piasek. Gdy znalazłyśmy się na obiekcie, usiadłyśmy gdzieś w połowie. Spuściłyśmy wolno nasze nogi. Palcami u stóp dotykałam chłodnej tafli wody.
-Vilu, czemu masz taki zły humor? - zapytała Ludmiła.  Nie mogłam być z nią szczera. Co prawda niczego nie obiecywałam Leonowi, ale wolałam zachować tą informację dla siebie.
-Wiesz, mam kilka niewyjaśnionych spraw. - po tych słowach przelotnie spojrzałam na dobrze bawiącego się z przyjaciółmi Verdasa. Cicho westchnęłam. - Ale nie martw się. Niedługo wszystko się wyjaśni..
-To dobrze, bo chcę, żeby wróciła stara Violetta!  - powiedziała z entuzjazmem. Mocno ją przytuliłam.
-Dziewczyny, chodźcie do nas! Woda jest cudowna! - zapewniał Diego znajdujący się w jeziorze.
-W to nie wątpię! - odpowiedziałam. Następnie spojrzałam na Ludmi. Dziewczyna patrzyła na mnie błagającym wzrokiem.
-No idź ! - powiedziałam z wielki uśmiechem na twarzy. Dziewczyna zdjęła zwiewną sukienkę i wskoczyła do wody.
-Vilu! Oni mówili prawdę. Woda jest cieplutka... - tłumaczyła.
-Może później do was dołączę. - oznajmiłam.
Siedziałam na pomoście i przyglądałam się tafli wody. Myślałam. Robiłam to już od dobrych 15 minut. Nagle poczułam na plecach zimne i mokre dłonie. Nim się obejrzałam, byłam w wodzie. Wszyscy zaczęli krzyczeć i bić brawo. Spojrzałam na pomost. To Diego! Ja mu dam. Chłopak wskoczył do wody. Szybko do niego podpłynęłam. Złapałam go za kark. Oblewałam go wodą. On "błagał " o litość.
-Nie Vilu! Proszę. Zostaw mnie!  - krzyczał udając głos dziewczyny. Śmialiśmy się. Byłam mu wdzięczna za to, że wrzucił mnie do wody, bo dobrze się bawiłam. Po chwili wskoczyłam mu na barana. Można powiedzieć, że bawiliśmy się jak małe dzieci. Śmialiśmy się, krzyczeliśmy, oblewaliśmy wodą, podtapialiśmy. Po chwili do naszej dwójki dołączyła Ludmiła. Świetnie się bawiliśmy.
Potem Diego wpadł na pomysł. Wyszedł z wody. Ruszył w kierunku pomostu. Nagle zaczął biec. Gdy już znajdował się na końcu, wskoczył do wody. Wszyscy zaczęliśmy klaskać i śmiać się. Następnie skoczyła Camila i Fran. Później Verdas. Następnie Lara. Kiedy przyszła kolej na mnie i Ludmi, wyszłyśmy z wody. Szybko ściągnęłam przemoczone szorty. Zostałam w samym bikini. Po chwili zaczęłyśmy biec. Po pewnym czasie znalazłyśmy się w wodzie. Nie wiem dlaczego, ale czułam się jak za starych, dobrych lat. Zawsze, razem z Sarą i resztą moich przyjaciół z Barcelony wyjeżdżaliśmy na takie biwaki.
Po kąpieli w chłodnym jeziorze, poszliśmy się osuszyć. Siedzieliśmy na nagrzanym pomoście. Początkowo owinęłam się ręcznikiem. Po chwili jednak zrzuciłam go, bo zrobiło mi się gorąco. Siedziałam sobie razem z Larą i Diego. Rozmawialiśmy. Nagle Fran, znajdująca się na plaży, zawołała dziewczynę.
-Przepraszam, ale wołają mnie. - oznajmiła i wstała.
-Nie ma sprawy. Biegnij. - rzuciłam do Lary.
Kiedy zostałam sam na sam z Diego, czułam się trochę skrępowana.
-Vilu... - zaczął chłopak. Po chwili złapał mnie za rękę i spojrzał w oczy. Moje serce zaczęło szybciej bić. Nie wiedziałam  co on chce zrobić. Już miałam wybuchnąć śmiechem, ale pomyślałam, że byłby to brak szacunku z mojej strony.
- Diego, o co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
-Violetto, od jakiegoś czasu próbuję ci coś powiedzieć... - zaczął. Wytrzeszczyłam oczy. Czy on chce mi coś tu wyznać?! O nie...  - Chodzi o to, że od kiedy przyjechałaś tu, do Buenos Aires, moje życie się zmieniło. Wiesz,  wydaje mi się, że coś do ciebie czuję. Czekałem na odpowiedni moment... - ciągnął. Nie wiedziałam co powiedzieć. Kompletnie mnie zatkało.
-Diego... Ja naprawdę cię lubię. Ale jako najlepszego przyjaciela. I nic więcej. Przepraszam, ale ja do ciebie nic nie czuje...- chłopak cały czas na mnie patrzył.
-Wiesz, myślałem, że te nasze przytulania, długie i szczere rozmowy... Uważałem, że to coś znaczy.,
-Ależ znaczy! Potrzebowałam, potrzebuję i będę potrzebowała takiego genialnego przyjaciela jak ty. Naprawdę uwielbiam cię i kocham, ale jako przyjaciela. I tylko przyjaciela. - stwierdziłam patrząc mu głęboko w oczy. Było mi trochę głupio. Chłopak się we mnie zauroczył... A ja mu takie rzeczy wale w twarz. No ale musiałam go uświadomić!
-Rozumiem. Zapomnij o tym, co powiedziałem przed chwilą, ok? - po tych słowach posłałam mu ciepły uśmiech.
-Idziemy do nich? - zapytałam wskazując grupę przyjaciół siedzących na plaży.
-Jasne.
Wstaliśmy i ruszyliśmy w kierunku znajomych. Po drodze założyłam wyschnięte już szorty. Idąc objęłam pocieszająco Diego. Następnie szepnęłam do niego.
-Przyjaciele?
-Z przyjemnością. - stwierdził. Następnie mocno go przytuliłam. Gdy znaleźliśmy się w gronie przyjaciół, każdy patrzył na nas podejrzliwym wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam.
-O co chodzi?!
Momentalnie wszyscy spuścili swój wzrok na złoty piasek. Wydawało mi się to śmieszne, więc zaczęłam się śmiać. Po chwili inni dołączyli do mnie. Siedzieliśmy i gadaliśmy przez następną godzinę. Potem ruszyliśmy w kierunku pola namiotowego. Tam zjedliśmy przywieziony przez catering obiad. Po posiłku postanowiliśmy zagrać w siatkówkę. Siatka była już rozstawiona na plaży. Poszliśmy tam całą klasą. Następnie wybraliśmy drużyny. Na szczęście, Leon był w przeciwnej. Graliśmy bardzo długo. Ostatecznie wygrała drużyna Verdasa.
Robiło się już ciemno, więc wróciliśmy do "obozu". Tam czekała na nas kolacja. Później chłopcy rozpalili ognisko. Robiło się już chłodno, więc założyłam za gorę od bikini bluzkę i ciepłą bluzę.
Siedzieliśmy wokół żarzącego się ognia. Ciepło, bijące od niego, pieściło moją twarz. Tak właśnie minął wieczór.
Około 23:00 położyłyśmy się spać. Niektórzy jeszcze siedzieli przy gasnącym ognisku. Owinięta ciepłym śpiworem zasnęłam.
Nagle się obudziłam. Odblokowałam telefon. Była 2:00. Próbowałam zasnąć, ale mi nie wychodziło. Ostatecznie postanowiłam się przejść. Wiem, było to bardzo nieodpowiedzialne, przecież jesteśmy w lesie!  Ale wówczas mnie to nie obchodziło. Ubrana w szorty i ciepłą bluzę, dyskretnie wyszłam z namiotu. Ognisko już zgasło. Postanowiłam przejść się nad jezioro. Na szczęście droga do niego była oświetlona latarniami. Szłam i wdychałam orzeźwiające powietrze. Kiedy mijałam granicę lasu z jeszcze ciepłym piaskiem, usłyszałam dźwięk gitary. Przestraszyłam się. Szybko rozejrzałam się wokół. Nagle spostrzegłam postać siedzącą na pomoście. Ktoś grał na gitarze i śpiewał. Z zaciekawieniem podeszłam trochę bliżej, jednak ten ktoś mnie nie zauważył. Gdy się przyjrzałam, dostrzegłam nikogo innego, tylko Leona Verdasa. Cicho sobie podśpiewywał. Już miałam zawracać, kiedy pod moimi stopami pękła jedna z gałęzi. Chłopak szybko się obrócił w moją stronę. Patrzył na mnie z niedowierzaniem.
- Violetta?! - powiedział głośno. Nie miałam wyjścia. Weszłam na pomost i ruszyłam w jego kierunku. Gdy już byłam obok niego powiedziałam:
-Leon? Co ty tutaj robisz?
-Chciałem zapytać się o to samo...
-Ty też nie możesz spać? - zapytałam siadając na drewnianych deskach.
-Jak widzisz. - posłał mi ciepły uśmiech. - Vilu..
-Ciii... - uciszyłam go.  - Nie rozmawiajmy o tym teraz. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. Chłopak przytaknął. Siedzieliśmy w milczeniu. Z każdej strony otaczał nas mrok. Wielki księżyc znajdował się na granatowym niebie. Leon cicho grał na gitarze.
-Przy mnie jesteś inny. -stwierdziłam.
Leon spojrzał na mnie delikatnie.
-Dlaczego? - ciągnęłam.
- Nie wiem. Przy tobie, Fran, Diego i reszcie czuję się sobą.
-To dlaczego zadajesz się z Mikiem i tymi matołami?!
-Tak wyszło. Wiesz, lubię go. On jest naprawdę w porządku. - po jego słowach wytrzeszczyłam oczy. Chłopak się zaśmiał.
-Naprawdę. On przy tobie zachowuje się jak kompletny idiota, bo się w tobie podkochuje... - ciągnął z rozbawieniem w głosie.
Nie wiedziałam co o tym myśleć. O tej godzinie nie miałam do tego głowy.
-Wiesz, ja chyba już pójdę. - stwierdziłam.
-Jasne. Dobranoc. - powiedział z wielkim uśmiechem na twarzy.
-A ty nie idziesz?
-Ja jeszcze chwilę tu posiedzę.
-Jak chcesz. - po tych słowach ruszyłam w kierunku namiotu.
Po kilku minutach marszu, byłam na miejscu. Weszłam do środka i ułożyłam się wygodnie. Ponownie zanurzyłam się we śnie.




***********************************************************************************









Hejka :*
Tak się prezentuje kolejny rozdział. 
Mam nadzieję, że się Wam spodobał. 
:D

Co będzie się działo dalej?
Co myślicie o wyznaniach Diego?
-------

Kochani, dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim postem!
Jesteście najlepsi :*

Mam nadzieję, że pod tym będzie ich równie dużo :)

Kocham 
Całuję
Pozdrawiam
Czekajcie na next :)
(może w tygodniu)
<3 

* OLA *

sobota, 17 października 2015

Rozdział 13 : "Nie boję się ciebie.."


 ♥ ♥ ♥    



Obudziło mnie poranne słońce. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Po chwili usłyszałam dźwięk budzika. Szybko go wyłączyłam, strasznie nie lubię tego dźwięku. Następnie lekko się przeciągnęłam. Gdy wstałam, założyłam ciepłe kapcie i ruszyłam do łazienki w celu odświeżenia się. 
Lustro, to przedmiot, przed którym nic nie ukryjesz. Tak też było w moim przypadku. Patrzyłam na swoje odbicie z niedowierzaniem. Nie pamiętam kiedy ostatnio nie suszyłam włosów po umyciu. Zapomniałam już co się z nimi dzieje, gdy pozwolę im samodzielnie wyschnąć. W tym momencie sobie przypomniałam. Moje włosy wyglądały strasznie! I to ładnie mówiąc. Cicho westchnęłam. Oparłam się bezradnie o umywalkę. - Jak ja wyglądam.. - powiedziałam do siebie. Nie minęła minuta, a ja już stałam z prostownicą w ręku. Po 15 minutach działania, osiągnęłam upragniony stan. 
- Ujdzie - powiedziałam sama do siebie. Następnie pomalowałam się i wybrałam ubranie. Gdy założyłam już spódniczkę w kolorze pudrowego różu i miętową koszulę w delikatne kwiatuszki, użyłam perfum. Potem chwyciłam torbę z książkami i zeszłam na dół. 
W jadalni nikogo nie było. Zdezorientowana weszłam do kuchni. Spotkałam tam Olgę.
-Dzień dobry słoneczko! - powiedziała zawsze wesoła kobieta.
-Dzień dobry. Olgo gdzie są wszyscy ?
-Twoi rodzice musieli wcześniej pojechać do pracy. Za to Fede jeszcze nie zszedł z góry.
-Aha, Dziękuję.
-Violetto, co chcesz zjeść?
-Wiesz, chyba zjem jakiś owoc. Nie jestem zbyt głodna. - po tych słowach chwyciłam banana i wyszłam z kuchni. Następnie usiadłam na kanapie w salonie. Odblokowałam telefon. Weszłam na FB. Zobaczyłam, że Diego dodał nowe zdjęcie. Podpisał je "kolacja z mistrzem". Przewinęłam w dół. Moim oczom ukazała się fotografia przedstawiająca Diego, Ludmi, Fran, Naty, Larę, Cami i Leona, siedzących w jakiejś restauracji. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Od razu polubiłam zdjęcie. Potem przejrzałam instagrama.
Chwilę później usłyszałam głos Fede.
-Hej Vilu!
-Cześć. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Wiesz, chyba pójdę dziś do szkoły pieszo. - oznajmiłam i wstałam z miejsca.
-Jesteś pewna?
-Tak. Do zobaczenia po szkole. - oznajmiłam i wyszłam.
Włożyłam do uszu słuchawki. Puściłam piosenkę Ed'a Sheeran'a, którą musieliśmy zinterpretować razem z Verdasem.
Po 25 minutach szybkiego marszu byłam już w szkole. Jednak praktycznie nikogo jeszcze tam nie było. Wyszłam więc ze szkoły. Postanowiłam skorzystać z pięknej pogody i usiadłam na ławeczce przy wejściu. Oparłam się wygodnie i przymknęłam oczy. Mijały minuty. Następnie zaczęłam nucić piosenkę "En mi mundo". Siedziałam tak z 10 minut. Potem otworzyłam oczy. parking nadal był pusty. Przymknęłam ponownie powieki. Słońce pieściło moją twarz. Uśmiechałam się i nadal cicho śpiewałam.
Po jakimś czasie usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Nie chciałam jednak otwierać oczu, było mi tak dobrze. - To pewnie ktoś, kogo nie znam- pomyślałam.
-Hej Vilu.
Szybko otworzyłam oczy. Jednak żeby coś zobaczyć musiałam je zmrużyć. Po krótkiej chwili moim oczom ukazał się Leon. 
-Cześć Leon- powiedziałam cicho. Byliśmy kompletnie sami. - Przepraszam, ale muszę już iść - wytłumaczyłam i wstałam. Już miałam iść, kiedy nagle szatyn chwycił mnie za nadgarstek. Spojrzałam na niego pytająco. 
-Violetto, mówiłaś, że nie masz już sił uciekać przede mną... -tłumaczył. Szybko wyrwałam swój nadgarstek z jego uścisku. 
-Wiem co powiedziałam. Nie kłamałam, ale nie chce psuć sobie dobrego, jak na razie, humoru. -powiedziałam i odeszłam.
Nagle poczułam, że burczy mi w brzuchu. Ruszyłam więc w kierunku baru. Tam kupiłam sobie koktajl truskawkowy. W pewnym momencie pomyślałam o dniu, w którym oblałam tym napojem Verdasa. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Szłam sobie korytarzem. Nagle spotkałam dziewczyny. 
-Vilu! -krzyknęły.
-Hej! - podbiegłam do nich. 
-Co u ciebie? 
- Wszystko dobrze. A u was? -zapytałam. 
-U nas też dobrze. - odpowiedziała Camila za całą grupę. 
-Jak tam było wczoraj? Gdzie świętowaliście? - dopytywałam.
-Wiesz, było super. Szkoda, że z nami nie poszłaś - oznajmiła Naty. - Poszliśmy do tajskiej restauracji. Jedzenie było naprawdę genialne. 
-To świetnie - powiedziałam. Następnie ruszyłyśmy w stronę sali matematycznej. Kiedy zadzwonił dzwonek weszliśmy do sali. Jak zawsze, siedziałam z szatynem. Chłopak jednak nic nie mówił. Wydawał się być myślami gdzie indziej. 
Po matematyce wyszłam z klasy. Szłam korytarzem z Larą i Ludmi, kiedy nagle zatrzymał mnie nauczyciel hiszpańskiego. 
-Violetto, przyjdź proszę po lekcjach do sali numer 201. Muszę ci przekazać pewne zaległe materiały.
-Dobrze. Na pewno przyjdę. - odpowiedziałam. 
Następną lekcją była geografia. Siedziałam na niej znudzona. Nie lubiłam tego przedmiotu. Całą lekcję rysowałam coś na marginesie. Leon czasami na mnie spoglądał. Kiedy wreszcie doczekałam się końca lekcji, powoli spakowałam książki. Następnie poczekałam na koleżanki. Razem ruszyłyśmy w kierunku kolejnej sali. Po drodze zahaczyłyśmy o łazienkę.
Następną lekcją była historia. Gdy weszliśmy do sali i usiedliśmy na miejscach, do sali wszedł dyrektor szkoły. Wszyscy stali z miejsc.
-Kochani, nie ma dzisiaj pani od historii. Możecie zostać w sali, pójść do biblioteki lub na salę gimnastyczną, o ile jest wolna. Jeśli chcecie, macie możliwość dokończenia jakichś projektów z zajęć wokalnych lub tanecznych. - oznajmił. Od razu do głowy wpadł mi pomysł. Mogłabym pójść z Leonem do sali muzycznej, by poćwiczyć i zinterpretować piosenkę. Mieliśmy zrobić to na własną rękę, ale jeśli jest okazja zrobić to w szkole... nie mam nic przeciwko.
Szybko spojrzałam na Verdasa.
-Moglibyśmy pójść do sali muzycznej poćwiczyć piosenkę.
-Dobry pomysł. - potwierdził. Następnie ruszyliśmy w kierunku dyrektora. Poprosiliśmy go o zgodę. Ten nam pozwolił. Nie chciałam zostawać sam na na sam z szatynem, ale nie miałam innego wyjścia. Po chwili wyszliśmy z sali. Szliśmy w przyjemnej ciszy. Gdy doszliśmy do odpowiedniej sali, upewniliśmy się, cz nikogo w środku nie ma. Następnie weszliśmy do środka. Leon chwycił gitarę i wyjął z teczki tekst piosenki i chwyty. Spojrzał na mnie.
-Na początku śpiewamy czy interpretujemy?
-Obojętnie. - stwierdziłam. Byłam trochę skrępowana.
-Ok. To może zaśpiewajmy. - potrząsnęłam twierdząco głową. Nagle, do moich uszu doszły pierwsze dźwięki. Przymknęłam oczy. Leon pięknie grał. Po chwili spojrzałam na Verdasa. Był uśmiechnięty. Momentalnie zaczął śpiewać. Po jakimś czasie dołączyłam do niego. Śpiewając patrzyłam mu głęboko w oczy. Tak jakby, zapominałam o wszystkich krzywdach i żalach. Uważałam, że wyszło nam bardzo dobrze. Nim się zorientowałam, skończyła się piosenka. Odchrząknęłam  spojrzałam na podłogę.
-Myślę, że poszło nam bardzo dobrze. - stwierdził.
-Też tak myślę.
-To teraz interpretacja?
-Tak - odpowiedziałam. Po chwili usiedliśmy na krzesłach. Wyjęłam długopis. - Zaczynamy?
-Jasne - posłał mi ciepły uśmiech. Na jego policzkach ponownie pojawiły się urocze dołeczki. Szybko spojrzałam na tekst.
Leon przeczytał pierwszą zwrotkę.
-Jak myślisz, co on chce przekazać? - spytał.
-Myślę, że mówi on o tym, że pomimo tego, że miłość czasem bywa bolesna, jest najlepszą rzeczą jaką ma i spotkał w swoim życiu. - oznajmiłam. Leon cały czas mi się przyglądał. Ja jednak ani razu nie spojrzałam mu w oczy. Chłopak nagle się ocknął i zapisał to, co mówiłam. Po chwili ja przeczytałam refren.
-A więc, co chce przekazać ? - zapytałam.
-Uważa, że najlepszą formą uwiecznienia pięknych chwil jest fotografia. Więc, kiedy jego nie będzie przy niej lub gdy się pokłócą, powinna trzymać ich wspólne zdjęcie przy sobie. póki się nie spotkają. Na nim, zawsze są uśmiechnięci i szczęśliwi. - stwierdził szatyn. Zapisałam to, co powiedział.
Następnie on przeczytał zwrotkę. Od razu zaczęłam interpretować.
- On chce powiedzieć, że miłość ulecza ból fizyczny i duchowy... -chciałam kontynuować, ale szatyn mi przerwał.
-Że z miłością żyje się łatwiej..- ciągnął. Spojrzałam na niego z delikatnym uśmiechem. Tym razem to ja mu przerwałam.
-I że miłość, to jedyna rzecz..- ciągnęłam, ale on ponownie mi przerwał.
-Jaką zabierzemy do grobu. - zakończył. Patrzyłam na niego. Nie mogłam uwierzyć, że jest on w stanie powiedzieć tyle słów o miłości. Przecież on prawdopodobnie nie poznał prawdziwej miłości do dziewczyny. Zawsze bawił się ich kosztem, rozkochiwał w  sobie. Co prawda, ja też nigdy nie pokochałam żadnego chłopaka, z którym byłam. No może się zauroczyłam.
Potem przeczytałam ostatnie wersy piosenki.
- Mówi on o tym, że ranią tylko słowa. To one krwawią i zadają ból. - zaczął.
- Pomimo wszystkich krzywd wyrządzonych sobie nawzajem, zawsze będzie ją kochał. - uzupełniłam.
-Chce też powiedzieć, że zawsze będzie na nią czekał. I kiedy jest daleko...- powiedział.
- Zawsze myśli o tym, jak .. - na tych słowach się zatrzymałam.
-Jak ją całował. - dopowiedział i spojrzał na mnie. - Pod latarnią, gdy byli otoczeni mrokiem..
-Pamięta  też, jak przez telefon mówiła mu "poczekaj, aż wrócę do domu.'- zakończyłam.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Nagle odchrząknęłam. Obydwoje spuściliśmy wzrok. Zapisałam, to co przed chwilą mówiliśmy. Nagle usłyszałam dzwonek. Spojrzałam na  chłopaka.
-To ja lecę. - pożegnałam się i wyszłam z pomieszczenia.
Na korytarzu spotkałam Diego. Podszedł do mnie i mnie przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Mocniej się w niego wtuliłam.
-Jak tam interpretacja? - spytał.
-Dobrze. Już skończyliśmy.
Po chwili oderwałam się od niego.
-Teraz mamy w-f? - zapytałam.
-Tak. Idziemy? - po tych słowach kiwnęłam twierdząco głową.
Po kilku minutach byłam w szatni. Dziewczyny zdążyły się już przebrać. Kiedy i ja zmieniłam strój, razem wyszłyśmy na boisko. Było bardzo ciepło. Na  nasze nieszczęście, nauczyciel kazał nam biegać.
Po lekcji, wróciłyśmy do szkoły. Odświeżyłyśmy się i przebrałyśmy. Gotowe, poszłyśmy kupić coś do jedzenia. Potem usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Dziewczyny o czymś rozmawiały, jednak ja cały czas miałam przed oczami twarz Verdasa. Myślałam o biwaku, o naszej nadchodzącej rozmowie oraz o lekcji, na której razem interpretowaliśmy piosenkę. Nagle z rozmyślań wyrwał mnie ucisk na ramieniu. Obejrzałam się. To był Fede.
-Fede?
-Mi też cie miło widzieć Vilu.. - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Coś się stało?
-Nic, chciałem sprawdzić, czy bezpiecznie dotarłaś do szkoły.
-Jak widzisz, jestem cała i zdrowa. - mówiłam uśmiechając się.
-Cieszę się. - powiedział. - Wracasz ze mną?
-Wiesz, chyba znowu się przejdę. Dobrze mi to zrobi. - stwierdziłam.
-Ok. Jak chcesz. To do zobaczenia w domu. - powiedział i odszedł.
W tym samym czasie mój wzrok przeniósł się na Ludmiłę. Dziewczyna ponownie odprowadzała chłopaka wzrokiem. Lekko się zaśmiałam. Dziewczyna się ocknęła i spojrzała na mnie. Śmiesznie poruszałam brwiami. Ta wywróciła teatralnie oczami.
Po lunchu mieliśmy angielski. Nauczycielka była bardzo młoda. Miała może góra 23 lata. Kolejnym i ostatnim przedmiotem był WOS. To właśnie wtedy, zdałam sobie sprawę, że biwak jest już jutro. Serce zaczęło mi szybciej bić. Oddychałam miarowo. Po chwili trochę się uspokoiłam. Gdy lekcja się skończyła Verdas rzucił szybko "do jutra" i wyszedł szybko z sali. Nie rozumiałam jego zachowania. -Gdzie się tak spieszy? Może ma trening? - pomyślałam i zaczęłam się pakować. Gdy razem z dziewczynami szłyśmy w kierunku wyjścia, przypomniałam sobie o prośbie nauczyciela hiszpańskiego.
-Dziewczyny, przypomniałam sobie, że miałam odebrać jakieś materiały od nauczyciela hiszpańskiego. Idźcie beze mnie. - stwierdziłam.
-Na pewno? Możemy na ciebie poczekać... -ciągnęła Lara.
-Nie. Idźcie. Jeszcze się zdzwonimy.  - rzuciłam - To pa!
-Cześć! - odpowiedziały, a ja zawróciłam się.
Szłam i szukałam sali numer 201. Kiedy ją znalazłam, chwyciłam delikatnie za klamkę i lekko uchyliłam drzwi. Nie byłam przecież pewna, czy nauczyciel skończył już lekcję. Po chwili moim uszom dobiegła jakaś rozmowa.
-Leon, ty chyba nie mówisz na serio...-usłyszałam głos kobiety, jakby znajomy. Jednak mnie bardziej dziwiło imię wypowiedziane przez nią.
-Mówię całkowicie serio. Z nami koniec! Daj mi spokój! - usłyszałam bardzo dobrze mi znajomy, męski głos. Serce zaczęło mi szybciej bić. - O czym oni mówią? O jakim końcu? - myślałam. Postanowiłam wyjrzeć przez lukę w drzwiach. Gdy to zrobiłam, moim oczom ukazał się Verdas i nasza nauczycielka angielskiego. Nagle kobieta położyła swoją dłoń na jego policzku. Ten szybko ją z niego zdjął. Nie wiem dlaczego, ale weszłam do sali, jednak oni mnie nie zauważyli.
-Nie dotykaj mnie! - krzyknął. - Jesteś nienormalna.
-Leon, kochanie... - kobieta zaczęła się do niego zbliżać, chciała go pocałować. Chłopak szybko odwrócił głowę. Właśnie wtedy mnie zobaczył. Wiem, że w moich oczach malował się strach, przerażenie i niedowierzanie. Za to w jego, żal. Przymknęłam oczy  i potrząsnęłam głową, jakbym chciała usunąć tą sytuację z głowy.
-Violetta.. - powiedział szatyn.
Szybko wybiegłam z sali. Byłam przerażona.- O co tu chodzi?! - pomyślałam.
-Vilu! Zatrzymaj się! - krzyczał Leon. Oczywiście nie miałam takiego zamiaru. Niestety, nie należałam do osób szybko biegających. Chłopak mnie dogonił. Chwycił mnie za rękę. Szybko się wyrwałam. Stał obok mnie. Zaczęłam się cofać. Po chwili poczułam za plecami ścianę. Głośno przełknęłam ślinę. Nie bałam się Leona. Obawiałam się prawdy. Cała drżałam. Byłam przerażona tym, co przed chwilą zobaczyłam.
-Violetto..  -zaczął. Jego głos drżał.
Chłopak był ode mnie sporo wyższy, więc patrzyła na mnie z góry. Był bardzo blisko mnie. Jedną ręką oparł się o ścianę, drugą trzymał przy sobie.
- Leon,.. O co tu chodzi!? - powiedziałam. Chłopak przymknął oczy. - Czy ty byłeś w związku, czy w jakiejś niezrozumiałej dla mnie relacji, z naszą nauczycielką angielskiego?!  - zapytałam.
- Vilu, nie chce teraz o tym rozmawiać. Jedyne, czego teraz potrzebuje, to usłyszeć od ciebie, że nikomu nie powiesz o tym, co przed chwilą widziałaś... - oznajmił. Po chwili spojrzał na mnie błagającym wzrokiem. Jego oczy były przepełnione żalem.
-Kiedy zamierzasz mi to wszystko wyjaśnić?! - krzyknęłam. Chłopak spojrzał na ziemie.
-Violetto, wiem, że teraz się pewnie mnie boisz, czujesz obrzydzenie... Ale wytłumaczę ci to kiedy indziej, dobrze? - jego głos był przerażający. Nigdy jeszcze nie widziałam go w takim stanie. Wyglądał tak bezradnie...
-Leon, nie boję się ciebie. Boję się tego, czego nie chcesz mi powiedzieć... - wytłumaczyłam. I nagle, nie wiem dlaczego, moja dłoń znalazła się na policzku szatyna. Patrzyłam mu głęboko w oczy.
-Przepraszam, ale nie mogę...Przynajmniej nie teraz. - powiedział. Nagle na jego plecami zobaczyłam nauczycielkę angielskiego. Szybko zdjęłam swoją dłoń z ciepłego policzka Verdasa. Leon zauważył przerażenie w moich oczach. Szybko się obrócił.
-Przepraszam, muszę już iść. - stwierdziłam i czym prędzej ruszyłam ku wyjściu.
Wracałam do domu pieszo. Całą drogę myślałam o tej dziwnej sytuacji. Dlaczego, kiedy tylko poznałam szatyna, moje życie się tak bardzo skomplikowało!? Nie wiedziałam, co o tym myśleć. Z jednej strony uważałam Leona za najgorszego człowieka na ziemi. Romans z nauczycielka?! To jest chore. Z drugiej strony, próbowałam go zrozumieć. Kiedy rozmawialiśmy na korytarzu, było mi go żal.
Gdy byłam już w domu, ruszyłam na górę. Nie miałam ochoty nic jeść. Leżałam bezczynnie na łóżku i myślałam. Mój strach pogłębił się jeszcze bardziej, gdy przypomniałam sobie o biwaku.
Po godzinie leżenia, zaczęłam się pakować. Gdy już to zrobiłam zeszłam na kolację. Cały wieczór milczałam. Moje myśli były gdzieś indziej. Po posiłku przygotowałam się do snu. Następnie sprawdziłam, czy wszystko spakowałam. Potem poszłam spać.




^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^








Jest i kolejny rozdział. 
Jak Wam się podoba..? 
Wiele razy zmieniałam tok wydarzeń, aż w końcu przystałam na obecnym. 

Co myślicie o relacji Leona z nauczycielką?!
Czy Viola i Leon sobie wszystko wytłumaczą ? 

Następny rozdział dziś, jutro lub w tygodniu. 
Zależy od czasu... 
No i OD WAS!

Kochani, widzę jak dużo (przynajmniej dla mnie) osób tu wchodzi! 
Więc wiem, że nie piszę dla siebie...
Ale takie mam wrażenie...
Tylko nieliczni komentują!
I za to serdecznie im dziękuję :*

A więc
 KOMENTUJCIE !

Do następnego 
O l a :*



piątek, 16 października 2015

Rozdział 12 : "(...) nie mam już sił ciągle uciekać przed tobą."

KOMENTARZ -------> MOTYWACJA

Dzisiejsza noc minęła spokojnie. Wstałam około 7;00. Odświeżyłam się i pomalowałam. Następnie wyprostowałam włosy. Kiedy byłam już w garderobie, wybrałam komplet idealny na dzień dzisiejszy. Potem poszłam do łazienki i założyłam różową, skórzaną spódniczkę oraz białą bluzkę z wielkim sercem. Po użyciu perfum, chwyciłam torbę z książkami i zeszłam na dół. W jadalni znajdowała się już cała rodzina. 
-Dzień Dobry! Smacznego.  - powiedziałam.
-Dzień dobry kochanie - odpowiedzieli rodzice.
-Hej Vilu. - przywitał się Fede.
-Mamo, o której wczoraj wróciliście z tego bankietu? -spytałam.
-Wiesz, tak po 23:00. - odpowiedziała.  
Śniadanie zjedliśmy w ciszy. Potem poszłam na górę w celu umycia zębów. Poprawiłam też pomalowane wcześniej usta. Kiedy byłam na dole, pożegnałam się z rodzicami i razem z bratem ruszyłam w kierunku auta. Niestety, Fede miał do mnie wiele pytań.
-Violetto, czemu wróciłaś wczoraj tak późno?
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. W końcu postanowiłam, że powiem prawdę, ale ominę wątek z Verdasem.
-Wiesz, jak wróciłam ze szkoły poszłam na tor wyścigowy. 
-Po co ?
-Bo chciałam nawrzeszczeć na Leona. Wystawił mnie na lekcji muzyki. 
-Aha..kontynuuj. 
-No i dopóki go spotkałam, czekałam kilka godzin...
-Wiesz, musiałaś być bardzo zdeterminowana...- powiedział rozbawiony Federico. 
-Bo byłam. No i kiedy już z nim pogadałam, postanowiłam wrócić do domu. Niestety było już ciemno i rozładował mi się telefon. No i ostatecznie się zgubiłam. -przyznałam. Chłopak zaczął się śmiać. Po chwili przyłączyłam się do niego.
-A jak trafiłaś do domu? - tego pytania chciałam uniknąć.
-Wiesz, w końcu zapytałam się jakiejś starszej kobiety o drogę... - kłamałam. Tak bardzo tego nie lubiłam. Federico jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu, a ja go okłamuję. Westchnęłam cicho.
Kiedy znaleźliśmy się na parkingu szkolnym, wysiadłam z samochodu. Dzisiejszy dzień miał być lekki, niestresujący i miły, ponieważ Leona nie będzie w szkole. Pewnym krokiem weszłam do szkoły. Zobaczyłam stojące na korytarzu Ludmi, Naty, Larę, Cami i Fran. Szybko do nich podbiegłam.
-Hej dziewczyny! - powiedziałam i przytuliłam każdą z przyjaciółek.
-Hej Vilu, skąd taki dobry humor? - zapytała Ludmiła.
-Nie mam pojęcia. - odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Już niedługo biwak, co ze sobą bierzecie? - spytała Naty. Po jej słowach kompletnie odpłynęłam. Ponownie zaczęłam myśleć o Leonie. O tym, co ma zamiar mi powiedzieć. Co mam zrobić, żeby do tego nie dopuścić? Co ja zrobię bez Fede? Te i inne pytania znajdowały się w mojej głowie. Nagle z rozmyślań wyrwała mnie Cami.
-Vilu! Halo?! - mówiła, pstrykając palcami przed moją twarzą.
-Tak?  - byłam kompletnie zdezorientowana.
-Pytałam się, z kim będziesz w namiocie? -powiedziała Camila.
-A! Wiecie, nie zastanawiałam się jeszcze. A ile osób może być w  jednym namiocie?
-Po 3.
-A wy już się zastanawiałyście?
- W sumie to nie. -odpowiedziała Fran.
-A kto ma namiot? - zapytałam.
-Ja i Naty - stwierdziła Francesca.
- W sumie jest mi bez różnicy z kim będę spała.
-Ok. Więc na przykład w jednym będę ja, Cami i Lara, a w drugim ty, Ludmi i Naty. - zaproponowała Fran.
-Jasne. -przytaknęłam. Nagle przyszedł Diego.
-Hej dziewczyny. - przywitał się z nami. Jednak jego wzrok ciągle był skierowany na mnie. Trochę mnie to krępowało, ale po chwili nie zwracałam już na to uwagi.
-O czym rozmawiacie? - zapytał.
-Ustalamy, kto z kim będzie spał podczas biwaku. - oświadczyła Ludmi. - A wy już ustaliliście?
-Tak. Ja będę z Leonem, Maxi z Andresem,,,-mówił, lecz przerwała mu Fran.
-Ty z Leonem?! Nie rozumiem, przecież na każdym wyjeździe był w pokoju z Mikiem.
-Tak ustaliliśmy. Wiesz, ostatnio Leon spędza bardzo mało czasu z Mikiem i resztą. Ogólnie jakoś się zmienił. To nastąpiło mniej więcej po rozpoczęciu roku szkolnego. Na wakacjach nie był jeszcze taki. - oznajmił Diego.
Jeśli teraz jest nie do wytrzymania, przynajmniej moim zdaniem, to jaki był wcześniej?! - pomyślałam. Nagle zadzwonił dzwonek i ruszyliśmy w kierunku sali. Tak jak oświadczył mi wczoraj Verdas, nie było go dzisiaj w szkole. W sumie, nie przeszkadzało mi to, nawet byłam z tego zadowolona. Obiecałam też sobie, że dzisiaj nie pójdę do niego na tor.
Lekcje minęły spokojnie. Środa to dzień tygodnia, który jest prawie tak miły jak piątek, ponieważ świadczy o minionej połowie tygodnia. Dzisiaj miałam też mało lekcji, bo tylko 6. Gdy wróciłam do domu była 15:00. Ani rodziców, ani Federico jeszcze nie było. Przywitałam się z Olgą, która krzątała się po kuchni. Potem poszłam do swojego pokoju. Tam odrobiłam lekcje. Nagle usłyszałam dzwonek do  drzwi. Po chwili Olga zawołała.
- Violetto, ktoś do ciebie!
Szybko zbiegłam na dół. Przy wejściu stał Diego. Uśmiechnęłam się szeroko i mocno go przytuliłam.
-Diego, co ty tutaj robisz?
-Przyszedłem, aby zaproponować ci coś. - spojrzałam na niego pytająco. - A więc, Leon poprosił mnie, abym po szkole przyszedł na tor. Dziewczyny też idą, stoją pod twoim domem. Idziemy mu pokibicować. Nie wiem czy wiesz, ale dzisiaj są najważniejsze zawody w jego całej karierze. - Dobrze o tym wiedziałam, bo wczoraj ogłosił to komentator, ale udałam, że nie.
-Nie wiedziałam..
-Wiesz, możesz pójść z nami, ale nie zamienić z nim ani słowa. Po prostu spędzisz trochę czasu z nami. - oznajmił. Trochę się wahałam. Ostatecznie, w mojej głowie pojawiło się więcej argumentów za niż przeciw. Pomimo mojej dzisiejszej obietnicy o nie pojawieniu się na torze,  powiedziałam:
-Dobra. Ale proszę, pomóż mi go nie spotkać. Ok? - prosiłam.
-Nie ma sprawy. - przytaknął.
-Poczekaj tu minutkę, skoczę tylko po telefon i portfel, ok? - chłopak potrząsnął twierdząco głową. Szybko pobiegłam do pokoju. Chwyciłam potrzebne mi rzeczy i wróciłam do salonu.
Po chwili byliśmy już przed domem.
-Vilu! - krzyknęły z radością dziewczyny.
Potem ruszyliśmy w kierunku toru. Całą drogę rozmawialiśmy o biwaku. Nic nie mówiłam, jednak ciągle myślałam.
-Vilu, czemu nic nie mówisz? -zapytała Natalia.
-Słucham was. -próbowałam się wykręcić. Lekko się uśmiechnęłam.
Po 10 minutach marszu, byliśmy na miejscu. Usiedliśmy na widowni. Za chwilę miał się zacząć wyścig. Diego i dziewczyny postanowili pójść do Verdasa i życzyć mu powodzenia. Nie chciałam wyjść na dziewczynę strojącą fochy, więc poszłam razem z nimi. Jednak trzymałam się z tyłu. Nagle grupa przyjaciół znalazła szatyna. Przyglądałam się im z bezpiecznej odległości. Pomimo tego, słyszałam co mówili.
-Leon, chcemy ci życzyć powodzenia! - powiedziała Naty.
-Dziękuję, że przyszliście. To jest dla mnie naprawdę ważne. - oznajmił szatyn.
-Pamiętaj, że dla nas jesteś najlepszy. - ciągnęła Camila.
-Pomimo wyniku, jaki dzisiaj osiągniesz. - dodał Diego.
-Ale oczywiście wierzymy w ciebie i twoje możliwości - powiedziała Ludmiła.
-Naprawdę wam dziękuję! - podziękował. Następnie wszyscy go przytulili. Słuchając ich rozmowy, nigdy nie pomyślałabym, że szatyn jest tak okropną osobą. To prawda, przy nich był inny, prawdziwy.
Nagle, nie wiem dlaczego, ale zaczęłam iść w kierunku znajomych. Leon mnie nie widział, za to Diego tak. Chłopak spojrzał na mnie pytająco. Lekko się do niego uśmiechnęłam.
-Na co tak patrzysz ? - zapytał szatyn. Po chwili mnie zobaczył. - Violetta? - spytał z niedowierzaniem. Podeszłam do nich.
-Cześć. - przywitałam się. Jednak sposób w jaki to zrobiłam, nie należał do najmilszych.
- My może was zostawimy.. -zaproponowała Fran. Spojrzałam na nią wrogim wzrokiem.
- Tylko się nie pozabijajcie, dobra? - powiedział ze śmiechem Diego. Po chwili już ich nie było.
-Vilu, co ty tutaj robisz? - spytał patrząc mi głęboko w oczy. Ja jednak unikałam jego wzroku.
-Z chęcią bym ci odpowiedziała, ale sama nie wiem... -tłumaczyłam. Nie kłamałam. Ostatnio działałam zbyt pochopnie, pod wpływem impulsów. Chłopak spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Nie rozumiem.,,
-Ja też nie. - nasza rozmowa była dziwna, lekko mówiąc. Chłopak zaśmiał się cicho. Na jego policzkach pojawiły się dołeczki. Nigdy wcześniej nie zwróciłam na to uwagi.
-Vilu, musimy porozmawiać... - zaczął spokojnie. Starał się nie wywołać u mnie złości.
-Ale chyba nie teraz? -powiedziałam przestraszona.
- Nie teraz, ale już niedługo. - jeszcze kilka dni temu byłam gotowa się z nim o to kłócić, ale nie dziś.
-Nie chce z tobą o tym rozmawiać, ale szczerze mówiąc nie mam już sił ciągle uciekać przed tobą.
Po moich słowach, na twarzy Verdasa pojawił się delikatny uśmiech. Spojrzałam na niego zmęczonym wzrokiem.
-Życzę ci powodzenia. - oznajmiłam z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Dziękuję. -odpowiedział Leon. Nagle naszą rozmowę przerwała pewna blondynka. Przybiegła i zaczęła całować szatyna. Patrzyłam na to z wytrzeszczonymi oczami pełnymi zdziwienia i niedowierzania. Delikatnie potrząsnęłam głową.
-Nie przeszkadzam wam. - powiedziałam i odeszłam.
Idąc ku widowni, czułam na sobie wzrok chłopaka. Jednak nie oglądałam się za siebie. Kiedy znalazłam przyjaciół, podeszłam do nich i usiadłam na zajęte mi miejsce.
Po chwili zaczął się wyścig. Leon cały czas był na prowadzeniu. Kibicowanie było naprawdę wciągające. Cały czas krzyczeliśmy i klaskaliśmy. Gdy szatyn, jako pierwszy przekroczył linię mety, zaczęliśmy skakać i krzyczeć. Uśmiechy nie schodziły nam z twarzy.
Szybko poszliśmy w kierunku Leona. Mężczyźni zaczęli go podrzucać. Uśmiechałam się sama do siebie.
Kiedy większość osób już pogratulowała chłopakowi, nadszedł czas na naszą grupę. Na nasz widok, Leonowi powiększył się uśmiech.
-Leon! Wygrałeś. - krzyknęła Fran. Po chwili przytuliła Verdasa.
-Leon, wiedziałem, że to wygrasz. Jesteś najlepszy. - mówił Diego. Potem przytulił go. Zaraz po nim, dokonały tego Naty, Lara, Ludmi i Cami.
Kiedy przyszła pora na mnie, powiedziałam.
-Gratuluję.
- Dziękuję. - mówił bardzo dokładnie, jakby były to najważniejsze słowa w jego życiu. Potem posłałam mu delikatny uśmiech.
-To co, idziemy świętować? -zaproponował Diego.
-Tak! - powiedzieli razem.
-Jasne, tylko się przebiorę, ok? - wyjaśnił Leon.
-Spoko. Violetto, idziesz z nami? -spytała Ludmi.
-Nie, dziękuje. Wrócę do domu. - wyjaśniłam.
-Jesteś pewna? - dopytywała Fran.
-Tak, życzę wam dobrej zabawy. Do jutra! - rzuciłam i ruszyłam w kierunku domu.
Po pewnym czasie byłam na miejscu. Spojrzałam na zegarek. Była 18:15. Weszłam do kuchni. Byli tam rodzice.
-Cześć. - przywitałam się.
-Cześć córciu. Jak ci minął dzień? Dlaczego nie było cie na obiedzie? - dopytywała mama.
-A więc, dzień minął mi dobrze. A na obiedzie nie byłam dlatego, bo poszłam z koleżankami na miasto. - wytłumaczyłam. Następnie chwyciłam jabłko i poszłam do siebie.
Gdy byłam już w sypialni, usiadłam na parapecie. Przyglądałam się zabieganym ludziom. Na ich twarzach nie widziałam uśmiechu. To smutne. Żyje się tylko raz. Nie powinno się marnować czas na żale. Po chwili pomyślałam o sobie i o swoich ostatnich dniach, które albo przepłakałam, albo byłam w złym humorze. Szybko odwołałam to, co myślałam. Ja marnowałam swój czas na użalanie się nad sobą i swoim losem.
Siedziałam tak 20 minut. Po chwili zagrzmiało. Szybko odskoczyłam od okna i czym prędzej zeszłam na dół. Cała rodzina siedziała i oglądała jakiś film. Postanowiłam do nich dołączyć. Na zewnątrz trwała nawałnica. Było bardzo ciemno. Cały czas byłam na dole. Bałam się być sama.
Nagle zgasły wszystkie światła. Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się śmiać. Kompletnie nic nie było widać, świeciliśmy telefonami. Tata poszedł zobaczyć, czy awaria wystąpiła tylko u nas. Kiedy wrócił, oznajmił, że na całej ulicy nie ma światła.
Szczerze mówiąc, podobało mi się to. Nikt nie miał sposobu ucieczki, gdyż internet i TV nie działały. Olga i mama rozstawiły po całym domu świece. Było pięknie. Przy rodzicach nie bałam się burzy, więc czułam się swobodnie. Wiedziałam, że przy nich nic mi nie grozi. Po chwili Olga zaprosiła nas na kolację. Całą rodziną usiedliśmy przy stole i świecach. Jedliśmy i rozmawialiśmy. Po posiłku ponownie przenieśliśmy się do salonu. Spojrzałam na zegarek. Była 19:45. Federico poszedł na górę. Po minucie pojawił się z gitarą. Uśmiechnęłam się do siebie. Zawsze kiedy byliśmy mali i nie było światła, tata lub mama grali nam na gitarze. Razem śpiewaliśmy piosenki. Uwielbiałam to. Niestety, działo się to coraz rzadziej, ponieważ od czasu, kiedy mieliśmy po 7 lat nastąpił duży postęp techniczny i prąd był praktycznie zawsze.
Chłopak usiadł na kanapie i zaczął grać melodię. Zaraz potem ja, mama i tata dołączyliśmy do niego, śpiewając. Nigdy nie miałam wątpliwości co do mojej umiejętności śpiewania. Było tak, gdyż moi rodzice pięknie śpiewali i to po nich odziedziczyłam ten talent.
Wieczór minął bardzo przyjemnie. Potem rozeszliśmy się. Burza już ustała, ale nadal nie było światła. Wzięłam więc 2 świece i ruszyłam do pokoju. Przedtem pożegnałam się z rodzicami i Fede.
Potem wzięłam prysznic i umyłam włosy. Niestety, nie mogłam ich wysuszyć. Kiedy byłam gotowa do spania, położyłam się wygonie na łóżku. Przyglądałam się płomieniowi świecy, stojącej na szafce nocnej. Kiedy poczułam, że zaczynam odpływać, zgasiłam ją i zasnęłam.



xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx






HEJKA :D 
I jak wam się podoba nowy rozdział? 
Czy wam też się wydaje, że Vilu zaczyna się przekonywać do Verdasa?
:P

Następny pościk dzisiaj późnym wieczorem lub jutro ;)

Życzę miłego weekendu kochani <3

PAMIĘTAJCIE, ZOSTAWCIE KOMENTARZ!

KOCHAM
CAŁUJĘ 

 _Ola_



czwartek, 15 października 2015

Rozdział 11 : "Zmieniłaś zdanie?"

KOCHANI! 
Nie wiem czy zauważyliście, ale blog osiągnął już ponad 1 000 wyświetleń! Wow :) 
Nie spodziewałam się, że tak się stanie, a przynajmniej nie tak szybko! 
Oczywiście to nie jest moja zasługa, tylko Wasza! To Wy wchodzicie tu i czytacie moje posty. To Wy mnie wspieracie i motywujecie do pisania :* 
Jeszcze raz Wam dziękuję za każdy mały ( z Waszej strony ), a ogromny dla mnie gest w postaci komentarza! 
Kocham Was mocno! 
Całuję :* :* :* 
Oleczka :) 
 Chce jeszcze wytłumaczyć sprawę z dodawaniem postów. 
Jak pewnie zauważyliście dzisiaj dodałam 2 :P 
Robię to, ponieważ nie wiem czy znajdę na to czas w przyszłym tygodniu ( ale będę się starała) 
A mam wolne dzisiaj i juro, więc robię co mogę :* 
I daje mi to ogromną przyjemność. 
Cieszcie się póki możecie i macie czym :) 

-----------------------------------

Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam spać. Znudzona ciągłym rozmyślaniem spojrzałam na zegarek. Była 3:00, a mi kompletnie nie chciało się spać. Od jakiegoś czasu w ogóle siebie nie rozumiem. Myślałam, że dotyczy to tylko sprawy z Leonem, ale sięgnęło to wyższego stopnia. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Spać mi się nie chciało, ale nie mam zamiaru tez rozmyślać o wiadomo kim. Wzięłam więc książkę, którą zaczęłam czytać już jakiś czas temu. Ponownie bardzo mnie wciągnęła. Ale tym razem przebiłam samą siebie, bo z lektury wyrwał mnie dźwięk budzika, co oznaczało, że jest 7:00! Zdezorientowana postanowiłam się trochę przewietrzyć. Wyszłam więc na balkon. Głęboko oddychałam. Po 10 minutach wróciłam do pokoju. Bałam się patrzeć w lustro. Z pewnością wyglądałam jak potwór z podkrążonymi oczami. Jednak kiedy weszłam do łazienki i odważyłam się w nie spojrzeć, naprawdę się zdziwiłam. Wyglądałam normalnie! To cud ! Z tego powodu na mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przemyłam twarz zimną wodą, co jeszcze bardziej mnie orzeźwiło.. Potem się pomalowałam i związałam włosy w luźny kok. Następnie poszłam do garderoby, by wybrać sobie idealny komplet. Padło na białe spodnie z wysokim stanem i czarny crop top. Kiedy się ubrałam i włożyłam buty, nałożyłam "ciężki", złoty naszyjnik. Potem zeszłam na dół. Przy stole nikogo nie było. Poszłam więc do kuchni. Tam zobaczyłam rodziców. Oni mnie nie widzieli. Mama stała przy kuchence i coś mieszała, za to tata stał tuż za nią. Całował ją po szyi i mocno przytulał. To było urocze, ale po głowie wciąż chodziły mi moja dawne przekonania co do miłości. W sumie teraz nie mam o tym zdania. I tak, jak na razie nie doświadczam miłości żadnego chłopaka, więc po co nad tym myśleć.
Cofnęłam się do salonu. Nie wiedziałam co mam zrobić. Głupio było mi im przerywać. Na pewno ja, jaki i oni, czułabym się niezręcznie. Postanowiłam, że zacznę coś śpiewać, tak jak to bywało zazwyczaj kiedy schodziłam po schodach. Wyjątkiem był dzień, w którym nie miałam dobrego humoru. Niestety te dni zdarzały się coraz częściej. Cofnęłam się na górę. Po minucie zaczęłam śpiewać jakąś melodię. Potem zeszłam na dół. Pewnym krokiem weszłam do kuchni. Mama wciąż stała przy kuchence, za to tata siedział na krześle barowym i przeglądał coś na tablecie.
-Dzień dobry.- powiedziałam.
-Witaj córeczko - odpowiedział mi tata. Podeszłam do niego i ucałowałam go w policzek. Następnie podeszłam do kobiety i zrobiłam to samo.
-Jak minęła ci noc? - zapytał mężczyzna. Gdybym opowiedziała całą historię z dzisiejszej nocy, pewnie rodzice zadawaliby mi dużo pytań. Musiałam więc skłamać.
- Dobrze, a wam?
- Nie najgorzej. - oznajmiła mama.
Potem wszyscy usiedliśmy przy stole w jadalni. Po 10 minutach pojawił się Federico.
-Hej wszystkim! - powiedział i przysiadł się.
- Witaj synku. odpowiedziała mama. - Jak ci się spało?
-Dobrze. Dziękuję. - odpowiedział.
Po posiłku poszłam umyć zęby. Następnie chwyciłam torbę z książkami i udałam się w kierunku auta brata.
Po 15 minutach jazdy byliśmy już na parkingu. Potem razem weszliśmy do szkoły. Nagle ktoś uszczypnął mnie w bok. Przerażona szybko się obróciłam. To była Ludmiła.
-Ludmiła! - krzyknęłam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Hej Vilu. Cześć Federico. - przywitała się z nami.
-Cześć. Zostawiam was same. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Po chwili już go przy nas nie było. Od razu spojrzałam na dziewczynę. Ta odprowadzała Fede wzrokiem. Wyglądała tak, jakby zaraz miała go zjeść.
-Ludmi! - powiedziałam pstrykając jej palcami przed oczami.
-Tak? - ocknęła się. Zaczęłam się śmiać. - O co ci chodzi Vilu? - zapytała zdezorientowana. Spojrzałam na nią pytająco.
-Ludmiła, będziesz ze mną szczera? -zapytałam.
- Oczywiście.
-Ok, a więc... Czy podoba ci się Fede?
- Co? - zapytała niewinnie. - O czym ty mówisz Vilu! - powiedziała.
-No przyznaj się... - ciągnęłam. Po chwili poruszałam śmiesznie brwiami. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
-No może trochę... - przyznała się.
-Wiedziałam. -  oznajmiłam i chwyciłam koleżankę za rękę. Razem poszłyśmy pod salę. Gdy zadzwonił dzwonek weszliśmy do pomieszczenia. Ku mojemu zdziwieniu, ani przed, ani w sali nie było Verdasa. Usiadłam na swoje miejsce. Następnie do sali weszła nauczycielka fizyki. Sprawdziła obecność. Leon nie było  dzisiaj w szkole. Postanowiłam zapytać się kogoś dlaczego. Najbliższą mu osobą był Mike. Stuknęłam chłopaka siedzącego przede mną w plecy. Ten się obrócił.
-Tak maleńka? - po tych słowach pożałowałam, że zwróciłam na siebie jego uwagę.
-Czy wiesz co się dzieje z Leonem? -  zapytałam, gdyż nie mogłam się już wycofać.
-Ma dzisiaj zawody.- powiedział i odwrócił się, bo nauczycielka zwróciła mu uwagę.
Przecież dzisiaj mamy próbę z zajęć wokalnych! Wystawił mnie! Czułam, że się gotuję. Całą lekcję myślałam nad tym, jak by tu zaradzić. Z jednej strony byłam zła, bo nic mi nie powiedział o swojej nieobecności. Za to z drugiej strony uniknęłam śpiewania i dyskutowania z nim o romantycznej piosence.
Kiedy usłyszałam dzwonek wstałam z miejsca. Wychodząc z sali za rękę złapał mnie Diego.
-Nie przywitasz się dzisiaj ze mną? - zapytał udając obrażonego. Lekko się zaśmiałam. Kiedy znaleźliśmy się na korytarzu, przytuliłam go mocno.
-Witaj Diego. - powiedziałam cicho z wtuloną w jego tors twarzą.
-Dzień dobry Vilu...- przywitał się i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Zachowywaliśmy się, jakbyśmy byli parą. Ale nie obchodziło mnie zdanie innych. Gdy już się od siebie oderwaliśmy, ruszyliśmy w kierunku sali matematycznej. Chciałam wykorzystać okazję i wypytać chłopak o zawody Leona.
-Wiesz, dzisiaj mieliśmy interpretować i śpiewać te piosenki... A z tego co widzę nie ma Leona. Wiesz może czemu go nie ma w szkole? - zapytałam udając obojętność.
-Wiesz, podobno ma dzisiaj jakieś zawody.
-Ale cały dzień?
-Tak. Jak mnie pamięć nie myli, to trwają od 8:00 do 17:00. - powiedział.
-Aha, Leon jest w tym dobry?
-Jest genialny. Bardzo go za to podziwiam. Chłopak rewelacyjnie tańczy, śpiewa, plus jeszcze jeździ na motorze.
-Tylko szkoda, że jest tak okropnym człowiekiem... - powiedziałam cicho, sama do siebie. Niestety Diego to usłyszał.
-Cóż, nikt nie jest idealny. Ale teraz i tak jest lepiej. Kiedyś był naprawdę okrutny, chamski i egoistyczny. Leon się zmienił. I to bardzo.
-Od jak dawna go znasz?
- Od 6 lat. Kiedy się poznaliśmy, byliśmy jeszcze mali. Wiesz, jako osoba, która spędziła z nim kawał czasu, uważam, że się zmienił. Chociaż na początku naszej znajomości nie było łatwo. - powiedział. - Uważam, że wystarczy go bliżej poznać, aby się o tym przekonać. On udaje kogoś innego przy swoich kumplach. Za to przy mnie, Fran, Ludmi i reszcie, jest innym człowiekiem. Może kiedyś się o tym przekonasz.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek. Weszliśmy do sali. Matematyka minęła spokojnie. Kolejne lekcje też. Jednak ja cały czas myślałam o Verdasie.
Kiedy nadszedł czas lekcji muzyki, ponownie usiedliśmy w kółku. Przez krótką chwilę miałam nadzieję, ze Leon jednak się zjawi. Tak się niestety nie stało. Nauczycielka powiedziała, że musimy się spotkać na własną rękę i nadrobić to, czego nie zrobiliśmy dzisiaj. Kobieta pozwoliła mi tez pójść do domu, bo nie widziała sensu siedzenia tu bezczynnie. Tak też zrobiłam. Pożegnałam się z przyjaciółmi i wyszłam ze szkoły. Napisałam do Fede, że wróciłam wcześniej. Szłam sobie chodnikiem, wdychałam świeże powietrze. W pewnym momencie obok mnie przejechał motor. Momentalnie pomyślałam o szatynie. Nie wiem dlaczego, ale postanowiłam pójść na tor wyścigowy, odnaleźć go i powiedzieć mu, jak bardzo mi przykro, że mnie wystawił. Biegiem ruszyłam w kierunku domu. Gdy już tam byłam, rzuciłam torbę na podłogę w salonie, chwyciłam telefon i wyszłam.
Szłam pewna siebie. Planowałam, co mu powiedzieć. Po dzisiejszym dniu w szkole czułam się wypoczęta. Może dlatego, że nie widziałam się z szatynem? Nie rozumiem... Na siłę chciałam zepsuć sobie dzień?! Po co szłam na tor? Tego nie wiedziałam, ale byłam tak zdeterminowana i nakręcona, że nic nie było w stanie mnie zatrzymać. Po 10 minutach drogi byłam już na miejscu. Wszędzie było pełno ludzi. Słyszałam dźwięki motorów. Rozglądałam się, szukałam Verdasa. Niestety, nigdzie go nie było. Nagle natknęłam się na jakąś dziewczynę. Przyjrzałam się jej bliżej. To ta sama dziewczyna, dzięki której poznałam szatyna. To ta, która podbiegła do niego i powiedziała : " Gratulacje Leon. Jestem z ciebie taka dumna.." .
-Kogoś szukasz? - zapytała niemiło.
-Tak, Leona. wiesz może gdzie jest? - starałam się być miła.
- A ty to kto?
-A co ci do tego? Wiesz gdzie jest, czy nie? - wkurzyłam się.
-Spokojnie maleńka... Leon teraz się ściga.  - powiedziała.
- Dzięki. - posłałam jej udawany uśmiech i poszłam w stronę widowni.
Gdy znalazłam sobie miejsce, usiadłam i obserwowałam jeżdżące w kółko motory. Nagle któryś z nich przejechał linię mety. Przez głośnik dobiegł głos komentatora.
-Tak! Verdas ponownie zwycięża półfinały krajowe! Wystarczy, że jutro wygra, a będzie na pierwszym miejscu w tabeli! Brawo! - krzyczał mężczyzna.
Wow. Szatyn jest bardzo dobry. Na pewno miał dobry humor, przecież wygrał zawody. A ja chciałam mu nawtykać, za to, że mnie nie wystawił. Długo się nad tym zastanawiałam. W końcu postanowiłam, że porozmawiam z nim i opowiem co mnie zabolało. Siedziałam jeszcze 30 minut. Leon mnie nie widział. Byłam zbyt daleko. Ja też nie widziałam go dokładnie. Jadnak wiedziałam gdzie jest. Był tam, gdzie wszyscy ludzie. Z pewnością mu gratulowali. Minęła godzina. Wówczas ostatnia osoba gratulowała Leonowi. Zeszłam z widowni i poszłam w kierunku szatni chłopaka. - Tam na pewno go spotkam- pomyślałam. Po chwili byłam już na miejscu. Obróciłam się przodem do zachodu słońca. Za mną znajdowała się szatnia. Widok był naprawdę piękny. Przymknęłam oczy. Wdychałam orzeźwiające powietrze. Robiło się już chłodno. Spojrzałam na telefon. Była 17:50. - Gdzie on jest? - pomyślałam. Lekko się denerwowałam, chciałam już wracać do domu, bo ciemniało. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Verdasa.
-Violetta? - zapytał. Szybko się obróciłam w jego stronę.  - Co ty tu robisz? - był zaskoczony moja obecnością. Szczerze mówiąc, ja tez nie wiedziałam co tam robię.
-Hej  - powiedziałam sucho. - Przyszłam, bo nie było cie w szkole i mnie wystawiłeś... - zaczęłam. Chłopak podszedł do mnie. Staliśmy twarzą w twarz. - Leon, nie wiem czy pamiętasz, ale dzisiaj mieliśmy ćwiczyć piosenkę. Nie miałabym ci za złe twojej nieobecności, gdyby nie to, że mi nic nie powiedziałeś! Przez to, teraz musimy spotkać się w tygodniu i nadrobić zaległą lekcję! - mówiłam.
-Przepraszam, ale wypadło mi to z głowy. - powiedział. W tym momencie jego słowa nabrały podwójną wartość. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie zabolało to co powiedział. Wówczas uważałam, że oświadczył w ten sposób swój brak szacunku do mnie i to, że nasz wspólny projekt jest dla niego mało ważny. W rzeczywistości pewnie tak nie było. Możliwe, że wypadło mu to z głowy, bo był przejęty wyścigiem. Niestety, wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy.
- Aha. Jasne! Nie ma sprawy! - powiedziałam jak obrażone dziecko. Chłopak się zaśmiał. Mi nie było do śmiechu. - Rozumiem, że to jest bardzo śmieszne. - powiedziałam.
-Śmieszne jest to jak się zachowujesz. - powiedział z uśmiechem. Potrząsnęłam głową i westchnęłam.
- Widzę, że nie mamy o czym rozmawiać. Cześć. - rzuciłam w jego stronę i ruszyłam w kierunku domu. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Szłam już pół godziny. W końcu przyznałam przed samą sobą. - Zgubiłam się. I co ja miałam zrobić? Telefon mi się rozładował, nawet nie wiem, która jest godzina. Kompletnie nie poznaje miejsca, w który się znajduje. Bezczynnie szłam przed siebie. Było już zimno i ciemno. Nagle usłyszałam dźwięk jakiegoś pojazdu. Spojrzałam w prawo. Obok mnie zatrzymał się jakiś motor. Z jednej strony bałam się, że to Leon. Za to z drugiej miałam nadzieję, że to on, ponieważ go przynajmniej znałam.
Po chwili chłopak zdjął kask. Moim oczom ukazał się Verdas. Kiedy go zobaczyłam obróciłam się w przeciwnym kierunku i szłam dalej. Oczywiście on podjechał do mnie. Zgasił motor. Była kompletna cisza.
-Vilu, co ty tutaj robisz?
-Nie widzisz!? Spaceruje! - krzyknęłam.
-Sama i o tej godzinie? - zapytał z niedowierzaniem. Po czym wstał z motoru i podszedł do mnie. - Violetto, przyznaj, że się zgubiłaś.. - powiedział z lekkim uśmieszkiem.
- Po moim trupie! - odpowiedziałam.
-Nie zaprzeczaj... Oboje wiemy, że tak się stało.- mówił spokojnie. - Chodź. Podwiozę cie. -powiedział wskazując motor.
-Chyba sobie żartujesz! Nigdzie z tobą nie jadę! - krzyczałam.
- Jak sobie chcesz. - powiedział i wsiadł na motor. Po chwili odpalił silnik. - No to cześć. - powiedział.
- Poczekaj.  - wycedziłam.
- Zmieniłaś zdanie? - zapytał rozbawiony. Westchnęłam i usiadłam za nim. Lekko go objęłam i przyłożyłam głowę do jego pleców. Nagle ruszyliśmy. Po 5 minutach motor się zatrzymał. Rozluźniłam uścisk. Następnie zeszłam z motoru i odgarnęłam kosmyk włosów z twarzy.
-Violetto, jutro nie będzie mnie w szkole. - oznajmił.
-Miło mi, że to mówisz- posłałam mu udawany uśmiech. - Dzięki za podwózkę. - obróciłam się w kierunku posesji.  - A, zapomniałabym. - obróciłam się w jego stronę. - Gratuluję wygranej. - Następnie wróciłam do domu. Na moje szczęście rodziców jeszcze nie było. Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na zegarek. Była 21;00. Szybko zjadłam jabłko i ruszyłam na górę. Weszłam jeszcze na chwilę do Fede. Później odrobiłam lekcje i przygotowałam się do snu.
Nie minęło 10 minut, a ja już spałam.






***********************************************************************************










Jest :) 
Kolejny pościk dodany!
Mam nadzieję, że Wam się podoba. 
Następny pojawi się jutro. 

Coraz bliżej biwak... 
Jak myślicie, co się na nim wydarzy?
Może pojawi się Leonetta?! 
Tego jeszcze nie wiecie :D 
Ale się dowiecie. 

Do następnego 
{ OLA }


:* 

KOMENTUJCIE <3

Rozdział 10 : "Nigdy ci nie zaufam..."

K O M E N T U J C I E - M O T Y W U J C I E 
:*

Była niedziela. Kiedy się obudziłam, była 14:00. Otworzyłam oczy. Były zapuchnięte, bo przed snem płakałam. Plus poszłam późno spać. Nie miałam ochoty na nic. Cicho westchnęłam. Obróciłam się na drugi bok. Spojrzałam na parapet, na którym jakiś czas temu siedziałam i płakałam. Płakałam przez Verdasa. Tylko ani on, ani ja nie wiemy dlaczego. Przecież nic dla mnie nie znaczy. Nie jest dla mnie nikim ważnym. Czy stało się tak, ponieważ przypomniały mi się sceny z dzieciństwa? Czy może dlatego, że przez krótką chwilę myślałam, że się zmienił, a on jednak tego nie zrobił? Sama nie wiedziałam o co chodzi moim uczuciom i emocjom. Przeciągnęłam się lekko i wstałam. Chwyciłam szlafrok i zeszłam na dół. Salon, jadalnia i kuchnia błyszczały. Nigdy nie pomyślałabym, że była tu impreza. Otworzyłam lodówkę. Wybrałam sobie kilka owoców i zrobiłam sałatkę. Następnie ją zjadłam. Moje myśli błądziły między Leonem a imprezą.
Po skończonym posiłku pozmywałam po sobie. Potem ruszyłam na górę. Miałam zamiar przeleżeć cały dzień. Tak też zrobiłam. Nudziłam się, oglądałam coś w TV, pisałam z Sarą, rozmawiałam z Federico. Teoretycznie robiłam wiele, ale praktycznie to nic konkretnego. Wieczorem się wykąpałam i spakowałam do szkoły. Wolałam nie myśleć o nadchodzącym poniedziałku. Na moje szczęście szybko zasnęłam.

Poniedziałek - dzień znienawidzony przez wszystkich na całym świecie. To dzień rozpoczynający nowy tydzień, dzień w którym wszystko się zaczyna od nowa. Czy w moim przypadku tez tak będzie? Tego nie wiedziałam. Wstałam o 7;00. Szybko się odświeżyłam. Potem poszłam do garderoby. Wybrałam białą spódniczkę i różową koszulkę z krótkim rękawem i kołnierzykiem. Poszłam się ubrać. Wyprostowałam włosy. pomalowałam się i użyłam perfum. Następnie włożyłam buty i chwyciłam torbę z książkami. Po chwili byłam już na dole. W jadalni siedział Federico.
-Hej Vilu.
-Cześć. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. Po chwili dosiadłam się do brata. Jedliśmy śniadanie, kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Mój wzrok przeniósł się do salonu. Zobaczyłam w nim rodziców.
-Dzieci! - krzyknęłam mama, jakby nie widziała nas pół wieku. Kobieta podbiegła do mnie i mocno przytuliła. -Vilu, kochanie... - mówiła. Po chwili podeszła do Fede i też go przytuliła. - Fede, syneczku.... - mówiła, całując chłopaka w głowę.
- Mamo, proszę cię... nie widziałaś nas kilka dni. - oznajmił.
- Ale ja się bardzo stęskniłam.- wytłumaczyła mama.
- Kochanie, zaraz go udusisz! - powiedział rozbawiony tata. Kobieta wypuściła Federico z uścisku.
Potem zjedliśmy wspólnie śniadanie. Po posiłku poszłam umyć zęby. Następnie razem z bratem pojechaliśmy do szkoły.
Na parkingu było mnóstwo ludzi. Tak bardzo nie chciałam spotkać Leona. Nagle, wbrew mojej woli zaszkliły mi się oczy. Bałam się, że Federico to zobaczy, więc ciągle patrzyłam w szybę. Kiedy wysiedliśmy, razem ruszyliśmy w kierunku wejścia. Rozdzieliliśmy się dopiero, gdy znaleźliśmy się pod salą, w której miałam lekcję. Chłopak przytulił mnie na pożegnanie. Wzięłam głęboki wdech. Potem wypuściłam powietrze. Nagle usłyszałam głos Diego.
-Vilu! - krzyczał.  Obróciłam się i go zobaczyłam. Od razu się uśmiechnęłam. Kiedy był blisko mnie, powiedział - Witaj piękna. - puścił do mnie oczko. Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech. Przy Diego zapominałam o Verdasie, a poza tym bardzo go lubiłam. Mogłabym przebywać z nim 24 godziny przez 7 dni w tygodniu. Uwielbiałam go.
-Witaj. - odpowiedziałam.
-Coś tak czuję, że potrzebujesz przytulenia. - powiedział i momentalnie mnie przytulił. Wtuliłam się w chłopaka. Mogłabym tak stać cały dzień. Niestety, zadzwonił dzwonek. Oderwałam się od Diego. Nagle zobaczyłam, że za nim stoi Verdas i przygląda się nam. Szybko spojrzałam na przyjaciela. Posłałam mu ciepły uśmiech. Po chwili weszliśmy do klasy. Głośno przełknęłam ślinę. Rozejrzałam się po sali. Verdas siedział już na swoim miejscu. Szłam patrząc w podłogę. Chciałam uniknąć jego wzroku. Jego cudownych, zielonych oczu. Po kilku sekundach stałam przy ławce. Wyciągnęłam książki i usiadłam na krześle. Nagle do sali weszła nauczycielka. Była bardzo zdenerwowana. Od razu zaczęliśmy pisać notatkę. Była to biologia. Po dzwonku szybko wybiegłam z sali. Stałam przy ścianie, czekając na przyjaciółki. Po chwili dołączyły do mnie.
-Hej Vilu, jak się masz? - spytała Natalia.
-Dobrze. Dziękuję. A co u was?
- Ok. -odpowiedziały równocześnie. Potem poszłyśmy pod następną salę.
Lekcje mijały spokojnie. Jednak zawsze kiedy patrzyłam na Leona miał on twarz pełną żalu. Może naprawdę żałował swoich słów? Tego nie wiedziałam.
Kiedy nastał czas przerwy na lunch, razem z dziewczynami ruszyłam do baru. Idąc, zobaczyłam, że przy jednym ze stołów siedział Leon wraz ze swoją paczką. Na jego kolanach za to, znajdowała się blondynka. Dziewczyna całowała go po szyi i szeptała mu coś do ucha. Byłam strasznie zniesmaczona. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Patrzyliśmy na siebie przez kilka sekund. Po chwili blondynka zaczęła go całować w usta. Jednak on cały czas na mnie patrzył. Wywróciłam teatralnie oczami i potrząsnęłam głową. Oderwałam wzrok od pary.
Kiedy kupiłam koktajl z truskawek postanowiłam ruszyć w kierunku dziewczyn, które siedziały na końcu stołówki. Lecz gdy obracałam się w ich kierunku, natrafiłam na Leona. Na moje nieszczęście cały koktajl wylałam na jego bluzkę. Nie wiedziałam co mam robić.
-Przepraszam, zagapiłam się - wycedziłam, nie patrząc mu w oczy. Szybko wyjęłam chusteczkę i zaczęłam wycierać napój z koszulki chłopaka. Pomimo materiału, z jakiego zrobione było ubranie i warstwy chusteczki doskonale czułam mięśnie szatyna. Energicznie pocierałam ubrudzony materiał. Nagle moją dłoń chwycił szatyn. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Ten tylko potrząsnął głową i odszedł ode mnie. Zdezorientowana ruszyłam w kierunku przyjaciółek. Kiedy już siedziałam na swoim miejscu, dziewczyn zaczęły się śmiać.
- O co wam chodzi? - spytałam.
- Żałuj, że nie widziałaś miny Verdasa, kiedy wylałaś na niego koktajl! Genialne!- powiedziała Fran. Ja jednak nie żałowałam tego. W zasadzie to się cieszyłam. Mogłabym zacząć płakać lub robić coś równie głupiego.
Po przerwie na lunch, poszłyśmy do sali tanecznej. To były nasze pierwsze zajęcia w nowym roku szkolnym. Poszłyśmy do szatni i przebrałyśmy się w wygodne, sportowe ubranie. Gotowe ruszyłyśmy w kierunku sali ćwiczeń. Tam, była już cała nasza klasa. Rozejrzałam się po sali. Na jednej z ścian znajdowało się wielkie lustro. Nagle do pomieszczenia wszedł nauczyciel.
-Dzień dobry! - powiedział.
-Dzień dobry - odpowiedzieliśmy razem.
- Na dzisiejszych zajęciach nie będziemy jeszcze tańczyć. Za to, poćwiczymy nad zaufaniem do drugiej osoby. - oznajmił mężczyzna. - Ale na początku się rozgrzejemy. Leon, poprowadzisz dziś rozgrzewkę. - powiedział wskazując na szatyna.
-Jasne - usłyszałam głos chłopaka. Nie minęło kilka sekund, a on już stał przed lustrem. Cała klasa ustawiła się w szachownicę. Stałam w drugim rzędzie. Dokładnie przyglądałam się Verdasowi, który wykonywał liczne ćwiczenia. Był bardzo rozciągnięty... i przystojny?
Potem nauczyciel oznajmił:
- A teraz połączcie się w pary. - Po tych słowach poczułam, że moje serce szybciej bije. Bałam się, że będę w parze z szatynem.
- Ale jak mamy się dobrać? - zapytał Maxi.
-Może w takie pary, w jakich śpiewacie wspólną piosenkę? Myślę, że to będzie dobry pomysł. Podczas śpiewania również jest potrzebne zaufanie. - powiedział. Nie mogłam się ruszyć. Będę w parze z Leonem. Moje oczy ponownie się zaszkliły. - Co ze mną jest?! - pomyślałam.
-Ty jesteś Violetta? - nauczyciel zwrócił się do mnie.
-Tak.
-A z kim jesteś w parze?
-Z Leonem - z trudem wypowiedziałam to imię.
-To bardzo dobrze. Myślę, że to jest odpowiedni partner dla ciebie. - powiedział z entuzjazmem nauczyciel. Po chwili odszedł. Stanął na środku sali i pokazał nam ćwiczenie. Polegało ono na tym, że jedna osoba obraca się tyłem do drugiej. Następnie opada ona do tyłu. Osoba stojąca za nią, łapie ją. W parach mieszanych, opada dziewczyna. - Potem pokaże wam kolejne ćwiczenie. Na razie wykonajcie to.- Po tych słowach powoli obróciłam się do tyłu. Wiedziałam, że tam stoi szatyn. Cały czas patrzyłam w ziemie. - Co ty wyprawiasz Vilu! Nie daj mu się! Bądź twarda! - pomyślałam. To podniosło mnie trochę na duchu. Odważyłam się więc spojrzeć przed siebie. Zobaczyłam Verdasa, opartego o ścianę i przeglądającego coś na telefonie. Nagle chłopak odłożył telefon i spojrzał ciepło na mnie. Powoli podszedł do mnie. Z każdym jego krokiem moje serce biło coraz mocniej. Jednak cały czas patrzyłam mu w oczy. Po kilku sekundach chłopak znajdował się przede mną. Patrzył z zaciekawieniem. Pewnie dziwił się, że jeszcze nie spuściłam wzroku. Ja tez się sobie dziwiłam. Nagle podszedł do nas nauczyciel
-Wiecie co robić? - zapytała nas. Szybko spojrzałam na mężczyznę.
-Tak - odpowiedzieliśmy wspólnie.
- No to do roboty! - krzyknął i odszedł od nas. Ponownie spojrzałam na Leona. Chłopak patrzył na mnie pytającą.
- Wykonujemy to ćwiczenie? - zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy. Westchnęłam. - Myślę, że powinnaś się obrócić do mnie tyłem. - oznajmił.
- Jasne.
- A jeśli chodzi o wczoraj...Violetto ja naprawdę..
-Przestań! - krzyknęłam. - Nie chce o tym gadać. Przynajmniej teraz. Powoli obróciłam się tyłem do Verdasa. Jednak stałam jak wryta. Bałam się. Nagle poczułam na karku jego oddech.
-Violetto musisz opaść do tyłu... - zaczął. Szybko odskoczyłam i obróciłam się twarzą do niego
-Ale ja nie potrafię! Nie ufam ci! - powiedziałam. Chłopak patrzył na mnie z troską. Westchnął. Po chwili podszedł do mnie. Byliśmy blisko siebie.
- Vilu, chociaż spróbuj... -kontynuował. Ja przeczącą potrząsnęłam głową.
-Nie potrafię ci zaufać...- powiedziałam z żalem na twarzy.
Nagle podszedł do nas nauczyciel.
-No i jak? Zrobiliście ćwiczenie?- zapytał. Spojrzeliśmy na siebie.- Rozumiem, że nie. Daję wam 5 minut. Jak nie, to sobie porozmawiamy. - zagroził i odszedł. Spojrzałam na chłopaka.
- Zróbmy to.- wycedziłam i obróciłam się tyłem do Verdasa. Po chwili szepnął mi do ucha.
-Violetto, zaufaj mi.
-Nigdy ci nie zaufam. Teraz mam tylko nadzieję, że mnie złapiesz. - chłopak westchnął.
-Nie bój się. Złapię cie. - dalej mi szeptał. Po chwili ode mnie odszedł. Głęboko odetchnęłam.
- Ok Vilu. - powiedziałam cicho, sama do siebie - Dasz radę.
Po chwili opadłam. Oczywiście, Leon mnie delikatnie złapał. Chwycił mnie tak, jakbym była szklaną, drogocenną szkatułką, która spada na ziemię. A jeśli chociaż skrawkiem dotknie ziemi, rozbije się na milion kawałeczków, których już nigdy się nie poskleja. Tak też było z naszą relacja. Jeśli Verdas by mnie nie złapał, mógł na zawsze zapomnieć o mnie.
Chłopak ujął mnie za ramiona, bardzo delikatnie. Po chwili pomógł mi wstać. Nie obróciłam się do niego. Wciąż stałam plecami do chłopaka. Nagle ponownie poczułam jego oddech na moim karku.
-Było tak strasznie? -zapytał, jednak dobrze wiedział, że nie dostanie odpowiedzi.
Po chwili nauczyciel wytłumaczył nam kolejne ćwiczenie. Polegało ono na tym, że jedna osoba leży na ziemi. Druga za to, trzyma nogi blisko siebie i skacze przez tułów osoby leżącej. Osoba, która leży na podłodze, musi zaufać tej drugiej, że ta nie skoczy na jego brzuch lub inną część ciała.
W naszej parze osobą lezącą był Leon. Położył się na podłodze i uśmiechnął się do mnie. W sumie nie wiem czy tego ćwiczenia bardziej bałam się ja czy on. Myślę, że ja. - A jeśli zrobię mu krzywdę.?- pomyślałam. Odetchnęłam. Jednak to nic mi nie pomogło. Patrzyłam na Leona. Głośno przełknęłam ślinę. Chłopak chyba zauważył strach w moich oczach.
-Violetto, ufam ci. Spokojnie. - te słowa i tak mi nie pomogły. Stałam i patrzyłam na niego jak głupia.
-Leon, a jeśli coś ci się stanie? - zapytałam. Chłopak zaczął się śmiać.
-Wiesz, myślę, że nawet jeśli byś mi coś zrobiła, to okazałoby się to dla ciebie ogromną przyjemnością. - powiedział rozbawiony.
-Przestań! Nawet tak okropnej osobie, jaką jesteś ty, nie chcę zrobić krzywdy! - powiedziałam ze złością.
-Dobra Vilu. Wierzę w ciebie i ci ufam. Dasz radę. - powiedział z troską w głosie. Tym razem trochę mi to pomogło. Podeszłam bliżej chłopaka.
-Jesteś pewien?
-Tak. - odpowiedział.
Zebrałam w sobie wszystkie siły i wykonałam zadanie. Szczerze mówiąc nie było ono takie straszne. Nie wiem czego się bałam. Kiedy skończyłam, uśmiechnęłam się do siebie. Następnie Leon wstał.
-A nie mówiłem. ? - zapytał z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Tak, miałeś rację. - wycedziłam i ruszyłam w kierunku dziewczyn. Po zajęciach poszłyśmy do szatni. Tam się przebrałyśmy i odświeżyłyśmy. Następne lekcje mijały spokojnie.
Po szkole wróciłam do domu z Francescą i Naty. Kiedy byłam już na miejscu wszyscy siedzieli przy stole. Przywitałam się z nimi i zjadłam obiad. Następnie poszłam do swojego pokoju. Tam odrobiłam lekcje i spakowałam się na juto.
Kiedy zegar wskazywał 19:00, mama zawołała mnie na kolacje. Szybko zbiegłam ze schodów. Podczas posiłku opowiadaliśmy sobie nawzajem o swoim dniu. Potem poszłam się wykąpać. Umyłam włosy i zmyłam makijaż. Przebrana w piżamę wskoczyłam do łóżka. No i wtedy zdałam sobie sprawę, że w piątek wyjeżdżam na biwak. To nie byłoby nic strasznego, gdyby nie to, że jadę tam wraz z Verdasem. Na samą myśl o nim zaszkliły mi się oczy. Pomyślałam też o dzisiejszych zajęciach z tańca. Sama siebie nie rozumiałam. Podczas rozmowy przed drugim ćwiczeniem, zapomniałam o wszystkim, co mnie od Leona odpychało. Co się dzieje? To jest nielogiczne. Ja tez mieszam mu w głowie. Raz jestem na niego cięta, a następnym razem w miarę miła. Jednak ja mam wytłumaczenie na swoje zachowanie, a on nie.
Myślałam o tym około 15 minut. Następnie zanurzyłam się w błogim śnie.


===========================================================================









Witajcie :) 
Jak Wam się podoba nowy post? 
Jak myślicie, co będzie się działo na biwaku?
<3


Odzyskałam LAPTOPA :) 
Kolejny post pojawi się dzisiaj lub jutro :) 
Cóż, korzystam z tego, że mam na czym pisać. :*
Jeśli macie jakieś uwagi lub pomysły, proszę napiszcie je w komentarzach :) 
Mam coś zmienić? - napisz to ;) 

KOMENTUJCIE KOCHANI !

Do następnego posta 
" OLA "

środa, 14 października 2015

Rozdział 9 : "Bo tak!"

Kochani! Dziękuję za piękne i bardzo motywujące komentarze :*
Post dedykuję
Mellon Mell <3
Dziękuję, że jesteś i mnie wspierasz :*

Komentujcie !!!


No i nadszedł upragniony weekend. W sobotę wstałam o 9:00. Wyspana, pełna sił, gotowa na nowy dzień ruszyłam do garderoby. Dzisiaj postanowiłam zająć myśli ćwiczeniami, bieganiem. Ogólnie rzecz biorąc sportem. Z półki wzięłam więc sportowy stanik oraz legginsy do biegania. Potem poszłam do łazienki. Ubrałam się, odświeżyłam, związałam włosy i lekko pomalowałam. Następnie zeszłam na dół. W jadalni siedział Fede.
-Hej Vilu!
-Cześć Fede - odpowiedziałam z entuzjazmem. Nie gniewałam się już na niego. Moim dzisiejszym postanowieniem było : NIE MYŚLEĆ O LEONIE. Nie wiem dlaczego, ale czułam się szczęśliwa i wesoła. Na mojej twarzy znajdował się ogromny uśmiech. Nie powinno tak być, ponieważ gdzieś z tyłu głowy miałam wkodowane imię Leon. A ja nie potrafiłam sobie tego odkodować. Na szczęście, jak na razie nie zmarnowałam żadnej sekundy na rozmyślanie o przystojnym szatynie. Usiadłam przy stole, na którym było przygotowane śniadanie.
 - Gdzie są rodzice? - zapytałam przyglądając się pustym krzesłom.
- Musieli wyjechać w delegację do innego miasta. Wrócą w poniedziałek.- oznajmił
-I nic mi nie powiedzieli ?! -krzyknęłam.
-Chcieli, ale mama uznała, że zbyt słodko spałaś. - powiedział udając mamę. Westchnęłam cicho.
-Vilu, nie wiem jak ty, ale ja mam pewien pomysł.
-Jaki?
-Moglibyśmy zorganizować domówkę.
-A Olga i Ramallo?
-Olga jest chora i będzie dopiero w poniedziałek, a Ramallo dzisiaj nie pracuje. -oznajmił.
-No więc opowiedz mi szczegóły. -powiedziałam poruszając brwiami. Chłopak się zaśmiał.
- Więc, za jakieś 3 godziny pojedziemy do sklepu. Kupimy tam jedzenie, napoje. Ty zaprosisz swoich znajomych, a ja swoich. Możemy też napisać na FB. Bo przecież im więcej osób tym lepsza impreza. - powiedział.
-Wiesz, nie jestem tego taka pewna... -oznajmiłam. Lubię imprezy, ale z doświadczenia wiem, że kończą się ona albo bójką, albo ogromnym bałaganem, albo naćpanymi lub napitymi ludźmi. Na mojej twarzy pojawił się chyba strach, bo Fede powiedział:
-Spokojnie Vilu, niczym się nie martw. Jedyne co będziesz musiała zrobić, to pomóc mi zorganizować. Ok?
-No dobra. - odpowiedziałam i zaczęłam jeść płatki.
Po śniadaniu postanowiłam poćwiczyć. Włączyłam więc filmik z ćwiczeniami na mięśnie brzucha. Ćwiczyłam pół godziny. Następnie napiłam się wody i obmyłam twarz. Potem wróciłam do sypialni i chwyciłam telefon. Sprawdziłam wszystkie możliwe portale społecznościowe. Zaraz potem z szuflady wyjęłam słuchawki i zeszłam na dół.
- Gdzie idziesz Violetto?
-Idę pobiegać. Będę za godzinę. Pa! - i wyszłam z domu. Kiedy opuściłam posesję włożyłam do uszu słuchawki i wybrałam moją ulubioną play listę. Z tego co pamiętałam, w parku jest wiele osób biegających, więc nie będę czuła się dziwnie. Zaczęłam biec. Kiedy znalazłam się w parku, biegałam po wyznaczonych alejkach. Uwielbiałam to robić. Pozwalało to (przynajmniej w moim przypadku) zapomnieć o problemach, a przy okazji spalić trochę kalorii. W pewnym momencie przebiegałam obok pięknego drzewa. Z zadziwienia aż się zatrzymałam. Było to drzewo wiśni. Wszędzie fruwały białe płatki. Wzięłam głęboki wdech. Pachniało tu kwiatami. Przymknęłam oczy by nacieszyć się tą beztroską, przyjemną chwilą. Wówczas leciała piosenka Ed'a Sheeran'a "Photograph". No i niestety w tym momencie pomyślałam o Verdasie. Postanowiłam więc zmienić piosenkę. Kiedy moim uszom doszła inna melodia, zdecydowałam pomyśleć o czymś innym. Wybrałam temat imprezy. Główkowałam nad tym, co będziemy robić. Czy tańczyć, śpiewać, a może grać w butelkę. ? Tego pewnie dowiem się podczas domówki.
Nagle z rozmyślań wyrwało mnie uderzenie. Ktoś walnął mnie w ramie. Szybko się obróciłam. Był to mężczyzna. Niestety nie widziałam jego twarzy, bo się nawet nie obrócił. Nie wspomnę o przeproszeniu mnie.
-Uważaj jak biegasz! - krzyknęłam. Jednak to nie pomogło. No i wówczas, jak to ja, nie mogłam tego tak zostawić. Szybko pobiegłam za chłopakiem. Gdy już byłam blisko niego szarpnęłam go za ramię.
-Poczekaj! - krzyknęłam. Chłopak się zatrzymał i odwrócił w moją stronę. I właśnie w tym momencie stanęłam jak wryta. Moim oczom ukazał się Verdas.
 - Leon..-zaczęłam
-Violetta? - wydawał się być bardzo zdziwiony. Szybko wyjął słuchawki z uszu. -Mówiłaś coś?
-Tak! Uderzyłeś mnie jak biegłeś! I nawet nie przeprosiłeś! -krzyczałam.
-Przepraszam, ale zamyśliłem się. - oznajmił. Westchnęłam. -Nic ci nie jest?
-Nie, dziękuję za troskę. - powiedziałam z ironią.
-Viola..- zaczął. Wiedziałam, że ponownie chce ze mną porozmawiać.
-Nic nie mów! -krzyknęłam.
-Nie! Violetta! Koniec tego, mam dosyć! Musisz ze mną porozmawiać! - on też krzyczał. Czułam, że teraz już nie ucieknę. Lecz nagle zadzwonił mój telefon. Szybko spojrzałam, kto do mnie dzwoni. Był to Federico.
-Przepraszam. - powiedziałam do szatyna i odebrałam. - Tak Fede? -spytałam.
-Violetto, gdzie jesteś!? Mieliśmy jechać na zakupy, a ciebie nie ma od ponad 2 godzin!
-Przepraszam, coś mnie zatrzymało. - wówczas spojrzałam wrogo na Verdasa.
-Wracaj już, ok?
-Jasne już wracam. - mówiłam to patrząc pewnie w oczy Leona. Po chwili się rozłączyłam. - Przepraszam, ale muszę wracać do domu. - oznajmiłam. Chłopak westchnął kręcąc przecząco głową.
-Nie Viola! Nigdzie nie idziesz!
-Nie rozkazuj mi! - krzyknęłam i na moment spojrzałam na nagi tors Leona. Ależ on boski...- Koniec Viola!-  pomyślałam. - Cześć - rzuciłam w jego stronę i pobiegłam w przeciwnym kierunku. Dobrze wiedziałam, że moment naszej szczerej rozmowy jest coraz bliżej. Leon już się denerwuje. Nigdy nie daję mu dojść do słowa.
Po 10 minutach szybkiego biegu, byłam już w domu. Szybko poszłam wziąć prysznic. Następnie założyłam zwiewną, białą sukienkę, gdyż na zewnątrz było bardzo ciepło. Włożyłam buty i zeszłam na dół. Na parterze nikogo nie było, więc wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz. Po chwili siedziałam już w aucie brata. Ruszyliśmy.
W sklepie kupiliśmy przekąski, napoje, alkohol. Potem wróciliśmy do domu i wszystko rozpakowaliśmy. Następnie napisaliśmy do naszych znajomych, że organizujemy imprezę. Miałam wielką nadzieję, że Verdas nie dowie się o domówce. Nie miałam ochoty go widzieć. Potem pomogłam bratu wszystko rozstawić i przygotować muzykę.
Wszystkich zaprosiliśmy na 19;00. Po chwili postanowiłam zacząć przygotowania, gdyż była 16;00. Umyłam włosy i mocniej się pomalowałam. Następnie weszłam do garderoby. - Co by tu założyć?- myślałam. Ostatecznie zdecydowałam się na złote, cekinowe szorty z wysokim stanem i luźną, białą koszulę. Z wybranym zestawem ruszyłam do łazienki. Tam się ubrałam, wysuszyłam włosy i pokręciłam je lokówką. Poprawiłam jeszcze pomalowane wcześniej usta. Praktycznie byłam gotowa. Wyszłam z łazienki. Użyłam perfum i założyłam naszyjnik od rodziców. Kiedy spojrzałam na zegarek była 17:40. Miałam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam pomalować paznokcie. Przed tą czynnością założyłam buty. Malowanie paznokci zajęło mi około 30 minut. Potem zeszłam na dół. Wszystko było już gotowe. Zerknęłam na telefon. Była 18;15. Było jeszcze sporo czasu. Postanowiłam, że zadzwonię do rodziców. Lepiej teraz, niż podczas imprezy. Szybko wybrałam numer mamy. Po kilku sygnałach kobieta odebrała.
-Tak?
-Cześć mamo! Co u was?
-O! Witaj Vilu, u nas wszystko dobrze. Mamy dużo pracy. Od rana siedzimy w papierach. - oznajmiła.
-A w jakim mieście jesteście? - zapytałam.
-Nie znasz. To miasto na drugim końcu kraju. - kiedy to powiedziała ulżyło mi.
-Aha.
- Co u was?
-U nas wszystko dobrze. Nudzimy się trochę. A kiedy wracacie?
-Jak wszystko będzie dobrze, to w poniedziałek rano. - po tych słowach na mojej twarzy pojawił się uśmiech. - Jesteście zdrowi? W razie jakiegoś wypadku dzwońcie do Ramallo! - mówiła z troską. 
-Jesteśmy cali i zdrowi mamo! Nie martw się. - uspokajałam kobietę. Nagle do salonu wszedł Fede. -Mamo, musze już kończyć. Uważajcie na siebie. Pa! Kocham cie.- zakończyłam rozmowę.
Chłopak usiadł obok mnie.
-Fede, mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, że ja nie będę sprzątała po twoich pijanych kolegach!
-Spokojnie Vilu. To są dorośli ludzie, którzy znają granice...- zaczął. Po chwili spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Oboje wiedzieliśmy, że to nieprawda. Potem pogadaliśmy jeszcze chwilę. Następnie cicho puściliśmy muzykę. Nagle naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Spojrzałam na telefon. Była 19;00. To pewnie pierwsi goście.
Federico poszedł otworzyć drzwi. Wówczas zobaczyliśmy Ludmi, Fran, Larę, Naty i Cami. Wyglądały bosko. Szybko wstałam z kanapy i podbiegłam do nich. Mocno je przytuliłam i zaprosiłam do środka.
-Dziewczyny poznajcie się. To mój brat Fede. - mówiłam wskazując na brata.
-Fede, to są Camila, Fran, Lara, Naty i Ludmiła. -zwróciłam się do brata.
-Hej dziewczyny. - chłopak przywitał się z każdą z moich przyjaciółek.
-W czymś wam pomóc? - spytała Camila
-Wiesz, mogłybyście pomóc mi przynieść napoje z kuchni do jadalni. - zaproponowałam.
-Jasne. - odpowiedziały.
Kiedy rozstawiałyśmy napoje, przyszło wiele ludzi. Byli to przyjaciele Fede. Z moich znajomych zawitał Mike ze swoimi kumplami. Bardzo dokładnie się przyglądałam tej paczce, ale nie zauważyłam ich "wodza", którym był Leon. Ulżyło mi. Byłam w kuchni i nakładałam przekąski, kiedy nagle poczułam na karku jakiś oddech. Szybko się obróciłam. Moim oczom ukazał się Mike. Byłam przerażona.
-Hej Violetto.... -zaczął.
-Cześć- rzuciłam cicho.
-Miło tu u ciebie...- powiedział. Po chwili ujął dłonią mój policzek. Szybko się wyrwałam i ruszyłam w kierunku salonu. Odchodząc pokazałam mu środkowy palec. - Co za dupek- pomyślałam. Jeszcze niedawno myślałam tak o Leonie. Czy teraz też tak uważam.? Nie mam pojęcia. Dosyć myślenia o nim na dziś! Kiedy byłam w salonie, wszyscy już tańczyli. Uśmiechnęłam się. Po chwili podeszły do mnie dziewczyny.
-Chodźmy w jakieś cichsze miejsce..- zaproponowała Fran. 
-Jasne, chodźmy do mojego pokoju. - oznajmiłam. Od razu ruszyłam w kierunku schodów. Gdy szłam, czułam na sobie wzrok Mike. Westchnęłam cicho. Tak bardzo mnie wkurzał. Po chwili byłyśmy już u mnie. Dziewczyny rozsiadły się wygodnie na łóżku, pufie, podłodze i krześle. Ja usiadłam na parapecie.
-Vilu, co się dzieje między tobą a Verdasem.?- zapytała Ludmiła.
-Wiesz..- nie wiedziałam jak się wykręcić. Na szczęście ktoś zapukał do drzwi. Powiedziałam „proszę”. Wówczas zobaczyłam Diego. Uśmiechnęłam się i podbiegłam do niego. Przytuliłam go.
-Hej Diego!
-Cześć Vilu. Hej dziewczyny. - przywitał się.
Po chwili wypuścił mnie z uścisku.
-Muszę ci powiedzieć, że zorganizowaliście super imprezę. Ludzie na dole bawią się wyśmienicie.- rzekł.
-Cieszę się. - powiedziałam cały czas uśmiechając się do Diego. Chwilę później do pokoju wszedł Fede.
-Hej Diego! - przywitał się.
-Cześć.- odpowiedział Diego.
-Dziewczyny, nie siedźcie tutaj. Na dole jest mega impreza. - powiedział.
Posłuchałyśmy go i ruszyłyśmy na dół. Trochę potańczyłyśmy, ale Mike zaczął mnie wkurzać, więc wzięłyśmy swoje napoje i poszłyśmy do kuchni. Tam rozmawiałyśmy. Na moje szczęście Ludmi nie poruszyła ponownie tematu Verdasa. Impreza trwała już 45 minut. Wszyscy sie dobrze bawili.
Kiedy tak rozmawiałyśmy ktoś zadzwonił do drzwi. Dzwonek był ledwie słyszalny. Szybko przeprosiłam koleżanki i poszłam otworzyć.
W tym momencie wszystko zostało przekreślone, wszystko, cały mój udany wieczór.
-Leon? - powiedziałam z niedowierzaniem.
-Hej Vilu.- chłopak wyglądał szaleńczo przystojnie! Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Lecz w miarę szybko się otrząsnęłam.
-Co ty tu robisz?! - powiedziałam z wyrzutem.
-Federico mnie zaprosił... - zaczął. - Wpuścisz mnie? -zapytał . Patrzyłam na niego. Czułam, że ta noc nie będzie należała do udanych.
-Jasne. - powiedziałam i otworzyłam szerzej drzwi. Chłopak wszedł do domu. Mijając mnie uśmiechnął sie lekko. Po chwili zamknęłam drzwi, a raczej nimi trzasnęłam. Byłam wkurzona. Wzięłam kilka wdechów i wydechów. Potem wróciłam do kuchni.
-Vilu, co się stało.? -zapytała Naty.
-Przyszedł Leon... - zaczęłam. Dziewczyny od razu wiedziały o co mi chodzi.
-Violetto, nie daj mu się... A wracając..- zaczęła Ludmi. Wiedziałam, że chce kontynuować temat Leona, który poruszyłyśmy w moim pokoju. Musiałam jakoś zareagować.
-Dziewczyny, chodźcie potańczyć! - powiedziałam. Te momentalnie poderwały się z miejsc. Po chwili byłyśmy już w salonie. Niektórzy tańczyli, niektórzy pili, niektórzy siedzieli i rozmawiali. A niektórzy obściskiwali się i całowali... Chwila, chwila. Cofnęłam swój wzrok na osoby wymienione jako ostatnie. Przyjrzałam się bliżej. Westchnęłam. To był Verdas. Całował się namiętnie z jakąś dziewczyną, którą pierwszy raz widzę a oczy. Ona opiera się o ścianę, on do niej przylega. Wywróciłam oczami. Miałam zamiar dobrze się bawić. Weszłam więc w tłum tańczących ludzi. Razem z dziewczynami tańczyłyśmy, śpiewałyśmy i śmiałyśmy się. Potem postanowiłam pójść z Fran do  mojego pokoju, by poprawić sobie makijaż. Byłyśmy tam 10 minut, kiedy nagle muzyka zamilkała. Ze zdziwieniem spojrzałam na koleżankę. Po chwili usłyszałyśmy.
-Vilu, Fran! Schodźcie! Gramy w butelkę.! - usłyszałam głos Federcio. Od razu ruszyłyśmy na dół. Wiedziałam, że nie obejdzie się bez tej gry. W salonie było zapalone światło. Dopiero teraz zauważyłam jak dużo ludzi przyszło. W tłumie zauważyłam też Verdasa.
Kiedy byłyśmy już na dole, usiadłyśmy w kółku.
-A wiec gramy tradycyjnie. Na pytania i zadania. - rzekł Fede.
-Ok- przytaknęli .
Zaczęliśmy grę. Pytania i zadania były naprawdę różne. Pytali o pierwszą miłość, pocałunek, seks. Kazali się pocałować, przytulić, zrobić coś głupiego.
Przyszedł czas na jednego z kumpli Mika. Chłopak zakręcił butelką. Na moje nieszczęście wskazała mnie. Serce zaczęło mi szybciej bić. Nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Nie wiedziałam też, która opcja jest lepsza. Pytanie czy zadanie. W końcu zdecydowałam.
-Co wybierasz piękna? - zapytał z głupkowatym uśmieszkiem.
-Zadanie. - odparłam.
-Ok.... a więc- zaczął rozglądać się po innych, siedzących w kole. Jego spojrzenie zatrzymało się na Leonie, który znajdował się po drugiej stronie okręgu. - Wstań, podejdź do Leona. Następnie usiądź na nim okrakiem i zrób mu na szyi malinkę.- powiedział z szyderczym uśmiechem. Wiedział, że nie lubię Verdasa. Zrobił to specjalnie. Serce biło mi jak szalone. Nie wiedziałam co mam zrobić. Dyskretnie spojrzałam na Leona. Chłopak siedział po turecku i się śmiał. Wszyscy zaczęli klaskać i wykrzykiwać moje imię. - Dam redę. - pomyślałam. Dla mnie to nic nie znaczyło. - Zadanie jak każde inne – próbowałam sobie to wytłumaczyć.
Jeszcze raz spojrzałam na twarze innych. Wszyscy patrzyli na mnie i mnie dopingowali. Wzięłam głęboki wdech  i wydech. Po chwili wstałam. Pewnie podeszłam do Leona, siedzącego na podłodze. Chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. Ja tez nie wierzyłam w to co miałam za chwilę zrobić. Myślałam, że serce zaraz mi wyskoczy.
Cały czas patrzyłam na chłopaka z góry. Nie miałam wyjścia. Musiałam to zrobić. Zrobiłam krok w stronę Leona. Teraz moje nagi znajdowały się za nogami chłopaka. Po chwili przykucnęłam, tym samym zniżając się. Wówczas siedziałam już okrakiem na nogach Verdasa. Nasze twarze były blisko siebie. Czułam jego oddech. Moja twarz nie wskazywała żadnych uczuć. Po chwili ujęłam dłońmi szyję  chłopaka i przekręciłam głowę. Już nie patrzyłam mu w oczy. I w tym momencie przyłożyłam moje czerwone usta do jego szyi. Przyssałam się, inaczej przecież nie mogłabym zrobić mu malinki. Po kilku sekundach oderwałam się od Verdasa. Spojrzałam na miejsce, w którym przed chwilą spoczywały moje wargi. Było zaczerwienione. Przejechałam po nim kciukiem. Następnie oderwałam dłonie od jego szyi i wyprostowałam się. Robiąc malinkę czułam przepiękny zapach jego perfum. Jego skóra była bardzo ciepła i miękka. Następnie spojrzałam na chłopaka. Jego twarz również nie wskazywała żadnych uczuć. Szybko wstałam i wróciłam na swoje miejsce. Moje serce juz się uspokoiło. Wszyscy bili mi brawo. Spojrzałam na Ludmiłe. Była bardzo zdziwiona. Potem graliśmy jeszcze pół godziny. Wówczas ani razu nie spojrzałam na Verdasa.
Po zabawie ponownie zaczęliśmy tańczyć. Minęła godzina lub dwie. Zachciało mi się pić. Poszłam więc do kuchni, by nalać sobie napoju. Przez otwarte drzwi widziałam, że chłopaki piją alkohol. Obok nich siedział Leon. Jednak on nie pił. Nie wiem dlaczego, ale byłam coraz bliższa dania szansy na wytłumaczenie wszystkiego Leonowi. Szybko oderwałam od niego swój wzrok i nalałam sobie soku. W kuchni nie było nikogo oprócz mnie. A przynajmniej wtedy tak myślałam.
-Violetta. - powiedział chłopak. Bardzo dobrze znałam ten głos. To był Leon. Nie obróciłam się, dlatego on podszedł do mnie. Stanął obok mnie i wpatrywał się we mnie. Ja na niego nie patrzyłam. Swój wzrok wbiłam w blat wyspy kuchennej. Chłopak nalał sobie napoju.
-Nie pijesz? – zapytałam, wciąż nie patrząc mu w oczy.
-Nie dziś. Przyjechałem motorem. -oznajmił.
-Aha. - powiedziałam. Nastała cisza. Chciałam wyjaśnić to zajście podczas gry w butelkę. Jednak on był szybszy.
-Vilu, co do tego zadania.. - zaczął. Nie wiedziałam co chce mi powiedzieć, więc wtrąciłam się.
-Właśnie. Chcę ci powiedzieć, że ono kompletnie nic dla mnie nie znaczyło. To nie zmienia niczego między nami. Jasne?- powiedziałam szybko. Chłopak wywrócił oczami. Nagle zobaczyłam za nim dziewczynę , z którą się całował. Postanowiłam to wykorzystać i mieć ostatnie słowo. - Chyba już wszystko wyjaśniliśmy,  prawda  ? - nie poczekałam na odpowiedź. - Myślę, że ktoś ma nadzieję, że dzisiejsza impreza skończy się w łóżku.. - powiedziałam i wskazałam palcem na dziewczynę stojącą za nim. Szybko wyminęłam tych dwojga i ruszyłam do salonu. Byłam z siebie dumna.
W pewnej chwili spojrzałam na zegarek. Było 2;00 w nocy. - Ale czas szybko leci- pomyślałam. Tyle rzeczy wydarzyło się w tak krótkim czasie. Kiedy rozmyślałam, tańczyłam razem z dziewczynami. Bardzo dobrze się bawiłam. W pewnym momencie zaczęliśmy tańczyć w parach. Co chwile je zmienialiśmy. Utrudnieniem było to, że mieliśmy zawiązane chustką oczy. Dopiero w momencie, w którym DJ ( w tym przypadku kolega z mojej klasy) pozwoli nam na to, mogliśmy ją zdjąć. Było to zazwyczaj w połowie piosenki, czasami trochę później. Na początku tańczyłam z Maxim, potem z Fede, Diego, Andresem, kolesiem z paczki Verdasa. Muzyka była różna. Leciały piosenki wolne i szybkie. Po chwili skończyła się piosenka. Z grzeczności podziękowałam chłopakowi, z którym tańczyłam. Zaraz potem założyłam chustkę. DJ włączył wolną muzykę. Chodziłam i "szukałam". Nagle z kimś się zderzyłam. Pomyślałam, - Dlaczego by z nim nie zatańczyć. On chyba pomyślał to samo, bo w pewnym momencie jago dłonie znalazły się na mojej talii. Po chwili lekko przyciągnął mnie do siebie. Nie wiem kto to był, ale lekko przyłożyłam głowę to jego klatki piersiowej. Nie wiem też dlaczego, ale czułam się bardzo bezpiecznie. Chłopak czasami przesuwał swoje dłonie lekko w górę. W pewnym momencie wciągnęłam powietrze. Skądś znałam ten zapach. Ale wówczas nie chciałam o tym myśleć. Chłopak tańczył naprawdę dobrze. Uśmiechałam się sama do siebie.
Nagle DJ powiedział, że możemy zdjąć chustki. Kiedy to zrobiłam, bardzo tego pożałowałam. Musiałam wytężyć wzrok, aby cokolwiek zobaczyć, bo było bardzo ciemno. Osoba, z którą tańczyłam przed chwilą to Leon!
-Leon?!
-Violetta..-moje serce zaczęło szybciej bić. Staliśmy twarzą w twarz. Inni nadal tańczyli, my jednak staliśmy wpatrzeni w siebie. Przełknęłam głośno ślinę. On jest taki przystojny. Nie wiedziałam co powiedzieć. To dlatego znałam te perfumy. Potrząsnęłam przecząco głową i uciekłam. Nie wiedziałam co robię, ale tak już się stało. Pobiegłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi. Usiadłam na łóżku. Nagle ktoś zapukał. Jak zawsze powiedziałam "proszę". Pożałowałam tego. Błyskawicznie do pokoju wszedł szatyn.
-Co ty ode mnie chcesz? - krzyknęłam
-Violetto, czemu uciekłaś? - zapytał. W sumie, ja też nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam.
-Nie ważne...-powiedziałam to, bo nic innego nie wpadło mi do głowy.
-Przestraszyłaś się mnie? -powiedział z rozbawieniem w glosie.
-Naprawdę śmieszne Leon! - krzyknęłam
-No to czemu?!
-Bo tak! - powiedziałam jak małe, niedojrzałe dziecko. Chłopak był jeszcze bardziej rozbawiony. spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
-Violetta! Zachowujesz się jak dziecko!- powiedział rozbawiony.
-Ja!?
-Tak, ty! Co to w ogóle za odpowiedź: "Bo tak"?
-Wiesz,  na pewno jestem bardziej dojrzała niż ty! - wciąż krzyczeliśmy na siebie.
-Podaj jakiś argument!
-Chcesz?! Dobra! Jesteś egoistycznym dupkiem! Krzywdzisz innych! Bawisz się ich naiwnością! Ta dziewczyna, którą dzisiaj całowałeś. Na pewno liczy na coś więcej. A ty bawisz się jej słabością do ciebie! Myślę, że już od dawna nie liczysz, która to z kolei. Jesteś okropny i niedojrzały!
-O, proszę cię! Myślę, że z chęcią byłabyś na miejscu jednej z nich...-powiedział. Spojrzałam na niego ze złością.
-Że co proszę?! Na ich miejscu? Nigdy. Zejdź mi z oczu! -wskazałam na drzwi. Chłopak jakby nagle zdał sobie sprawę, ze rani mnie swoimi słowami.
-Violetta, przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć...
-Wyjdź! - krzyknęłam.- Myślałam, że czujesz jakiś żal. Że chcesz mi wszystko wytłumaczyć.. A ty co? Obrażasz mnie i uniżasz do poziomu twoich dziewczyn, czy kim są tam one dla ciebie... Nienawidzę cie. Tak zawsze było i będzie. Przez ten cały czas mieszałeś mi w głowie... Ja, głupia, w pewnym momencie ci uwierzyłam.. Byłam gotowa cie wysłuchać.- nagle z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Nie wiem dlaczego. Przecież on mnie tylko obraził, nie skrzywdził zbyt mocno. Ale chyba wystarczająco by zacząć płakać. Przed oczami stanęły mi momenty z dzieciństwa. Poczułam jeszcze większy żal. Łzy wciąż płynęły. Szybko wytarłam je wierzchem dłoni.
-Vilu...Przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć..-postanowiłam mu przerwać.
-Wiesz co, daruj sobie. Myliłam się co do ciebie. Dzisiaj, kiedy kazali mi zrobić malinkę na twojej szyi byłeś mi obojętny, nie darzyłam cię nienawiścią tak jak to było wcześniej. Ale się pomyliłam. A teraz zostaw mnie w spokoju.- oznajmiłam . Z moich oczu popłynęły kolejne łzy. Chłopak obrócił się i wyszedł. Zamknęłam drzwi na klucz. Chciałam być sama. Usiadłam na parapecie. Ponownie zaczęłam płakać. Sama siebie nie rozumiałam. Przecież on nie jest dla mnie nikim ważnym. Nic do niego nie czuje, chociaż nie. Czuję do niego nienawiść, obrzydzenie i żal.
 Patrzyłam przez okno. Nagle usłyszałam dźwięk zapalającej się maszyny. Spojrzałam na ulicę. Spod mojego domu szybko wyjechał motor. - To on- pomyślałam. Wzięłam głęboki wdech. Po chwili wypuściłam powietrze. Chciałam dać mu szansę. Dać mu wszystko wytłumaczyć. On jednak musiał wszystko zniszczyć.
Minęło 20 minut. Postanowiłam, że zejdę na dół. Tak też zrobiłam. W salonie impreza toczyła się dalej. Nagle ktoś podszedł do mnie i złapał za rękę. Po moim ciele przeszedł przyjemny dreszcz. Dobrze wiedziałam, że to nie Leon. A każda inna osoba była od niego lepsza. Obejrzałam się. Zobaczyłam Diego. Uśmiechnęłam się i przytuliłam się do niego. Stałam tak wtulona w chłopaka. Było mi tak bardzo ciepło, miło i przyjemnie. Po chwili sie otrząsnęłam i odkleiłam się od chłopaka. Staliśmy na przeciwko siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Diego spojrzał na mnie z troską. Chyba na moim policzku płynęła jeszcze jedna łza, bo chłopak przetarł mi kciukiem po policzku. Uśmiechnęłam się lekko.
-Vilu, co się stało? - zapytał
- To bez znaczenia- odpowiedziałam.
- Dlaczego Leon tak szybko zbiegł z góry i wyszedł? - dopytywał. Chłopak dobrze wiedział, że Verdas był u mnie w pokoju. - To przez niego płaczesz?
- Możemy o tym nie rozmawiać, proszę. - błagałam. Diego się uśmiechnął i mnie przytulił. Leciała wolna muzyka, więc zaczęliśmy tańczyć.
Resztę imprezy spędziłam gadając z dziewczynami. O 5;00 wszyscy się już rozeszli. W salonie zostałam tylko ja i Federico.
- Vilu, idź spać. To ja to organizowałem, więc i ja posprzątam. - oznajmił. Uśmiechnęłam sie do niego i poszłam do siebie. Byłam bardzo zmęczona. Szybko się wykąpałam i zmyłam makijaż. Przebrałam się w piżamę i weszłam do ciepłego łóżka. Nie minęło 10 minut, a ja juz spałam.



'''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''








Moi drodzy!
I jak sie Wam się podoba nowy pościk ?
To chyba najdłuższy jaki kiedykolwiek napisałam :P
Mam nadzieję, że to docenicie.

Kolejny post dzisiaj lub jutro <3
Chociaż myślę, że jutro :)
Do następnego !

                                                                       - Ola -                                                                      
KOMENTUJCIE!!!!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka